niedziela, lipca 01, 2018

3 miesiące z treningiem siłowym - moja metamofroza, najczęściej zadawane pytania i dlaczego pokochałam ciężary

Kiedy przełamałam swój wstyd i na instastory opublikowałam zdjęcia obrazujące moją trzymiesięczną metamorfozę posypała się lawina pytań. Wszystkie dotyczyły treningu siłowego, bo tak właśnie ćwiczę i zajęć z trenerem personalnym, więc w dzisiejszym poście postaram się udzielić odpowiedzi na wszystkie nurtujące Was kwestie oraz obalić kilka mitów, które nadal funkcjonują, z tego co zdążyłam się zorientować. :)

po 3 tygodniach treningów


Jak to wszystko się zaczęło, czyli moje początki

Może Was zaskoczę, ale cała moja historia z treningami zaczęła się od bólu. Rok temu zaczęły boleć mnie plecy w odcinku szyjnym. Na pewien czas pomogły masaże, ale kilka miesięcy temu ból nasilił się na tyle, że nie byłam w stanie ruszać szyją i głową. Lewa strona była jak sparaliżowana, drętwiała mi cała ręka od szyi, barku aż po dłoń. To było straszne i w pewnym momencie zostałam wyłączona z podstawowych czynności, bo jestem leworęczna. Moja niezawodna fizjoterapeutka Ania wyeliminowała nieco te dolegliwości, ale powiedziała mi wprost, że same masaże nie pomogą, muszę zacząć się ruszać, by wzmocnić mięśnie. To samo powtórzył ortopeda, jego receptą na ból było "obudowanie pleców mięśniami". Myślicie, że od razu coś z tym faktem zrobiłam? Nie. Początkowo dni mijały, a ja nie mogłam się zmotywować, by coś zmienić, aż pewnego dnia Ania poleciła mi trenerkę, która była jednocześnie jej pacjentką. :) I tak właśnie poznałam Paulinę, z którą ćwiczę po dziś dzień. Pierwsze nasze spotkanie miało miejsce 13 marca. To była darmowa godzina, podczas której mogłyśmy się poznać, zweryfikować swoje oczekiwania, a ja przy okazji miałam szansę rozejrzeć się po szczecińskiej siłowni McFIT (pierwsze wejście jest darmowe).

wybaczcie moje miny i rozczochrane włosy, nie planowałam tych zdjęć nigdzie publikować! :D


Jak to jest ćwiczyć z trenerem?


To pytanie pojawia się najczęściej w wiadomościach od Was. Bardzo mnie zaskoczył fakt, że wiele z Was ma obawy przed takimi spotkaniami jeden na jeden i w większości tłumaczycie to wstydem. Wiem, że boicie się, że nie dacie rady, że nie macie kondycji, formy i że ktoś będzie się może z Was śmiał. ABSOLUTNIE!

Dziewczyny, ja poszłam na siłownię ze sprawnością poniżej zera. Nie potrafiłam unieść tułowia z leżenia na plecach do góry, gdy miałam ćwiczenia na brzuch. Pierwsze moje próby przysiadów były z pustą sztangą na ławce, a w trakcie 30 sekund pajacyków wypluwałam prawie płuca. Nigdy jednak nie czułam się z tego powodu zawstydzona, czy gorsza, bo Paulina, moja trenerka od samego początku jest dla mnie nieocenionym wsparciem. Kiedy wymiękałam w połowie serii i mówiłam, że nie dam rady, ona stała nade mną i powtarzała "pewnie, że dasz, chwila przerwy i jedziemy dalej" i faktycznie dawałam. Bywały też takie ćwiczenia, gdzie największą blokadą była moja głowa, bałam się zrobić pompkę na drążku (wiecie, taką dla początkujących, na zasadzie jakbyście odbijały od parapetu, mając ciało ułożone pod skosem), bo byłam pewna, że runę na niego i wybiję sobie zęby. Przerażało mnie wskakiwanie na step, z tego samego powodu. Odpuszczałyśmy wtedy na jakiś czas, albo podchodziłyśmy do danego ćwiczenia w inny sposób i dzięki temu pokonywałam swoje strachy.

