Popularne posty

Ruda historia :)

poniedziałek, 5 maja 2014

Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że będę miała kota, popukałabym się w czoło i powiedziała, że chyba oszalał. Od zawsze byłam psiarą. Pies pojawił się w naszym domu wcześniej niż ja i towarzyszy mi do dziś. Najpierw był czarno-biały Pimpek, teraz jest kudłata Mika u mojej mamy. No, ale ja przecież nie o tym...




Przez całe studia brakowało mi zwierzęcia w domu. Chciałam mieć psa, ale studentka w wynajmowanym mieszkaniu raczej nie mogła się na to porwać. Później nie wiadomo w zasadzie skąd, narodził się pomysł, że będziemy mieć kiedyś kota brytyjskiego. Ot, taka luźna myśl, na daleką przyszłość. Któregoś jednak dnia, mama zaczęła mi opowiadać o kocie, który zaczął przychodzić do niej do pracy. Miał teoretycznie dom, ktoś niby się nim zajmował, gdy jego właściciele wyjechali, ale był wystraszony i przeraźliwie chudy. Zaczęto go dokarmiać, a kot zaczął przychodzić codziennie. Potrafił spać na biurku, a całą zimę przespał w fotelu, za plecami mojej mamy. Serce pękało, gdy po zakończeniu pracy trzeba było go wystawić na mróz...



Znałam go jedynie z mmsów, przez ten czas przerodził się w pokaźnych rozmiarów kicurka, który nie narzekał na brak apetytu. Z każdą kolejną opowieścią i zdjęciem, zakochiwałam się w nim jeszcze bardziej. Mimo, że nie widziałam go na żywo. Przed Świętami Bożego Narodzenia pojechałam tam i doszło do naszego zapoznania. Przepadłam, ale wtedy jeszcze nie mogłam go wziąć. Wiedziałam jednak, że tuż po przeprowadzce zamieszka z nami. Po drodze było kilka chwil zwątpienia, ale serce wygrało i klamka zapadła. 


Rudy, mimo mieszkania na dworze, wyglądał na zadbanego kota. Pierwsza wizyta u weterynarza (który okazał się ślepy bo nie zauważył nawet braków w uzębieniu) przebiegła pomyślnie i stwierdzono, że absolutnie nic mu nie jest. Wykastrowaliśmy go i dokładnie 7-go marca zamieszkał u nas. Z tego miejsca dziękuję też znajomym za pomoc w ogarnięciu tego logistycznie. :)

Po krótkim czasie pojechaliśmy do lecznicy na kontrol (polecam tę w Mierzynie!) i tam okazało się, że czarny nosek wcale nie jest tylko brudny i z każdą kolejną wizytą zaczęły wychodzić różne inne dolegliwości. Niestety, Rudy okazał się nie do końca zdrowy i cały czas walczymy by doprowadzić go do porządku i wyprowadzić na prostą - początek kociego kataru, problemy z ogonem i uszami, z przewodem pokarmowym, w lecznicy jesteśmy co tydzień, ale to bez znaczenia. 



Zdawałam sobie sprawę, że bierzemy kota z ulicy, który żył na niej ładnych parę lat. Nikt o niego nie dbał, nikt się nim nie zajmował. Porzucono go jak zużytą zabawkę. Wiedziałam, że czeka nas wiele trudności, parę nowych ograniczeń i że zwierzak w domu to ogromna odpowiedzialność, ale ani przez chwilę nie żałowałam swojej decyzji, nie zwątpiłam i dziś postąpiłabym identycznie. Bardzo się cieszę, że jest u nas i że nie posłuchałam ludzi, którzy odradzali nam zabranie go do domu. Teksty, że kot jest brudny, że śmierdzi, że jego siuśki są nie do wytrzymania, nie były dla mnie sensownym argumentem, szczególnie z ust kogoś, kto kota miał. To zwierzę bardziej czyste niż pies - mam porównanie. A po kastracji gwarantuję Wam, że mocz jest praktycznie niewyczuwalny.  Rude futro rozkochało mnie i nie tylko mnie, do granic. Nie wyobrażam sobie, by miało go nie być.

Nie do opisania są chwile, kiedy  pakuje się na łóżko i rozwala się na poduszkach bo tam przecież śpi się najwygodniej. Przychodzi w nocy, kładzie się na nas, mrucząc przy tym jak traktor. Ta miłość  i tęsknota w jego oczach, jaką widzę po powrocie do domu. To nie do opisania. Te wszystkie jego pozy, spanie na króliczka, Nie da się na niego złościć, nie da się go nie kochać, nawet gdy coś mu się poprzestawia i o 5 nad ranem robi pobudkę swoim miauczeniem bo ma ochotę akurat sobie pogadać lub stwierdza, że właśnie w tej chwili muszę mu dosypać karmy. ;)  Nawet gdy drapie mnie do krwi, albo  gryzie bo nie ma ochoty na czułości lub codzienne zabiegi lecznicze. To po prostu miłość bezwarunkowa. :) Można rzec, że lekko zwariowałam na jego punkcie! :) Spoglądam właśnie na śpiącego obok mnie i rozczulam się na sam widok. :) Jest takim bezbronnym piecuchem, typowym kanapowcem... Nie wiem jak przetrwał tak długo i jak ktoś mógł tak go skrzywdzić (a niestety są tam również inne koty, w podobnej sytuacji :/).



