Popularne posty

Nigdy nie rób tego w drogerii - 10 najgorszych zachowań klientów

czwartek, 24 września 2015

Do tego wpisu zabierałam się bardzo długo, ale dopiero niedawna sytuacja podczas zakupów ostatecznie zmotywowała mnie do jego stworzenia. Dziś bez zbędnych wstępów, jeżeli jesteście ciekawe jakie zachowania w drogeriach uważam za karygodne oraz żenujące zapraszam do dalszego czytania. Dodam jeszcze, że całość oceniam z perspektywy zarówno klienta, jak i pracownika, bo miałam okazję wcielić się także w tę drugą rolę. 


MALOWANIE SIĘ TESTERAMI

Testery są po to, by sprawdzić kolor, formułę, krycie, pigmentację, konsystencję lub na przykład szczoteczkę maskary. Nie służą jednak do tego, aby wykonywać sobie nimi makijaż. I absolutnie nie chodzi mi o to, że komuś żałuję, ale nigdy nie pojmę, jak kobiety się nie tego nie brzydzą. Bierze jedna z drugą taką pomadkę, która w szafie jako tester widnieje od roku, albo i dłużej, jest zmacana przez tłumy i aplikuje bezpośrednio na usta. Fuuj! Albo testerem tuszu maluje sobie rzęsy, stojąc przed drogeryjnym lusterkiem prawie kwadrans. Nie chcę wiedzieć ile wtedy bakterii przenosi się na twarz i na co narażona jest skóra. Jeszcze w przypadku kosmetyków, które najpierw nanosi się na dłoń, a potem dopiero na cerę, jestem w stanie to zrozumieć, ale ogólnie takie sytuacje budzą we mnie odrazę. 

OTWIERANIE I MACANIE PEŁNOWARTOŚCIOWYCH KOSMETYKÓW

Na ten temat rozwodzić się nie muszę, bo to powszechny problem. Jak mnie to niesamowicie wkurza! Wielokrotnie kupiłam kosmetyk, wróciłam do domu i po otwarciu zaskoczył mnie np. odcisk palucha w kremowym cieniu, lub zmacany róż. Za każdym razem, gdy widzę, że kobiety otwierają zafoliowane, pełnowymiarowe produkty to szlag mnie trafia i w większości przypadków zwracam uwagę. I naprawdę nie przyjmuję do wiadomości tłumaczenia "bo nie ma testera". Jasne, fajnie by było, gdyby był, ale jak się nie ma co się lubi, to się sprawdza w sieci. Poza tym w szafach bardzo często przymocowane są szczoteczki maskar po bokach, albo ba! są nawet te pożądane testery, ale nikt na to nie zwraca uwagi i tak, czy inaczej, otwierane są świeże kosmetyki. Stoi później taka gwiazda i pompuje do każdej maskary powietrze, a potem wychodzi z niczym. I później zdziwienie, że po zakupie kosmetyk szybko wysycha, albo już jest suchy. Żadna z nas nie chciałaby wydać pieniędzy na coś, co  jest stare i nie nadaje się do użycia. Czy kupując jogurt, też go otwieramy i sprawdzamy jak smakuje lub pachnie? Nie! Nie róbmy więc tego w drogerii.

ODKŁADANIE NA PÓŁKĘ UŻYTEGO KOSMETYKU I WRZUCANIE DO KOSZYKA NOWEGO

Pracując w drogerii, notorycznie byłam świadkiem, gdy kobiety np. brały antyperspirant, pryskały odrobinę, by sprawdzić zapach, po czym brały nową sztukę z końca półki. Podobnie zresztą jest z kosmetykami kolorowymi. Pewnie, lepiej komuś zostawić używany kosmetyk, niż samemu go kupić. Najgorsze jest to, że każde zwrócenie uwagi, wiązało się z ogromnym oburzeniem klientek. Wierzcie mi, że często musiałam brać głęboki oddech i liczyć do dziesięciu, nim wypowiedziałam zdanie. Teraz, robiąc zakupy, też się z tym spotykam i nie ogarniam. I nie wiem, czy wiecie drogie panie, ale ekspedientki, często specjalnie te użyte kosmetyki stawiają na koniec. :D 

GŁOŚNE PLOTKOWANIE I PRZEKRZYKIWANIE SIĘ PRZED SZAFAMI KOSMETYCZNYMI

Te sytuacje mają najczęściej miejsce w trakcie promocji, bo wtedy najwięcej kobiet gromadzi się pod szafami z kolorówką. Ja naprawdę nie mam nic przeciwko zakupom z kumpelą, ale krzyki, wrzaski i opowiadanie na głos jak ta Baśka z pracy nie umie się malować, to gruba przesada. Staną takie i stoją, nawet nie skupiając się na kosmetykach. Jedynie blokują dojście do standu. Do drogerii idę po to, by zrobić zakupy, a jak chcę poplotkować z koleżanką, idziemy na kawę. Poza tym, rozmawiać można spokojnie, a nie wrzeszczeć jak przekupa na targu.

ROZPYCHANIE SIĘ ŁOKCIAMI

Podobnie jak wyżej, najczęściej można się z tym spotkać podczas promocji. Któregoś razu próbowałam mamie kupić podkład Bourjois. Stanęłam przed szafą Bourjois i szukałam konkretnego odcienia. Nie wiem ile razy dostałam z łokcia od kobiety, która próbowała sięgnąć po błyszczyk, a nie umiała wydukać słowa 'przepraszam'. To naprawdę nie boli. Kolejnym razem, przy jakiejś marce była wręcz kolejka, a ja spokojnie czekałam, by się do niej dostać, ale w momencie, gdy jedna panna mnie prawie staranowała i totalnie podeptała, odpuściłam i kupiłam kosmetyk online. Mam wrażenie, że niektóre osoby w czasie promocji zachowują się jakby zostały wypuszczone z buszu. Zero samokontroli, zero kultury. Porażka. 



NIEPILNOWANIE DZIECI

Sama dzieci nie mam i być może narażę się niektórym mamom, ale już tłumaczę o co mi chodzi. Nie mam nic przeciwko dzieciom w drogeriach. Wiem, że nie zawsze jest z kim maluszka zostawić, a młoda mama przecież nie będzie ciągle siedzieć w domu. To oczywiste. Drażni mnie jedynie to, że często kobiety pozwalają dzieciom na totalną samowolkę w sklepie, nie tylko w drogerii. Nieważne, czy maluch siedzi w wózku, czy sam chodzi. Mama ogląda jakiś kosmetyk, a dziecko chwyta każdy produkt, otwiera go, maże się nim, rzuca na ziemię, często też po prostu niszczy, albo robi sobie krzywdę. Wierzę, że zgodzicie się ze mną, że tak być nie powinno i po to jest rodzic, aby swojej pociechy pilnować i tłumaczyć co wolno, a czego nie. 

WYCIĄGANIE KOSMETYKÓW Z SZUFLAD

W drogeriach typu Rossmann, czy Natura, na samym dole wszystkich półek i szaf są szuflady, w których mieszczą się zapasy. Nie wolno ich sobie otwierać i szperać. Jak czegoś brakuje na półce, wystarczy poprosić obsługę, by sprawdziła, czy aby na pewno nie ma kosmetyku schowanego. Pytanie nie boli, więc nie pozwalajmy sobie na samowolkę. 

WPYCHANIE SIĘ W KOLEJKĘ

Wiecie co, zawsze mnie to śmieszy, nie tylko w drogeriach. :D Mi się generalnie nigdy nie spieszy, a w większości sklepów jest np. tak, że jak zostaje otwarta druga kasa, to proszona jest następna osoba z kolejki. Dla mnie to logiczne, ale dla niektórych osób niestety nie i pędzą z końca, na łeb, na szyję, byleby za oszczędzić te 5 minut. Najczęściej towarzyszy temu zaciętość, agresja i po raz kolejny to napiszę - totalny brak kultury. Szczególnie, gdy przed nimi, w kolejce stoi kobieta w widocznej ciąży, której udają, że nie widzą. Wstyd.

MYLENIE DROGERII Z SALONEM PIĘKNOŚCI

Tak, takie sytuacje mają miejsce i to bardzo często. Moja koleżanka, która przez dłuższy czas pracuje w jednym miejscu, opowiadała mi wielokrotnie, że jest grupa kobiet, notorycznie przychodzących, tylko po to, by wypsikać się konkretnymi perfumami, albo pomalować usta jedną pomadką. I notorycznie nie znaczy raz w miesiącu, a na przykład pięć razy w tygodniu. ;] I co najlepsze, to nie są biedne studentki, a eleganckie kobiety w markowych ubraniach. Ja rozumiem, że ktoś może cierpieć na brak pieniędzy, ale jak mnie nie stać na czerwoną pomadkę za 200zł to kupuję taką za 10zł.

UDAWANIE NAJMĄDRZEJSZEJ

Czasami naprawdę warto posłuchać ekspedientki. :) Ja wiem, że utarło się, że konsultantki zazwyczaj pojęcia nie mają o ofercie kosmetycznej, ale w drogeriach też pracują dziewczyny, które naprawdę jarają się makijażem i mogą dużo podpowiedzieć lub polecić coś ciekawego. Gdy ja pracowałam w Naturze, miałam naprawdę zgraną ekipę o dużej wiedzy kosmetycznej. Klientki często jednak upierają się przy swoich racjach 'bo co tam pani może wiedzieć', są bardzo nieuprzejme i później możemy obserwować panie w podkładach o pięć tonów za ciemnych 'bo one chcą być opalone'. Nie mierzmy więc wszystkich jedną miarą i dajmy się czasem obsłudze wykazać. ;)





W związku z powyższym, przyznam szczerze, że coraz częściej robię zakupy online i rzadziej zaglądam do stacjonarnych sklepów ogólnie, nie tylko drogerii. Marzy mi się dzień, w którym wszystkie kosmetyki będą odpowiednio zabezpieczone i zafoliowane na tyle mocno, że nie da się ich otworzyć. Wierzę też, że doczekam się świeżych testerów w pełnej gamie kolorystycznej i przede wszystkim, kiedyś ujrzę w drogerii plakat "towar macany, należy do macanta". :D

Jestem ciekawa, czy zgadzacie się ze mną i jakie są Wasze odczucia w tym temacie.  Może dopisałybyście coś do listy? Dajcie znać w komentarzach. :)
facebook instagram bloglovin google



Nie zapomnij zajrzeć na:



Zobacz także:

154 komentarze

  1. Bardzo fajny post, niestety nic nie wskóra. Ludzie teraz w ogólnie nie mają kultury. Jest coraz gorzej.... Mam wrażenie, że nasze społeczeństwo robi się coraz bardziej egoistyczne i ,,wieśniackie". Spotykam się z takimi zachowaniami na co dzień i sama nie raz mam ochotę komuś zwrócić uwagę. Nikt nie patrzy na Ciebie i każdy zajmuje się sobą, odkąd jestem w ciąży więcej osób wciska się przede mnie w kolejkę niż przedtem... Straciłam w ogóle wiarę w ludzi i w to czy ktoś ma za grosz poczucie kultury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może choć do jednej osóbki dotrze, że robi nie tak jak trzeba. ;-) Ja mimo wszystko w ludzi wierzę. :-)