Tak było na początku :) Po 20 powtórzeniach umierałam...

Trener jest dla Was. Ma Was wspierać i motywować. Paulina powiedziała mi któregoś razu coś mądrego "trening personalny, to korepetycje z aktywności fizycznej". W szkole brałyśmy korki z matmy, innych przedmiotów ścisłych, czy języków i żaden nauczyciel się z nas nie śmiał. Te spotkania powinnyśmy traktować dokładnie tak samo. Trener dobiera rodzaj ćwiczeń i obciążenia do Waszej kondycji, stanu zdrowia, ale też jest w stanie ocenić co i ile razy potraficie zrobić. Paulina wielokrotnie dorzucała mi ciężary (stopniowo oczywiście), a ja marudziłam pod nosem, że chyba oszalała, że ja tyle nie podniosę, a w większości przypadków robiłam na luzie całą serię. Ewentualnie Paulina pomaga mi w ostatnich powtórzeniach i cały czas asekuruje.

Co jeszcze ważne, dobry trener będzie dbał o Waszą technikę. Paulina jest na tym punkcie przeczulona i ja non stop słyszę "barki w tył i w dół, rotacja kolan, lędźwiowy w macie" i wiele więcej. Technika, to priorytet, ona nie może być zaniedbana kosztem większych obciążeń, bo to droga do tragedii i kontuzji. Jeden nieodpowiedni chwyt, ustawienie kręgosłupa i jesteście wyłączone z treningów na wiele miesięcy.











Na siłowni inni będą się ze mnie śmiać

Kiedy umówiłam się na ten pierwszy zapoznawczy trening, to przeżywałam najpierw przez kilka dni przed nim, a później, gdy dotarłam już na siłownię, miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą. :) Byłam zawstydzona i spięta, bo nie miałam super sportowego stroju, pociłam się, dyszałam, ale zapewniam Was, że te wszystkie spojrzenia były wyłącznie w mojej głowie. Przez te kilka miesięcy nigdy nie spotkała mnie żadna przykrość, nikt się na mnie krzywo nie spojrzał, nie zaśmiał się pod nosem. Wręcz przeciwnie, ludzie kiedy trzeba są pomocni, uprzejmi i mili, a tak to każdy skupia się na ćwiczeniach i tyle. Czuję się tam swobodnie i dobrze.

Ile to kosztuje?

Karnet na siłownię McFIT kosztuje 69zł/mc (umowa na 12 miesięcy), plus 90zł wyrobienie karty członkowskiej. Bywają też dobre promocje. Treningi, to dodatkowy koszt. Jest on uzależniony od ilości spotkań (im częściej widzimy się w tygodniu, tym jest taniej, wiadomo) i od konkretnego trenera, więc najlepiej się po prostu zorientować. Pierwsze spotkanie jest bardzo często darmowe, abyście mogli się poznać i zadecydować, czy chcecie kontynuować współpracę. Nie ma się co oszukiwać, jest to dodatkowy wydatek, który obciąża budżet domowy i ja na początku też sobie mówiłam, że mnie na to raczej nie stać. Jednak kiedy zaczęło mi na tym zależeć, sprzedałam stary telefon, kilka innych niepotrzebnych rzeczy i znalazłam środki na to, by opłacić pierwszy miesiąc. I wiecie co? Wtedy byłam przekonana, że na tym miesiącu się raczej skończy, ale w międzyczasie zrozumiałam, że bez Pauliny nie dam rady. Jeszcze nie teraz. To dzięki niej pokochałam ciężary, biję swoje życiowe rekordy, nie boję się nowych wyzwań i wierzę w siebie. Ona ciągnie mnie w górę i daje mentalnego kopa w tyłek kiedy nie mam siły, ani chęci. I tak ćwiczymy wspólnie do dziś. Dziewczyny ze Szczecina, często o to pytacie w wiadomościach, a więc Paulinę znajdziecie tutaj. Nie pytajcie mnie proszę o terminy i ceny, piszcie bezpośrednio do niej, jeśli jesteście zainteresowane. 