Rudy to bardzo grzeczny i mądry kotek. ;) Od razu załapał kuwetę, nie znaczył terenu, niczego przez te dwa miesiące nam nie podrapał (nie licząc nas :D) bo wie, gdzie jest jego drapak i potrafi z niego korzystać. Nie podgryza nam kwiatków, nie wskakuje na stół i ogólnie bardzo szybko się zadomowił i przyzwyczaił do nowych warunków. :)

Jak wyżej wspomniałam, minęły zaledwie dwa miesiące, a ja już mogę napisać, że Rudy przewartościował i zmienił moje życie. Nauczył jeszcze większej odpowiedzialności, zmienił priorytety. Każdego dnia uczymy się siebie wzajemnie i całkiem nieźle nam to wychodzi. :)

Dlatego jeśli myślicie nad zwierzęciem, w szczególności kotem, zachęcam. Przede wszystkim do adopcji. Tak wiele bezdomniaków czeka na ciepły, kochający dom. :) Warto, naprawdę warto zostać kocim rodzicem. Bardzo szybko zobaczycie w ich oczach miłość i dozgonną wdzięczność, która jest najlepszą i najcenniejszą zapłatą, jaką możecie od nich otrzymać.



Każdy jednak musi zdawać sobie sprawę, że żadne żywe zwierzę to nie zabawka. Trzeba się liczyć z wydatkami, zarówno dotyczącymi codziennych potrzeb - jedzenie, żwirek itd. oraz z tym, że tak jak człowiek, Wasz zwierzak w każdej chwili może zachorować. Nieważne, czy jest rasowy czy nie, czy macie go od małego, czy przygarnęliście jako dorosłego osobnika. Ludzie chorują, zwierzęta chorują. Nie można więc olewać sprawy i pozwalać na cierpienie bo 'przejdzie, to tylko kot, wyliże się'. Biorąc zwierzę do domu, stajecie się odpowiedzialni za czyjeś życie, często bezbronne i kruche, które bez Waszej pomocy sobie nie poradzi. Pamiętajcie o tym. :)

 A poniżej jeszcze zlepek zdjęć z Insta i nie tylko :D Mogłabym go focić bez końca! ;)


Jestem ciekawa jakie Wy macie zwierzaki? :) Koty, psy, rybki, a może chomiki? Opowiedzcie mi Waszą historię! :) 



Nie zapomnij zajrzeć na:



Zobacz także:

78 komentarze

  1. Rudy z kazda kolejna fota zaskakuje, prawdziwy model :D Decyzja o wzieciu go i podarowaniu domu byla chyba najlepsza z mozliwych :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale kochany! A jakie pozy przybiera :) Cudowny zwierzak :) Uwielbiam koty i psy też. Ja obecnie nie mam żadnego zwierzaka w domu, ale niebawem będę miała kociaka lub może nawet dwa, to jeszcze się okaże. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo to koniecznie nam go przedstaw jak będzie/ będą już u Ciebie :-)

      Usuń
  3. Rozczulilam sie bo przypomnialo mi sie jak Dino do nas trafil . teraz nie wyobrazam sobie naszego domu bez rudego kociska :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam ten czas jak rozmawialysmy o Dino jak go wzieliscie. ♡

      Usuń
  4. Łza mi się w oku zakręciła :) i nie dziwię się, że się w Rudym zakochałaś, mimikę ma świetną :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe mógłby w kabarecie występować ♡ a tak serio to ja się często wzruszam przez niego ;)))

      Usuń
  5. Nie przepadam za kotami, przyznaję :-) I jeśli już to myślę o piesku.
    Ale Twój wpis mnie rozczulił, bardzo pozytywnie :-) Naprawdę jak to czytam to wiem, że to jest szczere i pisane z serca, a nie na 'pokaz' :-) Miał szczęście, że trafił na kogoś takiego jak Ty :-)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś nie palalam miłością do kotów, wolałam psy, a tu popatrz :))
      Dzięki :)))

      Usuń
  6. Mam kota, wyrzutka. Porzucił go mój brat (oddał mamie), który nie do końca zdawał sobie sprawę z posiadania zwierzaka. W sumie to cieszę się, że tak się stało - inaczej nigdy nie miałabym swojego wymarzonego kocura :) Co prawda o wdzięczności i czułościach mogę zapomnieć - nie ten typ - ale i tak go uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że go macie bo właśnie przez takie nieprzemyślane decyzje zwierzaki często tracą dom. :)

