poniedziałek, września 10, 2018

Jak się zmotywować do aktywności fizycznej? Co sprawia, że ćwiczę regularnie?

Przez prawie 30 lat mojego życia byłam na bakier z aktywnością fizyczną. Zdecydowanie mogę się nazwać kanapowym leniem, który co jakiś czas zaliczał sportowe zrywy. Już od dziecka sport kojarzył mi się z traumą, więc zwolnienia z w-fu były na porządku dziennym. Smutne, ale prawdziwe. W dorosłym życiu miałam epizody, gdzie ćwiczyłam codziennie, ale zniechęcona zmęczeniem i ogólnym zajechaniem organizmu (wtedy nie dopuszczałam do siebie możliwości przerwy, albo ćwiczę codziennie, albo wcale!) bardzo szybko się poddawałam. Próbowałam różnych aktywności, przerobiłam masę treningów na YouTube, ale moja kondycja była tak tragiczna, że już po kilku minutach się zniechęcałam, bo nie byłam w stanie wykonać połowy ćwiczeń. Nawet kilka pojedynczych spotkań z trenerami nie było mnie w stanie zachęcić. Myślałam, że tak już będzie przez całe moje życie, że to nie dla mnie, na szczęście byłam w błędzie! Dzisiejszym wpisem chcę Wam udowodnić, że aktywność fizyczną naprawdę da się polubić, ale trzeba być z nią w zdrowej relacji. Co mam na myśli? Już tłumaczę.



Nie było łatwo. 

Początek tego roku nie należał do najprzyjemniejszych dla mnie. Czułam się źle. Wiecznie nie miałam energii, ciągle chciało mi się spać, a uczucie beznadziejności potęgowała kiepska dieta, brak ruchu, stres i okropne bóle pleców. Bolała mnie lewa strona, odcinek szyjny, bark, drętwiała cała lewa ręka (jestem leworęczna, więc bywało ciężko), miałam ograniczone ruchy głowy. Wróciłam do fizjoterapeutki po przerwie, ale masaże, które kiedyś przynosiły ulgę, działały krótkotrwale. Trafiłam do ortopedy, który powiedział, że mam dwa wyjścia, albo nie zrobię nic i będzie się to pogłębiać, albo obuduję plecy mięśniami, bo jeśli nie będę się ruszać, to nawet rehabilitacja nie przyniesie zadowalających efektów. W międzyczasie trafiłam do endokrynologa, zrobiłam wyniki i dowiedziałam się, że mam insulinooporność i niedoczynność tarczycy. Znacie tę historię i wiecie, że to właśnie w tamtym momencie postanowiłam coś zmienić i powalczyć o swoje zdrowie. Umówiłam się na pierwszy trening z trenerką personalną - Pauliną, z którą ćwiczę do dziś. To był marzec i muszę Wam szczerze napisać, że zaczynając przygodę z siłownią początkowo miałam z tyłu głowy myśl, że to etap przejściowy, że muszę się ruszać, by "naprawić' swoje plecy i schudnąć. Traktowałam to jako chwilowy wysiłek potrzebny do osiągnięcia danego celu, czyli standard w moim przypadku. Całe życie postrzegałam wszelkie ćwiczenia jako chwilowy mus, by schudnąć, wiecie, ruszałam się dlatego, że musiałam, a nie dlatego, że chciałam. 

Aż nagle coś zatrybiło.

Może się powtarzam i może to moje jaranie się siłownią jest już nudne, ale idąc na pierwszy trening w życiu nie pomyślałam, że tak pokocham właśnie tę formę ruchu. Nawet nie wiem kiedy, ale stało się to bardzo szybko, moja trenerka zaraziła mnie miłością do ciężarów. I nagle moje wieloletnie podejście zmieniło się całkowicie. Przestałam traktować aktywność fizyczną jako epizod, a zaczęłam postrzegać jako nieodłączny element mojego życia. Priorytetem przestała być określona waga, czy obwody. Nagle poczułam, że moim celem jest przede wszystkim sprawne, zdrowe, silne, zbite ciało, wewnętrzna siła i energia. Już nie chodzę na siłownię, żeby schudnąć, jasne fajnie, gdy kilogramy spadną, ale to efekt uboczny. Pakuję torbę i wychodzę z domu głównie dlatego, że przerzucanie żelastwa sprawia mi ogromną frajdę, daje radość i dba o moją równowagę psychiczną.