Tak jest teraz :) - mój nowy rekord na suwnicy 100kg x 10 powtórzeń :)

Czy warto? Efekty

Tak, tak i jeszcze raz tak! Ani razu nie żałowałam, że zaczęłam. Nie żałuję też ani jednej wydanej złotówki. Odkąd ćwiczę minęły moje problemy z plecami. Ani razu nie bolał mnie odcinek szyjny, nie drętwiała ręka. Wzmocniła się moja sprawność, siła i kondycja. Już nie łapię zadyszki, gdy biegnę na tramwaj, potrafię przebiec ciągiem dłużej niż 30 sekund ;), czy donieść dwie zgrzewki wody mineralnej ze sklepu na drugie piętro. Najbardziej odczuwam zmiany właśnie w codziennym życiu. Mam więcej energii, jestem bardziej radosna. Polubiłam siebie, a moja głowa przeszła ogromną metamorfozę. To całe przerzucanie ciężarów wymaga niesamowitego skupienia i bardzo czyści myśli. Pozwala też zmienić postrzeganie samej siebie i spojrzeć na odbicie w lustrze łaskawszym okiem.

Czy trening siłowy jest dla kobiet? "Chcę schudnąć, a nie rozbudować mięśnie"

Nie wiem nawet od czego zacząć, by rozwiać Wasze wszystkie wątpliwości w tej kwestii. Po pierwsze, jeśli oczekujecie dużego i szybkiego spadku wagi, to trening siłowy nie jest dla Was. Ćwicząc siłowo spalacie tłuszcz i jednocześnie budujecie mięśnie, które ważą więcej niż sadełko, więc tutaj przede wszystkim lecą obwody, a nie wskazówki na wadze.

Jeśli macie obawy, że z dnia na dzień zamienicie się w Arnolda Schwarzeneggera, to spokojnie :D Choćbyście chciały, uzyskanie umięśnionej sylwetki, z widocznym zarysem mięśni, to miesiące albo i lata ciężkiej pracy, regularnych treningów i diety. Spoko, ja też miałam w głowie utarte, że pewnie zaraz się rozrosnę, tym bardziej, że byłam przekonana, że trenuję dość intensywnie, ale Paulina szybko sprowadziła mnie na ziemię, że to w zasadzie czysta rekreacja. :D Dopiero teraz zaczynamy zabawę. :)

Co do efektów wizualnych u mnie, to myślę, że zdjęcia mówią wszystko. Waga pokazuje zaledwie 5kg mniej, ostatni raz mierzyłam się pod koniec kwietnia i było wtedy: szyja -1cm, biceps -1cm, pod biustem -4cm, talia -2cm, biodra -4cm, pośladki -5cm!!, udo -1cm, łydka -3cm. Wypadałoby się zmierzyć ponownie, ale ja nie mam ciśnienia na spadek, ćwiczę już dlatego, że to uwielbiam, ten stan w trakcie i uczucie zmęczenia po treningu. A to, że zmiany przyjdą prędzej, czy później, to już wiem. Żadna dieta nie "zbije" Wam tak ciała i go nie wysmukli. Żadne cardio nie zamieni Wam galaretkowego ciała na mocne i zwarte. Wiem, bo zrywów i podejść do aktywności fizycznej miałam mnóstwo. Chudłam bardziej, owszem, ale byłam flakiem, tak jakby ktoś spuścił ze mnie powietrze.