      Mój wyznaje czułości, ale na jego zasadach hehehe ;)

      Usuń
  7. mam dwa koty które kocham nad życie <3

    a jeśli szukasz informacji na temat zdrowia i chorób, bardzo polecam forum miau.pl - dodatkowo jest to wspaniała społeczność pomagająca wszystkim kotom, nawet kiedy wydaje się to beznadziejne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam miau.pl, czasem czytam forum :))))

      Usuń
  8. to ,że kociary mają fazę to wiem , ale że byłaś psiarą i tak Cię kot zauroczył to jest piękne :) żeby nie było..mój Rudy właśnie mnie ugniata, Pumka już się ułożyła i przesyłają kocie pozdrowienia ;)
    bier drugiego do kompletu <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram pomysl dokocenia sie :D

      Usuń
    2. o taaaaak! nie ma nic piękniejszego jak duet. Trio też jest dobre, jak u moich rodziców, ale to już warunki trzeba mieć odpowiednie. Dwójka nawet w niewielkim mieszkaniu daje spokojnie radę :))) a jak się bawią! Gadają ze sobą! Gonią się po całym domu ;)

      Usuń
    3. Te gonitwy najlepsze :D Moje dziewczyny to i czasem się pobija nawet, także łapoczyny na porządku dziennym :P

      Usuń
    4. Chciałabym kiedyś w przyszłości mieć drugiego kota, ale to bardzo odległe i na razie raczej niemożliwe. Na chwilę obecną skupiam się na tym by doprowadzić Rudego do zdrowia bo niestety dobrym pochwalić się nie może. Poza tym przed nami testy na białaczkę, których trochę się boję... :/

      Usuń
  9. jest przepiękny! powiedz mu to od Cioci Kasi, która mimo swoich dwóch futrzastych bab marzy o rudzielcu... <3
    Koty przewartościowują życie, to prawda. Ja swoje zgarniam z ogródka/ulicy i to takie mega wdzięczne stwory! można by gadać godzinami o tym, jak potrafią zrelaksować, jak przychodzą się miziać, kiedy mam słaby dzień lub siadają obok i dają kuksańca głową, kiedy płaczę... To niesamowite zwierzaki, zupełnie inne niż psy... Choć marzy mi się posiadanie dwóch psów i dwóch kotów, to póki co nie mogę sobie pozwolić na psiaka, więc marzenie mam spełnione połowicznie :)
    Polecam Ci na fb stronę Cat Versus Human :) fajna kocia społeczność, choć nie wiem czy akurat nie jest zamknięta...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekazałam ;) Rudy pozdrawia ciocię! :))))
      Idę obczaić fb!

      Usuń
  10. cudny kocurek! mam nadzieję, że niedługo będzie całkowicie zdrowy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przekochany! Wariuję na punkcie kotów <3 Jak mieszkałam kiedyś u babci to zapoczątkowałam jej kotomanię :) Po prostu przyniosłam po szkole od kolegi małego kotka (ukociły się u niego i miał do oddania) chociaż nikomu o tym nie mówiłam z domowników i nikt za kotami nie przepadał, wszyscy go pokochali :) Został z nami na długo, aż po prostu trafił się nieszczęśliwy wypadek i przebiegając przez ulicę zginął ;( Po tym czasie moja babcia przygarniała różne kotki. Obecnie ma wielkiego rudego kocura, który z takiej małej kuleczki wyrósł na wielgachnego tygrysa =^.^= Podobny do twojej Rudej, ale znacznie bardziej grubszy :D Może by się polubili ^^ Tylko, że on niestety nie jest pieszczochem :P Obecnie tu gdzie mieszkam, dokarmiam taką czarną kotkę, mieszka u siąsiada w szeregowcu ale często przychodzi do mnie po jedzenie, (dogadałam się z nim i nie ma nic przeciwko) czasami kotka da mi się nawet pogłaskać, więc jestem zaspokojona ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rudy to kocur a nie kotka :))))))

      Usuń
    2. Ps. Widze, ze z Ciebie taka dobra kocia dusza ;)

      Usuń
  12. mam to samo z moimi kotami (mam 3 rudaski :D ) mogłabym je focić non stop kocham je nad życie i nie wyobrażam sobie życia bez nich w ogóle bez zwierząt jestem osobą która musi mieć przy sobie zwierzęta mam też psiaka beagla i kocham ich wszytkich :)

    martwi mnie los wszystkich bezdomych zwierzat staram się w miarę możliwości wszystkie dokarmiać przynajmniej tak trochę można im pomóc.

    powiedz mi jak radzisz sobie z lnieniem kota? moje strasznie gubią sierść jest jej pełno w domu jak przyjdą na chwilę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak miał okres intensywnego linienia po zimie,akurat gdy do nas przyszedł to często go czesalismy i codziennie odkurzalam bo wszędzie były włosy :) teraz jest już spoko, wiadomo, że na ubraniach sierść jest jak go biorę na ręce, ale rolki do ubrań mam w użyciu :)
      ogólnie nie mam zbytniego doświadczenia :)

