Popularne posty

Matowe pomadki LASplash

poniedziałek, 26 września 2016

Matowe pomadki cieszą się niesłabnącą popularnością. Sama przepadłam na punkcie tych formuł. Szczerze mówiąc, coraz rzadziej sięgam po bardziej kremowe wykończenia, maty królują u mnie na co dzień i od święta. Najpierw wyjątkowo mocno polubiłam Bourjois Rouge Edition Velvet, ale to pewnie wiecie, bo trąbię o nich od dawna. Później zapoznałam się z propozycjami Golden Rose i uważam, że kredki Matte Lipstick Crayon oraz Long Stay Liquid Matte Lipstick to mistrzostwo świata. A obecnie, od paru tygodni testuję pomadki LASplash, które stają się coraz bardziej popularne i podbijają serca coraz większej rzeszy kobiet. Co w nich takiego wyjątkowego? Jak prezentują się na ustach, czy ich nie wysuszają i czy naprawdę są wodoodporne dowiecie się w dalszej części wpisu. Zapraszam do czytania!



Posiadam pięć odcieni w trzech różnych formułach, które moim zdaniem będą idealne na obecny oraz kolejny sezon. Jesienne oraz zimowe miesiące, są dla nich wprost stworzone. Przyznam szczerze, że ja do niektórych kolorów wciąż się przekonuję, bo nie w każdym czuję się tak samo komfortowo, ale uważam, że wszystkie są bardzo kobiece i seksowne. 

W roli głównej wystąpią dziś:

Velvet Matte Liquid Lipstick w odcieniu Fantasy 
Velvet Matte Liquid Lipstick w odcieniu Seductress 
LipCouture Liquid Lipstick Latte Confession 
LipCouture Liquid Lipstick Poison Apple 
Smitten Liptint Mousse Gigi 



Zanim opowiem Wam o konkretnych odcieniach i formułach, zacznę może od cech wspólnych wszystkich szminek. Po pierwsze, w każdym przypadku lepiej nakładać ich mniej niż więcej. Pigmentacja jest naprawdę oszałamiająca i jedna cienka warstwa zapewnia pełne krycie, dlatego kolejne są zbędne. Duża ilość produktu na wargach nie jest już tak komfortowa w noszeniu, może tworzyć prześwity i nieestetycznie się łuszczyć, bo po prostu nie zaschnie tak dobrze jak powinna ze względu na swą grubość. Po drugie, gdy po wielu godzinach pomadki zaczynają się ścierać i zaczynają gorzej wyglądać, lepiej zmyć usta całkiem i pomalować na nowo niż dokładać kolejną warstwę. Świeża w połączeniu ze „starą” już zaschniętą, nie wygląda tak ładnie jak jednolicie nałożona w całości. Po trzecie, szminki LASplash są faktycznie wodoodporne i nie zostawiają żadnych śladów na naczyniach, czy ciele – gdy zastygną na ustach nie ma opcji, by odcisnąć ślad warg na dłoni. Po czwarte, podczas aplikacji pomadki mają kremowe, lekko mokre wykończenie, ale w mig zastygają na mat i to taki przez duże M. Obawiam się, że dla niektórych będą nawet zbyt tępe. Są aksamitne w swej formule, owszem, ale w efekcie końcowym nie jest to w żaden sposób widoczne. Po piąte zaś, podczas zasychania są delikatnie lepkie, a później nie kleją i nie rozmazują się kompletnie za co duży plus. Przedostatnią zaś ich cechą wspólną jest fakt, że w trakcie noszenia są wyczuwalne na ustach bardziej niż na przykład Golden Rose, czy Boujrois, a najbardziej ma to miejsce w przypadku Smitten Liptint Mouse. Nie jest to dla mnie dyskomfort, ani nic w tym stylu, tylko po prostu cały czas mam świadomość, że na wargach „coś” jest. Na sam koniec jeszcze kwestia pielęgnacji i przesuszania ust. Pomadki najlepiej prezentują się na nawilżonych, gładkich wargach. Warto jednak pamiętać, że nim przystąpimy do malowania, muszą być one całkowicie suche i nienatłuszczone, aby kolor się nie rozmazywał i zastygł odpowiednio. Gdy sięgam po LASplash kilka dni z rzędu, muszę mieć pod ręką dobry balsam do ust, bo stają się lekko spierzchnięte, ale Carmex czy Nuxe nałożony na noc ratuje sytuację i wszystko jest ok. Nie odnotowałam pęknięć, czy suchych skórek. Obawiam się jednak, że jeśli Wasze usta są z natury suche, to nie są kosmetyki dla Was.