Żeby nie było tak kolorowo, wspominałam Wam na instagramie, że w międzyczasie miałam kontuzję stopy (nabawiłam się jej w trakcie remontu). Zarówno ona, jak i kilka innych czynników wykluczyły mnie z treningów siłowych w sierpniu. Ta przymusowa przerwa dała mi po tyłku, ale z drugiej strony pozwoliła jeszcze bardziej docenić wpływ ruchu na moje samopoczucie oraz zrozumieć, że trening siłowy, to pierwsza w życiu forma sportu, którą naprawdę kocham i w której się realizuję. Brakowało mi tego, czułam się zła, smutna i sfrustrowana. Na pierwsze spotkanie po przerwie wręcz frunęłam. :D

Skąd czerpię motywację?

Tak szczerze mówiąc nie muszę się szczególnie motywować. Mój słomiany zapał do ćwiczeń odszedł w niepamięć. Jasne, mam słabsze momenty, ale nie odpuszczam, bo lubię to co robię. I myślę że to jest klucz do sukcesu. 
Teraz wiem, że dopiero, gdy znajdziemy sport, który sprawia nam radość stanie się on stałą częścią naszego życia, a nie przykrym obowiązkiem. Jeśli robiąc coś nie czujemy choć iskierki satysfakcji, a złość, zniechęcenie i odliczamy do końca, to znak, że nie warto się męczyć, lepiej szukać czegoś innego. :) Ja szukałam długo, ale było warto!
Nie warto się katować, bo jeśli robicie coś wbrew sobie, albo coś najzwyczajniej w świecie Was nudzi, to prędzej, czy później sobie odpuścicie i to na dłuższą metę nie zadziała. Nie warto obwiniać się za słomiany zapał, najważniejsze, by nie usiąść na kanapie (tak jak ja to kiedyś robiłam ;)) na kolejne miesiące i nie narzekać, że cały świat jest przeciwko nam, tylko próbować innego rodzaju sportu. Nie musicie robić tego co wszyscy. Wiele dziewczyn twierdzi, że nie chodzi na siłownię, bo kardio je nudzi - mnie też nie satysfakcjonuje pedałowanie na orbitreku, ale znacznie szybciej mija mi czas na schodach, albo relaksuje bieganie w terenie. Na siłowni jest jednak coś więcej niż maszyny i nie warto się bać treningu siłowego, bo naprawdę nie zrobi on z Was damskiej wersji Pudziana. Aby mieć umięśnione ciało, rozbudowane, widocznie zarysowane mięśnie potrzeba ogromu pracy i to nie dzieje się w miesiąc, taki wygląd wypracowuje się przez lata treningów i ścisłej diety. :) 

I nie, nie twierdzę absolutnie, że ta forma treningu przypadnie Wam do gustu tak jak mi, ja po prostu chcę, abyście nie bały się próbować zarówno ciężarów, jak i innych aktywności, bo dopóki nie spróbujecie, nie przekonacie się, czy są one odpowiednie dla Was.