      Usuń
  13. Ja moją Melę wzięłam z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, kot który jest już 14latkiem u rodziców był wzięty z podwórka weterynarza, któremu się okociła kotka, a pies ze schroniska. Nie wyobrażam sobie inaczej zwierząt wybrać jak z takich miejsc. Mela jest całkowicie moim kotem, tylko moim i ja też mam na jej punkcie fioła, dni bez niej są puste i takie... bleh.
    Jak wyprowadziłam się z domu długo nie miałam zwierzęcia, ale po roku nie mogłam już wytrzymać i zawitała do nas właśnie ona :) Zakochałam się od pierwszego wejrzenia i choć jest czasem wredna i złośliwa, kapryśna to kocham ją, szaleję na jej punkcie i nie wyobrażam sobie życia bez niej ;)
    Także doskonale Cię rozumiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niesamowite jak zwierzaki potrafią zawładnąć serduchem!♡ pies w moim rodzinnym domu jest z lasu wiec u mnie też same znajdy/wyrzutki :)

      Usuń
  14. Prześliczny :) Też pod koniec studiów licencjackich zdecydowałam się przygarnąć miesięczne kocię wystawione w listopadzie na mróz. Z perspektywy lat to była jedna z lepszych decyzji moim życiu, choć na początku nie było łatwo. Właściwie zostałam kociarą z przypadku ;) Ale jestem bardzo szczęśliwa za każdym razem widząc moje ukochane czarno - białe futerko, mimo tego, że jest odrobinę nietykalskie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudna historia kociego szczescia! ♡

      Usuń
  15. Jeju, jaki jest cudny <3
    Ja też mam zwierzaka którego ktoś porzucił. Jest to mieszaniec i wabi się Mrówka :D
    To taki czarny grubas i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Jest już u nas 9 lat :)
    Napradę potrafi się odwdzięczyć no i wprowadziła dużo radości do domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymiziaj w takim razie Mrowke ode mnie! :)))

      Usuń
  16. To naprawdę piękny kocur :) Serce rośnie gdy czytam takie historie. Strasznie mi żal wszystkich porzuconych zwierząt i najchętniej przygarnęłabym wszystkie bezdomniaki, dlatego strasznie się cieszę, gdy dowiaduję się, że jakiś - nawet nieznany mi zwierzak - dostał nowe życie i nowy dom.
    Gratuluję zostania kocią mamą :P Ucałuj tego pieszczocha ode mnie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też bardzo żal zwierząt :(((

      Usuń
  17. Ja też niedawno przygarnęłam kocurka, tyle, że ze schroniska. Oczywiście zapewniano mnie, że jest zdrowy, ale po kilku dniach okazało się, że jest zupełnie inaczej. Pani weterynarz mówi już, że jest jego ciocią:) Ale on na szczęście daje sobie radę, chociaż mam chwile, kiedy wydaje mi się, że kolejnej choroby juz nie przetrzyma. Jednak pomimo wszystkich nerwów i pieniędzy nie zmieniłabym decyzji o adoptowaniu go. Bo pokochałam tego małego kocurka. I myślę, że on mnie tez. Kiedy jestem w domu nie odstępuje mnie na krok, kiedy kąpie się w wannie on musi być ze mna w łazience. Kiedy rano robię sobie makijaż on siada na toaletce i mi się przygląda. No i czasem ukradnie jakiś pędzel:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, biedne te zwierzaki w schroniskach ;( dużo zdrówka dla Twojego pupila, cieszę się, że są tacy ludzie jak Ty!♡

      Usuń
  18. Boże, ten króliczek <3 Super, że się tak szybko zaaklimatyzował :) wygląda na absolutnie zadowolonego XD Co do wskakiwania na stół - to słodkie że wszystkie się tak oszukujemy :P w sensie kociary hahaha ja też powtarzam, że Miszka grzeczne zwierze, wie, że nie można ale na wszelki wypadek blaty ciągle przecieramy (wszyscy dobrze wiemy, że nie wiadomo co wyczyniają jak nas nie ma w domu :P). A koci stalking też uprawiam - one są takie fotogeniczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh ja aktualnie pracuje w domu więc większość czasu mam go na oku i nigdy nie widziałam by wskoczył na blat. Ulubione miejsce to zdecydowanie nasze łóżko, w szczególności poduszka pana i kanapa ;)