Ach, prawie zapomniałabym o samych opakowaniach i aplikatorze. Mi osobiście design LASplash podoba się bardzo – róż i złoto to ostatnio moje klimaty, więc jestem na tak. Aplikator natomiast jest wygodny i ułatwia precyzyjne rozłożenie koloru na ustach – ścięty skośnie, miękki, puchaty i zarazem odpowiednio sprężysty. Jest naprawdę fajny.


Velvet Matte Liquid Lipstick
Velvet Matte Liquid Lipstick to formuła, która przypadła mi do gustu najbardziej. Pomadki łatwo się aplikują, są wyczuwalne, ale lekkie w trakcie noszenia, mają najbardziej aksamitne wykończenie, nie wylewają się poza kontur ust i przez większość dnia są nie do zdarcia. Zarówno odcień Fantasy jak i Seductress nałożony cienką warstwą trzyma się warg niezależnie od spożytych posiłków. Nie łuszczy się, nie schodzi od środka i rozpuszcza się dopiero w połączeniu z płynem dwufazowym. Oba kolory do najdelikatniejszych nie należą. Są głębokie, doskonale napigmentowane i dodające pazura zwykłemu makijażowi wykonanemu na szybko. Osobiście chętniej sięgam po Fantasy, bo Seductress jest dla mnie odrobinę za chłodny i zbyt siny - średnio mi pasuje. Jeśli zamierzacie przetestować pomadki LASplash, polecam zacząć swą przygodę z nimi właśnie od Velvet Matte Liquid Lipstick. 

LipCouture Liquid Lipstick
Najtrudniejsze do usunięcia z całej piątki. Jak zastygną, to na amen! Trudno je usunąć nawet płynem dwufazowym. Trzeba dłuższą chwilę przytrzymać płatek kosmetyczny, by nie trzeć zbyt mocno ust. Sposród dwóch odcieni, które posiadam w tej formule, Latte Conffesion jest na pewno bardziej dzienny i łatwiejszy w obsłudze. Gładko rozkłada się na wargach bez prześwitów, nie wylewa się poza kontur ust, estetycznie schodzi i generalnie nie sprawia większych problemów. Niestety Poisson Apple wymaga precyzji i wprawy, a jeszcze bardziej konturówki, gdyż tak mocne czerwienie nie wybaczają jakichkolwiek niedociągnięć. Aby rozłożyć odcień równomiernie, trzeba pewną ręką nałożyć cienką warstwę, gdyż ciągłe poprawianie i dokładanie koloru zafunduje nam niestety smugi i sprawi, że na łączeniu ust powstanie nieestetyczny pasek. Jednak gdy uporamy się z trudnościami, otrzymamy usta wobec których nie sposób przejść obojętnie. To ciemna, głęboka czerwień z tych, które zarezerwowane są na większe, wieczorowe wyjścia. Tylko dla odważnych. :-)

Smitten Liptint Mousse 
Smitten Liptint Mousse Gigi to pomadka, która ma lekko musową konsystencję. Najpierw połyskuje jak pozostałe, by po chwili momentalnie zastygnąć. Spośród wszystkich pięciu jest najbardziej wyczuwalna na ustach. Nie wylewa się poza kontur ust, nie rozmazuje się i łatwo się ją aplikuje. Po raz kolejny przypomnę jednak, że cienka warstwa jest kluczem do sukcesu. Wytrzymuje w nienaruszonym stanie naprawdę bardzo długo – płynne śniadanie wraz z kawą nie ruszyło jej ani odrobinę. Dopiero po drugim posiłku, czyli po jakichś 8 godzinach od nałożenia, delikatnie starła się od środka, ale nie było to bardzo widoczne. LASplash to naprawdę najtrwalsze pomadki jakie poznałam do tej pory. Odcień Gigi to nowość w mojej toaletce – do tej pory unikałam tego typu brązowo – pomarańczowych, ciepłych tonów. Wciąż go jednak oswajam i coraz bardziej mi się podoba, no bo ile można nosić zgaszone róże? ;-) Czasem warto poeksperymentować! 

Nie rozpisując się bardziej, słowem podsumowania, sądzę, że każda szminkomaniaczka powinna wrzucić na swą listę pomadki LASplash. Jeśli lubicie matowe wykończenia, warto sprawdzić, czy formuły marki przypadną Wam do gustu, bo to, że spośród gamy modnych ostatnio kolorów wybierzecie idealny dla siebie jest więcej niż pewne. :-) Od siebie polecam najbardziej formułę Velvet Matte. 