Dawno nie było treningowych wieści, ale nie oznacza to, że sobie odpuściłam! I absolutnie nie zamierzam! 💪Maj zmiażdżył mnie czasowo i musiałam co prawda trochę zwolnić, ale od czerwca lecimy bardzo regularnie dalej! 🏋️‍♀️ Już nawet nie chodzi o spadek wagi (a ona spada, tak jak i obwody), ale to co się dzieje w głowie, gdy człowiek regularnie się rusza i czerpie z tego przyjemność, to szok! Efekty w postaci coraz większej sprawności, kondycji i siły niesamowicie motywują i dodają pewności siebie! ❤ Chce mi się chcieć, mam więcej energii i przede wszystkim samoakceptacji (kilka miesięcy temu nie wrzuciłam takiego zdjęcia i nie ubrała krótkich spodenek na te blade szkity😁). Dlatego po raz setny powtórzę, że ruszenie tyłka z domu i kupienie karnetu, to było najlepsze co mogłam dla siebie zrobić i Was zachęcam do tego samego!💪 Udanego piątku! ❤😚 ps. żeby nie było, że tak wszystko super, to w kwestii diety "trochę" popłynęłam, przyznaję🙈, ale niebawem ruszamy z kolejnym jadłospisem, @paulina.lenart spodziewaj się dziś maila 😁 #mcfit #bodybuild #bodybuilding #bestrong #changemybody #changemylife #gymlife #befit #motivation #gymmotivation #aftertraining
Post udostępniony przez AGU | Agata (@agu_blog)
Co ze słabszymi momentami?

W tej mojej nieszczęsnej przerwie obiecałam sobie, że jak już do treningów siłowych wrócę, to nigdy nie będę narzekać, że mi się nie chce, albo że mam zakwasy. Nie będę szukać wymówek, a w chwilach kryzysowych przypomnę sobie jak bardzo za tym tęskniłam, gdy nie mogłam ćwiczyć i docenię, że mam możliwość przerzucania tego żelastwa. Wiadomo jednak, że różnie w życiu bywa i nie da się być w stu procentach zmotywowaną przez cały czas.

  • Kiedy mi się wyjątkowo nie chce ruszyć tyłka z domu, to staram się nie myśleć, nie analizować, tylko pakuję się i wychodzę z domu. Na mnie to działa, bo zazwyczaj najwięcej czasu tracimy na szukanie wymówek, a nie sam trening. ;)
  • Gdy mam dużo pracy i czuję się zastana siedzeniem przed kompem, a pierwszą myślą jest "nie mam dziś czasu", zbieram się w sobie, bo wiem, że taki wycisk doda mi energii, rozrusza i pozwoli uporać się z obowiązkami.
  • Motywuje mnie również znajomość uczucia w trakcie treningu i tuż po nim - satysfakcja, radość, czysta głowa. Kiedy mam jakiś problem, coś mnie dobija, czy smuci, to odpowiedni trening działa lepiej niż czekolada.
  • Dodatkowym motywatorem jest fakt, że jestem umówiona z trenerką, no i głupio tak odwoływać trening w ostatniej chwili. :) To kolejna zaleta pracy ze specjalistą. Uważam, że to moja najlepsza tegoroczna inwestycja w siebie. Dobry trener to skarb!
  • Na dalsze treningi nakręca mnie również odpowiednie ich ułożenie. Wszystkie ćwiczenia dobrane są na miarę moich umiejętności. Z trenerką przekraczam granice, ale nie trenuję ponad siły. Gdybym miała się na przykład podciągać na drążku, czego nie potrafię zrobić, z pewnością byłabym sfrustrowana i sobie odpuściła. 

Umiem jednak odpuścić. Gdy jestem chora, źle się czuję, mam zarwaną noc za sobą, bądź najzwyczajniej świecie boli mnie brzuch z powodu miesiączki przekładam trening na inny dzień. Wychodzę z założenia, że warto słuchać swojego organizmu i lepiej dzień później zrobić trening na 150% niż danego dnia na 50%.

Duże znaczenie ma dla mnie również pora dnia. Nie lubię ćwiczyć rano, zdecydowanie wolę środek dnia, a już najbardziej późne popołudnie. Wtedy niosą mnie emocje z danego dnia, no i mogę się zmęczyć na maksa, bo wszystkie obowiązki już za mną. 

