Popularne posty

3 gadżety do rzęs, przydatne w makijażu

niedziela, 21 czerwca 2015

Witam po nieplanowanej przerwie. Jak wiecie, mocno angażuję się w pomaganie kotom i niestety ostatni tydzień, dał mi nieźle w kość. Do tego jeszcze się przeziębiłam, więc na pisanie jakoś zabrakło siły. No, ale stęskniłam się już więc czas najwyższy na nowy post! Dziś opowiem Wam o trzech gadżetach, które usprawniają mój makijaż, ułatwiają tuszowanie rzęs i mają znaczny wpływ na ich końcowy wygląd. Żaden z nich nie był drogi, a naprawdę odwalają kawał dobrej roboty. Zapraszam do dalszego czytania.





Mam dość długie rzęsy, ale przy moich głęboko osadzonych oczach, nie robią wrażenia. Poza tym, w zewnętrznych kącikach rosną w dół, co sprawia, że oko może wydawać się smutne, jeśli makijaż zostanie wykonany nieumiejętnie. Ponadto, włoski krzyżują się na końcach i bardzo łatwo je posklejać. Tak czy inaczej, nie narzekam na nie, bo mogłoby być gorzej. ;) Staram się po prostu, by efekt końcowy był jak najlepszy. Co mi w tym pomaga?

ZALOTKA

Wcześniej używałam jakiejś zalotki no name i była średnia, na szczęście marki Ardell jest świetna. Widzę znaczą różnicę pomiędzy nimi. Ta jest idealnie wyprofilowana, ma odpowiednio miękką i gładką, silokonową gumkę oraz nie szarpie rzęs. Nacisk nie jest za mocny, rozkłada się równomiernie, zalotka włoski dobrze łapie, nie łamiąc ich. Wystarczy kilka sekund, by były ładnie podkręcone na całej długości. Dobrze dopasowuje się do kształtu oka. Jeżeli po jej użyciu od razu wytuszuję rzęsy, efekt utrzymuje się przez cały dzień. Kiedyś tego typu gadżet, uważałam za zbędny, teraz po zalotkę sięgam regularnie. Aha, jeszcze jedno - sporym plusem jest dodatkowa gumka na zapas, zamocowana na rączce. Dla mnie to znacznie mniejsze prawdopodobieństwo zgubienia. Kupicie ją na kosmetykomania.pl TUTAJKosztuje 16,90zł.




APLIKATOR DO SZTUCZNYCH RZĘS

Nie jestem fanką sztucznych rzęs. Zostawiam je sobie na szczególne okazję, nawet te, które wyglądają naturalnie (Ardell Demi Wispies), a i tak częściej sięgam po połówki. Na co dzień preferuję naturalny efekt i prędko się to nie zmieni. Początkowo, miałam małe problemy z samą aplikacją rzęs. Pęsetą trudno mi było je utrzymać, a przy użyciu palców brakowało precyzji. Rozwiązaniem okazał się być aplikator do sztucznych rzęs, który ułatwia ich zakładanie. Mój jest marki Technic i nie jest to najbardziej precyzyjnie wykonany gadżet, jednak swoją rolę spełnia nieźle. Obejmuje rzęsy na całej długości i bez problemu mogę je nakleić w miejscu, w którym chcę. Mam znacznie większą kontrolę ruchu. Poza tym, w zestawie mamy także drugą część, gdzie pojedynczy paski rzęs wkładamy i bez problemu je potem łapiemy aplikatorem. Gadżet ten znajdziecie TUTAJ w cenie 9,90zł.














GRZEBYK 

To gadżet, którego używam najdłużej. Jest ze mną od kilku lat i jak widać, nic się z nim nie dzieje. Grzebyk jest marki Inglot, innego zamiennika tak dobrej jakości nie znalazłam. Wszystkie z plastiku mogą się schować. Ma bardzo cienkie i ostro zakończone metalowe ząbki, przypominające igiełki. Trzeba się z nim obchodzić ostrożnie i przy użyciu lusterka. Mi nigdy nie zdarzyło się jakieś ukłucie, czy inna krzywda, a wiele razy rozczesywałam rzęsy od samej nasady. Przepięknie je rozdziela i jest w stanie uratować każdy makijaż. Nawet skopany najsłabszą maskarą świata. Zawsze mam go pod ręką. Bez problemu się czyści - ja myję go płynem dwufazowym i w kilka sekund jest jak nowy. Kupiłam go w salonie marki, w promocji za 15zł. Zakładam jednak, że teraz będzie dużo droższy bo ceny znacząco skoczyły w górę (czego swoją drogą nie rozumiem - czyżby Inglot aspirował na drugiego Maca?). 