      Usuń
  2. Agu ,też tych wszystkich rzeczy bardzo nie lubię. Żeby było śmiesznie drogerie to nic . Taki Lidl np. gdzie nie mogłam normalnie wejść po spodnie które sobie upatrzyłam. Najgorsze , że ja poza studiami mieszkam w małym miasteczku, choć wiem że i w dużych tak bywa, ale jak za każdym razem kiedy próbuję kupić sobie pościel widzę po raz 50 tę samą kobietę , która wyniosła przed tygodniem 4 albo 5 i zostawiła mnie z niczym. Wieczne bitwy i wrzaski. W drogeriach to samo, czasami jednak bez łokci się nie obejdzie , bo możesz przepraszać milion razy a kobieta testuje każdą szminkę na sobie po kolei i to najczęściej nową... dołącze jeszcze śmieszną historyjkę zakupową, ostatnio jechałam nad morze i ogólnie miałam podły dzień ,a chciałam sobie coś kupić na podróż. Nagle rozsypały mi się drobniaki , których do końca nie pozbierałam od razu , widząc stojącą za mną kolejke. Jak babeczka przede mną nie weźmie i nie pozbiera wszystkich i do portfela sobie nie wsypie. Patrzyłam na to z wytrzeszczonymi oczami, już nie mówię o tych paru groszach ,ale ja się na nią patrze a ona rozejrzała się dookoła jakby nigdy nic i poszła . Także , wszędzie to sam , a z ludźmi powoli coraz gorzej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inga, no niestety, a najgorsze jest to, że bardzo często tak 'dziko' zachowują się eleganckie kobiety na stanowiskach, które nie muszą się bić o marketową szmatkę. ;) Też pochodzę z małego miasta, gdzie każdy się zna i pojęcia nie masz co się dzieje, jak jest nowa dostawa w lumpeksie. Cała elita miastowa najpierw stoi pod lumpem, a potem pędem poluje na wieszaki. To jest tak żenujące, że aż śmieszne. Do lidla to nawet nie chodzę jak coś ciekawego rzucają. Dziś byłam po zakupy na obiad około 14 i widziałam, że jakieś botki były w koszach. Co tam się działo... masakra! Jakby za darmo rozdawali. Jeden facet nawet przesunąć się nie chciał. :D

      Usuń
    2. moja kuzynka się śmieje , że tatę ze sobą zabiera. On bierze nad nimi wyciąga kilka ubrań , ona sobie wybiera co chciała i idzie. W sumie to jedyny dobry sposób, bo inaczej istnieje ryzyko że Cię pobiją. Co do lumpeksów , wiem o czym mówisz. Ostatnio chciałam zjarzeć,ale wróciłam zrezygnowana bo nawet nie było jak przejść ;)

      Usuń
    3. zapomniałam dodać , że ostatnio kupiłam sobie wosk do brwi zamiast korektora pod oczy w czasie Rossmannowskiej promocji, zauważyłam to po kilku dniach otwierając pudełeczko. Co prawda przydał się mi ten wosk, ale to już trochę szczyt wszystkiego podmieniać kosmetyki :(

      Usuń
    4. Lumpeksowy szał znam. W moim miasteczku raczej na spokojnie można się i rozejrzeć i przymierzyć. Któregoś dnia przy okazji przerwy w szkole (inne miasto) weszłam do najbliższego SH i oglądałam. Wybrałam kilka rzeczy (mam hit na wolne obie ręce i grzebanie dalej - wieszam wieszak na nadgarstku) Przyczaiłam że weszła dosyć potężna kobitka rozmiar 50+ i na łapu capu wyciąga różne rzeczy bez patrzenia na rozmiar. Pech chciał, że spodobała jej się bluzka którą miałam zawieszoną na nadgarstku.... Wyrwała mi z rąk bluzkę w rozmiarze 36 i skręciła nadgarstek burząc się jeszcze, że tak długo stoję i oglądam....
      Także tego :D

      Usuń
    5. Taaak, to co się dzieje w lumpeksach to istna patologia... U nas w małym miasteczku jest taka jedna ciucharnia, gdzie są naprawdę spoko rzeczy, ale co tam się dzieje... Na początku jako niedoświadczona 'łowczyni' wychodziłam prawie z niczym. Ale teraz już się nauczyłam, co za baby tam przychodzą. Po pierwsze - zawsze. ZAWSZE przychodzą takie 2 babki, które są chyba 20 min przed otwarciem i punkt 9.00 wpadają do sklepu i łapią wszystko jak leci. Jeszcze się dogadały ze sprzedawczynią, że co złapią to rzucą do niej za ladę i dalej w ciuchy. Po 15 min za ladą jest ogromna sterta ciuchów. Jestem na 100% pewna, że one to później sprzedają gdzieś na necie jako nówki sztuki, raz użyte :) Po drugie - te baby w lumpach nie mają za grosz kultury! Byłam ostatnio świadkiem, jak wszystkie rzuciły się na wieszak z sukienkami, aż jedna zaczęła krzyczeć "RATUUNKUUU BABY CO WY?! MIAŻDŻYCIE MNIE!". Sprzedawczyni musiała interweniować... Ale najbardziej denerwują mnie babki, które się rozpychają. Ja mam dobre oko i sprawne ręce, więc przeglądam ciuchy bardzo szybko i sprawnie. W pół sekundy jestem w stanie ocenić, czy mi się coś podoba czy nie. I oglądam sobie kulturalnie, aż tu wpycha się przede mnie baba i z całej siły przesuwa wszystkie wieszaki na mnie, robiąc sobie pół metra luzu na drążku i tak trzyma. Nie ma szans, żebym cokolwiek obejrzała :) Rozumiem, że każdy chce złapać, co najlepsze ale bez przesady :/ Ja mam zupełnie odwrotne nastawienie. Jak widzę, że jakiejś babce dobrze z oczu patrzy, ale nie umie się dopchać, sama robię jej miejsce i mówię z uśmiechem 'Proszę, niech Pani tu przejdzie, zmieścimy się'. A jak widzę taką typową Karynę, która chce wszystko za pół darmo i się na mnie pcha, wtedy z łokcia bez skrupułów. A łokcie mam bardzo kościste :D

      Usuń
    6. Jezusie. :D Dlatego ja nie chodzę do lumpeksów, bo i tak nie umiem szukać. :) Moja mama za to wyłapuje mi perełki. :D Niestety, wszystkie tego typu promocje, doprowadzają do tego, że nawet kobiety z klasą, zaczynają się często zachowywać jak dzikuski. Wychodzi z nich prawdziwa natura. :P

      Barbara, mam nadzieję, ze nadgarstek szybko się wygoił. Trzeba było walczyć o jakieś odszkodowanie!

      Usuń
  3. Zgadzam się z każdym podpunktem, to jest między innymi jeden z powodów dla których wolę internetowe zakupy.

    OdpowiedzUsuń
  4. W pelni sie zgadzam! Mnie poprostu trzesie jak widze kobiety, otwierajace nowe pomadki lub tusze do rzes. A pozniej sie dziwimy, ze kosmetyki nam sie psuja po miesiacu urzytkowania. W trakacie promocji staram sie przyjechac do drogerii wraz z otwarciem jedynie po to, by miec spokoj bez tej ogromnej liczby niekulturalnych kobiet!

    OdpowiedzUsuń
  5. haha no wszystko co napisałaś to racja! zgadzam się z każdym punktem, nawet z tym o dzieciach. Sama mamuśką jeszcze nie jestem, ale gdybym miała dziecko to nie pozwoliłabym mu swobodnie biegać po sklepie i taranować nie tylko towar ale i ludzi. Często się właśnie z czymś takim spotykam w różnych galeriach. Mamusia/tatuś zajęty sobą a dziecko biega i weź uważaj na takiego szkraba, co nie raz jest mega trudne bo albo nie ma jak ominąć albo chcesz ominąć a dziecko nagle zmienia kierunek biegu i wpada na Ciebie, na co rodzic oczywiście wrzask na Ciebie że nie uważasz;/

    te kobiety które przychodzą do drogerii, w której pracuje Twoja znajoma to jakiś dramat! Dziwie się, że nie zwrócono im uwagi. Ja to bym im dała zakaz wchodzenia do sklepu a przed wejściem wywiesiła ich zdj - ot taka ściana wstydu! :D

    Buziaki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patuuem, tylko, że one w sumie mają do tego prawo, nikt im nie moze zakazac przychodzenia, nie kradną ani nic.

      Usuń
    2. Teoretycznie nie, ale przeciez zuzywaja pelnowartosciowe produkty. A ktos to pozniej kupuje i jest stratny:/

      Usuń
  6. Wyjaśniła się zagadka, dlaczego często mascary wysychają tak szybko. to coś trefnego.
    Kiedy kobiety używają jeszcze pełnowymiarowych kosmetyków, to potem brakuje kompletnych produktów do sprzedaży. Kiedyś trafiło mi się, że na półce leżały cztery szminki, z czego każda była albo otwarta, albo macana itd., więc nie mogłam ich kupić. Dlatego właśnie staram się kupować zafoliowane opakowania.
    Post na medal, podpisuję się pod nim obiema rękami!
    Przy okazji - zapraszam do mnie:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, skasowało mi się trochę tekstu - chodziło mi o to, że moje, kupione w drogerii mascary, często wysychają. I już wiem dlaczego - a ja obwiniałam marki...

      Usuń
    2. Wydaje mi się, że nawet te zafoliowane są nieco gorsze od kupionych przez internet - dlatego, że stoją w szafach z silnym światłem i to jakoś oddziałuje na ich właściwości.

      Usuń
    3. Anna, serio nie zdawałaś sobie z tego sprawy? :D Toż to norma. :D

      Kizia, prawda, chociaż nie mamy pewności jak są przetrzymywane w sklepach online :)

      Usuń
    4. Otworzyłaś mi oczy. Choć czułam, że to dziwne, że tak szybko się psują, wysychają itd:/

      Usuń
    5. Ciekawe... Moje maskary też szybko wysychają. Może też zamówię jedną przez internet i zobaczymy...Dzięki za info ;)

      Usuń
  7. I dobrze, że zwracasz im uwagę. Przyznam szczerze, że spodziewałam się postu zawierającego zdanie "mam ochotę im coś powiedzieć". ;) Ale ludzie nie mówią, a moim zdaniem trzeba zwracać uwagę.
    Co do zakupów - również wolę te internetowe, zero stresu i często też taniej - mam wrażenie, że ceny w Rossmannie ostatnio poszły w górę. Słynne "-49%" robi z kobiet jakieś buszmenki... Chyba wtedy te testery przeżywają największe oblężenie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wrażenie, że oni podnoszą ceny przed takimi wielkimi promocjami :/

      Usuń
    2. Uwierz mi, że nie są podnoszone.

