Popularne posty

niewidoczny pyłek... / Oriflame Studio Artist Loose Powder

niedziela, 10 listopada 2013

Kiedy puder Manhattan {klik} poszedł świat, po tym jak kompletnie się u mnie nie sprawdził, z chęcią rozpoczęłam przygodę z jego następcą od marki Oriflame. Studio Artist Loose Powder czyli po prostu transparentny puder sypki to naprawdę godny uwagi kosmetyk do utrwalenia i wykończenia makijażu.      


Zamknięty jest w małym, zgrabnym słoiczku z plastiku, odpornym na uszkodzenia. Zaliczył podłogę kilka razy i dał sobie radę. :) W środku posiada sitko, które na początku zabezpieczone jest folią. W trakcie użytkowania już nic go nie chroni, zatem puder noszony w kosmetyczce trochę się rozsypuję. Ja wkładam zawsze płatek kosmetyczny, ale dużym ułatwieniem byłoby po prostu przekręcane zabezpieczenie, tak jak np. w Lily Lolo. 


Jeśli chodzi o samą zawartość, puder ma postać białego, drobno zmielonego proszku. Nałożony na twarz pędzlem, nie bieli jej i jest praktycznie niewidoczny. Ładnie stapia się z podkładem, nie podkreśla moich porów na nosie oraz nie robi efektu pudrowej maski. Jest lekki i niewyczuwalny na skórze. Moją mieszaną cerę trzyma w ryzach przez około 7 godzin, później pojawia się lekki błysk w strefie T. Jest tak niezależnie od tego, jakiego podkładu użyję. Jak dla mnie, że to naprawdę dobry wynik. Dużym plusem jest także fakt, efekt jaki daje to brak płaskiego matu. Przez cały okres codziennego używania, nie zauważyłam by puder w jakikolwiek sposób przyczynił się do powstania podrażnień, nowych niespodzianek, zapchania porów. A moja skóra ma do tego spore skłonności. 


Na pochwałę zasługuje także wydajność. Używam SALP codziennie, a w słoiczku praktycznie go nie ubywa. Wystarczy mi odrobina by omieść twarz dużym, puchatym pędzlem. W zasadzie, w jego przypadku sprawdza się powiedzenie im mniej, tym lepiej. Myślę, że posłuży mi przez długi czas. Z tego co mi wiadomo, puder w regularnej cenie kosztuje 45zł/7g, ale często można dostać go w promocji za 30zł, np. teraz. :)

SKŁAD: ZEA MAYS STARCH, KAOLIN, MICA, METHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, SILICA, IMIDAZOLIDINYL UREA, CI 77891, CI 77491

Jestem ciekawa czy miałyście styczność z tym pudrem i jak się sprawdził u Was? :)

PS. Kosmetyk dostałam w ramach współpracy z Anią z bloga kosmetyczny biznes (KLIK). Fakt ten nie wpłynął na moją ocenę produktów.Jeśli chcecie nabyć ten lub inny kosmetyk marki Oriflame– możecie to zrobić zgłaszając się do konsultantki, natomiast jeśli jesteście zainteresowane niższą ceną produktów możecie zarejestrować się do klubu Oriflame TUTAJ.



Nie zapomnij zajrzeć na:



Zobacz także:

36 komentarze

  1. 7 godzin matowienia to naprawdę niezły wynik :)
    Nie lubię pudrów sypkich, zdecydowanie wolę te prasowane, zresztą ostatnio kupiłam puder z MACa, więc na razie jestem w tej kwestii zaspokojona :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja lubię najbardziej sypańce :) prasowany noszę w torebce by ewentualnie się poprawić :)

      Usuń
    2. Ja próbowałąm się do sypańców przekonać, ale nie udało się ;)

      Usuń
  2. Miałam go kiedyś i nawet dobrze wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w porównaniu z Manhattanem dla mnie jest super :)

      Usuń
  3. Miałam styczność, ale go nienawidziłam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, dlaczego? :( Zapchał? Podrażnił? Jestem niesamowicie ciekawa!

