Popularne posty

Jestem na nie, czyli garść kosmetycznych rozczarowań

środa, 26 października 2016

Rety, rety! Jak ten czas szybko leci. Tydzień minął od ostatniego wpisu! Przerwa jak zwykle nie była planowana, ale najpierw pochłonął mnie wyjazd, a później moje koty postanowiły pobiegać po klawiaturze komputera, przestawiając na nim wszystko co możliwe. ;-) Z niesłychaną przyjemnością zapraszam Was więc dzisiaj do dalszej części wpisu. Opowiem o kilku kosmetycznych rozczarowaniach, które początkowo zapowiadały się całkiem nieźle. Zdradzę między innymi jakiego podkładu lepiej nie kupować i na jaką szminkę nie zwracać uwagi w drogerii. 



Lirene, No Mask, płynny fluid + serum

Nie przesadzę, gdy określę go jednym słowem - tragedia. Nie chodzi nawet o jego właściwości, bo ich nie miałam okazji dokładnie sprawdzić, gdyż kolor przeokropnie utlenia się na skórze, co zresztą możecie zobaczyć na zdjęciu. Po prawej stronie podkład wylany na dłoń, po lewej parę minut po roztarciu. Jak dla mnie dramat - soczysta, sztuczna pomarańcza, która nie ma szansy wyglądać dobrze. No Mask wylądował w koszu bo nie miałam nawet odwagi zaproponować go mamie, czy koleżankom. Trzymajcie się od niego z dala. :-) 




Wibo, Lips To Kiss, długotrwała pomadka do ust w kredce

Sporo kosmetyków Wibo się u mnie sprawdza, ale kredka niestety do nich nie należy. Odcień jest bardzo ładny (numerek 2), ale na moich ustach nie prezentuje się estetycznie. Wygląda sucho, warzy się, jest mocno wyczuwalna i podkreśla wszelkie zagłębienia warg. Poza tym ściera się w tempie ekspresowym. Bez zbędnego rozwodzenia się jestem na nie. 


Catrice, Velvet Brow Powder Artist, cień do brwi 

Markę Catrice darzę ogromną sympatią, ale akurat Velvet Brow Powder do moich brwi totalnie się nie nadaje. Może u posiadaczek gęstych, bujnych włosków sprawdziłby się lepiej. Ja oczekuję precyzji, a niestety gąbeczkowy aplikator jej nie zapewnia. Wygląda na skórze bardzo miękko i niewyraźnie, trudno za jej pomocą wyrysować jakikolwiek kształt. Myślę, że może się spisać jedynie do lekkiego przyciemniania naturalnie grubych i wyrazistych brwi. Na plus wygodna spiralka, która przydaje się do zdjęcia nadmiaru kosmetyku. Zdecydowanie bardziej wolę jednak flamastry marki, albo paletkę z 2 tradycyjnymi cieniami. 


Clinique, High Impact Mascara, tusz pogrubiająco - podkręcający

Maskara ma wygodną tradycyjną szczoteczkę i zapewnia niezły efekt na rzęsach - są one widocznie podkreślone, ale nieprzerysowane. Faktycznie ładnie je podkręca, wydłuża i pogrubia, ale niestety się rozmazuje i odbija zarówno na dolnej, jak i górnej powiece. Niezależnie od tego, czy nałożę cień w tym obszarze, czy puder, zawsze kończy się czarnymi śladami. Sięgając po tusz do rzęs nie mam czasu co chwilę myśleć o tym, czy aby na pewno nie wyglądam jak panda, czy też regularnie dokonywać poprawek. Wymagam trwałości, której tutaj niestety zabrakło.   