Pamiętajcie też, że ćwiczycie wyłącznie dla siebie. Nie czujcie się w obowiązku, by coś komuś udowadniać lub deklarować. Efekty przyjdą, prędzej, czy później, nawet gdy Basia z Kasią udawać będą, że ich nie dostrzegają. To Wy macie czuć się ze sobą dobrze. Ja na przykład nadal należę do większych dziewczyn i mam sporo pracy przed sobą, ale chyba nigdy nie akceptowałam swojego ciała bardziej niż obecnie. Sport buduje charakter i pewność siebie, nie sądziłam, że aż tak. :)

...także dziewczyny, próbujcie, szukajcie, nie zrażajcie się niepowodzeniami. Jeśli jeden rodzaj treningu Wam nie pasuje, dajcie szansę czemuś innemu. Nie dołujcie się i nie biczujcie za niepowodzenia. Niedawno przeczytałam gdzieś, że każda porażka to przecież tylko siniak, a nie tatuaż, także nigdy nie jest za późno, aby coś zmienić i ruszyć tyłek z kanapy! A przy okazji odkryć pasję. :) Tego Wam życzę.

Ps. Jeśli temat siłowni Was interesuje, to zapraszam na mój Instagram, tam wrzucam od czasu do czasu migawki z treningów i dzielę się moimi spostrzeżeniami. :) 

8 komentarzy:

  1. Agata dzięki Tobie zaczęłam biegać regularnie! Motywujesz dziewczyno!!!! Trzymam za Ciebie kciuki, oby tak dalej!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam za Ciebie mocno kciuki! Ja też powinnam się ruszyć.. Kondycja leży.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, ze masz taką motywację! Ważne aby ją odnaleźć :D Dla mnie np dużą motywacją jest to, że kupiłam sobie IQGreen, takie tabletki wspomagające przemianę materii. Skoro już wydałam pieniądze, to uznałam, że ruszyć też by się wypadało :D No i kilogramy lecą! Trzymajmy się razem <3 Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie! :)) ja już niedługo wracam na siłownie po przerwie- nie mogę się doczekać, bo tęsknie okrutnie :) póki co zadowalam się treningami w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Najważniejsze to znaleźć prawdziwą, a nie chwilową motywację ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. To wspaniale, znalazłaś odpowiednią aktywność fizyczną dla siebie ;) Tutaj ważna jest też kwestia zdrowia, dlatego życzę Ci powodzenia i jak najlepszych wyników ;)
    Ja ogólnie lubię ruch, dużo chodzę (może to nic, ale w dobie samochodów zawsze coś), kiedy tylko mogę wybieram rower ;) Gdy już wrócę do Kraju to na pewno wrócę na zumbę i jogę - te dwa "sporty" uwielbiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Początek Twojego wpisu jest totalnie o mnie. Ja również mam rozwalony kręgosłup i to przez moje właśnie "niechcemisię".
    Ja niestety w głowie jeszcze nie doszłam do tego etapu, żeby iść i ćwiczyć, choć z drugiej strony ciężary bardzo mi się podobają, w sensie że będąc kilka razy na siłowni sprawiało mi to największą przyjemność.
    Niestety w moim "mieście" kiedyś była siłownia tylko dla kobiet z której lubiłam korzystać ale ją zamknęli. :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny post, akurat sama cierpię teraz na brak motywacji

    OdpowiedzUsuń

_________________________________________________

Masz do mnie jakiekolwiek pytanie? Zadaj je proszę pod najnowszym wpisem. :-)

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! ♡

Pozdrawiam serdecznie,
Agu

ps. Wszystkie komentarze zawierające autopromocję i aktywne linki reklamowe nie będą publikowane. Dotyczy to również marketingu szeptanego uskutecznianego przez firmy (w tym także niezwiązane z tematyką bloga).
__________________________________________________