      Usuń
    3. Z tego co wiem w Naturze były, ale w Rossmannie raczej nie. :)

      Usuń
    4. W Ross na 100% nie są podnoszone ceny :) A już wkrótce kolejna wojna klientek: -49% na kolorówkę w listopadzie, czekamy na dokładne info z centrali, ale plotki są, że od 2 listopada.

      Usuń
  8. Zgadzam się, ale umówmy się, że panie pracujące w drogeriach też nie są bez winy ;) Niejednokrotnie widziałam jak ktoś pytał o dobry tusz, a one otwierały wszystkie tusze jak leci, żeby pokazać szczoteczkę. Oczywiście wędrowały znów na półkę jako nowe. "Szkolenie" więc należałoby zacząć od samych pracowników.

    Duże promocje, to w ogóle temat na oddzielną notkę :D To co się dzieje, to jakaś masakra-kosmetyki wyglądają jakby ktoś tam czołgiem wjechał, a nie sprawdzał kolor na ręku. Część wylana, część zmiażdżona, połowy w ogóle nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to jest, jak się zatrudnia pracowników bez kwalifikacji... Niestety, ale moje koleżanki z pracy też często otwierają np. balsam, żeby pokazać klientce zapach. I to nie jeden, a 10 :(

      Usuń
    2. tu nie trzeba kwalifikacji ;) Trochę wyobraźni i przeszkolenie przed wejściem na sklep wystarczy.

      Usuń
    3. Chochlik rozumiem trochę oburzenie co do pokazywania zapachu balsamu itp. Ale nie jesteś w stanie sobie wyobrazić jak zareaguje klientka której odmowisz powachania zapachu - wyzywanie od najgorszych,krzyk na cały sklep. Czasem naprawdę trzeba przymknąć oko, żeby nie popaść w depresję gdy W 1 dzień zbeszta Cię 5 klientek. Na wszystko klientki chcą testery. Ostatnio nawet Pani chciała przymierzyć rajstopy bo nie wierzy ze będą jej pasować. No ludzie.. ja pracuje w dużej drogerii i uwierz mi ze jesteśmy przeszkolone - to klienci wymuszają na na niektóre zachowania.

      Usuń
    4. To widać słabe te szkolenia ;) No proszę Cię-chciałabyś kupić zmacany tusz? A te kobiety otwierają każdy. "A może taka szczoteczka, a ta silikonowa, a ta wygięta, a ten będzie ładnie rozdzielał". Takiemu balsamowi czy żelowi pod prysznic ewentualnie nic się nie stanie, ale tusz zaraz będzie niezdatny do użytku.

      Żeby nie było-nie twierdzę też, że praca z ludźmi jest łatwa. Ale zawsze mi się wydawało, że pracownicy są od tego, żeby był porządek, a ochroniarz chodzi za ludźmi krok w krok (albo patrzy w kamery) właśnie dlatego, żeby nie było syfu,wyzwisk, awantur itd (kradzież pomijam, bo to oczywista rola). Nie wierzę, że nie można klientowi zwrócić uwagi, że nie powinno się otwierać kosmetyków.

      Usuń
    5. Chochlik, ja się zgodzę z anonimem. Niestety klienci są różni i czasami odmówisz, lub zwrócisz uwagę to zjedzie się od góry do dołu, będzie chciała jeszcze gadać z kierownikiem i generalnie kwas. :D Bywają czasem takie nawiedzone kobiety, że to jest w ogóle nie do ogarniecia.

      Bywa też tak, że często ekspedientki mają narzucone pewne zachowania z góry - mają zrobić wszystko, by klient kupił, centralnie wręcz wejść mu w tyłek, albo np. zakaz zwrócenia uwagi bo góra uważa, że jak zwrócą uwagę, to klient się obrazi i nie wróci, a co z tego, że zmaca skoro inny i tak pewnie kupi. Przykre, ale prawdziwe.

      Usuń
    6. Ale ja na samym początku mówiłam o sytuacji gdzie kobieta pyta o jakis tusz, a pani zaczyna otwierać wszystko po kolei. Bez awantur, wyzwisk, wymuszania itd. Zreszta dla mnie to nie pojęte-jak czegoś nie mozna to nie mozna. Jak sie wydra w narkecie, to panie im jedzenia nie otworzą. I nie ma, ze "a ona chciała". Chyba, ze faktycznie jest to narzucone z góry. Ale mimo wszystko straszne, bo z tym, ze nie powinno sie otwierać chyba sie zgodzisz.

      Usuń
    7. to jest narzucone z gory. Pracownik moze stracic premie za oburzenie/ skargi klienta ;/ wiec dla mnie drogerie same robia sobie kuku..

      Usuń
  9. Pracuję w jednej z większych drogerii - sieciówek i sytuacje, które opisałaś niestety zdarzają się bardzo często... Denerwuje mnie też to, że klienci wymagają od nas wiedzy na temat wszystkiego. Dosłownie wszystkiego. Od doboru odcienia szminki, przez wybór odpowiedniego rodzaju prezerwatyw, na środkach czystości kończąc. I nie daj Boże, żebyś poleciła coś, co nie spełni wygórowanych oczekiwań klienta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie to wkurzało, można doradzić, ale z fusów się nie wywróży. A całego asortymentu nie jesteś w stanie przetestować na sobie. Najlepsze były pytania o krem pań po 50+, czy np. dobrze się sprawdza i czy używałam hehe:P

      Usuń
  10. Czytam to i czytam i troche mi smutno , że tak jest. Mieszkając w Niemczech kobiety tutaj maja całkiem inne podejście do zakupów. Za otwarcie lub uszkodzenie produktu np w drogerii trzeba płacić karę. Nigdy nie spotkałam sie z nieuprzejmoscia ani z tym żebym kosmetyk był juz otwarty i przemacany. Od tego sa testery...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, tu wszystko uchodzi na sucho więc sobie pozwalają kobitki. :)

      Usuń
  11. Otwieranie nowych, zafoliowanych produktów również mnie wkurza! Jest to strasznie irytujące...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mam dokładnie odwrotne doświadczenie w kwestii doboru koloru podkładu. Mam bardzo jasną karnację i szukam też tych jasnych, niestety panie z drogerii z uporem maniaka wciskają mi odcienie dla mulatek, bo "będzie pani zdrowiej wyglądała muśnięta opalenizną" :DDD Tak więc z tą kompetencją obsługi różnie bywa.
    Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie to samo! Z natury jestem bladziochem i to jeszcze żółtym. Znalezienie podkładu graniczy u mnie z cudem. Przeważnie zamawiam przez internet minerały i trochę modyfikuję kolor, ale to inny temat. Czasami zdarzyło się, że kupowałam w drogerii podkład Revlonu dla mojej siostry, najjaśniejszy odcień. Dla niej idealny, dla mnie nie te podtony. Tak więc zawsze wpadam, idę gdzie trzeba, łapę podkład i wkładam do koszyka. Już kilka razy zdarzyło mi się, że uprzejma pani zatrzymywała mnie i z uporem maniaka przekonywała, że to dla mnie za jasny podkład, że wyglądam jak trup i czy zechcę wypróbować 'troszkę' ciemniejszy :) Najgorsze jest to, że one są naprawdę miłe i chcą naprawdę pomóc...

      Usuń
    2. Hehe, to ja miałam inaczej, przychodzi kiedyś babka i prosi o podkład dla córki, żebym jej dobrała. :D To pytam się jej jaką córka ma cerę itd. i tłumaczę, że w ciemno trudno będzie trafić z kolorem, a ona mówi "da pani jakiś taki opalony, bo ona taka blada" i na nic się zdało gadanie, że tak nie można bo się odcinać będzie :D

      notorycznie też tłumaczyłam paniom, że podkłady, które biorą są za ciemne (powinny brac te pierwsze z bay, a wrzucały do koszyka najmniejsze, jakby dopiero wrocily z wakacji w cieplych krajach), ale no nie przekonasz :D

      Usuń
  13. Nie cierpię biegających dzieci po sklepach :P

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej :) Świetny post. Akurat na dzisiejszy dzień, kiedy zostałam bardzo zdenerwowana przez konsultantkę z działu APTEKI w Super Pharmie, zawsze ceniłam tą drogerię chociażby za fakt, że mieli fajne promocje oraz spory wybór dermokosmetków. Dzisiaj weszłam tam w celu zakupu kremu nawilżającego. Orientuje się doskonale co lubi moja skóra, ale tym razem potrzebowałam czegoś mocnego. Już po 2 minutach pojawiła się Pani w białym fartuchu, z chęcią pomocy. Uznałam, że skorzystam, bo szanuję pracę każdego człowieka i z natury jestem miła w takich sytuacjach. Powiedziałam co potrzebuje, podałam zakres cenowy, na co Pani rozejrzała się i powiedziała "Nie mamy kremów z tak niskiej półki, wszystkie ceny są powyżej 50zł" :D A tuż za jej plecami była cała gama produktów pharmaceris w cenach pomiędzy 33-40zł. Hmm, podziękowałam, powiedziałam, że jeszcze się zastanowię. Wyszłam poza obręb apteki i co widzę!? Kilka kremów typu physiogel czy bioderma w bardzo fajnych cenach! Faktycznie były na "niskiej" półce :D:D:D
    Przy kasie zauważyłam Twój balsam do ust BALMI, w kostce, nie pamiętałam dobrze, jaki kolor ma malina, czy ciemnoróżowy czy jasno, więc obracałam kostkę szukając jakiegoś napisu po angielsku, kostka zapakowana była w folię. Usłyszłam za plecami "Ja pomogę, żeby bałagan się nie zrobił :D"

    Wnioski: Wyszłam z kremem, którego recenzję znalazłam w sieci. I sama go znalazłam i na dodatek był w fajnej promocji na moją kieszeń. Sprawiłam sobie też balsam BALMI, który zobaczyłam u Ciebie i baaardzo spodobało mi się jego opakowanie kostka :) Dzięki! Jest superowy :)

    Pozdrawiam Ania ;)
    P.S. Czasami konsultantki są genialne! Dzięki jednej Pani z hebe odkryłam odżywki Kallosa, a na pewno bym ich nie kupiła, bez jej opinii. Opakowanie do mnie nie przemawiało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ile to razy ja o coś pytałam a babka odpowiadała z przekonaniem NIE, NIE MAMY TEGO. :D Później sobie idę, zwiedzam półki i stoi jak byk. :D Z tym to bywa naprawdę różnie, zależy właśnie na kogo się trafi. :)

      Cieszę się, że Balmi się sprawdza. :)

      Usuń
  15. Czytam i nie wierzę! Naprawdę ktoś potrafił wyjąć sobie produkt z szuflady? Toż to nie mieści się w głowie! Rany julek, naprawdę głupota ludzka nie zna granic. Mam takie ciche marzenie, by kiedyś pracować w drogerii. Wiem, że to trochę duża rozbieżność biorąc pod uwagę kierunek jaki kończę, ale właśnie jestem jedną z nich - jedną z dziewczyn, która jara się makijażem do tego stopnia, że przy kosmetykach chciałaby spędzać kilka godzin. Jeszcze bardzo śmieszą mnie panie, które jedzą szminki - też długo w to nie mogłam uwierzyć, ale już wiele dziwnych rzeczy w drogeriach widziałam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klaudyna, naprawdę. :D I podpowiem Ci, żebyś lepiej zmieniła marzenie, bo sądzę, że szybko Ci się odechce, gdy będziesz się musiała użerać z ludźmi bardzo często, a oni będą Cię traktować jak niewykształconą gówniarę. To bywało bardzo wkurzające. ;) Ja samą pracę lubiłam, ale generalnie przy kosmetykach możesz spędzać wiele godzin nie tylko w drogerii. ;)

      Usuń
  16. W pełni się zgadzam, i co gorsze, coraz częściej się z tym spotykam. Ostatnio byłam świadkiem w rossmannie gdy dziecko niepilnowane wyciągnęło z szafy cienie do powiek i upuściło na podłogę- mama dziecka była zajęta macaniem i otwieraniem zafoliowanych kosmetyków, więc nie miała czasu pilnować pociechy- cienie popękały. Mamusia ciągnąc dziecko za rękę umknęła do innej alejki zanim obsługa zdążyła zareagować. To smutne, bo nie dość że daje dziecku taki przykład, to sama ma zero odpowiedzialności

    Sama też zaczynam częściej robić zakupy online, bo mam dość macanych kosmetyków, które teoretycznie powinny być nowe i zafoliowane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie takie zachowania mnie drażnią, bo do dzieci ogólnie nic nie mam i sama kiedyś, gdy już będę mamą, nie zamierzam się zamknąć w domu na 4 spusty, ale po prostu trzeba maluchów pilnować!