Deborah Milano, Perfect Smokey eye palette, paleta cieni do powiek

Paletka posiada bardzo ładne, uniwersalne kolory. Komponują się ze sobą idealnie, mają bardzo kremową konsystencję i myślałam, że się polubimy. Pigmentacja na pierwszy rzut oka prezentuje się bez zarzutu, ale niestety przy aplikacji i rozcieraniu robi się już znacznie gorzej. Odcienie tracą na intensywności, a my w efekcie uzyskujemy jedną, szaroburą plamę. Baza także nie pomaga. Zgodzicie się ze mną, że chyba nie o to chodzi? Znam dużo lepsze i przede wszystkim o wiele większe palety w podobnych, a nawet niższych cenach - chociażby te z Makeup Revolution.


To już wszystkie moje niewypały. Na szczęście nie ma ich dużo. :-) Tak, czy inaczej wielka szkoda, bo wszystkie kosmetyki zapowiadały się całkiem nieźle. 

A Was co ostatnio najbardziej rozczarowało?



Nie zapomnij zajrzeć na:



Zobacz także:

54 komentarze

  1. Ooo - nie miałam żadnego z tych produktów i po Twojej recenzji mam wrażenie, że zbyt wiele nie straciłam. Mnie ostatnio rozczarował krem Hydraphase z UV w wersji lekkiej - już dawno mi z twarzy w takim tempie nie spływał/nie ścierał się podkład... krem sam w sobie całkiem niezły, ale pod makijaż... dramat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze, chodzi Ci o LR ten Hydraphase Legere? Miałam ochotę go wypróbować!

      Usuń
  2. Mi kredki od Wibo też nie przypadły do gustu, podobnie jak nowe pomadki Bell, o których widziałam pozytywne opinie. Podobnie ten podkład Lirene zbiera dużo pozytywnych jak i negatywnych opinie, co jest dla mnie zaskakujące. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. O tym tuszu słyszałam negatywne opinie ale o podkładzie nie - ale tutaj skłaniam się że te pozytywne recenzje były czymś innym podyktowane ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz na myśli współpracę, to myślę, że jesteś w błędzie. Mój też pochodzi z przesyłki PR, ale opinii na pewno nikt nam nie narzuca, ani za nią nie płaci. ;-)

      Usuń
    2. Ja go akurat lubię i u mnie się nie utlenia o dziwo :D tylko gamam kolorystyczna kiepska bo najaśniejszy jest dość ciemny i latem był dobry a teraz już jest za ciemny :(

      Usuń
  4. Moją uwagę przyciągnęła zniekształcona twarz Cleo na ostatnim zdjęciu :D Śmiesznie to wyszło ;)
    Jeśli jednak chodzi o kosmetyki, to mam identyczne zdanie odnośnie tuszu z Clinique oraz podkładu z Lirene. I co do tego drugiego, miałam ogromne oczekiwania, a nawet się go niestety nie da nałożyć na twarz. Dramat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, byłam ciekawa, czy ktoś to zauważy :-D Mi się rzuciło w oczy przy obrabianiu i przez chwilę myślałam, że mi się pędzel gdzieś omsknął, albo koty psikusa zrobiły i sprawdzałam oryginalne pliki, ale jak się okazało, wybrzuszenie w opakowaniu zafundowało Cleo nową twarz :-D

      Co do podkładu - jak ja zobaczyłam ten pomarańcz, to aż się przeraziłam. Wstyd go nawet komuś proponować. Szkoda. ;-)

      Usuń
  5. Nie miałam tych kosmetyków, ale wiele osób rozpływało się nad ciemniejącym podkładem. Nie mam pojęcia dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie u każdego daje taki efekt? :-) Z kosmetykami często tak bywa, że jednym pasują, a innym nie. ;-)

      Usuń
    2. Zastanawiałam się, czy to nie kwestia np. ph skóry. Nie trafiłam na ciemniejący podkład (głównie dlatego, że od lat trzymam się dwóch na krzyż, które mi pasują i nie testuję zbyt wiele), za to 90% korektorów po kilku minutach z wanilii przechodzi w pomarańczkę z brzoskwiniową nutą. Najgorszy był lubiany w internetach bell mineralny (przechodził w "zatrzasnęłam się w solarium po łyknięciu trzech opakowań beta-karotenu"), ale nawet kamuflaże Catrice ciemniały na mojej skórze o 1-2 tony.