      Usuń
  4. właśnie szukam jakiegoś fajnego sypańca, zwrócę na niego uwagę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie się sprawdza, ale pamiętaj, że warto polować na promocje ;)

      Usuń
  5. Ja go nie miałam, ale podobny jest do pudru bambusowego z biochemii urody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hawaiislands używałaś bambusowego? Mnie on bardzo kusi od dawna i wreszcie muszę go wypróbować, tyle pozytywnych opinii o nim czytałam... :)

      Usuń
  6. Nie przepadam za Oriflame, mam w kolekcji kilka niezłych pudrów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nena, zdradź, które to pudry :) Ja dawno nie używałam kosmetyków z Oriflame, ale ostatnio trafiło do mnie kilka smakołyków i o dziwo, ze wszystkiego jestem bardzo zadowolona :)

      Usuń
  7. Jeśli chodzi o pudry transparentne to jestem ich zwolenniczką, każdemu będę takie polecać i będę wierna. Gł argumentem, który do mnie przemówił jest fakt, że utrwala, a nie daje kolor i nie przyciemnia podkładu. Ideał<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ESM, ja tak samo! Odkąd je odkryłam nie wyobrażam sobie bez nich mojego makijażu. :)

      Usuń
  8. Wydajność godna podziwu :)
    Przepiękne tło na zdjęciach :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaciekawiłaś mnie! :)
    W październiku wykończyłam dwa pudry sypkie, które bardzo lubiłam. Teraz testuję skrobię ziemniaczaną w roli pudru :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie przepadam za pudrami sypanymi.
    Nie bardzo potrafię się nimi posługiwać ;)
    Zostanę przy wersjach kompaktowych.

    OdpowiedzUsuń
  11. Białego nigdy nie mialam,po tych wszystkich recenzjach, zastanawiam się czy nie kupić i wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ja sama też polubiłam pudry sypkie, polecam Ci wypróbowania tego z catrice - mam go i uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Z sypanych lubię Inglot i Ben Nye, a z prasowanych kupiłam ostatnio Misslyn i Sephora.

    OdpowiedzUsuń
  14. no całkiem fajny, ale u mnie chyba by się nie sprawdził :P

    OdpowiedzUsuń
  15. lubię takie delikatne pudry, choć o mat wielce nie zabiegam, bo mam suchą cerę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. najbardziej uwielbiam pudry transparentne ;-) chociaż do kosmetyków oriflame ciężko mi się przekonać

    OdpowiedzUsuń
  17. nigdy nie mialam chyba nic z oriflame. nie moge sie przekonac do tych kosmetykow ;/

    OdpowiedzUsuń
  18. Ogólnie za kosmetykami Oriflame nie przepadam,ale to 7 godz matowienia bardzo za mną przemawia.Teraz tylko gdzie ja znajdę jakąś konsultantkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie miałam z nim styczności, jednak poluję na taki puder i może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Mogłabym wiedzieć jakiego światła używasz do zdjęć? Szczególnie z posta "waniliowa rozpusta" o Yankee Candle. Twoje zdjęcia są cudowne i ta zagadka czy jest to jakaś lampa, czy światło dzienne nurtuje mnie od bardzo dawna! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam Twój wpis o zdjęciach, Alleluja! :D

      Usuń
    2. Hej Kasiu :) Dziękuję, cieszę się, że zdjęcia Ci się podobają. :) Wcześniej robiłam je w świetle dziennym, te powyższe są wykonane przy dwóch lampach ze światłem dziennym, z którymi ostatnio eksperymentuję, ale póki co nie wychodzi mi tak jakbym chciała ;) a waniliowa rozpusta była robiona w zwykłym świetle sztucznym, z prawej strony padało światło lampki ze zwykłą żarówą a z tyłu stoi wazon z lampkami choinkowymi :)

      Usuń
    3. Strasznie dziękuję Ci za odpowiedź! :) Zainspirowałaś i zmotywowałaś mnie do nauki zdjęć na trybie manualnym, bo sama mam lustro Nikona, a do tej pory ciągle przekładałam studiowanie jego ustawień "na jutro", a pstrykałam na automacie. A jeśli chodzi o światło, to też muszę poeksperymentować ze sztucznym, bo o tej porze roku złapanie dobrego dziennego graniczy z cudem. Dziękuję Ci bardzo jeszcze raz! :))

      Usuń

_________________________________________________

Masz do mnie jakiekolwiek pytanie? Zadaj je proszę pod najnowszym wpisem. :-)

Wszystkie komentarze zawierające autopromocję i aktywne linki reklamowe nie będą publikowane. Dotyczy to również marketingu szeptanego uskutecznianego przez firmy (w tym także niezwiązane z tematyką bloga).

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! ♡
Pozdrawiam serdecznie,
Agu
__________________________________________________