      Usuń
  17. Fajny post, a co do psikania antyperspirantu... Zauważyłyście, że ten z przodu jest znacznie lżejszy niż te z tyłu? Powinny być testery zapachów, a że nie ma to każdy psika tym z przodu i bierze z końca, no niestety...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niemożliwe jest aby każdy dezodorant miał tester! Niewykonalne.

      Usuń
    2. No bez przesady. To tylko antyperspirant, a nie perfumy. One i tak wszystkie pachną podobne. Poza tym ludziom wydaje się, że są cwani, ale ekspedientki są czasem cwańsze. Gdy ja pracowałam w drogerii, sporo kosmetyków tych z przodu, leciało na tył. ;]

      Usuń
    3. Wystarczy spojrzeć, czy spray ma złamany "klik", czy kulka jest na swoim miejscu i czy sztyft z nakładką lub żel z naklejką :D raz zdarzyło mi się kupić antyperspirant, który służył mi wyjątkowo krótko, więc teraz sprawdzam. Co lepsze - pracowałam kiedyś w fabryce kosmetyków, więc jestem przeczulona w tym względzie i zanim cos kupię, muszę to dokładnie obejrzeć (nie otworzyć i zmacać, o nie) - kulki do antyperpirantów wbija się gumowym młotkiem i nie raz widziałam, że się tak wbiło, że kulka wpadła do opakowania albo zaklinowała się :D No i antyperpirant wlewa się do nich bardziej na oko niż zgodnie z rzeczywistą wagą deklarowaną na opakowaniu, jak tylko się da, to dobrze jest zerknąć pod światło, czy nie ma tego płynu za mało.

      Jeszcze słówko w kwestii zapachów: antyperpiranty są od chronienia przed potem, a nie od pachnienia, bo od tego są perfumy. A niektóre babeczki by wywąchały całą szafę przed zakupem, jakby to były drogie perfumy. I tak zapachu antyperpirantu najczęściej zwyczajnie nie czuć w środku dnia, a jedynie przy nakładaniu. Olać więc ten zapach :P
      Garnier w produkcie Neo wprowadził fajną opcję: oprócz rozróżnienia kolorystycznego piszą też słownie, jakiego zapachu możemy się spodziewać. No ale kurde, produkty różnych firm mają tak podobne rozróżnienia kolorystyczne, że nawet po tym można wiedzieć czego się spodziewać.

      Usuń
  18. Mnie też wkurzają takie zachowania, ale czasem sama psikne dezodorantem a wezme ten, który stoi z tyłu :D Ale z wpychaniem się w kolejke czy malowaniem się testerami w pełni się z Tobą zgadzam.. kurcze, jakbym trafiła ma wymacany produkt, od razu zwróciłabym go do sklepu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz się więc czym chwalić. Tak samo ktoś powinien zwrócić macany antyperspirant, to jest nie fair, że psikas jednym, a bierzesz z półki inny. Kilkanaście takich psiknięć i nie ma połowy butelki.

      Usuń
  19. Właśnie z tych powodów najczęściej wybieram zakupy online. Psychicznie nie mogę znieść takich zachowań, a nawet delikatne zwracanie uwagi spotyka się z atakiem niczym wściekła hiena. Wrzucałam kiedyś na bloga akcję stop macaczom drogeryjnym, która miała bardzo pozytywny oddźwięk, ale zdarzały się osoby, które uważały, że jestem skończoną wariatką i jak to one nie mogą sobie otworzyć tuszu do rzęs żeby sprawdzić szczoteczkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaczmarta, niestety, próba zwrócenia uwagi łączy się zawsze z zadymą, dlatego ja parę razy odpuściłam, bo nie dość, że osoba, której zwracasz uwagę się burzy, to jeszcze pół drogerii patrzy na Ciebie jak na wariatkę. ;]

      Usuń
  20. To 3 to taki standard. Ile razy byłam z koleżanką i upominałam ją, ze tak nie można..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, do wielu moich znajomych też nie dociera. :-(

      Usuń
  21. Ostatnio poszłam do Rossmana, chciałam sobie kupić Rouge Edition Velvet i matowe pomadki z Lovely. Wyszłam z pustymi rękami, bo KAŻDA z pomadek, które oglądałam, a było ich kilka, była otwarta. A testery pasły się na półce....
    kilka dni później zobaczyłam w Naturze nowe tusze Loreal i chciałam zobaczyć jak wygląda szczoteczka tego w zielonym opakowaniu - ekspedientka wzięła pierwszy lepszy, zafoliowany. Otworzyła i pokazała mi szczoteczkę, tuszu nie kupiłam, więc został odłożony na miejsce. Potem w kolejce przede mna kobieta poprosiła o ten tusz i dostałam właśnie ten, który przed chwilą został otworzony. Także tego... miała szczęście, że długo tam nie stał otwarty. Ale ja nie raz kupuje tusz, on sobie leży a ja zaczynam go używać kilka tygodni później.... i jeśli był wcześniej otwarty to już się nie nadaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie to jest najgorsze, że te testery często są, a one i tak sięgają po pełnowartościowe kosmetyki. :/

      Usuń
    2. Też często muszę rezygnować z zakupu, bo wszystko pootwierane. Mam wrażenie, że niektóre klientki czują się jak księżniczki i wymagałyby dedykowanych testerów.

      Usuń
  22. Bardzo mądrze napisane. Zgadzam się z omówionymi punktami.

    OdpowiedzUsuń
  23. a ja ponarzekam troche na pracowników, szczegolnie Douglasa, troche mnie to śmieszy i poniekąd również irytuje taka sytuacja, przeszłam się kiedyś na luzie (bluza trampki) poszukać prezentu dla mamy, Panie pracujące tam patrzyły na mnie jak na jakąś złodziejke, zerkały w moją stronę co jakiś czas patrząc się krzywo. Wkurzyłam się i nic nie kupiłam. Następnym razem przyszłam wystrojona, tzn wleciałam kupić perfum dla chłopaka a że był bardzo drogi owe panie zaczeły koło mnie skakać, doradzać itp. Jeśli zostawiasz u nich sporo kasy mogą Cie na rękach nosić, a jeśli przyszedłeś np. sprawdzić jakiś zapach, obejrzeć asortyment, traktują z góry jak złodzieja i biedaka. Troche to żenujące. Dlatego najczęściej zakupy robie internetowo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to temat na oddzielny wpis. :D Też mam niemiłe doświadczenia z Douglasem. Poszłam kiedyś po podkład i niestety, dwie panie tak się skupiły na jednej klientce, od której kasa aż biła po oczach, że mnie totalnie olały (byłam wtedy też na luzaka ubrana). Czekałam kwadrans, ochroniarz chodził za mną krok w krok, aż moja mama, która była ze mną, stwierdziła, że to jest kpina i wyszłyśmy stamtąd. :-)

      Usuń
    2. Zgadzam się. Jak idę w trampkach, spodniach, jakiejś kurteczce i wyglądam jak "gimbus" (ciągle dają mi poniżej 18, mimo, że zbliżam się do 30tki :P) to w Douglasie jestem powietrzem, w Sephorze też. I mam za sobą wiecznie cień. Ochroniarza, który jakby tylko czekał aż coś zawinę : / Wychodzę wtedy, bo się czuję potraktowana po prostu źle. I źle mi się nawet przegląda produkty kiedy ktoś mi tak bezczelnie patrzy na ręce.
      Ale jak mam botki znanej firmy, sukienkę, trencz toooo co innego. Nie wiem dlaczego to taka zmora tych większych drogerii.

      Anonimowy: "TE perfumy", a nie "ten perfum", więc powinnaś napisać "kupić perfumy dla chłopaka, a że były bardzo drogie...". Wybacz, ale jestem przewrażliwiona na punkcie tego błędu. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    3. Też mam problem z Douglasem i zauważyłam, że to nie tylko kwestia polskiego oddziału. W Wiedniu Douglasy świecą pustkami, a wszyscy siedzą w Mullerze, bo można tam na spokojnie sobie wszystko pooglądać i nikt nie drepcze za tobą jak cień. Asortyment ten sam o ile nie lepszy. W Polsce niestety nie ma tej sieci i żeby coś potestować trzeba niestety wybierać między Ciulasem a Syforą (za przeproszeniem), gdzie zawsze czuję się jak na cenzurowanym. Po 1 nie lubię takiego oceniania po ubiorze, to strasznie przykre. Jak przychodzę ubrana na luzie to jestem traktowana jak złodziej, a jak elegancko to obskakują mnie od razy 3 ekspedientki czego nie znoszę. Jak spławiam jedną to wyłania się skądś następna jak taki grzyb z "Mario". A ja chciałabym sobie po prostu spokojnie powąchać kilka zapachów, bo to nie jest takie proste przecież trafić z perfumami i znaleźć takie, które będą odpowiadały.

