Popularne posty

Ulubione róże do policzków: top 8

niedziela, 22 maja 2016

Uwielbiam róże do policzków! Nie wyobrażam sobie makijażu bez delikatnego rumieńca i w swojej toaletce mam całkiem sporo egzemplarzy. Dziś spośród wszystkich, wybrałam te, po które sięgam najczęściej i najbardziej je lubię. Są ze mną od dawna, przetestowałam je w każdych warunkach i zdecydowanie zasługują na miano faworytów. Może i Wam któryś przypadnie do gustu? Zapraszam do dalszej części wpisu.



THEBALM, Hot Mama 

Hot Mamę długo traktowałam po macoszemu. Sama nie wiem czemu, bo zawartość retro opakowania, efekt na policzkach funduje genialny. Kosmetyk posiada specyficzny odcień rose gold - to ciepły róż z mnóstwem maleńkich drobinek, opalizujący na złoto. Jego kolor różni się w zależności od kąta padania światła, dzięki czemu nie jest płaski i na policzkach, w towarzystwie promieni słońca, wygląda obłędnie. Połyskuje w umiarkowany i nienachalny sposób. Wykończenie jest bardzo eleganckie, subtelne i daleko mu do mocno błyszczących drobin brokatu, które rzucają się w oczy. Wygląda pięknie w towarzystwie każdego makijażu i współgra zarówno z jasną, jak i bardziej opaloną skórą. Ma aksamitną konsystencję, bezproblemowo się rozciera i nie tworzy plam. Pigmentację określiłabym jako odpowiednią - jest dobrze widoczny na skórze, ale trudno zrobić nim sobie krzywdę. Przy aplikacji lekko pyli, ale nie zmienia to faktu, że jest niesamowicie wydajny. Na przypudrowanej twarzy utrzymuje się większość dnia, w trakcie delikatnie blednie, ale nie traci połysku. W moim przypadku nie sprzyja też zapychaniu. Jedyny minus - opakowanie bardzo się brudzi i trudno je doczyścić. Kosztuje 62zł, kupicie go np. TUTAJ

THEBALM, Frat Boy

Mam słabość do theBalm, a opakowania kosmetyków marki wciąż wzbudzają we mnie zachwyt. Wiem, że jedni je lubią, inni uważają za infantylne i niezbyt eleganckie, ale ja zdecydowanie należę do pierwszej grupy. Kartoniki w retro klimacie, moim zdaniem są niezwykle urokliwe! Tym bardziej, że ich zawartość jest wysokiej jakości. Frat Boy to kolejny udany kosmetyk marki, który stał się moim ulubieńcem. Dzięki zgaszonemu różowo-brzoskwiniowemu odcieniowi, można nazwać go różem uniwersalnym, który pasować będzie do większości karnacji. Ma odpowiednią pigmentację - jedno pociągnięcie pędzlem, daje kolor wyraźny, ale bez przerysowania i plam. Równomiernie rozkłada się na skórze i doskonale rozciera, dobrze też łączy się z bronzerem i rozświetlaczem. Spotkałam się z opisem, że posiada maleńkie, srebrne drobinki, ale szczerze mówiąc, tak jak sporo dziewczyn, nie dostrzegam ich - dla mnie to mat, o bardzo satynowym wykończeniu. Na zagruntowanej pudrem skórze utrzymuje się cały dzień, powoli tracąc na swej intensywności. Nie przyczynia się też do powstawania nowych krostek. Pyli w umiarkowanym stopniu, w zależności od użytego pędzla i charakteryzuje się wysoką wydajnością. Kosztuje 57,99zł i do kupienia jest TUTAJ.


