środa, sierpnia 30, 2017

Silisponge / Silimakeup - hit, czy kit?

O silikonowej gąbeczce do makijażu zrobiło się głośno już jakiś czas temu. Jedni zaczęli ją chwalić twierdząc, że to nowy poziom aplikacji podkładu, drudzy nie zostawiali na niej suchej nitki. Ja od samego początku byłam nastawiona sceptycznie, dlatego nie paliłam się z zakupem. Kobieca ciekawość jednak wygrała, tym bardziej, że aplikator nie kosztuje dużo - około 15zł. Co z tego wyszło? Jak wrażenia? W dzisiejszym poście dzielę się z Wami moją opinią o Silisponge!

SiliMakeUp, Silisponge, zwał, jak zwał, to nic innego jak silikonowy aplikator do nanoszenia podkładu. Wyróżnia się on nie tylko swą strukturą i tworzywem z którego jest wykonany, ale także kształtem. Widać to zresztą na zdjęciach. 

Jest gładki, dość płaski i elastyczny, gdy go ściśniemy marszczy się lekko. Ma opływowe kontury, więc teoretycznie umożliwia dotarcie do każdego miejsca na twarzy. Dla skóry jest delikatny i przyjemny w dotyku. Trudno go zniszczyć, nawet pazury kota nie pozostawiły na nim większych śladów. Bez wątpienia też łatwo utrzymać go w czystości.

Do plusów silikonowej gąbeczki zaliczam też fakt, że nie chłonie podkładu, bo nie ma jak. Sięganie po nią zwiększy więc wydajność płynnych kosmetyków kolorowych. Wystarczy znacznie mniejsza ilość fluidu na pokrycie całej twarzy, ale nawet to nie jest w stanie przekonać mnie do niej na dłuższą metę. Dlaczego?

Schody zaczynają się przy pierwszych próbach aplikacji. Co tu dużo mówić, dla mnie makijaż za pomocą tego silikonowego gadżetu to jakaś masakra. Nie jest ani szybko, ani przyjemnie. Gąbka wypada z dłoni, bo przy dłuższych paznokciach naprawę słabo "leży" i kiepsko się nią operuje. Nie ma opcji, by całym obszarem docisnąć ją do skóry, chyba, że chcecie mieć ślady po paznokciach na twarzy. Wiele razy po prostu ją upuściłam, bo ślizgała mi się w połączeniu z fluidem. 

Podkład się maże, tworzy smugi, trudno go równomiernie wklepać. Nie wygląda naturalnie, nałożony na skórę w ponownym kontakcie z Silisponge po prostu się odkleja i zostawia plamy. Cała aplikacja zajmuje bardzo dużo czasu, a efekt końcowy i tak jest daleki od satysfakcjonującego. Nie ma też nic wspólnego z naturalnym wykończeniem. Trudno również pokryć jednolitą warstwą nos, nie wspominając o jego skrzydełkach, czy okolicy pod oczami.

Próbowałam się przekonać, dawałam szansę, wcierałam, wklepywałam, rozcierałam i za każdym razem kończyło się moim poirytowaniem. Koniec końców i tak sięgałam po zwilżoną gąbeczkę i próbowałam uratować, to co miałam na twarzy. I choć po kilku próbach końcowy efekt był lepszy, to i tak sam proces aplikacji pozostaje mocno uciążliwy i czasochłonny.


Wychodzę z założenia, że akcesoria do makijażu mają nam usprawniać codzienne malunki. Sięgam po gąbeczki i pędzle, bo chcę uzyskać ładny efekt, ale też przede wszystkim czerpać przyjemność z wykonywania makijażu. Z Silisponge ani jedno, ani drugie nie zostało spełnione, dlatego rozstaję się z tym gadżetem bez żalu. Kompletnie nie trafia też do mnie trend aplikacji podkładu dosłownie wszystkim co się nawinie. Widziałam ostatnio filmik, gdzie dziewczyna pocięła nowe buty, adidasy za parę stówek, aby ich częścią wykonać makijaż i jedyne co mi przyszło na myśl w tamtej chwili to - WTF?!



Jestem ciekawa co sądzicie o makijażu za pomocą silikonowego aplikatora i jakie macie zdanie na temat filmów, gdzie podkład aplikowany jest prezerwatywą, podeszwą butów, żelowymi wkładkami do nich i innymi wynalazkami. Innowacja, czy przekroczone granice absurdu? :D 

11 komentarzy:

  1. Ja też uważam, że to bardziej przeszkadza niż pomaga. Jak ktoś lub badać nowe trendy - śmiało, ale do mnie ten sposób aplikacji nie przemawia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam na szczęście i nie chcę nawet za darmo. Czytałam mnóstwo negatywnych opinii, oglądałam filmiki, nie wiem skąd taki pomysł :D

    OdpowiedzUsuń
  3. To są typy gadżetów instagramowskich żeby nabić sobie lajki . .. z wykonaniem dobrego makijażu nie ma to nic wspólnego. Szkoda nerwów i czadu na to 😉

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem takiego samego zdania co Ty, narzedzia powinny nam pomagac i przyspieszac prace a nie odwrotnie ;) Dla mnie to KIT ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. chyba zostanę przy pędzlach/palcach ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak coś czułam ze ten wielki boom na te gąbki jest sztuczny :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja sobie nie wyobrażam nakładać nią podkład... :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie miałam okazji próbować tego ale zupełnie mnie to nie przekonuje. Zdecydowanie wolę beauty blender, przynajmniej wiem,że podkład na mojej buzi będzie wyglądał naturalnie i oszczędze sobie nerwów ☺ a nakładanie podkładu czym popadnie jest po prostu straszne.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie od samego początku ten silikon nie przekonywał i nie wyobrażałam sobie jego użycia. Jesteś kolejną osobą, która jest zawiedziona tym wynalazkiem, a na początku u wielu dziewczyn był ogromny zachwyt. Teraz od dawna nie spotkałam się z pozytywną opinią na ten temat ;/

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie rozumiem powodu dlaczego ten gadżet powstał :) Nie zamierzam testować, kocha gąbeczki BB ;)

    OdpowiedzUsuń

_________________________________________________

Masz do mnie jakiekolwiek pytanie? Zadaj je proszę pod najnowszym wpisem. :-)

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! ♡

Pozdrawiam serdecznie,
Agu

ps. Wszystkie komentarze zawierające autopromocję i aktywne linki reklamowe nie będą publikowane. Dotyczy to również marketingu szeptanego uskutecznianego przez firmy (w tym także niezwiązane z tematyką bloga).
__________________________________________________