      Usuń
    4. Ciulas, Syfora i grzyb z Mario :D Poprawiłaś mi nastrój :D

      Usuń
  24. W USA jest jeszcze gorzej ......nie szanuja niczego. W sklepach zostawiaja taki balagan .....wszystku rzucone na podloge .....sluzba posprzata. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykre, że ludzie nie szanują pracy innych. :-(

      Usuń
  25. Przekrój polskich zakuposzek (jak ja to nazywam). Ile razy zwracałam uwagę, sama nie wiem. Ale w 99% pp rozpoczęciu dyskusji znikąd pojawiała się ekspedientka która uwaga uwaga, przyznawała pani rację "bo rzeczywiście testera nie ma a pani chciała sprawdzić". Rzadko kiedy ekspedientki na to reagują. Najgorsze są te z Rossmanna. Przy ostatniej promocji musiałam zawołać jakąś kierowniczke czy opiekunkę zmiany i poinformowałam ją, że przyszłam na zakupy ale wyjdę z niczym, bo jak widzę ekspedientki otwierające tusz za tuszem żeby pokazać szczoteczkę albo kilka podkładów których kolor pokazywały na swojej! ręce to brzydzę się wziąć cokolwiek. To babsko nawet się nie przejęło. Uhhh >.<
    Są kraje, w których drogerii nie ma. W ogóle! (np w Estonii) Kosmetyki są w sklepach albo aptekach. Nikt nie pomyśli o otwieraniu i macaniu. Powinni polskie zakuposzki wysłać na taki odwyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakuposzki, dobre! :D

      Niestety, ale często ekspedientki mają narzucone to z góry, która uważa, że jak zwrócą uwagę, to klient się obrazi i nie wróci, a co z tego, że z maca skoro inny i tak pewnie kupi. Przykre, ale prawdziwe. :(

      Usuń
    2. To wiele wyjaśnia. Przypomniała mi się sytuacja z Rosska, szukałam pudru, podeszła ekspedientka, zapytała czy mi pomóc. Poprosiłam o puder bez parafiny, przeglądałyśmy składy. Znalazłyśmy coś z jednej firmy i wtedy ekspedientka sama zaczęła otwierać nowe pudry w celu sprawdzenia odcieni i dobrania go do mojej cery... Puder mam, jestem z niego zadowolona, ale dwa inne, złe odcienie, otwarte powędrowały znów na półkę. No i o czym my tu mówimy :)

      Usuń
  26. Najlepszy post jaki kiedykolwiek czytalam...BRAWO ... :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Wytknęłaś praktycznie wszystko, co i mnie w sklepach wkurza- bez względu na to, czy drogeriach czy nie. Ja też nie pojmuję jak można się wymalować testerami, mnie często obrzydza samo ich dotykanie, ale czasem trzeba- jak podkład, czy fluid, a nawet cienie jak chcę zobaczyć czy fajny kolor- trwały, wyrazisty, itp. Na problem otwierania kosmetyków nowych, a nie korzystanie z testerów widzę tylko jedno rozwiązanie- zgłosić do obsługi i niech taki klient sobie płaci za otworzony produkt. Wielokrotnie byłam świadkiem sytuacji, jak ktoś próbował otworzyć oryginalny produkt, bo nie było testera. Obsługa upominała. Co prawda, z makijażowymi jest akurat mniejszy problem niż z perfumami- bo wiadomo, jak nie wiesz jak coś pachnie to nie kupisz, a nie zawsze można znaleźć blisko inną drogerię, aby przekonać się o trafności wyboru zapachu.
    Co do korzystania z produktu i brania innego... tego też nie rozumiem. Przyznam, że czasami otwieram jakieś produkty otwieralne- sprawdzam zapach itp., ale wtedy zawsze je zabieram.
    Nie masz się co dziwić, że ludzie na promocjach się rozpychają. Nie oglądałaś filmików z promocji w Lidlach, czy Biedronkach? Ludzie jak mają coś dostać pół darmo to po prostu wpadają w obłęd i nie patrzą, czy uszkodzą kobietę w ciąży, czy wywrócą staruszkę o kuli. Grunt to dobre wychowanie, a tego większości Polaków brak. Niestety.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku nawet zgłoszenie do obslugi nie pomogło. Nie są w stanie zmusic do zaplaty. :/

      Usuń
  28. Ja właśnie nie znoszę tego otwierania tuszy do rzęs. Wrrrr wszystkie powinne być zafoliowane, zaplombowane, najlepiej zabezpieczone kodem .. Może wtedy by się nauczyły....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że u nas nawet super glue by nie pomogl :D

      Usuń
    2. Marzy mi się, żeby były sprzedawane w zafoliowanych kartonikach :D

      Usuń
  29. Zgadzam się, konsultantki też nie są takie idealne. Mnie rozwaliły kiedyś panie w Yves Rocher. Kupowałam coś tam przed świętami. Jakieś drobiazgi dla mamy i siostry na mikołajki. Jako, że mam założoną kartę, dostaję co jakiś czas jakieś rabaty albo upominki. Tak więc jestem przy kasie, wyszła jakaś tam suma za którą już należał mi się ten mikołajkowy upominek. Pani się pyta czy mam w co zapakować, bo ona niestety nie ma torebek, więc mówię, że nic nie szkodzi, zmieszczę te rzeczy do torby. Już mam płacić, no ale czekam, na ten mój upominek. Chwila ciszy, pani przy kasie czeka na pieniądze, ja na to co mi się należy. W końcu przerywam tę ciszę i mówię, ze dostałam list, że jak zrobię zakupy za tyle i tyle to dostanę coś tam i czy to nadal aktualne. Na co pani wielkie gały i od razu zmiana nastawienia :D Szybko wysłała inną babeczkę na zaplecze, sama poprosiła o moją kartę, nabiła mi punkty, zgarnęła moje zakupy z lady i zapakowała je w świąteczną porządną torbę (jednak się nie skończyły :D), w międzyczasie tamta wróciła z upominkiem, zapakowała mi go do torby i wyniosła za ladę i wręczyła mi do ręki! :D Myślałam, że pęknę ze śmiechu jak kawałek plastikowej karty zmienia nastawienie do klientów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. klient z plastikiem to widocznie inna liga :D a tak serio, to masakra

      Usuń
  30. Prawda. Oprócz ostatniego przynajmniej u mnie ja wiem co chce i nie potrzebuje porad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ok, ale są takie kobiety, które pytają o poradę, a i tak koniec koncow wiedza lepiej. ;]

      Usuń
  31. Amen
    Podzielam Twoje zdanie w każdym z punktów, nawet tym o mamach z dziećmi (sama mam córkę). Dlatego czasem wolę sobie wejść na jakiś sklep internetowy i tam zrobić zakupy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do dzieci nic nie mam, grunt, zeby rodzice ich pilnowali po prostu :)

      Usuń
  32. Oj tak, czasami to wszystko jest drażniące. Zwłaszcza jak się wyprzedaże -50 %! Ja też ostatnio robię tylko zakupy online, poczytam opinię, pooglądam swatche i póki co na razie się nie zawiodłam. :)
    Ja pracowałam na stoisku Paese w Galaxy, podeszła do mnie babka i się mnie spytała czy zrobię jej hennę i regulacji brwi. - padłam ze śmiechu prawie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trzeba jej było zaproponować jeszcze depilacje bikini woskiem, tak w pakiecie :D

      Usuń
  33. Osobiście nie spotkałam się z sytuacją gdzie ktoś odwija z folii zapakowany, nowy towar i zaczyna go używać, bo nie było testera. Ale pomimo, że tego nie widziałam jestem w stanie to uwierzyć. I jak to napisałaś, niestety takich zachowań dopuszczają się kobiety na pierwszy rzut oka eleganckie, z jakimiś wyćwiczonymi manierami...ale człowiek ze wsi wyjdzie, wieś z człowieka nigdy (oczywiście mam tutaj na myśli "wieśniackie" zachowanie, nie osobę pochodzącą ze wsi ;)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, zrozumiałam przekaz, ciesz się w takim razie, że nie doświadczyłaś tego, bo ja świadkiem takich zachowań jestem aż za często.

      Usuń
  34. Chyba ze wszystkim sie zgadzam :) sama bylam swiadkiem na wielkich promocjach w Rossmanie jak dziewczyna pomalowala sie testerem ze szminki ;/ masakra ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A potem 'ojej, mam opryszczkę, ciekawe skąd' :D

      Usuń
    2. Potrzebowałam kupić pół roku temu dobrą czerwoną szminkę. Do tej pory kupiłam dwie na czuja: żadnej nie używam, bo nie pasuje jednak do mojego koloru skóry. Poszłam do Hebe, wzięłam antybakteryjne chusteczki, wybrałam trzy kolory, najpierw wytarłam szminki i usta chusteczkami i żelem antybakteryjnym, spróbowałam koloru na ustach, później obtarłam świeżą chusteczką szminki ponownie i odłożyłam (ofc mówię o testerach). W końcu udało mi się kupić szminkę, z której jestem zadowolona i do mnie pasuje.
      Ale przyznaję, brzydziłam się i tak i to był pierwszy i ostatni raz jak to zrobiłam. I do tej pory jestem w szoku, że byłam w stanie to zrobić :P Głównie dlatego, że nie miałam ochoty wydawać kolejnego "Kazimierza Wielkiego" na szminkę, która będzie zalegać w szufladzie, bo jednak szanuję pieniądze. Poprzednie dobierały mi ekspedientki i żadna szminka nie była trafiona.

      Usuń
  35. Interesujący wpis. Wiele z tych zachowań znam z obserwacji. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba każda z nas ich doświadczyła ;/

      Usuń
  36. Jedną rzeczą jest to co napisałaś. Inną to , ze np. nie rozumiem, skoro jest taki popyt na produkty z Lidla jak piszecie to dlaczego towaru jest tak mało, że ludzie muszą się przepychać????? No i jeśli byłyby testery wszystkich produktów w drogeriach to po co otwierać produkty? Ne usprawiedliwiam rozwijania z folii, sama jak nie ma testera nigdy nie kupuję produktu, przez internet też nie bo należę do osób, które lubią sprawdzić produkt zanim kupią zamiast wierzyć subiektywnym opiniom innych, każdy ma inna cerę czy urodę. Może to nie jest wina :eleganckich kobiet" które nie kupują tylko używają do końca? sama pracowałam kiedyś w drogerii i wręcz miałyśmy nakaz malowania się testerami, żebyśmy mogły prezentować i sprzedawać klientkom......... Uważam, że nie jest to sprawiedliwy i obiektywny wpis. Sama dostajesz kosmetyki a jakbyś pracowała za 1500 i chciała pięknie się prezentować wedle tych kanonów które prezentujesz, to przyznaj że byłoby ciężko opłacić czynsz, media, żywność, studia, ciuchy i kosmetyki, które sama prezentujesz a masz za darmo.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yyyy, ale przepraszam bardzo, co ma piernik do wiatraka? Skoro ktoś nie ma kasy, to ma malować się uwalonymi, zmacanymi przez wszystkich testerami? No proszę Cię bardzo, ale coś tu jest nie halo. Nikt Ci nie każe polegać na opinii innych, ale co Ci to da, że otworzysz maskarę? Zobaczysz jedynie szczoteczkę, którą równie dobrze możesz sprawdzić w sieci. Logiczne jest to, że u jednej kobiety się sprawdzi dany kosmetyk, u innej nie.

      Co do Lidla, rzeczy wcale nie ma tak mało - gdyby nie Ci wszyscy ludzie, którzy rzucają się jak szczerbaty na suchary, byleby zgarnąć jak najwięcej i opylić na Allegro w cenie 3krotnie wyższej, starczyłoby na wszystko.