SO SUSAN, Universal Blush

Róż znalazłam w którymś z boxów beGLOSSY. Początkowo mnie nie zachwycił, ale postanowiłam mu dać szansę i sama nie wiem kiedy, zaczęłam po niego sięgać regularnie. W opakowaniu nie robi szczególnego wrażenia - jest jakby zbyt grubo zmielony i naładowany srebrnymi mikro drobinkami. Na policzkach wygląda jednak naprawdę ładnie. Posiada odcień bezpiecznego, brudnego rożu ze srebrzystym, równomiernie odbijającym światło, połyskiem. Mnie ten efekt niesamowicie się podoba, bo wygląda bardzo subtelnie i nienachalnie. Przy aplikacji nie pyli, ma dobrą, ale wciąż bezpieczną pigmentację i trudno z nim przesadzić. Przyjemnie się rozciera i współgra z pozostałymi kosmetykami. Utrzymuje się na skórze przez jakieś 10 godzin, później blednie równomiernie. Nie zauważyłam, by sprzyjał powstawaniu wyprysków. Opakowanie ma niestety bardzo tandetne, ale odporne na uszkodzenia. Niestety nie jest dostępny w Polsce. Można go kupić w cenie $33,54 TUTAJ.


CATRICE, Defining BLush, 020 Rose Royce

Wszystkie róże Catrice lubię, ale po 020 Rose Royce sięgam najczęściej. To matowy, zgaszony różowy odcień, z odrobiną brzoskwiniowych tonów. Na pierwszy rzut oka jest łudząco podobny do Frat Boy'a, ale w rzeczywistości bardziej żywy i intensywny. W dodatku bardzo mocno napigmentowany - potrzeba lekkiej ręki, by nie zrobić sobie krzywdy. Choć dość dobrze się rozciera, więc z nadmiarem można sobie poradzić. Nie pyli podczas aplikacji i mocno przyczepia się włosia pędzla, dlatego umiar jest w jego przypadku podstawą sukcesu. ;-) Ma bardzo jedwabistą konsystencję, jest drobno zmielony i na policzkach daje efekt aksamitnego matu. Szalenie długo się też utrzymuje, w nienaruszonym stanie potrafi wytrwać do wieczora, nie licząc upałów. Generalnie, cała seria Defining Blush, charakteryzuje się niesamowitą trwałością i nasyceniem koloru. Róż nigdy mnie nie zapchał i nie zafundował przykrych niespodzianek na twarzy. Kupicie go wszędzie tam, gdzie dostępny jest asortyment marki. Regularna cena różu wynosi 14,99zł, teraz w Naturze jest w promocji i kosztuje 8,99zł, o TUTAJ.



ANNABELLE MINERALS, Rose

Ukochany róż mineralny. Cudowny, zgaszony róż, bardzo bezpieczny i uniwersalny. Doskonale napigmentowany, aksamitny w swej formule. Nie zawiera drobinek, na policzku fundujący efekt satynowego matu. Nie robi plam i bez problemu się blenduje. Pasuje do każdego makijażu i idealnie go dopełnia. Dobrze współpracuje z pozostałymi kosmetykami - różem i bronzerem. Do tego dochodzi przyjazny, naturalny skład, trwałość bez zarzutu, niesamowita wydajność (róż jest nie do zużycia!) i wygodne opakowanie z sitkiem. O różach Annabelle Minerals szerzej pisałam TUTAJ. Rose kupicie w cenie 39,99zł TUTAJ

LILY LOLO, Ooh La La

Kolejny róż mineralny, który bardzo lubię. Ooh La La towarzyszy mi już bardzo długo i zawsze z chęcią do tego odcienia wracam. Z każdą aplikacją utwierdzam się w przekonaniu, że to także kosmetyk nie do zużycia. Wydajność sypkiego różu jest oszałamiająca! To mieszanka różu z brzoskwinią. Na policzkach wypada wręcz koralowo i bardzo dziewczęco. Moim zdaniem będzie odpowiedni dla większości dziewczyn, bo nałożony z umiarem, w subtelny sposób podkreśla policzki. Pigmentacja, jak to w przypadku minerałów bywa, jest na piątkę z plusem. Trwałość także - róż utrzymuje się na skórze przez wiele godzin, a pod koniec dnia stopniowo blednie. Łatwo go zaaplikować oraz rozetrzeć. Nie zapycha i nie powoduje wysypu niedoskonałości. Do kupienia w cenie 51,20zł TUTAJ.