Wszystkie zaprezentowane dziś pomadki kupicie w cenie 54,90zł za sztukę na ekobieca.pl

Na koniec swatche na ustach wszystkich odcieni. Tak chyba będzie najlepiej zobrazować ich wykończenie. Wybaczcie mi proszę pewne niedociągnięcia - malowanie ust jednym kolorem za drugim, noszenie a potem zmywanie, to było dla nich wyzwanie. ;-) 




To już chyba wszystko na dziś. Jestem ciekawa co sądzicie o matowych pomadkach i czy miałyście do czynienia już z LASplash. Dajcie znać! :-) 



Nie zapomnij zajrzeć na:



Zobacz także:

28 komentarze

  1. Muszę przyznać, że kolory bardzo trafiają w moje gusta! Niestety z pomadkami LASplash nie miałam jeszcze do czynienia. Może pora to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najbardziej urzekł mnie kolor z ostatniego zdjęcia. Jestem wielką fanką REV, choć ostatnio bardzo polubiłam Golden Rose.

    OdpowiedzUsuń
  3. O nie, dlaczego zobaczyłam ten wpis.. Te kolory są genialne, a skoro fajna formuła idzie w parze z pigmentacją to już w ogóle! W każdym odcieniu Ci do twarzy, ale Fantasy to mój faworyt! Mam wrażenie, że nieco przypomina mi odcień Mehr z Mac :) Na pewno kiedyś się na nie skuszę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio podczas zakupów zastanawiałam się między pomadkami Milani i LASplash i ostatecznie zdecydowałam się na te pierwsze. Są genialne, więc nie żałuję, ale może następnym razem skuszę się na coś od LASplash :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja się koło nich kręcę. Bardzo mi się podobają. A że z pomadkami mam problem, to już wszyscy wiemy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wydaje mi sie, ze z kolorkiem Gigi zaprzyjaznilabym sie :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Poison Apple wygląda przepięknie, uwielbiam tego typu kolory! Z pozostałych najbardziej to gustu przypadł mi Latte Confession, może w przyszłości skuszę się na któryś z nich :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale ta Fantasy jest śliczna, choć odrobinę drogie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam matowe wykończenia pomadek :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fantastyczne kolorki :) Uwielbiam matowe pomadki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakie piękne kolory. Opakowania nie do końca w moim guście, ale przecież liczy się wnętrze :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Pomadki śliczne, ale nie lubię takich aplikatorów.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie znam tych pomadek, ale Fantasy i COnfession są genialne! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Moim zdaniem pięknie wyglądasz w kolorze Poison Apple. Mega!😉

    OdpowiedzUsuń
  15. Fakt, że nie zostawiają śladów na naczyniach to duży plus takich produktów. Mimo wszystko dla mnie raczej na wieczór, z uwagi na efekt przesuszenia jaki fundują ustom. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Szkoda, że takie drogie- póki co zostanę przy GR :)

    OdpowiedzUsuń
  17. o jejku ale cuda! a Twe zdj jeszcze bardziej zachęcają !

    OdpowiedzUsuń
  18. Kusisz, kusisz ;) Wszystkie odcienie bardzo mi się podobają na Tobie, ale Poison Apple... Wyglądasz w niej jak milion dolców :) Mój drugi faworyt to Gigi.
    Ja dopiero zaczynam przygodę z płynnymi matowymi pomadkami, nie jestem jeszcze pewna czy mi przypasują tak bardzo jak np. Tobie, więc kręcę się wokół tańszych firm ;) Mam Paese 705 i Golden Rose 06 (kusi mnie więcej kolorów oczywiście :D), a w Rossmannowej promocji chcę upolować Wibo nr 1 ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Kolory prezentują się "przebosko" <3

    OdpowiedzUsuń
  20. Po twojej recenzji mam ogromną ochotę JE wypróbować, zwłaszcza te mocno zastygajace, :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Również przypadłam, jeśli chodzi o matowe formuły pomadek. Czaję się na Melted Matte od Too Faced, a także LASplash. Nie potrafię zdecydować, w którym kolorze jest Ci najlepiej :)we wszystkich wyglądasz doskonale, ale chyba najbardziej intrygujący jest Poison Apple :)

    OdpowiedzUsuń

_________________________________________________

Masz do mnie jakiekolwiek pytanie? Zadaj je proszę pod najnowszym wpisem. :-)

Wszystkie komentarze zawierające autopromocję i aktywne linki reklamowe nie będą publikowane. Dotyczy to również marketingu szeptanego uskutecznianego przez firmy (w tym także niezwiązane z tematyką bloga).

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! ♡
Pozdrawiam serdecznie,
Agu
__________________________________________________