      Usuń
  19. ja to się czuję jakbym mieszkała na jakiejś farmie.. mam kury, ptaki ozdobne, dwa psy i osiem kotów, z czego jedna to właśnie taka 'z ulicy' - też ją ktoś wyrzucił i przychodziła do nas 3 lata temu - dokładnie latem. Śmiałam się, że pewnie urządza sobie randeczki z moim Tadzikiem (on akurat wtedy latał za babeczkami) i w ostatni dzień jego męskości udało mi się do niej podejść bliżej i pogłaskać... zaniosłam jej jedzonko i mleczko i... przychodziła już codziennie :) Jest taka kochana, że nie sposób jej wyrzucić i też nie wiem, jak ktoś mógł to zrobić.. dziwi mnie to tym bardziej, że była wysterylizowana, ale widać może to nie była przeszkoda :( Została z nami do dziś i też sobie nie wyobrażam życia bez niej :) Mam teoretycznie 8 kotów ale w praktyce to chyba wszystkie koty z okolicy są po trochu moje, bo dokarmiam każdego, który do nas zajrzy a i one chętnie później wracają ;) Koty to najwspanialsze zwierzaki na świecie, a Twój Ruduś jest przeuroczy :)

    przepraszam Cię bardzo za spam, ale jeśli masz ochotę to tutaj możesz podejrzec całą moją kocią gromadkę :) http://kosmetasia.blogspot.com/search/label/zwierz%C4%99ta

    OdpowiedzUsuń
  20. Czytajac histore Rudego mialam lzy w oczach.... sledzilam caly czas jak pisalas, ze decydujesz sie na adopcje Rudego.....trzymalam kciuki. Ciesze sie bardzo, ze jestes szczesliwa z tego powodu i ze Rudy jest z Wami.
    Ja jestem bardziej psiara i moja historia jest bardzo smutna, bo 4 miesiace temu musialam uspic moja ukochana psinke Sali. Nawet teraz jak to pisze to plakac mi sie chce.
    Moja historie Sali opisalam na swoim blogu - http://joannalifeinamerica.blogspot.com/2014/03/pies-najlepszym-przyjacielem-czlowieka.html.
    Trzymam kciuki, zeby Rudy byl z Wami jak najdluzej, zebyscie mogli cieszyc sie ta kocia miloscia.
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. jakie uroczy, a kocinka cudowna :)
    sama mam kota, ale ona nie daje sie fotografowac :(

    OdpowiedzUsuń
  22. Przesłodki jest ten twój rudzielec :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Też kiedyś nie sądziłam, że mogłabym mieć kota, a teraz nie wyobrażam sobie życia bez naszych dwóch futer. Są kochane, mruczące, słodkie. Gdy ugniatają mnie swoimi puchatymi łapkami, wiem, że nas kochają :) Koty są cudowne.
    Słodki futrzak :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Jest boski! uwielbiam rudzielce :)
    Naszą Klarkę od kilku tygodni odwiedza taki fajny Rudy.
    Chyba się zaprzyjaźnili :) fajnie obserwować takie kocie zaloty!

    Życie z kotami jest wspaniałe! jest lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Jaki fajny kiciuś :) Uwielbiam rudy kolor..niestety nie miałam żadnego kotka o takim zabarwieniu..i tak fajnego jak twój :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja kocham wszystkie zwierzęta :) W domu rodzinnym mamy dwa psy i dwa koty, a teraz na studenckie mieszkanko adoptowałam z moim Lubym pieska :) Faktycznie, są jakieś ograniczenia, więcej obowiązków, ale zwierzaki dają tyle radości, że to na prawde nie jest kłopot :) Nie wyobrażam sobie życia bez czworonogów :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja swojego kotka wzięłam ze schroniska, jest już z nami ponad 10 lat i nie wyobrażam sobie dnia i nocy bez niego! Kulka, która się przymila, a w następnej chwili ugryzie albo potraktuje pazurem. Mimo to ją kocham i wiem, że gdyby coś się nagle stało to ryczałabym jak głupia.

    OdpowiedzUsuń
  28. Wzruszyłam się! Może to głupie, ale sama mam dwa koty wzięte z ulicy i doskonale wiem jak szybko skradły one moje serca i jak wielką miłością można obdarować takie sierściuchy :)
    A Ty Agatko jesteś wspaniała i mega odważna i za to Cię lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Brawo za podjęcie takiej decyzji! Ja w prawdzie do kotów miłością nie pałam ( i uczulona na nie jestem), ale za to psy to moja bajka. I wiem na pewno, że wezmę kiedyś jakiegoś ze schroniska, aby dać mu ciepły, kochający dom :)

    A ten Twój Rudy to niezły model :D Spanie "na królika" mnie rozwaliło :)))

    OdpowiedzUsuń
  30. Rudy jest kocurem na schwał :) z kazdym kolejnym postem pięknieje w oczach :) widać, że cudownie mu u Ciebie.