W7, Africa 

Kiedyś, zarówno cała blogosfera, jak i vlogosfera, szalała na jego punkcie. Teraz Africa czasy świetności ma już za sobą, ale ja wciąż sięgam po nią z chęcią. To taki różo-bronzer, kolory zmieszane razem dają przybrudzony odcień zgaszonego różu i efekt ten bardzo mi się na policzkach podoba. Ponadto, kosmetyk ma przyjemną pigmentację, dobrze współpracuje z każdym pędzlem i równo rozkłada się na skórze. Jest też trwały, i wydajny, choć pyli dość mocno. Zastrzeżenia mam niestety do samego opakowania - niby urocze, inspirowane marką Benefit, ale totalnie nie chroniące zawartości i niezbyt odporne na uszkodzenia. Upadek poprzedniego egzemplarza skończył się wywaleniem go do kosza. Nie było opcji, by Africę uratować. Róż w cenie 14,99zł znajdziecie TUTAJ.

YVES ROCHER, Couleurs Nature, średnia morela

Czas tego różu już dawno minął, a ja wciąż nie potrafię się z nim rozstać. Darzę go ogromnym sentymentem. :-) Mam do niego ogromny sentyment i chyba wkrótce wymienię stary egzemplarz na nowy model. Póki co wciąż go używam, bo mimo upływu czasu, nic się z nim nie dzieje. Nadal jest dobrze napigmentowany, odpowiednio jedwabisty i pięknie podkreśla policzki. Pasuje do każdego makijażu i do każdego typu urody. Ma satynowe, całkowicie bezdrobinkowe wykończenie i nie wymaga wprawy w aplikacji. Będzie idealny dla początkujących. Kosztuje 29,90zł i do kupienia jest TUTAJ.




Tak prezentuje się moje różane TOP 8. Jak widać ciągnie mnie do zgaszonych i bezpiecznych kolorów. Chyba każda z nas w takich czuje się najpewniej i sięga po nie najczęściej. Te bardziej krzykliwe, zostawiam sobie na specjalne okazje. :-)

Dajcie znać jak wygląda Wasz osobisty ranking - znacie moich ulubieńców? Jakie macie doświadczenia z kosmetykami przedstawionymi w dzisiejszym wpisie? 



Nie zapomnij zajrzeć na:



Zobacz także:

71 komentarze

  1. Ja bardzo lubię róż marki Pupa z kolekcji #Soft&Wild" - opakowanie mi się kompletnie nie podoba, ponieważ nie znoszę motywu panterki, ale sam kosmetyk jest na serio do polecenia:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam go, ale na pewno mu się przyjrzę. :-)

      Usuń
  2. Z tych, które pokazałaś mam tylko Africa z W7 :) Bardzo go lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bardzo lubię Sleek Antique i Dior Rosy Glow 001 Petale :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Diora nie znam, ale Sleek Antique to bardzo ładny odcień, więc nie dziwię się, że go lubisz. :-)

      Usuń
    2. Diora używam rzadziej, bo jakoś do Seeka bardziej się przyzwyczaiłam a Diora oszczędzam, choć np z Diora zużyłam już 2 opakowania tego różu, a to jest 3 :) Kupuje go od kiedy tylko wszedł do limitowanki, a później do stałej kolekcji :)

      Usuń
    3. Koniecznie więc muszę go "pomacać" ;-)

      Usuń
  4. wszystkie są piękne ;) kiedyś uwielbiałam róże z Bourjois, potem jakoś zupełnie zaczęły mnie u siebie denerwować i obecnie używam jedynie brązerów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja róże z Bourjois lubię, ale jakoś ostatnio rzadko po nie sięgam. :-) A totalnie bez różu czuję się, jakby mój makijaż był niedokończony. ;-)

      Usuń
  5. Moje wybory wydadzą się na 1 rzut oka przerażające, ale moja twarz jest w stanie z pewnych względów je udźwignąć (są takie intensywne typy urody, że niewielka ilość makijażu i już wyglądają tandetnie, cóż... ja jestem po drugiej, szarej stronie :P) Top 3 (w zasadzie to 4) to "trójki" Sleek (Flame i Pink Spirit), boski wrzosowy Kiko Soft Touch nr 112 (co jakby Nars Sin) i Bourjois Lilac D'Or (coś jakby Nars Orgasm). Mam taką cerę, że bez różu wyglądam na chorą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sleek ma bardzo napigmentowane kolory, piękne, ale na co dzień dla mnie zbyt intensywne. :-)

      Usuń
  6. Mam kilka róży, ale najchętniej sięgam po Wibo :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. Oj tak, na skórze prezentuje się bosko. :-)