Największy problem mam ze zgubieniem brzucha, który jest idealną oznaką insulinooporności i jej znakiem rozpoznawczym, ale i z nim damy sobie radę. :) I może ktoś uzna, że zmiana nie jest jakaś spektakularna, ale jestem z siebie dumna i cieszę się, że Paulina namówiła mnie do zrobienia pierwszych zdjęć przed lustrem.

niektóre miny nie nadają się do zaprezentowania światu ;)


Trening siłowy a problemy z tarczycą i insulinooporność

Pojawiły się głosy, że trening siłowy nie jest wskazany przy tych schorzeniach, że ciężary wykańczają organizm, że budują masę, a nie przyczyniają się do spadku wagi i tak dalej. Słuchajcie, ja się na tym nie znam, ale wiem jedno. Jestem pod opieką dwóch lekarzy, trenerki, która pojęcie o chorobach tarczycy i IO ma ogromne, dietetyka i od każdej z tej osób, mam zielone światło na ciężary. Co więcej, regularnie się badam i od marca moje wyniki poprawiły się tak bardzo, że mam je obecnie w normie. Ponadto wyregulowały mi się miesiączki, a już na sam koniec - treningi sprawiają mi ogromną frajdę i uszczęśliwiają, więc nie zamierzam z nich rezygnować.

A co z cardio?

Spokojnie, bez obaw. ;) Cardio też jest! Po godzinnych siłówkach wskakuję na orbitrek lub schody i robię interwały (zazwyczaj 20 minut), dodatkowo raz w tygodniu, w dzień wolny od treningu z Pauliną chodzę na 40 minut typowego cardio, a przynajmniej się staram. Chciałabym zacząć biegać, ale póki co nie mogę, bo muszę uważać na kolana.

Jak ma się sprawa z dietą?

Tak jak wspominałam na stories, nie ma się czym chwalić, ze zdrowymi nawykami żywieniowymi mam relację love-hate. Raz jem odpowiednio, raz zbyt mało, prawie wcale, a kolejny płynę i zapycham się śmieciowym żarciem, a potem przygniatają mnie wyrzuty sumienia. Należę do osób, które zajadą stres, wszelkie smutki i zmartwienia, także wiecie... Ćwiczenia przychodzą mi z łatwością, organizacja przygotowywania posiłków i gotowanie już gorzej. Teraz czekam na nowy jadłospis bez nabiału i po raz pierwszy w życiu testowo również bez mięsa, więc dam Wam znać jak moje zmagania wypadną w praktyce. Zapewne, gdybym była konsekwentna i dietę trzymała, efekty byłyby lepsze.

Może zabrzmi to górnolotnie, ale potrzebowałam prawie 30 lat, by znaleźć aktywność fizyczną dla siebie. I piszę to z perspektywy dziewczyny, która nienawidziła w-fu w szkole, która przez większość czasu miała z niego zwolnienia, bo całe życie bała się oceny, drwin i miała w swojej dziecięcej, a później nastoletniej głowie wiele blokad. Bałam się robienia fikołków, pierwszy w-f w czwartej klasie podstawówki pamiętam po dziś dzień, bo przy jakichś grupowych zawodach (to był bodajże wąż), runęłam głową w dół i rozkrwawiłam sobie nos o podłogę, w liceum dostałam z całej pary piłką do kosza w głowę. :D Możecie się więc jedynie domyślać jakie opory miałam ku aktywności fizycznej. Wszystkie grupowe fitnessy kończyły się po paru tygodniach, ćwiczenia przed tv podobnie. Teraz robię to, co naprawdę polubiłam, dlatego nie są mi straszne zakwasy (a są momenty, że nie mogę ubrać skarpetek, albo umyć zębów :D), czy inne wymówki. Pakuję torbę i po prostu jadę na siłownię.


Podsumowując, jeśli choć raz przeszło Wam przez myśl, aby spróbować, nie bójcie się, tylko umówcie na pierwszy trening. Siłownie często mają pierwsze darmowe wejścia, albo pierwszy trening jest za free. Warto próbować, warto podnosić rękawice do walki o siebie i swoje zdrowie. I nie dajcie sobie wmówić, że coś nie jest dla Was do momentu kiedy same nie przekonacie się na własnej skórze. Kto wie, może traficie na miłość? :)

Ps. Ten wpis kosztował mnie wiele odwagi, ale wierzę, że było warto i że choć jedna z Was ruszy tyłek z kanapy. Trzymam za Was kciuki! :) Jeśli macie jakieś pytania, to piszcie śmiało w komentarzach. :)