    Moja zwięrzęca rodzina też się niedługo powiększy ^^ już się nie moge doczekać :) tylko obawiam się reakcji Anuby - mam nadzieję, że zaakceptuje Go bez większych przygód

    OdpowiedzUsuń
  31. Śliczny kocurek i całkiem grubiutki :D To się zawsze tak niepozornie zaczyna, ale koty chyba już takie są, jak ich nie kochać? Nawet kiedy broją :) Dobrze, że Rudy dobrze trafił, nie każdy ma takie podejście do opieki nad zwierzęciem :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Od czasu do czasu działam jako dom tymczasowy i wprost uwielbiam czytac takie historie. Kocham koty, bez nich świat byłby znacznie brzydszy ;))

    OdpowiedzUsuń
  33. Uwielbiam koty !
    Rudy jest cudowny i śliczny :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Cudny ten kot! Myśmy dokarmiali takiego jednego, jednak nasz kocur strasznie sie bal tego bezdomnego i nie mogliśmy go przygarnaa. Ale mieszkał u nas w garażu, mama mu koniec zrobiła, jednak pewnego dnia nie przyszedł, ani żadnego następnego dnia : (

    OdpowiedzUsuń
  35. Bardzo się cieszę, że jednak go wzięłaś do siebie i że to się tak szczęśliwie potoczyło :) Na zdjęciach wygląda trochę jak moje koty, bo też tak lubią leżeć, hehe :D

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja mam kota i psa. Rudzielec jest bardzo mądry, bo moja kotka drapie wszystko tylko nie swój drapak ;) Oba moje zwierzaki są przygarnięte - kotkę wzięliśmy od znajomego, bo jego rasowa hodowlana kotka gdzieś uciekła i wróciła z brzuchem zapełnionym trzema maleńkimi kotami. Nasz znajomy chciał oddać koty do schroniska, bo półrasowych nigdzie by nie sprzedał, na szczęście nie musiał tego robić. Jednego wzięłam ja, drugiego moja ciocia, a trzeci powędrował do znajomych na wieś. Z kolei pieska znaleźliśmy w lesie, ktoś go porzucił jako kilkumiesięcznego (około 3-4) szczeniaka. Był wychudzony, zarobaczony i brudny. Nie mogliśmy go nie wziąć, zwłaszcza że jak nas zobaczył zaczął za nami iść i nie chciał sobie pójść. Wędrował z nami po lesie przez 2 godziny i ostatecznie odprowadził nas do domu i tak już został. Okazało się, że z powodu braku białka w diecie miał krzywicę kości, ale na szczęście był jeszcze młody więc udało się go wyleczyć. Trzymam kciuki za zdrowie Twojego Rudzielca. To jeden z najpiękniejszych i najbardziej rozczulających kotów jakie widziałam :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Twój kot jest absolutnie cudowny:) Rudzielce z białymi łatkami to mój ulubiony typ, kiedy byłam mała w domu również był piękny rudy kocurek. Żałuję że jestem uczulona, bo w innym wypadku już dawno przygarnęłabym jakiegoś kota. Niestety właśnie te z dłuższym futerkiem najbardziej mi się podobają. Mam nadzieje że Twój kotek jeszcze długo będzie Ci towarzyszył:)

    OdpowiedzUsuń
  38. Cudowny jest i widać, że jest mu u Was dobrze i jest szczęśliwy. Miałam kiedyś kilka razy podobne rudzielce, ale zawsze gdzieś wychodziły i już nie wracały... Teraz mam kocicę Milkę i mam bzika na jej punkcie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  39. ale cudaśny zwierzak! ja mam szynszyla :)

    OdpowiedzUsuń
  40. mam suczkę ze schroniska i też mogłabym jej ciągle fotki robić

    OdpowiedzUsuń
  41. Koty, koty i jeszcze raz koty ;) oraz parę innych :D
    Na zdjęcia Wasze napatrzyć sie nie mogę - cudne są <3
    A namiary wysłałam Ci dzisiaj, bo wczoraj zapomniałam.....

    OdpowiedzUsuń
  42. Uważaj, bo za chwilę możesz mieć kolejnego:D Ja moją pierwszą kicie przygarnęłam z osiedla. Długi czas radziła sobie sama, a w momencie kiedy już zamieszaliśmy na stałe w PL zgarnęłam ją na spontanie;) Naprawdę cudowny kot - jakaś mieszanka rasowych, długowłosa. Wizualnie (i nie tylko) dama:D Aż nie chce się wierzyć, że taki kot był tyle czasu bez domu. Po jakimś czasie pojawił się u nas kolejny kot, również księżniczka. Tzw. szaraczek jednak do szarości jej daleko:P Niezwykle piękną, kobiecą mordką goni naszą starszą piękność. Pierwsza została przygarnięta jako dojrzała kocica (ok. 4lat), druga miała może z 3m-ce. Jakoś dziewuchy się dogadały i świata poza nimi nie widzimy. Aby wypowiadać się o kotach trzeba koty mieć. Śmiać mi się chce kiedy słyszę, że kot to zło, jakieś dziwne stworzenie bez serca i uczuć do właściciela. Nigdy nie spodziewaliśmy się, że akurat takie zwierzaki u nas wylądują:D Co jest fajnego w kotach: uczą szacunku oraz cierpliwości i tego, że to nie jest słodziak który na zawołanie przyjdzie do gościa. Dla właścicieli potrafią być pluszakiem ale i potrafią pokazać, że coś im się nie podoba. Zresztą co kot to charakterek. Ja swoje cuda kocham i są pełnoprawnymi członkami naszej rodzinki:) Również strzelamy foty - istne zakochanie!:)