Być może każdy z nich wygląda niepozornie i możecie uważać, że raczej się nie przydadzą, ale każda z nas ma dni pt. bad makeup day. :D Wtedy tego typu gadżety są niezastąpione. ;) Ja korzystam z powyższej trójki regularnie i jestem zadowolona, ale korci mnie jeszcze wypróbowanie aplikatora Ardell. :)

Dajcie znać, czy wy ułatwiacie sobie życie różnymi akcesoriami. Może znacie jakieś warte uwagi i godne polecenia? :) 

facebook instagram bloglovin google



Nie zapomnij zajrzeć na:



Zobacz także:

41 komentarze

  1. Nie używam nic z tych rzeczy, zaciekawiły mnie jednak bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie to zupełnie zbędne gadżety :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Grzebyk kiedyś za mną chodził, ale jakoś sobie daje bez niego radę, zalotkę muszę sobie kupić, a aplikator do sztucznych rzęs jest nie dla mnie, bo nie używam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. mam zalotkę ale z gumami także na górze ;) Nazwy nie pamiętam ;) I ten grzebyk też mam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zalotki używam już od kilku ładnych lat, zawsze kupowałam te z Rossmanna, są całkiem niezłe, ale trzeba je wymieniać co rok/półtora. Kiedy moja obecna dokona żywota, kupię tą z H&M, podobno jest genialna. :) Ten grzebyczek chodzi za mną od ponad roku, zawsze o nim zapominam, ale w końcu go dorwę. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię ten grzebyk z Inglota, chociaż nie zawsze radzi sobie z trwałym rozczesaniem rzęs.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety u mnie jest to samo... Tak samo średnio sobie radzi zalotka Inglota w wersji PRO...

      Usuń
  7. Mam taki grzebyk od jesieni i ani razu nie użyłam ;) wstyd ;) nie wiem po co kupiłam ;))

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaciekawił mnie grzebyk z Inglota, chyba dopiszę go sobie do listy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja w zasadzie do tej pory używałam tylko zalotki i Grzebyczka z plastiku, który nie do końca spełniał swoje zadanie... Ten z Inglota wygląda na porządny, ale z drugiej strony wiem, że jestem życiową ciapą i pewnie nie raz bym sobie zrobiła kuku... Mimo to, będę o nim pamiętać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zalotka do zdecydowany must have każdej kobiety! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Efekt jaki daje zalotka na moich rzęsach nie bardzo mi się podoba, ale może nie używałam dostatecznie dobrej? Grzebyczka nie mam, a by mi się przydał. Aplikator do rzęs też fajna rzecz i za grosze, zawsze mam problem z założeniem sztucznych rzęs i w konsekwencji nigdy ich nie nosiłam, a na specjalne okazje czasem chciałoby się zaszaleć.

    OdpowiedzUsuń
  12. Grzebyk obecnie kosztuje 19 zł i właśnie zamierzam po niego wstąpić, szczególnie że teraz po powrocie do long 4 lashes rzęsy zaczynają być niesforne :) Po zalotkę sięgam rzadko, ale ostatnio dorzuciłam do koszyka tę z h&mu, więc może będzie lepsza niż moja obecna. Sztucznych rzęs nie lubię, bo wolę kępki :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Korzystam ze zwykłej zalotki zakupionej w Pepco oraz grzebyka do rozczesywania :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja miałam tania zalotkę no name i w końcu ją wyrzuciłam (po wyrwaniu nią rzęs niestety). Teraz planuje zaopatrzyć się w jakąś lepszą. A grzebyk z Inglota muszę sobie sprawić, bo wydaje się świetny:)

    OdpowiedzUsuń
  15. No, a właśnie miałam pytać dziewczyn, po jaką zalotkę w przystępnej cenie najlepiej sięgnąć. Aktualnie mam taką najtańszą i o ile rzęsy podkręca ładnie, to sama rozpada się już na drobne kawałki. Aplikator do sztucznych rzęs też wkrótce się przyda, bo zamierzam poeksperymentować nieco z doklejaniem rzęs a pomysłów na charakteryzacje ostatnio mi nie brakuje :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie używam żadnego z tych gadżetów :)
    Jedynie co to jeśli maluje drugą osobę to czasami używam zalotki :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Moje rzęsy też rosną prosto. Całe niestety, więc bez zalotki ani rusz.