39 komentarzy:

  1. Super, gratuluję odwagi i efektów ;)!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wielkie gratulacje za odwagę i determinację :) Oby tak dalej :) Efekty są super, a będą jeszcze lepsze :) Ja też powinnam zacząć ćwiczyć, bo praca siedząca niestety sprzyja bólom kręgosłupa ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki kochana! Niestety siedzący tryb życia bardzo obciąża kręgosłup, ja w pewnej chwili osiągnęłam moment krytyczny i mam nadzieję, że już nigdy do niego nie wrócę. Ból był niesamowity. :(

      Usuń
  3. Brawo ! Życzyła bym abyś się nie poddawała, ale z Twojego wpisu widać, że się wkreciłaś, więc życzę Ci dalszych sukcesów i bicia własnych rekordów 🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorota, dzięki kochana! Masz rację, w treningi wkręciłam się maksymalnie i pokochałam dźwiganie, to uczucie skupienia w trakcie świetnie resetuje głowę, a zmęczenie po jest niesamowicie przyjemne, choć ból mięśni czasem daje w kość. ;)

      Usuń
  4. Hejka ;) jakiej dziedziny lekarz stwierdził u Ciebie insulinooporność ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, endokrynolog na podstawie wyników badań. :)

      Usuń
  5. Brawo!
    Efekty są bardzo widoczne, ale najważniejsze, że poprawiło się Twoje zdrowie i to, że bardzo polubiłaś aktywność.
    Sylwetka będzie tutaj dodatkową nagrodą za przełamanie strachu i blokad
    Bardzo Ci kibicuję i jestem z Tobą :)
    Trzymam kciuki za dalsze sukcesy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Ja właśnie na początku byłam zafiksowana na punkcie utraty wagi i tak dalej, ale teraz nie skupiam się na mierzeniu i ważeniu. Chcę mieć po prostu zdrowe, silne ciało i czuć się dobrze sama ze sobą. :) Wiem, że jeśli będę regularnie się ruszać, to efekty będą tak, czy siak. :)

      Usuń
  6. Oczywiście, że widać efekty! W szczególności na brzuszku i pupie ;) Też przymierzam się do jakiejś aktywności fizycznej, ale póki co szukam motywacji :D Chociaż muszę przyznać, że ten post motywuje i to bardzo... Moje mięśnie są w opłakanym stanie w porównaniu z poprzednimi latami. Czas najwyższy coś z tym zrobić :) Dzięki! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten brzuch to moja największa zmora i najtrudniej go zrzucić, dlatego cieszę się, że efekty są i widać zmianę. :) Co do mięśni, to wierz mi, że ja o moich nie miałam pojęcia dopóki nie zaczęłam ćwiczyć. :)

      Cieszę się, że Cię zmotywowałam! Powodzenia życzę, trzymam kciuki i dziękuję za komentarz!

      Usuń
  7. Podziwiam I gratuluje wytrwalosci :-) Wpis przeczytalam z ogromnym zaciekawieniem.

    Serdecznie pozdrawiam,
    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, dziękuję za dobre słowo oraz komentarz i również pozdrawiam! :)

      Usuń
  8. Gratuluje, juz osiągnelas bardzo duzo - przelamalas swoje bariery. Teraz bedzie tylko lepiej :) efekty super. Sama musze w koncu ruszyc tylek, bo ze swojej wagi i wygladu srednio jestem zadowolona :|
    A teraz pytanie z innej beczki: skad koszulka z pierwszego zdjecia, ta w paseczki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki kochana, trzymam w takim razie za Ciebie kciuki. :) A koszulka jest z Auchan, z takiej niby organicznej bawełny, ale nie polecam jej, bo choć materiał przyjemny, to po dwóch delikatnych praniach zrobiła się szara, rozciągnęła się i bardzo zniszczyła.