      I nie zarzucaj mi braku obiektywizmu, bo to, że kosmetyki dostaję tajemnicą nie jest, ale skoro produktów spożywczych nie, to oznacza, że mam iść do sklepu, otworzyć sobie ciastko i sprawdzić jak smakuje, bo jak to tak kupować w ciemno? Poza tym, mylisz się moja droga, nie dostaję nic za darmo. Za darmo w dzisiejszych czasach to można jedynie z zęby dostać. Załóż bloga, pisz go regularnie przez kilka lat, przecież nikt Ci nie zabrania. Może wtedy coś zrozumiesz. Nienawidzę zaglądania komuś do portfela. Chyba sama nie wiesz co tym komentarzem chciałaś przekazać. ;]

      Usuń
    2. Jezu, dziewczyno, chyba nie bardzo przemyslalas co chcesz napisac i hejt za te "darmowe" kosmetyki przeslonil logike tej wypowiedzi. W koncu nie rozumiem kto wedlug ciebie powinien uzywac testerow- ktos kogo na kosmetyki nie stac ma wg ciebie prawo przyjsc i wysmarowac sie szminka czy podkladem? Miedzy innymi dzieki blogom mozna znalezc fajne kosmetyki czesto za grosze, wiec ten atak jest co najmniej dziwny.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Brak kasy nie usprawiedliwia braku klasy.

      Usuń
  37. Mogę się też podzielić anegdotką gdy mojej koleżance, która pracuje w drogerii klientka psiknęła antyperspirantem na ubranie (miała czarne) i tylko powiedziała niczym nie wzruszona "chciałam sprawdzić czy rzeczywiście nie zostawia białych śladów". Totalny brak kultury!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jakiego buszu trzeba wyjść żeby się tak zachować? :D

      Usuń
  38. Witam u mnie w Holandii jest takie coś ze na większości produktów są naklejki z kodem naklejone łączące nakrętki z resztą produktu co uniemożliwia otwieranie ale zdarza się często że normalne produkty też są otwarte co potem laduje w pudełku z wyprzedaża. Dzieci robią co chcą i nikt nie powie złego słowa bo im wszystko wolno tylko tutaj jak do drogeri wpadnie matka z 5 dzieci jest naprawdę sajgon. nawet gdy pobija coś szklanego to ekspedientki sprzątna z uśmiechem na twarzy i rodzic nie ponosi kosztów. Tutaj nie ma tak że rzucają się na promocję zawsze jest tyle towaru że nie brakuje najlepsze są promocje 1+1 gratis albo 2+1 albo za pół ceny produkt wtedy mam raj zakupowy kosmetyków :)

    OdpowiedzUsuń
  39. O rany, nigdy, ale to PRZENIGDY nie przyszłoby mi do głowy by samej sobie wyciągnąć coś z szuflady. I na szczęście nie widziałam podobnego cyrku na własne oczy. Ale dopiero ten post uświadomił mi, że coś takiego jest możliwe :P

    Dla mnie pewnego rodzaju remedium na zmacane kosmetyki jest... zmiana drogerii. O ile nie poluję na coś w promocji to zawsze gdy to możliwe wybieram Hebe, bo przynajmniej w Gdańsku mają tam zero tolerancji dla macantów i każdy kosmetyk z kolorówki jest zabezpieczony taśmą klejącą, a często i jakimś metalowym (magnetycznym?) paskiem. Choć mam wrażenie, że w samej sieci nie jest aż tak tanio jak w tych konkurencyjnych, to nigdy nie zdarzyło mi się tam wyrzucić całej kwoty w błoto tylko dlatego, że tusz zasechł po miesiącu albo na widok rozciapanej szminki pobiegłam do wc... Więc summa summarum robiąc tam zakupy - oszczędzam. Nie tylko pieniądze, ale i zdrowe nerwy ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. to co wyprawiają kobiety (!!!) w sklepach jest straszne (mam wrażenie że mężczyźni są jakoś mniej bezczelni)
    - ostatnio w Rossmannie młoda dziewczyna chodziła w koło regałów i głośno obgadywała koleżankę przez telefon,
    - trącanie mnie w kolejce do kasy przez panią stojącą za mną niczego nie przyspieszy,
    - dlaczego nikt nie zwraca uwagi mamusiom które wstawiają (!!!) dzieci w butach do wózków zakupowych? przecież tam się wkłada jedzenie! za to jak dwóch chłopców weszło do Lidla po chipsy z malutkim (bardzo grzecznym) szczeniaczkiem to pani w kasie zrobiła im awanturę
    - samowolne otwieranie przez klientów gablot w sklepach jest nagminne (ciekawe czy jak są "w gościach" to czy też tak grzebią po szafkach)
    - pracuję w salonie optycznym i mamy białą kanapę. wiecznie dzieci biegają po niej butami (wrrr). kiedy zwróciłam jednej z mam na to uwagę usłyszałam "trzeba było nie kupować białej sofy"
    i nie będzie lepiej. rośnie nam pokolenie wychowywane "bezstresowo"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boze:/ chyba bym strzelila takiej babie w pysk!:/ co za chamstwo!

      Usuń
  41. Dobrze ze w końcu ktos o tym napisał. Na bank są tu osoby które robią tak jak opisane w tym poście. Moze chociaż część weźmie to sobie do serca. Ja takze coraz częściej robię takie zakupy online lub wtedy gdy wiem ze jest maly ruch w sklepie bo nie mogę patrzeć jak ludzie potrafią się zachować.

    OdpowiedzUsuń
  42. U mnie w mieście większość pomadek w Naturze mówię tu o pełnowartościowych produktach nie testerach są używane.Wymazane opakowania i wręcz zniszczone sztyfty.Jak tak można?Obsługa tego nie widzi nie zwraca uwagi?Jak te klientki się nie wstydzą?Normalnie pomadki nie mogę sobie z Essence kupić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam w Naturze taką sytuację. Chciałam sobie kupić kredkę i nie dało się, bo wszystkie były wymazane i utytłane. W końcu wyszłam z masłem do ciała. W domu okazało się, że folia jest naderwana a w środku odciśnięty paluch :/

      Usuń
  43. Pani na stoisku Golden Rose ostatnia jak wybierałam szminkę biorąc tester i robiąc niewielką kreskę na dłoni zapytała się mnie czy nie chciała bym sobie sprawdzić na ustach bo na ustach wygląda inaczej a ja sobie pomyślałam o nie jeszcze czego setki kobiet sie może tym malowały a ja mam nałożyć na usta po czym odrzekłam Pani nie dziękuje :-)

    OdpowiedzUsuń
  44. Coraz rzadziej kupuje kosmetyki w drogeriach z kolorówki bo obawiam się właśnie takich zachowań a nie chce produkty wyciapanego :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Dlatego coraz częściej kupuję online;)

    OdpowiedzUsuń
  46. Ojjjj ja tez nienawidzę sytuacji z testerami, grrrr... później sama mam obiekcje przed tym, żeby tą szczoteczkę sprawdzić.. a pomadka czy błyszczyk? Jak sobie pomyślę, na "ilu ustach" już zawitała to tez mi mija chęć " testowania"..

    OdpowiedzUsuń
  47. te otwieranie to jest najgorsze brr, a o rozpychaniu się łokciami nie słyszałam mózg tym kobietom odebrało? ;)

    OdpowiedzUsuń
  48. Aga trafiłaś ze wszystkim! Wszystkie te sytuację przerabiam codziennie w pracy i to jest mega wkurzające! A co do szuflad to ostatnio jedna z naszych konsultantek tak się wkurzyła na babkę tam grzebiącą, że prawie przytrzasnęła jej paluchu zamykając ją kopniakiem :P

    OdpowiedzUsuń
  49. Bardzo dobry tekst, choć nie wszystkie sytuacje widziałam. Najczęściej spotykam otwieranie kosmetyków bez względu na testery, malowanie się testerami (fuj!) oraz odkładanie otwartych i branie świeżych. Niestety kilka razy kupiłam wyschnięty tusz do rzęs albo macane cienie i teraz coraz częściej kupuję przez internet... Dzicz podczas promocji omijam jeżdżąc na drugi koniec miasta, gdzie jest mało znany Rossmann :)

    OdpowiedzUsuń
  50. Z tymi testerami to różnie bywa, często ich nie ma i wtedy wcale się nie dziwię, że ktoś chce otworzyć np szminkę. Otwierania tuszu, korektora czy podkładu (!) nie toleruję. Ciekawa jestem dlaczego perfumy zawsze mają tester a tusze do rzęs już nie? I jeden i drugi produkt ma się nam spodobać, choćby przez ocenienie samej szczoteczki od tuszu :D

    OdpowiedzUsuń
  51. Zgadzam się w większości. Jednak kiedy w drogerii poprosiłam o podkład kryjący długotrwały tylko nie CS z Revlon pani ekspedientka Zapytała mnie dlaczego i powiedzeniem jej, że jest za ciężki (wtedy szukałam czegoś lżejszego) napastliwym tonem oznajmiła mi, że nie mam racji i "ona m inne zdanie na ten temat". Serio jak by mnie jej zdanie interesowało to bym się zapytała. Są drogeria gdzie wiem, że Panie się znają i takie gdzie lepiej nie pytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  52. Zgadzam się z Tobą w 100% z każdym podpunktem... Nie raz byłam na promocji w Rossmannie i chciałam kupić konkretny kosmetyk... Niestety wychodziłam z niczym, bo były 4 sztuki pożądanego kosmetyku, ale wszystkie otwarte... Od tamtej pory jakoś mnie na te promocje nie ciągnie :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Ostatnio gdy byłam w Polsce miałam mało czasu i nie zdążyłabym zrobić zakupów przez Internet, więc musiałam iść do drogerii. Pech chciał, że była wtedy promocja -49% i kosmetyki wyglądały na zmacane. Już kilka razy wcześniej miałam tego pecha trafić na napoczętą pomadkę, zaschnięty tusz od którego dostałam uczulenia i eyeliner. Byłam w kropce co tu robić, bo niektórych marek jak np. Wibo, Eveline nie mam szans w Austrii kupić a bardzo lubię ich kosmetyki. Po chwili zastanowienia zdecydowałam, że tak... trzeba otwierać. Przykro mi było to robić na prawdę, ale gdybym się tak nie zachowała to trafiłabym na używany produkt. Trzy pierwsze eyelinery były wysuszone i miały zapaćkane krawędzie po bokach, dopiero za czwartym razem udało mi się otworzyć dobry produkt i wtedy wrzuciłam go do koszyka. Podobnie zrobiłam z innymi kosmetykami: gdy dorwałam taki, który nie miał śladów testowania to po otwarciu go kupowałam. Wstyd mi było te wszystkie opakowania rozkręcać, ale co tu zrobić? Jak bym później te produkty zwróciła? A używać po kimś się brzydzę, bo sama niejednokrotnie byłam świadkiem gdy kobiety się malowały w drogerii i to nie były testery. Teraz jestem mądra po szkodzie i zamówię sobie wszystko wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze zrobiłaś, żaden wstyd. Wstydzić powinny się osoby które wcześnie użyły tych produktów i ich nie kupiły :/

      Usuń
  54. Czasami odnoszę wrażenie, że w polskich perfumeriach/drogeriach trwał nieustanna walka (jak w ringu bokserskim) klient versus sprzedawca! O tych zachowaniach można by napisać powieść w częściach wielkością przypominającą Władcę Pierścienia.