    OdpowiedzUsuń
  43. Ale słodziak! *__* Miałam tak samo jak Ty :) Od psiary do kociary :) Nie wyobrażam sobie teraz życia bez mojej Tośki :D

    OdpowiedzUsuń
  44. Wiem, że się powtarzam, ale jestem fanką Rudego. ;) Mój kiciurek został u rodziców. Wzięliśmy go ze schroniska jako jeszcze kocię - taki maleńki wypłosz z jednym okiem "niedziałającym". Dodatkowo teraz, jako siedmiolatek nie ma zębów (pochorobowo). Nie bywam w rodzinnym mieście tak często jakbym chciała, ale futro zawsze cieszy się na moje odwiedziny niesamowicie - nawet jeśli tak jak ostatnio nie widzieliśmy się cztery miesiące. Strasznie mi go tu brakuje, chciałabym mieć go ze sobą. Ale nie mogę, dlatego mam pięć cudownych szczurów, na których punkcie mam totalnego bzika. ;)

    OdpowiedzUsuń
  45. momentami jakbym siebie czytała! kotów okropnie nie lubiłam, w jakimś tam sensie się nawet nimi brzydziłam, a potem nagle moja mama (z takim samym swoją drogą podejściem jak ja) zdecydowała, że bierzemy kota, bo młodsza siostra chciała. więc wzięłyśmy, prawie identycznego jak Twój i nam uciekł. w całej rozpaczy już miałyśmy sprowadzać kolejnego, ale traf chciał, że dowiedziałam się o tym, że na śmietniku ktoś dokarmia małe kotki. miałam wziąć jednego, ale jak je zobaczyłam to nie dałam rady zostawić. zimno, oba chore niesamowicie, początkowo myślałam, że po prostu są malutkie ale okazało się, że to koci katar. długo zajęło nam odratowanie ich, weterynarz nawet powiedziała, że nie wiadomo czy przeżyją. jednak przeżyły, a dziewczynka była nawet na tyle silna żeby zwiać (chyba koty nas tak mocno nie lubią...), kotek z kolei został z nami do października i ma się świetnie, a to, jaki jest przesłodki i kochany rekompensuje każde podrapanie po tym jak dawałyśmy mu leki, szczególnie, że miał ledwo dwa miesiące jak go uratowałyśmy, a teraz dorasta sobie z nami :D wiedziałam, że się rozpiszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  46. Ale śliczny i cudowny ten Twój kociak :) Bardzo fajnie to wszystko opisałaś. Ja jestem kociara od małego, ale w domu mam kota, psa i świnkę morską. Kota to moj pupil i kocham go bezwarunkowo, mimo ze czasami krzyknę na niego bo jest niegrzeczny, to po chwili jak przyjdzie, wskoczy mi na kolana to wszystkie złości przechodzą. Teraz śpi sobie w kącie, a jak tylko wyjdę z pokoju on leci za mną, jest bardzo do mnie przywiązany i czuje, że on tez mnie kocha. Mój również jest wykastrowany( tydzien temu miał zabieg) oraz jest rudy. Biorąc zwierzaka trzeba pamietac ze to wielka odpowiedzialośc i wydatek. Nasz Alex je za dwóch, żwirku też mu dużo idzie + wizyty u weterynarza, no ale jest moim dzieckiem a czego się nie robi dla dzieci? Pozdrawiam :) Pogłaskaj ode mnie swojego kotka :))

    OdpowiedzUsuń
  47. To cudowne, że jest tu tyle ludzi o dobrym sercu, kochających zwierzaki. Ja przez prawie pół życia miałam psa. Po jego stracie minął rok jak wzięłam z ulicy trzy kociaki. Dwa są ze mną do dziś, trzeci też ma dobry dom. Czasem są ograniczenia i bywa trudno ale też nie żałuję tej decyzji :)

    OdpowiedzUsuń
  48. Prześlicznego masz kotka. Też kiedyś zabrałam z ulicy kotka. Był taki przesłodki. Codziennie czekał na mnie kiedy wracałam ze szkoły. A kiedy jadłam obiad to nie dał mi spokoju dopóki mu nie dałam. Potem się kładł na kolanach i słodko mruczał. Uwielbiam koty za to że są takie niezależne. Jeśli chcą pieszczot to sami przyjdą a jeśli nie chcą to ich nie widać. Niestety mój kotek uległ wypadkowi i nie przeżył. Chciałabym nowego kotka ale trochę boję się że nie będzie taki jak poprzedni. :)