      Usuń
  9. Super, że jesteś naturalna i pokazujesz to jak wygląda to naprawdę.
    Na IG bardzo często widzę zdjęcia przed i po ale w momencie, gdy już widać wszystkie mięśnie i gdy ktoś ma wymarzoną sylwetkę. Jak dla mnie to nie motywuje, a właśnie demotywuje jeszcze bardziej.
    Naprawdę gratuluję odwagi i mobilizacji !

    Ja byłam na dwóch treningach personalnych u dwóch różnych osób i szczerze powiem, że byłam niezadowolona. Niestety jak się później okazało osoby te mają bardzo małe doświadczenie i są tylko po jakiś podstawowych kursach. A mój problem z kręgosłupem jest dość poważny więc, każde ćwiczenie należy przeanalizować pod kątem oddziaływania właśnie na kręgosłup.

    Ja niestety w tej chwili nie mogę pozwolić sobie na ćwiczenia na siłowni ale postanowiłam spędzić po 10 min dziennie na początek i po prostu ćwiczyć w domu. Mam nadzieję, że uda mi się zmobilizować do tego jeszcze mojego męża, bo we dwoje zawsze raźniej.
    10 min to nie jest dużo a przynajmniej nauczę się regularności ;) Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się wrócić na siłownię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, a dlaczego nie byłaś zadowolona? Ja też miałam podejścia z innymi trenerami, na pierwszym spotkaniu rozpisywali mi plan i był on niestety beznadziejny, kompletnie mi te ćwiczenia nie podchodziły, dopiero typowe ciężary - przede wszystkim wolne i maszyny pokazała mi Paulina. :)


      Trzymam kciuki, za Ciebie i zmotywowanie męża, bo u mnie i mojego narzeczonego, jeśli chodzi o aktywność fizyczną zainteresowania w kwestii jej rodzaju nie pokrywają się wcale. :D

      Usuń
    2. Z racji swojego zawodu znam się na dietetyce i mniej więcej wiem jak rozkładać składniki oraz co jak zastępować. Niestety trenerzy byli młodzi i mało kompetentni wciskając wszystkim jak leci bardzo podobny trening. U mnie również te ćwiczenia powodowały bardziej frustrację niż motywację.

      Usuń
  10. Gratulacje :) Przede wszystkim tego, że .. ruszyłaś tyłek i wytrzymałaś 3 miesiące. Teraz już masz rutynę, wiesz, że czas można rozciągnąć i znaleźć zawsze miejsce na trening,a najważniejsze - znalazłaś coś co sprawia Ci przyjemność. A to w sporcie jest najważniejsze !

    Często szukamy najlepiej spalającej tłuszcz aktywności sportowej, bo chcemy szybkich efektów. A prawda jest taka, że wystarczy znaleźć "swój sport" i w nim trwać.
    Jest tyle opcji - rower, bieganie, basen, fitnes, taniec, wspinaczka. Mamy naprawdę bogate oferty nawet w małych miastach ( moje ma 15 tys mieszkańców, a jest w nim prawie wszystko co wyżej wymieniłam). Jasne, dobrze było, jak lubisz siłownie , trochę zrobić cardio, a jak biegasz - chociaż raz na tydzień powzmacniać, ale.. najważniejsze, żeby najwięcej czasu poświęcać temu, co lubisz..

    Co do diety - trzymam za Ciebie kciuki. Ja np. nie potrafię być aktywna fizycznie i na typowej diecie wg jadłospisów. Albo kuleje jedno, albo drugie...Dlatego mam swój system żywienia, oparty na 4 posiłkach, konkretnym obiedzie gotowanym na dwa dni i reszcie ekspresowych szybkich posiłków. Nie rezygnuje z tego co lubię, ale.. wybieram mniejsze zło :)

    Czekam na następny wpis o tym jak jesz i jak Ci się udaje pogodzić dietę, sport z normalnym życiem. Trzymam kciuki za dalsze efekty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nefre, dziękuję za komentarz, myślę, że właśnie po prawie 30 latach znalazłam aktywność fizyczną dla siebie. Trening daje mi mnóstwo radości i pozytywnej energii mimo zakwasów i zmęczenia. Co do diety... mam podobnie. Choć moje jadłospisy od dietetyczki są naprawdę pyszne, to największy problem mam z organizacją posiłków, przygotowywaniem ich na czas i zakupami. Muszę, to dopracować, bo inaczej będzie źle. :) Wpisu o diecie póki co nie planuję, bo nie mam się czym chwalić haha, ale jak już się ogarnę, to na pewno taki przygotuję. :)

      Ściski!