      Usuń
  8. Szczerze mówiąc to nie za bardzo lubię różę, ale to może tylko dlatego, że moj naturalny rumieniec na policzkach tak mocno przebija, że nałozony wcześniej róż wyglada ( a raczej nie wyglada) jakby go wgl tam nie było :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, moja przyjaciółka z tego samego powodu sięga po bronzery. :-)

      Usuń
  9. Teraz gdy trochę "złapałam" słońca, jestem zakochana w sposobie jaki hot mama wygląda na twarzy. Przepiękny! Zdecydowanie mój ulubiony teraz róż :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze nie złapałam, ale i tak efekt mi się mega podoba! :-)

      Usuń
  10. Ten róż z Annabelle bardzo w moim klimacie :3

    OdpowiedzUsuń
  11. piękne róże, mnie rownież ciągnie do tych bardziej stonowanych i bezpiecznych :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Do niedawna nie byłam przekonana do różów - widocznie trafiałam na jakieś nieodpowiednie, bo odkąd kupiłam paletkę Wibo do konturowania to zakochałam się w tamtym różu <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta paletka jest bardzo udana, chętnie po nią sięgam :-)

      Usuń
    2. Ta paletka jest bardzo udana, chętnie po nią sięgam :-)

      Usuń
  13. Agata, czy mozesz polecic jakis bronzer do opalania bardzo bladej twarzy? Uzywam 150CS. do konturowania mam kobo sahara, ale nie zawsze mam czas rano na konturowanie. chcialabym musnac czyms twarz zeby nie wygladac blado a te bronzery ktore ogladalam sa albo blyszczace albo pomaranczowe.
    Milego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękna kolekcja róży. Zdecydowanie HOT MAMA!

    www.ladyagat.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hot mama faktycznie jest piękna.

      Ps. Bardzo Cię proszę o niepozostawianie linków.

      Usuń
  15. Ja stawiam bardziej na koral niż róż :). Mój ulubieniec to Coralista z Benefitu i Laura Mercier Sweet Mandarin, ale zamówiłam sobie teraz te potrójne róże z Catrice oczywiście koralowe ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam do czynienia z Benefitem. :-D

      Usuń
  16. Róż Frat Boy się do mnie uśmiecha, cukiereczek marki Catrice też... :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Niedawno właśnie przybył mi róż z Annabelle Minerals - Rose, chyba w końcu się odważę i go wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja uwielbiam coraliste Benefitu i od piatku mam nowego mineralnego maca! Niestety nie pamietam nazwy, ale juz go uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam ani styczności z różami Benefitu, z Maca jedynie z kremowym. Muszę nadrobić. :-)

      Usuń
  19. U mnie świetnie sie sprawdził róż z Zoevy Last Love :) Polecam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Róże Zoeva są na mojej liście do przetestowania!

      Usuń
  20. Ja podzielam zachwyt nad thebalm i w7:) najwiecej mam róży ze sleeka bo są świetne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam Sleeki, ale one są cholerka takie żywe i w dodatku mocno napigmentowane, że sięgam po nie zbyt rzadko. :-)

      Usuń
  21. Hot Mama jest świetna alternatywa dla Orgasmu z NARS'a - na zdjęciach wygląda na mega zbliżony !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam porównania, ale dużo jest takich opinii więc coś w tym jest :-)

      Usuń
  22. Ostatnio właśnie zaopatrzyłam się w cały zestaw róży z Benefit bo były w limitowanej i jeden z Maca this could be fun. Boski
    Pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, a róże Benefit o jakiej pojemności?

      Usuń
    2. A takiej samej jak te pojedyncze. Polecam. W zestawie jest coralista, hoola, Dallas, rock i coś jeszcze.
      Super zestaw.

      Usuń
  23. Najbardziej mi się spodobał ten z Catrice :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja uwielbiam Peach Melba z Natural Collection i jest to jak na razie jedyny róż, który pokochałam do tego stopnia, że... sięgnął denka. Z pewnością kupię drugie i kolejne opakowania! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o nim dużo! Ale chyba jest trudno dostępny, prawda?

