Popularne posty

Odkopane z dna szuflady - Catrice, L'oreal, W7, Revlon, Lily Lolo

środa, 23 września 2015

Ostatnio opowiadałam Wam o 5 kosmetykach, do których zawsze z chęcią wracam, natomiast dziś swoje 5 minut mają produkty, o których posiadaniu całkowicie zapomniałam i przez dłuższy czas leżały zapomniane w szufladzie. Niedawno się do nich dokopałam, odkryłam na nowo i z przyjemnością znów po nie sięgam. Niektóre już zostały wycofane z regularnej sprzedaży, ale kto wie, być może ten wpis przypomni Wam, że Wy również je macie? Zapraszam do dalszego czytania!

Catrice,  cień do powiek w odcieniu 410 C'mon Chameleon

To jeden z najpiękniejszych cieni jakie znam. Przepiękna opalizująca mieszanka brązu i zieleni. W zależności od stopnia roztarcia otrzymujemy dwa całkiem różne kolory. Poza tym cień ma doskonałą pigmentację, świetną konsystencję i na bazie bez problemu utrzymuje się cały dzień. Pięknie wygląda zarówno w makijażu dziennym, jak i wieczorowym. Ostatnio bardzo często po niego sięgam, bo Kameleon 'robi' cały makeup powiek w kilka sekund. Za każdym razem dostaję wiele pytań 'co to za cień?'. Niestety został wycofany, choć naprawdę nie rozumiem dlaczego, ale w Ingolocie dostaniecie dość podobny pigment (numerek 85), a w Macu jego prasowany odpowiednik o nazwie Club. 



L'Oreal Infallible Eye Shadow w odcieniu 002 Hourglass Beige

Kolejny piękny, pojedynczy cień. Swoją drogą, nie wiem co mnie na nie ostatnio wzięło. Szaleńczo napigmentowane, szampańskie złotko. Niesamowicie połyskuje i zaskakuje trwałością. Obecnie podkreślam nim najczęściej wewnętrzne kąciki oczu, bo cudownie wykańcza makijaż i pięknie rozświetla spojrzenie. Ma bardzo specyficzną formułę, Niestety stacjonarnie jest już nie do kupienia, ale na kosmetykizameryki.pl znajdziecie całą gamę kolorystyczną tych cieni za dyszkę. Jak wygląda z bliska możecie zobaczyć TUTAJ, poświęciłam mu oddzielny post. :)




W7 Honolulu bronzer

Pamiętacie jeszcze ten bronzer? Był jednym z pierwszych, które uchodziły za te chłodne, idealne do konturowania. Teraz nie nazwałabym go chłodnym, bo sporo ciepłych tonów jednak posiada, ale wciąż go lubię. Fajnie ociepla cerę, ładnie współgra z moim odcieniem skóry i dobrze komponuje się z różami. Jest łatwy w obsłudze, nie funduje mi plam, czy smug. Kilka machnięć pędzlem i gotowe. Honolulu to taka zapomniana klasyka blogosfery. ;) Wciąż bez problemu kupicie go w niskiej cenie (15zł), np. TUTAJ


Revlon Just Bitten Kissable w odcieniu Smitten (03)


Ja nie wiem jak mogłam zapomnieć o tej kredce! To jeden z tych odcieni, w którym czuję się jak milion dolców, nawet w najsłabszy dzień. Poza tym, pomadka jest cudownie kremowa, pozostawia lekko mokre wykończenie i naprawdę nieźle nawilża. Zaliczam ją do tych trwałych szminek, bo kolor wżera się w usta i nawet po starciu połysku, są one wciąż zabarwione. Jak wygląda w połączeniu z pełnym makijażem, możecie zobaczyć we wpisie na jej temat, o TUTAJ. Szukajcie Smitten w szafach Revlon i online (w sieci jest dużo tańsza - około 15zł), mój egzemplarz pochodzi z drogerii ekobieca.pl, ale obecnie jest tam niedostępny.  



 Lily Lolo, róż Oh La La

Róż mam od paru lat i jego data przydatności od otwarcia (24 miesiące) teoretycznie już minęła, ale nadal wszystko z nim w porządku. Całkowicie zapomniałam o jego istnieniu, a przecież ma tak piękny, dziewczęcy odcień. Zachwyca też pigmentacją - jedno dotknięcie pędzla naprawdę wystarczy, by podkreślić policzki i mam wrażenie, że Oh La La jest nie do zużycia. Nie musicie się jednak obawiać przesady, czy plam bo łatwo się rozciera puchatym pędzlem. Jednak wiadomo - mniej, zawsze znaczy lepiej. Pisałam o tym różu dawno, dawno temu TUTAJ. Znajdziecie go na stronie costasy.pl, nie kosztuje mało - 42,90zł, ale biorąc pod uwagę wydajność, cena nie wydaje się być porażająca. :)



Na koniec wrzucam Wam jeszcze próbki kolorów, dla lepszego zobrazowania całości. :)


 Koniecznie dajcie mi znać, czy znacie kosmetyki, o których dziś mowa. Być może też się u Was kurzą i całkowicie o nich zapomniałyście? :D 

Zapraszam też na mój Instagram KLIK :)





 facebook instagram bloglovin google



Nie zapomnij zajrzeć na:



Zobacz także:

29 komentarze

  1. Nic z tego nie miałam, choć o wszystkim słyszałam, fajne są te cienie z Loreala :P

    OdpowiedzUsuń
  2. o tak ;-) Honolulu znam i też lubię. Często do niego wracam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam próbkę Oh la la i na pewno kupię pełnowymiarowe opakowanie - jest idealny ! :) Co do kosmetyków kurzących się w szafie, na szczęście, takich nie posiadam. Mam tyle ile mi potrzeba i ciągle są w użyciu. Chociaż nowości kuszą ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. bronzer mam juz od dwoch lat i skonczyc nie moge :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Podobają mi się oba cienie , są śliczne ;) natomiast ten brąz nie dla mnie zdecydowanie .Lily Lolo bardzo sobie chwałę , to zdecydowanie moje ulubione minerały i ten rozowy revlon , głębia koloru choć osobiście nie lubię takich kredek do ust ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam ten kameleon z catrice-później zrzuciła mi go koleżanka i nadawał się tylko do wyrzucenia ;) Ale w sumie nie płakałam po nim, bo zawsze się rolował w załamaniu. Próbowałam na różnych bazach, w różnych ilościach itd :/ Coś z nim było nie tak.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja w ten sposób odkopałam paletkę Iconic 3, nawet był czas, że chciałam ją oddać w lepsze ręce, a teraz namiętnie używam :3

    OdpowiedzUsuń
  8. mam dwa cienie z Catrice i bardzo je lubię. twój odcień wygląda świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Faktycznie odkopałaś to z dna szuflady - miałam ten Revlon...hohoho, chyba ze trzy lata temu. w sumie żałuję, że nie wiem, gdzie teraz jest;). Swoją drogą muszęe pogrzebać w swojej szufladzie;).

    OdpowiedzUsuń
  10. Wycofali Kameleona?! Rozbój!!! Dobrze, że mam go jeszcze całkiem sporo w opakowaniu

    OdpowiedzUsuń
  11. Szukałam wszędzie tego cienia C'mon Chameleon i w okolicy słuch po nim zaginął :( tak samo Hourglass Beige - dlatego zdecydowałam się na matowy - i z niego już nie jestem tak zadowolona. Z kredek chyba jednak wolę tego nowego Rimmela niż Revlon. Stosunek ceny do jakości wypada korzystniej :) a ten Honolulu kusi, kusi, zwłaszcza, że mój Kobo popękał :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla mnie cień Catrice nie umywa się nawet do pigmentu z Inglota, jest bardziej jednowymiarowy za to Inglot to jest duochrome.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ewa z bloga lamadolamy prezentowała ostatnio nowy cień Catrice i wydaje mi się, że odcień może być podobny choć żadnego nie widziałam na żywo to i pewności nie mam http://1.bp.blogspot.com/-zWv6ObSFDXo/VfSV6RFQJBI/AAAAAAAAFzc/9ts4Sy6iauQ/s1600/cieniewkremie4%2B%25281%2Bof%2B1%2529.tif
    (to zdjęcie pochodzi z jej bloga)

    OdpowiedzUsuń
  14. Honolulu to chyba jeden z moich ulubionych bronzerów, którego do tej pory używam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. ten cień z loreala zawsze chciałam mieć i do tej pory go nie posiadam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Co do cienia Catrice, jeszcze jednym zamiennikiem jest Golden Rose Teracotta 127. Tyle, że jest nieco słabiej napigmentowany, więc bardziej przydatny do makijazu dziennego. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Honolulu chyba jest cieplejszy niż Bahamam mama?

    OdpowiedzUsuń
  18. uwielbiam tego kameleona z Catrice :) mam jeszcze taki z MUG i też daje cudowny efekt :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Wiem co masz na myśli pisząc, że w niektórych kolorach czujesz się jak milion dolców...

    OdpowiedzUsuń
  20. Jejku, kolor tego różu Lily Lolo jest obłędny! :D Właśnie przerzucam się na minerały, więc muszę go mieć. <3

    OdpowiedzUsuń
  21. Czy mogłabyś polecić podkład do cery tłustej i mieszanej do stosowania na co dzień? Zależy mi tylko na długotrwałym zmatowieniu. Używałam już kilku podkładów matujących, ale żaden nie dawał długotrwałego zmatowienia. Zazwyczaj po 2 godzinach już cera się 'świeciła'. Z góry dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  22. Słyszałam o Honolulu bronzer ale nie używałam,może kiedyś spróbuje .

    OdpowiedzUsuń
  23. Zgadzam się w zupełności co do różu z lily lolo. Super jakość i jeszcze starcza na wiele, wiele lat. Mam ten sam odcień i używam go praktycznie codziennie już przeszło rok a ubycie jest znikome :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Śliczne są te cienie :) szkoda, że zostały wycofane bo podejrzewam, że by się znalazły w mojej kosmetyczce ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Urzekła mnie ta kredka. Chyba zamienię swoje błyszczyki na takie właśnie pomadki w kredce ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Mam Honolulu i również go zreaktywowałam ostatnio. A cienie Infalible wręcz uwielbiam. Mam 3 kolory: ten który prezentujesz, różowo-koralowy (przepiękny) oraz butelkową zieleń.

    OdpowiedzUsuń

_________________________________________________

Masz do mnie jakiekolwiek pytanie? Zadaj je proszę pod najnowszym wpisem. :-)

Wszystkie komentarze zawierające autopromocję i aktywne linki reklamowe nie będą publikowane. Dotyczy to również marketingu szeptanego uskutecznianego przez firmy (w tym także niezwiązane z tematyką bloga).

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! ♡
Pozdrawiam serdecznie,
Agu
__________________________________________________