    OdpowiedzUsuń
  18. ja mam zalotkę z Elite i też jest fajna :) grzebyk za mną od dawna chodzi, ale jakoś zapominam co jakiś czas o nim i jeszcze nie kupiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. grzebyka nie posiadam muszę go kupić :P

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie wiem czemu, ale mam już drugi grzebyczek z Inglota i stało się z nim dokładnie to samo co z pierwszym....wyleciała ponad połowa igieł.
    Myje go płynem micelarnym, nie robiąc ruchów w górę i w dół żeby nie wysuwać igieł, nie namaczam go, a i tak już drugi jest do wyrzucenia

    OdpowiedzUsuń
  21. Mimo tego, że jestem facetem i ta tematyka raczej nie przypada mi do gustu, a na blog natknąłem się przypadkiem - korzystając z laptopa koleżanki to muszę powiedzieć, że jest na prawdę świetny. Sam jestem blogerem i wiem jak ciężko trzeba pracować, żeby tworzyć takiego bloga.

    Pozdrawiam,
    bloger z http://www.rowerempo-m.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  22. Kiedyś używałam zalotki ale była zbędna... nie wiem po co ją kupiłam bo mam już naturalnie ładnie podkręcone rzęsy. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Moje rzęsy są bardzo krótkie i niestosowałam jakiś specjalnych przyrządów. Jedynie zalotka jest w mojej kosmetyczce. Kreska przy lini rzęs i to wszytsko. Niestety czegokolwiek bym nie zrobiła z rzęsami zawsze wygądały na liche i w zasadzie nie było ich widać. Teraz zaczęłam używać odżywki do rzęs Long4 Lashes i od razu lepiej wyglądają, przy okazji pięknych nowych rzęs myslałam o tym grzebyku o podobno świetnie rozczesuje i sprawia że rzęs wydaje się wiecej.

    a tak apropo zalotki i tuszowania rzęs, moje rzęsy szybko się prostuj po zalotce. Używałam już kilku tuszów ale efektu brak. Jaki tusz jest najlepszy do malowania rzęs po użyciu zalotki?

    OdpowiedzUsuń
  24. jak posklejam rzesy przypadkowo tuszem to używam grzebyka ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Kocham zalotki! Moją ulubioną jest mini zalotka z MAC. Ten grzebyczek miałam, ale użyłam może 2 razy, jest dla mnie przerażający, straszny i zrobię sobie nim krzywdę:P

    OdpowiedzUsuń
  26. Sztucznych rzęsy nie używam, więc aplikator nie jest mi potrzebny... Za to zalotka i grzebyk to coś co uwielbiam :))

    OdpowiedzUsuń
  27. Podobnej jakosci grzebień mozna też dostać na aliexpress (też ma metalowe ząbki). Też nie wyobrażaam sobie bez niego życia;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ten grzebyk to super sprawa ; ) Cały czas wybieram sie po niego, ale w jak już jestem to zapominam wejść do inglota.

    OdpowiedzUsuń
  29. ja uwielbiam sztuczne rzęsy ♥ ale też raczej zakładam je na "specjalne" okazje i aplikuję paluchami, zazwyczaj wychodzi mi to całkiem nieźle, ale właśnie zamówiłam sobie pakę z Ardell gdzie w skład wchodzą 2 pary rzęs, właśnie aplikator i klej, także zobaczę jak to w rzeczywistości ułatwia czy też nie :D za to zalotka zawsze wydawała mi się narzędziem tortur i nie używam do tej pory :P

    OdpowiedzUsuń
  30. Też się zastanawiam czy Inglot nie wziął sobie za bardzo do serca porównań produktów do MAC-a i przez to nie podnosi cen :p Zalotka to dla mnie cudowny wynalazek, zawsze gdy jej użyję jestem pod wrażeniem tego, co robi z rzęsami :)

    OdpowiedzUsuń
  31. nie używam nic z tych rzeczy. ale w swojej kosmetyczce posiadam zalotkę.

    OdpowiedzUsuń
  32. Z tych rzeczy mam tylko zalotkę, której i tak nie używam :/

    OdpowiedzUsuń

_________________________________________________

Masz do mnie jakiekolwiek pytanie? Zadaj je proszę pod najnowszym wpisem. :-)

Wszystkie komentarze zawierające autopromocję i aktywne linki reklamowe nie będą publikowane. Dotyczy to również marketingu szeptanego uskutecznianego przez firmy (w tym także niezwiązane z tematyką bloga).

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! ♡
Pozdrawiam serdecznie,
Agu
__________________________________________________