      Usuń
    2. Ja dietę od dietetyka testowałam 3 razy. Za pierwszym razem nie miałam treningów, ale jedzenie było słabe. Wytrzymałam 2 miesiące. Za drugim podejściem, wprowadziłam dietę, jedzenie super, ale jak zaczęłam ćwiczyć, to zaczęłam wybierać - trening albo gotowanie. Rzuciłam dietę po 2 miesiącach.. Za 3 podejściem, prosiłam o dietę z 4 posiłkami, ale.. znowu dostałam 5. Wytrzymałam 2 tygodnie..
      Wiem, że to nie jest dla mnie, ale innym się udaje - więc Ty też próbuj.

      U mnie sprawdza się metoda małych kroków. Wpierw ustaliłam optymalną liczbę posiłków i godziny jedzenia. Wybrałam 4 posiłki, bo.. 5 to jest prawie dwa razy tyle gotowania co wcześniej. Nie jadłam, nadal nie jem 5 idealnie zdrowych , super skomponowanych posiłków, ale przez to, że jem częściej, mniejsze porcje, więcej warzyw i owoców, nie mam napadów na żarcie, nie szukam słodyczy po domu.. A efekty i tak mam. :) Każdy musi znaleźć coś dla siebie.. Trzymam kciuki, żebyś Ty znalazła swój sposób żywienia, w który wkręcisz się tak jak w Siłkę :)

      A aktywność fizyczna - to wszystko wina szkoły. Zamiast skakać przez kozła na 10 różnych sposób, powinno się na wf pokazać, że sport to może być przyjemność i każdy znajdzie swoją dyscyplinę, w której jest dobry..

      Usuń
  11. Widzę, że zaczęłyśmy ćwiczyć mniej więcej w tym samym momencie i z tym samym poziomem fizycznego nieprzygotowania :D Na razie postawiłam na samo cardio, ale gdy w końcu poprawię wydolność organizmu, to kto wie :D Twoja przemiana bardzo mi się podoba, tak trzymaj! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chocolate, dziękuję, lubisz cardio? :) Można je fajnie połączyć z treningiem siłowym, a mniejsza wydolność nie jest przeszkodą. :) Polecam!

      Usuń
  12. Bardzo bardzo gratuluję, że odważyłaś się pójść na trening, a później opublikować ten post! Wiesz, w którym miejscu widzę największą zmianę? W Twoich oczach. Od zawsze potarzam, że trening to terapia dla duszy, efekty wizualne schodzą na dalszy plan :) Trzymam mocno kciuki i kibicuję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziak, dzięki! :* Co do terapii dla duszy, to trafione w punkt, treningi bardzo mi w głowie poprzestawiały i poukładały. Pozwoliły się też bardziej polubić, zaakceptować i otworzyć na ludzi. :) Siłownia, to najlepsze, co mogłam dla siebie zrobić. :) Ściski :*

      Usuń
  13. Agata, czy też cierpię na dolegliwości odcinka szyjnego i barków. Sztywna szyja, drętwienie ręki. Też odwiedzam fizjo ale nigdy nie przyszło mi do głowy że może to być związane brakiem regularnego ruchu?
    Rozumiem że Tobie mega pomogły wizyty na siłowni? I w ogóle regularny ruch? Jeśli tak to mega mnie zmotywałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, tak. Mi treningi siłowe pomogły bardzo na dolegliwości bólowe, tym bardziej, że Paulina (trenerka), zna Anię (fizjo) i mogłyśmy odpowiednio podziałać. Tylko najważniejszą kwestią jest to, co u Ciebie te bóle powoduje, bo przyczyn jest mnóstwo. U mnie to były typowe przykurcze i ogólnie osłabienie mięśniowe (mam słabszą lewą stronę i na przykład jak siedzę przy kompie, to przechylam się na lewo), więc ćwiczenia (siłówki, rozciąganie) połączone z masażem przyniosły super efekty. Zmiana jest duża, ale jeszcze sporo pracy przede mną. :)