    OdpowiedzUsuń
  55. Bardzo często się o tym mówi, pisze i co? I nic. Taki post trzeba by chyba wydrukować i wręczać każdej takiej babie (bo kobiety mają klasę i umieją się zachować) na swojej drodze. A najlepiej przystawić nóż do gardła i trzymać tak długo aż nauczy się na pamięć.

    OdpowiedzUsuń
  56. Ja czekam na dzień kiedy w drogeriach bedą testery, ale kiedy też kobiety będą te testery wykorzystywały, a nie pierwsze lepsze co wpadnie w ręce. I zasada, że jeśli otworzyłeś produkt to go musisz kupić. Niestety nie raz zdarzyło mi się kupić tusz, który praktycznie od razu był suchy :(

    OdpowiedzUsuń
  57. Uwielbiam kupować kosmetyki, ale w sklepach nie znoszę hałasu, gorąca, krzyczących dzieci, tłumu ludzi... Kiedy widzę tłok przy szafie z kosmetykami które mnie interesują, często odpuszczam bo nie mam ochoty, tak jak Ty, dostać łokciem. Ostatnio byłam świadkiem sytuacji w której 2 panie (chyba córka z mamą albo teściową) dyskutowały o czymś podniesionym głosem podczas gdy dzieci jednej z nich biegały po całym sklepie i DARŁY się - paniom to nie robiło problemu. Nie znoszę takich sytuacji :( Co do otwartych kosmetyków - poza granicami polski większość drogerii zakleja wszystkie produkty taśmą, nie można sobie czegoś tak po prostu otworzyć. Bardzo to lubię, tak samo jak zapakowane w plastik tusze do rzęs, cienie itp. Zawsze mam pewność że kupuję coś nieużywanego.

    OdpowiedzUsuń
  58. A ja kiedyś w Biedronce widziałam coś takiego. Promocja na lakiery do paznokci. Pani z córką otwierają wszystkie po kolei i malują sobie paznokcie. Najpierw jedna, później druga. Potem czekały aż wyschnie :)

    OdpowiedzUsuń
  59. Zgadzam się w 100%. Najgłupsze moim zdaniem jest to, ze np. tusze, szminki itp. są nie zaklejone, powinnien być 1 tester i reszta zaklejona, to ohydne, że ktoś wcześniej używał tego co ktoś che kupić, wiem, że czasami zaklejają, ale zwykle nie, np. w Niemczech wszystko jest pozaklejane i odrazu lepiej się kupuje.

    OdpowiedzUsuń
  60. I pomyśleć, że żyjemy w takich czasach, że jeśli tylko jest się z deka ogarniętym, to można zakupy zaplanować sobie wcześniej. Blogi z recenzjami są. Swatche są. Składy są (to szczególnie polecam uwadze, trochę się poczyta to tu, to tam, a później wiedza zostaje, wiadomo co nam służy co nie i same możemy dobrać kosmetyki milion razy lepiej niż wszystkie ekspedientki razem wzięte. Praktykuję, polecam :D). I to tak naprawdę wystarczy, nie trzeba wszystkiego otwierać, macać, wąchać, próbować. Potrzeba jednak więcej świadomości wśród kobietek. Ile z nich zdaje sobie sprawę z tego, że nosi za ciemny podkład, źle dobrany biustonosz, kupuje sobie i dzieciom mega niezdrowe jedzenie, źle dobiera makijaż np. do koloru oczu czy ubrania do typu figury. No z 80% kobietek jest taka. I co zrobisz, nic nie zrobisz. Nie uświadomisz wszystkich, nie każesz im czytać wartościowych artykułów w Internecie. Do pewnych rzeczy też trzeba zwyczajnie dojść samemu. Jednak dobrze jest działać małymi kroczkami, jak np. tym wpisem. Rozmawiać na ten temat ze znajomymi. Efekty będzie widać, ale na to potzreba u nas duuużo czasu. Nie zmienimy wszystkiego co nas denerwuje, ale może chociaż część się uda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem za otwieraniem nowych produktów, ale uwierz mi nie wyczytasz wszystkiego na blogach;) Co mi z tego, że dana blogerka pokaże swatche kilku kolorów podkładów na dłoni, jeśli ja mam ciemniejszą karnację i wszystkie, które na jej dłoni będą wyglądać jak dla murzynki, na mojej będą bardzo bardzo jasne. To samo się tyczy recenzji - fajnie, że są, fajnie je poczytać, ale to, że dana blogerka napisze, że podkład/tusz/korektor jest super ekstra fajny nie oznacza, że u mnie również się sprawdzi, dlatego wolę sprawdzić, czy mi wstępnie odpowiada przy pomocy testera.

      Usuń
  61. O matko, jak ja nienawidzę takich osób. Ile razy było tak że kupiłam otwarty tusz, który był kompletnie wyschnięty albo do teraz pamiętam jak kupiłam cień color tattoo z Maybelline z wielkim odciśniętym paluchem na środku...

    OdpowiedzUsuń
  62. o mamuniu...
    czytam komentarze dziewczyn i chyba oczy mi zaraz z orbit wypadną..
    nie ma to jak spokojny wieczór z maseczką na buzi, w ciepłym szlafroku, kubek gorącej herbaty, domowe ciasteczko i zakupy w necie. wszystko w jednym miejscu, bez stresu, bo przecież złość piękności szkodzi ;)
    oczywiście zakupy stacjonarne też są ok, ale czasem trzeba sobie zadać pytanie: czy chcę daną rzecz kupić tylko dlatego, że jest tania, czy w normalnej cenie bym ją kupiła? i najzwyczajniej w świecie wyluzować ;)

    OdpowiedzUsuń
  63. Mnie już nic nie zdziwi, ale fakt jest taki, że wielu osobom brak kultury ;(

    OdpowiedzUsuń
  64. A ja uważam, że naprawę tego całego "bałaganu" powinno się zacząć od początku... Oczywiście zgadzam się z tym, co mówisz, ale rozumiem jedną i drugą stronę. Gdyby w każdej drogerii były testery, kobiety nie otwierałyby pełnowartościowych produktów. A gdyby pomimo obecności testerów, otworzyły produkt, który testerem nie jest - obsługa powinna zwrócić uwagę i kazać za niego zapłacić. Po pewnym czasie ludzie by się w końcu przyzwyczaili i przestali tak robić, bo uznaliby, że takie zachowanie jednak trochę ciągnie po kieszeni. Nie zgadzam się też z tym 'fajnie gdyby tester był, a jak nie ma to trzeba sprawdzić w sieci" - przykro mi, ale w internecie nie sprawdzisz konsystencji, pigmentacji, tego czy kosmetyk jest mocno perfumowany (i może powodować uczulenie). Po to właśnie są stacjonarne drogerie. Nie zgadzam się również z tym podpunktem o malowaniu się testerami. Nie mówię tutaj o sytuacji, w której dziewczyna stoi 15 minut i wykonuje pełny makijaż testerami, bo szkoda jej pieniędzy na zakup kosmetyków, a raczej o sytuacji, w której kobieta naprawdę chce wypróbować jeden konkretny kosmetyk - czy dany tusz nie skleja rzęs, czy korektor zakrywa cienie pod oczami itd... Do tego właśnie testery służą. I naprawdę jestem w stanie zapomnieć o bakteriach. Uważam również, że takie kosmetyki jak antyperspiranty też powinny mieć swoje testery, bo zapach kosmetyku jest dla mnie kwestią bardzo ważną i gdyby rzeczywiście były w drogeriach, skończyłby się problem brania produktów z samego tyłu. Żeby ten drogeryjny świat funkcjonował jak należy, powinno się zmienić podejście nie tylko samych klientek, ale również podejście personelu i osób zarządzających tymi drogeriami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że sprawdzisz, po to są blogi z milionem zdjęć i szczegółowym opisem. :) Sama tak robię. To, że testery być powinny to oczywiste, ale ich brak nie upoważnia wsadzania brudnych paluchów do nowych kosmetyków i niszczenia ich. A jeśli jesteś w stanie zapomnieć o bakteriach podczas malowania rzęs maskarą, którą niewiadomo, kto dotykał to pozostaje mi jedynie współczuć bo gronkowca lub inne dziadostwo bardzo łatwo złapać. Ja mam odruch wymiotny, gdy sobie o tym pomyślę.

      Jedyne z czym się zgadzam, to to, że góra powinna poprawić różne kwestie i usprawnić działanie takich miejsc, bo jak wiadomo, ryba zawsze psuje się od głowy.

      Usuń
    2. Oczywiście, że nie upoważnia i ja się z tym w 100% zgadzam. Sama nigdy tak nie robiłam i bym nie zrobiła, a jak widzę osobę, która tak robi to zawsze zwracam jej uwagę. Chodziło mi o to, że rozumiem osoby narzekające na brak testerów. A jeśli chodzi o to sprawdzanie kosmetyków na internecie, to nie zrozum mnie źle - bardzo lubię Twojego bloga, jak i inne urodowe blogi, lubię czytać recenzje, często dzięki temu dowiaduje się o istnieniu ciekawych produktów. Mimo to uważam, że nie da się dobrać podkładu przez internet i pewne rzeczy trzeba sprawdzić samemu. Np. Ty masz bardzo jasną karnację, a ja dość ciemną i wszelkie podkłady lub korektory, które u Ciebie na swatchach wyglądają na ciemne, u mnie są wręcz mleczne. Każdy ma inną tonację skóry, inny jej odcień i kupowanie produktów w ciemno skończyłoby się wydaniej sporej sumy pieniędzy na nietrafione, niepotrzebne mi kosmetyki. Dlatego zawsze sprawdzam na sobie takie produkty jak podkład, korektor, róż, bronzer, kremowe cienie i jestem w stanie zapomnieć o tych bakteriach, które są wszędzie.

      Usuń
    3. do Anonimowy... testery sa w wiekszosci drogeriach i myslisz ze ile klientek po nie sięga? szczerze? hmmm moze z 5% klientow;/ to jest smutne, ale prawdziwe..a druga rzecz to bardzo czesto testery sa kradzione przez klientow!

      Usuń
  65. Podpisuję się pod każdym punktem! Sama byłam kiedyś świadkiem jak bardzo elegancka młoda kobieta w Sephorze wypsiukała się cała perfumami, po czym rzuciła na półkę papierową torebkę po jakiejś drożdżówce i wyszła jak gdyby nigdy nic... Totalnie mnie zatkało.

    OdpowiedzUsuń
  66. Osobiście podziwiam, jak z problemem macantów poradzili sobie na wyspach Golden Rose - klient widzi tylko testery, a pełnowartościowe produkty podawane są zza lady. Tylko w Rossmanie pewnie by to nie przeszło ze względu na wielkość sklepu...