      Usuń
  6. Ja mam ten podkład o numerki 01 i może być ale na pewno więcej nie kupię .

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurcze a ja kupiłam ten podkład no mask z lirene. Az mi skora ścierpła jak zobaczyłam w co on się zmienia... mam nadzieje,ze u mnie w to się nie zmieni...

    OdpowiedzUsuń
  8. Z tym podkładem to mnie zaskoczyłaś bo wszyscy tak chwalili ;) ja go mam, ale dla mnie to mimo wszystko ten odcień by był za jasny więc nie otwierałam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie również rozczarował podkład z Lirene. Utlenianie to raz a dwa, że paskudnie się świeci, spływa i warzy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam okazji sprawdzić, bo takiej pomarańczy na twarzy nie mogłam znieść dłużej niż 5minut.

      Usuń
  10. Coś poszło nie tak przy produkcji Lirene No Mask, zdecydowanie. Nie spotkałam się z dobrą opinią na jego temat, a szkoda, bo mogło być ciekawie

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja czytam pierwszą negatywną opinię na temat podkładu Lirene:) Faktycznie, okropnie się utlenia nikt o tym nie wspominał

    OdpowiedzUsuń
  12. Aż dziwne, ze lirene sie nie sprawdzi bo większość blogerek wychwala ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dokładnie sama miałam ochotę spróbować Lirene po wielu pozytywnych opiniach , ale jeszcze nie bylam nigdy w pełni zadowolona z podkładów Liren więc zaufałam swojej intuicji :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam miniaturę tego tuszu i ciekawa jestem jak się u mnie sprawdzi:) Reszty kosmetyków nie używałam

    OdpowiedzUsuń
  15. Dostałam kiedyś przy zakupach miniaturkę tego tuszu Clinique i dla mnie również był bardzo kiepski niestety. W ogóle produkty tej firmy się u mnie słabo sprawują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Ja też miałam dwie próbki tego tuszu. Tragedia. Gdybym wydała kasę na pełnowymiarowe opakowanie chyba chciałoby mi się płakać.

      Usuń
  16. U mnie również ten lirene bardzo ciemnieje :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Na szczęście niczego z powyższych nie miałam. Lubię takie posty, bo wiem czego unikać. A kolorek kredki z Wibo wygląda zachęcająco, więc możliwe, że kiedyś bym się skusiła, a później żałowała... Podkład to taki mały koszmarek ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. No z tym podkładem to mnie zaskoczyłaś....bo czytałam pochlebne opinie, nic na temat tego że ciemnieje. To ci niespodzianka, a byłam nim zainteresowana ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. No Mask Lirene bardzo mnie kusił ostatnio na promocji w rossmannie. Po Twojej recenzji bardzo się cieszę, że jednak go nie kupiłam :)
    Marika

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie znam żadnego z tych kosmetyków ale teraz na pewno ich nie kupię szczególnie ten podkład.. matko najświętsza jaki ciemny i to co się z nim dzieje.. wyglądałabym jak typowa Solara :D

    OdpowiedzUsuń
  21. O ja tez jestem zdziwiona tym podkładem, jak dobrze dostać ostrzeżenie i uchronić się od kosmetycznego bubla:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Przyznaję szczerze, że od czasu, gdy przed zakupem czytam opinie na blogach i Wizażu, rzadko kiedy trafiam na bubel. :)

    www.simplistic.pl

    OdpowiedzUsuń
  23. U mnie też ten podkład się okrutnie utlenia, z tym, że ja nie jestem jakoś strasznie blada i latem w czasie, kiedy moja skóra była lekko opalona wyglądało to całkiem dobrze. Teraz już tak nie jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Też nie jestem do końca zadowolona z no mask.

    OdpowiedzUsuń
  25. Uuuu to ja zrezygnuję z tego podkładu, a mnie kusił.