      Generalnie polecam spróbować, regularny ruch na pewno Ci nie zaszkodzi jeśli rodzaj aktywności będzie odpowiednio dobrany pod Ciebie, porozmawiaj z fizjoterapeutą, co Ci poleca. :)

      Usuń
    2. U mnie głównym powodem bólu w tejże okolicy jest patologiczne (hahaha) zaciskanie barków (taki jakby przykurcz) m.in. ze względu na stes. No i oczywiście praca siedzaca. Ale skoro mówisz że przyniosło Ci to wielką ulgę to nie pozostaje mi nic innego jak spróbować :)

      Usuń
    3. I tez mam słabsza lewa strone.np. kiedy leże to mimowolnie głowa jakoś "leci mi" na lewą stronę. Co z kolei znowu powoduje niepotrzebny przykurcz mięśni. I koło się zamyka.

      Usuń
    4. Ja wszystkie większe sytuacje stresowe odchorowuję bólem pleców. :( Właśnie w górnej partii pojawia się ból i taki przykurcz, nerwoból. Straszne to jest, ale tu sprawdza się powiedzenie, że problemy nosimy głównie na plecach i barkach. ;)
      Z leżeniem tez mam to samo, tak jak i siedzeniem. Nawet podczas ćwiczeń trenerka zwraca uwagę, że jak leżę na ławce, albo ćwiczę ręce to mi głowa do barku ucieka. Ciężko to cofnąć i wymaga to czasu skoro było utrwalane tyle lat, ale siłownia pomogła i pomaga mi bardzo. :)

      Usuń
  14. Ja kiedyś też ćwiczyłam siłowo i też dawało mi to całą masę radości i satysfakcji, więc wiem o czym piszesz ;)
    Bardzo żałuję, że ze względu na problemy z kręgosłupem po wypadku nie mogę sobie już na to pozwolić, ale staram się dbać o siebie na tyle, na ile mogę i moje ciało mi pozwala ;)
    Ale Tobie Kochana, z całego serca gratuluję pięknych efektów! <3 :) I oczywiście podziwiam za wytrwałość! :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. Też jakiś czas temu zaczęłam ćwiczyć z obciążeniami (dużo mniejszymi niż twoje), ale w domowym zaciszu :) A u ciebie super, jeżeli ty jesteś zadowolona i dobrze się czujesz to najważniejsze!

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuję za ten wpis!!! Natychmiast wracam na siłownię <3 <3 (2 tyg przerwy z powodu choroby to bardzo dużo!)

    OdpowiedzUsuń
  18. Gratuluję! Już Ci pisałam na instagramie, że przemianę widać wizualnie, ale teraz czytam i czuję, że przemieniłaś się też wewnętrznie, polubiłaś ruch, znalazłaś idealną formę aktywności fizycznej dla siebie i tak trzymać! Osiągnęłaś też cel -> nie bolą Cię plecy, nie drętwieje ręka, a reszta skutków Twoich działań wychodzi Ci na zdrowie. Pozdrawiam i kibicuję z całych sił!

    OdpowiedzUsuń
  19. Wielkie gratulacje, Twoja metamorfoza jest rewelacyjna! Chciałabym się przemóc i w końcu zmobilizować się do ćwiczeń.:(

    OdpowiedzUsuń

_________________________________________________

Masz do mnie jakiekolwiek pytanie? Zadaj je proszę pod najnowszym wpisem. :-)

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! ♡

Pozdrawiam serdecznie,
Agu

ps. Wszystkie komentarze zawierające autopromocję i aktywne linki reklamowe nie będą publikowane. Dotyczy to również marketingu szeptanego uskutecznianego przez firmy (w tym także niezwiązane z tematyką bloga).
__________________________________________________