      Usuń
  25. uwielbiam róże do policzków :) mam też kilka z tych, które zaprezentowałaś :) i choć posiadam róże w przeróżnych odcieniach i wykończeniach to najbardziej lubie satynowe chłodne odcienie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Satyna to także moje ulubione wykończenie! :-)

      Usuń
  26. Hej:) czy uzywalas może z the Balm rozu Down Boy? Jeśli tak, to co o nim sądzisz? Pytam dlatego, że mam bardzo podobny typ urody i odcień skóry do Twojej i mocno zastanawiam się nad jego zakupem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mam go, ale sięgam po niego rzadziej, bo czasem wydaje mi się, że wypada zbyt różowo na policzkach. Muszę mieć do niego odpowiedni makijaż, ale to oczywiście moje odczucie. W sumie to przypomniałaś mi o nim i dam mu teraz szansę - będę używać częściej, więc dam znać, czy się przekonam. ;-)

      Usuń
  27. wstyd się przyznawać nie miałam żadnego, mam za to Bourjois i tak rzadko po niego sięgam, bo wole bronzer ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie bez bronzera i różu, ani rusz! ;-)

      Usuń
  28. Ja nie używam różów ze względu na bardzo zaczerwienioną skórę :( a szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, moja przyjaciółka również boryka się z podobnym problemem.

      Usuń
  29. Ja lubię róże wibo. Ostatnio najczęściej używam Bourjois kolor Brun illusion, nie byłam do niego przekonana a teraz uwielbim, do mojej cery naczynkowej pasuje idealnie. W ogóle lubię róże zbliżone do brązów. Zaciekawiła mnie Africa z Twojego wpisu i chyba wypróbuję jak wykonczę co mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, różowe odcienie przy cerze naczynkowej mogą czasem wyglądać niezbyt dobrze, więc te w brązach są "bezpieczniejsze". Africę polecam, tania a dobra. :-)

      Usuń
  30. Agatko, uwielbiam Twojego bloga, dlatego chcialabym zwrocic Ci uwage, ze czesto uzywasz zwrotu "lekka reka" w nie do konca wlasciwy sposob. Zrobic cos lekka reka oznacza zrobic cos bez wahania, rozrzutnie. Nie gniewaj sie prosze, to wylacznie z sympatii.
    Pozdrawiam, Magda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, nie gniewam się absolutnie, no coś Ty! :-) Znam ten zwrot i jego znaczenie, ale we wpisach, stwierdzenie "lekką ręką" nie odnosi się do niego - jest dosłowne. ;-) Pisząc, że róż lepiej nakładać lekką ręką, mam zawsze na myśli to, że trzeba użyć małej siły nacisku, tak aby włosie pędzla delikatnie musnęło skórę i nie narobiło plam. :-D Taki skrót myślowy. Nawet nie wpadłam na to, że może to być odebrane inaczej, ale dzięki Tobie przemyślę, jak to inaczej ubrać w słowa, także dzięki! ;-)

      Usuń
  31. ja mam z Twojej ósemki tylko Anabelle Minerals Rose-uwielbiam! fajny zgaszony i chłodny odcień,idealny na co dzień :) drugi mój ulubieniec to Bourjois 95 Rose De Jaspe,również zgaszony róż ale ze srebrzystym połyskiem :) szukam ideału pasującego do czerwonej szminki,coś co nie zrobi mi placków jak matrioszce :D taką przykurzoną czerwień w stronę lekkiej cegiełki :) na razie mam taki z Wibo nr.3 ale chciałbym coś może z wyższej półki,będę szukać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wyższej półki to na pewno w MACu coś znajdziesz, ale sprawdź też Inglota i może Catrice. ;-)

      Usuń
  32. Róże różami, ale ja jak zwykle nie mogę napatrzeć się na Twoje zdjęcia.. wspominałam już kiedyś, że kocham je absolutnie? ;D

    OdpowiedzUsuń

_________________________________________________

Masz do mnie jakiekolwiek pytanie? Zadaj je proszę pod najnowszym wpisem. :-)

Wszystkie komentarze zawierające autopromocję i aktywne linki reklamowe nie będą publikowane. Dotyczy to również marketingu szeptanego uskutecznianego przez firmy (w tym także niezwiązane z tematyką bloga).

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! ♡
Pozdrawiam serdecznie,
Agu
__________________________________________________