    OdpowiedzUsuń
  67. Pracuję w drogerii i jeśli chodzi o ceny to nie są podwyższane przed promocjami. Jeśli chodzi o upominanie klientek żeby nie otwierały produktów pełnowartościowych np. szminek albo tuszy to uwierzcie mi, że to dla nas też jest denerwujące. Bo w końcu czy to moja wina, że firma np. rimmel nie daje nam testerów, a baba się drze po mnie jakby nienormalna byla z powodu braku testera. Nie możemy też kazać kupić macantowi produktu, który zniszczył, taka to bolesna prawda. A klientki myślą że są hrabinami i se pozwalają na coraz więcej. I chociaż się upomni 1000 klentek dziennie to następnego dnia znowu to samo. Brak kultury i tyle. Wielkie paniusie ale gorsze niż baby ze wsi.

    OdpowiedzUsuń
  68. Kocham wpadać do perfumerii tuż po otwarciu, wszystkie konultantki malują się tymi obrzydzającymi użycie kosmetykami. Każdego dnia sprawdzaja formułę... Kocham Panie polecające podklady matujące dziewczynom z normalną skórą, a jeszcze bardziej wmawiające, ze ciemny podklad sprawi, ze bede ZDROWIEJ wyglądac. Najbardziej jednak kocham fuksjowe lub pomaranczowe pomadki u konsultantek z niewybielonymi zebami, w otworze gebowym widac tylko ostra żółć

    A co do testerów-jakims cudem na Zachodzie sa, w hebe sa a w Rossach zalezy od Rossa i niby ze w jednym daja wa w innym nie? tia

    OdpowiedzUsuń
  69. Też mi się marzy aby kosmetyki było pakowane w opakowania które będą chronić przed wścibskimi paluchami.
    Sama również coraz częściej robię zakupy on line chociaż i w takiej formie zakupu można trafić na macane kosmetyki.
    Pracowałam w firmie która zajmowała się właśnie wysyłką kosmetyków pielęgnacyjnych jak i kolorowych. Niektóre pracownice niestety nie stosowały się do wymogów i otwierały np. kremy do rąk i się nimi kremowały a potem ten użyty kosmetyk pakowały do zamówienia. Nie wspomnę o pomadkach czy tuszach. Oczywiście te panie długo nie popracowały a ich upominanie przeze mnie kończyło się zawsze głośną wymianą zdań.
    Firma na tym traciła bo było mnóstwo zwrotów a dodam że kosmetyki nie należały do najtańszych.

    OdpowiedzUsuń
  70. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Z perspektywy pracownika, konsultanta kosmetycznego w sklepie Organique mogę potwierdzić większość przypadków. I chociaż nie mamy kosmetyków kolorowych spotykam się z oburzeniem klientów w stylu "jesteście na tyle eko, że nie macie podkładów?! to jakiś żart?!", albo właśnie podejście klienta do sprzedawcy...ja naprawdę nie chcę Wam wcisnąć pierwszego lepszego peelingu, naprawdę sporo wiem o właściwościach poszczególnych kosmetyków, ale nie da się przebić przez wszechwiedzącą opinię klienta. I dzieci...biegające, zrzucające wszystko, brudzące kosmetyki lodem czy innym słodyczem. A Ty później sprzątaj...

    OdpowiedzUsuń
  71. Zgadzam się z większością punktów :) aczkolwiek proszenie ekspedientek o pomoc zawsze kończyło się failem :) "czy mogłaby mi Pani polecić dobrze kryjący podkład dla skóry trądzikowej?" - krem BB :P "czy ten podkład nadaje się do cery tłustej?" i czyta opis z tyłu opakowania, ehhh, akurat czytać to ja umiem :P

    OdpowiedzUsuń
  72. Świetny post ale niestety niektórym można mówić i pisać tysiące razy a i tak nic to nie da. Co do ostatniego punktu to mam mieszane uczucia. Z jednej strony masz racje ale z drugiej z doświadczenia wiem, że obsługa nie zawsze potrafi pomóc a czasami nawet bardziej denerwuje. Nie raz spotkałam się z sytuacją w której pani pracująca w drogerii przeczytała coś na opakowaniu i powtórzyła mi to chociaż równie dobrze sama mogłam sobie to przeczytać. To jest chyba najczęściej spotykana sytuacja a są tez takie, kiedy pytam się o jakiś konkretny produkt czy jest może jeszcze gdzieś na magazynie po czym pani sprawdza mówi, że nie ma a w zamian za to pokazuje mi masę podobnych produktów, mimo, że sobie tego nie życzyłam.

    OdpowiedzUsuń
  73. Co do tego doradzania przez obsługę to jednak do końca się z Tobą nie zgadzam. Będąc w Hebe pani doradziła mi kredkę do brwi, która była ruda (a brwi mam ciemne, prawie czarne). Gdy liczyłam na pomoc z zakupem podkładu Healthy Mix w Rossmannie to właśnie przez doradztwo takiej pani chodziłabym umalowana jak skwarka. Nie korzystam z pomocy ekspedientek w takich drogeriach, bo już tyle razy się nacięłam. Inaczej ma się rzecz w galeriach: w Inglocie czy Douglasie panie wyglądają o wiele bardziej kompetentnie i na prawdę się na tym znają ;)

    OdpowiedzUsuń
  74. Z tym co napisałaś spotkałam się nie raz i jest to niesamowicie wkurzające.... To smutne, że nasze społeczeństwo wydaje się być tak elokwentne i na poziomie, podczas gdy w tak codziennych sytuacjach, jak zwyczajne zakupy (czy to w drogerii, czy to w spożywczaku) wychodzi na wierzch chamstwo i prostactwo.

    OdpowiedzUsuń
  75. 100% racji.... ! Natury i Rossmanny maja przekichane pod tym wzgledem.. w superpharm zawsze stoi ochrona na kolorowce i jest troche lepiej :) a co do niepilnowania dzzieci to masakra!! niektorzy nie powinni miec dzieci, osobiscie spotkalam sie z sytuacja kiedy dziecko szlo sobie po drogerii przewracajac zele pod prysznic, a rodzice stali 2metry dalej wybierajac sobie dezydoranty i niereagujac i oczywiescie nie poprawiajac tego.. nawet nie warto im zwracac uwage, bo baaardzo wiekszość ludzi reaguje agresywnie :/ dla mnie te sklepy baaardzo duzo traca pozwalajac na 'niereagowanie' przez obsluge, sama juz nie robie zakupow kolorowych stacjonarnie, szkoda wydawac na x macany towar ;/

    OdpowiedzUsuń
  76. Czytajac ten post przypomina mi sie sytuacja z Natury ktorej bylam swiadkiem kiedy to klientka poprosila o dobranie pudru a ekspedientka jej na to "a transparenty czy prasowany?" :) potem ta sama ekspedientka, gdy ja wybieralam puder, zadala mi to samo pytanie :) grzecznie wytlumaczylam jej co znaczy puder transparentny. Niestety i tak uwazala sie za madrzejsza...

    OdpowiedzUsuń
  77. Trafiłam na Twój post przypadkiem, przeczytałam od deski do deski i zastanawiam się, czy to pisałaś Ty czy... ja! Pracuję już jakiś czas w drogerii i mogę się podpisać obiema rękami i nogami pod tym, co napisałaś. W ogóle po pierwsze współczuje każdemu, kto pracuje na codzień z ludźmi, bo oni są w stanie wykończyć psychicznie. Po drugie nie mam pojęcia co się dzieje w głowach klientek, które pozwalają sobie na takie zachowania. Nie są to pojedyncze sytuacje, uwierzcie mi, że na 200 osób dziennie, 195 klientek zachowuje się tak, jak jest to przedstawione w poście. Czemu obsługa nie zwraca uwagi? Ano dlatego, że nie możemy. Bo klientka w tym momencie strzela focha, obraża się i wychodzi. I w ten sposób firma traci klienta. A to, że i tak go traci, w momencie gdy jeden z drugim kupi wyschnięty tusz i już w danej drogerii nie zrobi zakupów, jest nieważne. Do pewnego momentu zwracałam uwagę klientkom, ale mija się to z celem, bo one i tak robią swoje, tylko po prostu najpierw się rozglądają czy nikt nie widzi. Teraz jak widzę taką sytuację to po prostu zaciskam zęby, ciśnienie mi skacze ;) ale przyjmuję postawę klienta- ważne, że ja sobie odłożę nieużywaną maskarę, inni niech kupują co jest. Niestety taka jest prawda, nie wiem skąd w KOBIETACH takie ograniczenie, brak kultury i szacunku do drugiej osoby. Pomijam już fakt jak wielkie damy za 5 zł traktują obsługę sklepu. Jak za przeproszeniem śmieci. Nie wiem dlaczego sądzą, że mogą poniżać bądź krzyczeć na konsultantkę. Długo by można pisać o tym, co się wyprawia w tego typu sklepach. Najsmutniejsze jest to, że to się po prostu nie zmieni. Bo ludzie się przyzwyczaili, że mogą wszystko, że wszystko im się należy i że mają prawa. Bardzo mnie zawsze śmieszy również bicie się o każdą złotówkę, ba! o grosze! Jeśli na kasie okazuje się, że coś kosztuje te 20 gr więcej. Afera niczym w sejmie. Ale! Nikt już nie zwróci uwagi, gdy cena okazuje się niższa. Co jest przykre, w żadnym innym kraju, w którym byłam, nie zauważyłam takiego zachowania ludzi. Co do testerów.. Też byśmy chciały, żeby były do każdego produktu, ale nie ma i to już nie zależy od nas. I czy to daje prawo do USZKADZANIA pełnowartościowego produktu? Myślę, że nie. Poza tym nie oszukujmy się, żyjemy w czasach gdy 10-latki mają Iphony, ZAWSZE można jakoś sprawdzić jak wygląda szczoteczka w nowym tuszu albo jak prezentuje się szminka. Dzieci w sklepach to już inna kwestia, rozumiem, że mamom też się coś należy i też chcą jak normalna kobieta kupić jakiś fajny kosmetyk, ale mnóstwo razy spotkałam się z sytuacją, gdy dziecko porozwala wszystko co jest w koło, a mama na to "pani se posprząta", albo "się poukłada". Agu, czy Ty też zauważyłaś, że ok. 50% klientek przychodzi po prostu na swoisty "spacer" do drogerii?? :D Zawsze mnie to dziwiło, co można tyle czasu robić w sklepie i jak niektórym (większości?) klientom chce się od godziny 7 rano latać po sklepach. I tak codziennie.

    OdpowiedzUsuń

_________________________________________________

Masz do mnie jakiekolwiek pytanie? Zadaj je proszę pod najnowszym wpisem. :-)

Wszystkie komentarze zawierające autopromocję i aktywne linki reklamowe nie będą publikowane. Dotyczy to również marketingu szeptanego uskutecznianego przez firmy (w tym także niezwiązane z tematyką bloga).

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! ♡
Pozdrawiam serdecznie,
Agu
__________________________________________________