    OdpowiedzUsuń
  26. Śledzę Cię na instagramie i uwiebiam Twoje zdjęcia :) są takie klimatyczne!
    Chciałam przetestować tę nowość od Wibo, ale skoro odradzasz to nie będę ryzykować :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie chcę nikogo obrażać, ale fluidy od Lirene, co rusz się u mnie nie sprawdzają :(
    ostatni mój bubelek to matowa pomadka z Lovely Klips... niestety...

    OdpowiedzUsuń
  28. ta kredka do ust też jest u mnie na liście nieciekawych produktów, nie przypadła mi do gustu ;p

    OdpowiedzUsuń
  29. Żadnego z tych produktów nie miałam ale przyznam że ta kredka Wibo mnie kusiła.

    OdpowiedzUsuń
  30. Dzięki za przestrogę kochana :) Najbardziej irytują mnie utleniające się korektory czy podkłady brrr....

    OdpowiedzUsuń
  31. Na szczęście nie miałam żadnego z tych produktów. Mnie rozczarował podkład Affinitone- raz wypróbowałam i zraziłam się co całej marki.

    OdpowiedzUsuń
  32. hahaha a miałam kupić ten podkład- tyle ahów i ehów przeczytałam na necie. Teraz może dokładnie to przemyślę :)

    OdpowiedzUsuń
  33. nie mam i nei mialam zadnego z tych produktow :)

    OdpowiedzUsuń
  34. O mocnym utlenianiu się podkładu Lirene czytałam już kilka razy, więc trzymam się od niego z daleka ;) Reszty produktów też nie znam, i nie zamieram poznawać ;D

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie przypominam sobie ostatnio żadnych rozczarowań, na szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Moim największym rozczarowaniem jest podkład Revlon Colorstay. Jeszcze nigdy, żaden kosmetyk nie zrobił mi, kolokwialnie mówiąc, takiej sieczki z twarzy. Tygodnie spędziłam na doprowadzeniu jej do stanu używalności. Z wymienionych przez Ciebie produktów żadnego nie próbowałam więc ciężko mi cokolwiek powiedzieć :). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  37. A mnie częściowo rozczarował krem normalizujący z Vianka. Marzyłam o fajnym kremie dla cery mieszanej od Sylveco, ale ten jest zdecydowanie za lekki... I tak źle i tak niedobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  38. Ten podkład to faktycznie jakiś mandarynkowy niewypał :)
    Tusz z Clinique też miałam i też mnie rozczarował, cieszę, się, że nie zdecydowałam się na jego zakup w pełnowymiarowym opakowaniu bo gorzko bym tego pożałowała...
    Co do ostatnich moich rozczarowań to zdecydowanie Sylveco :(

    OdpowiedzUsuń
  39. Niczego nie próbowałam i będe już wiedziała, żeby tego nie robić :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Nie miałam na szczęście żadnego z tych produktów :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Zadziwiające, bo zużyłam już kilka opakowań High Impact Clinique i uważam, że to jeden z najlepszych tuszy jako miałam. Zgadzam się z efektem na rzęsach, jest naturalny i nieprzerysowany, a rzęsy są rozdzielone i miękkie. Natomiast co do trwałości, to u mnie tusz spisuje się na medal. Może nie jest wodoodporny, ale na pewno nie zostawia pandy na policzkach. Może coś zmienili w formule i ja się jeszcze nie zetknęłam z nową wersją, bo na razie testuje miniatury?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie. To moj najlepszy tusz jak dotad, naturalny efekt, idealny na codzien! Mam nadzieje, ze nie zmieniono formuly, bo jak ostatni raz go uzywalam to nie powodowal pandy pod oczami. :)

      Usuń

_________________________________________________

Masz do mnie jakiekolwiek pytanie? Zadaj je proszę pod najnowszym wpisem. :-)

Wszystkie komentarze zawierające autopromocję i aktywne linki reklamowe nie będą publikowane. Dotyczy to również marketingu szeptanego uskutecznianego przez firmy (w tym także niezwiązane z tematyką bloga).

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! ♡
Pozdrawiam serdecznie,
Agu
__________________________________________________