    OdpowiedzUsuń
  49. Piękna historia. Dobrzy z Was ludzie.
    Moja Lusia, 7letnia kotka która nas opuściła w lutym, trafiła w pełni dzika do naszego domu. Mama na siłe zabrała ją, z pijackiego domu, krótko mówiąc. Przez cały ten okres, wykazywała się inteligencją, to kotka która sama otwierała drzwi, sięgała do klamki, czy wychodziła prze uchylone okno do góry. To ten typ, wierny i oddany. Dała nam cudne dzieci, były dwa bliźniaki rude, teraz u mnie widzisz tylko Leona, ale to w Luizie jego bracie byłam zakochana po uszy. Tak bardzo, że nawet 3 operacje jego oka (koci katar) przyczyniły się do tego, że inne koty odtrąciłam (mieliśmy wtedy łącznie 5). Cała uwaga naszej rodziny była skupiona na nim, co 3h podawanie leków, wymagało urlopu taty i mamy z pracy i mojego. Bo dwie osoby to były minimum przy tej czynności. Wiele łez, moja depresja. Zaniedbałam Leona, nie odzywałam się do niego. To nie tak, że inne koty cierpiały, miały jedzenie, spanie, dach nad głową. Brakowało mu tylko jego miłość. Aż w końcu LEon, zaczął chorować, ma wadę genetyczną dziąseł, codzienne smarowanie ich i mycie zębów, zakrapianie oczek, zbliżyło nas. Jest mądrzejszy od Luiza, bo współpracuje z nami. Kładzie się, sam upomina się o mycie, tabletki je z ręki. Jest najukochańszy, czeka na miejscu parkingowym aż wrócę do domu, albo na moim fotelu przy biurku. Jest mój, a ja głupia tego wcześniej tego nie widziałam. I kocham go szalenie, ale to on sprawił, że świata poza nim nie widzę, i mimo swojego wiecznego chrapania, tulimy się i bawimy jak głupki. A Lusia na nas patrzy, i wie że w dobrych rękach pozostawiła dzieci swe.

    Dużo pięknych chwil, Wam razem życzę :* koty po przejściach, doceniają nasze serce dużo bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  50. u nas są dwa psy;) nie wyobrażam sobie bez nich życia i nawet nie wiesz jak na nerwy mi działało, jak przeprowadzaliśmy się znowu do UK a każdy mówił, po co wam tam te psy, to tylko kłopot, wydane pieniądze itp.. no szlag mnie trafiał! jak mogłam zostawić je zostawić w pl na pastwę losu?? bo oczywiście nikt z bliskich proponował żeby je zostawić, ale siebie jako opiekuna nie proponował już... nawet jakby - nigdy w życiu!

    OdpowiedzUsuń
  51. Kochany kotek ;)) Ja od małego jestem kociarą i już chyba tego nie zmienię. Choć..nigdy nie mów nigdy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  52. Ja mam w tym momencie 3 koty i psa. Koty wszystkie z ulicy, pies - 12 lat w schronisku (weteranka). Koty w ogóle nie śmierdzą. Pies może trochę - jest stara, psują jej się zęby, z resztą nie jest tak dobrze z higieną u psów jak u kotów. Mieszkamy w mieszkaniu i wcale nie mamy przez te zwierzaki bałaganu i chaosu, jakby sie komus moglo wydawać. Swietny post, cieszę się że rudzielec znalazł dom u takiej osoby :) Zwierzakom trzeba pomagać, bo to nasi "bracia mniejsi", a my ludzie jako jedyna rasa jesteśmy obdarzeni inteligencją i to nas zobowiązuje to UZYWANIA JEJ a nie wykorzystywania przeciwko słabszym- czyli tym, które się same nie obronią i nie poradzą sobie.

    OdpowiedzUsuń
  53. Rudy śpi na króliczka... a mój? Na sparaliżowaną nogę - rozkłada się na cienkie półeczce i jedyne co sterczy w przestrzeń to jego lewa nóżka :D
    Ja również od zawsze chciałam mieć psiaka - takiego dużego, puszystego o mokrym nosku. No i wtedy przygarnęłam od siostry Ozzyego - wrednego, leniwego kocura, który uwielbia zrzucać rzeczy z półek, drapać kosz wiklinowy i otwierać lodówkę (jakby to robił na złość). Ale jak go nie kochać, kiedy przyjdzie i położy się obok, gdy akurat jestem przeziębiona, gdy ma dobry humor to budzi mnie i tyrpie nosem a do tego mruczy jak kot z astmą :)

    OdpowiedzUsuń

_________________________________________________

Masz do mnie jakiekolwiek pytanie? Zadaj je proszę pod najnowszym wpisem. :-)

Wszystkie komentarze zawierające autopromocję i aktywne linki reklamowe nie będą publikowane. Dotyczy to również marketingu szeptanego uskutecznianego przez firmy (w tym także niezwiązane z tematyką bloga).

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! ♡
Pozdrawiam serdecznie,
Agu
__________________________________________________