wtorek, października 02, 2018

Bandi, Tricho-peeling oczyszczający do skóry głowy - czy warto kupić? Jak się u mnie sprawdza?

Oczyszczanie skóry głowy jest dla mnie bardzo istotnym elementem pielęgnacji włosów. Samo mycie szamponem niestety nie wystarcza, szczególnie gdy borykamy się z nadmiernym przetłuszczaniem, nawracającym łupieżem, czy wypadaniem. Odkąd jestem tego świadoma regularnie wykonuję peeling i testuję różne kosmetyki mające zadanie złuszczyć i oczyścić skórę z nagromadzonego łoju. Jakiś czas temu z polecenia kosmetologa kupiłam w Hebe dość popularny produkt Bandi - tricho-peeling. Wiele z Was dopytuje, czy go polecam i jak się u mnie sprawdza, więc nadeszła pora, by napisać o nim więcej.


Jeśli zaglądacie do mnie regularnie, to wiecie, że borykam się z problemami skóry głowy. Często towarzyszy mi łupież, muszę myć włosy obecnie codziennie, a od niedawna z powodu szalejących hormonów dopadło mnie nadmierne wypadanie. Szczególnie dbam więc o to, aby skóra i ujścia cebulek były czyste, wolne od łoju i innych zanieczyszczeń. Sam szampon nie jest wystarczający, więc regularnie sięgam po peelingi i inne preparaty mające wspomóc oczyszczanie. Ich stosowanie raz w tygodniu zapewnia ogromną różnicę.

OCZYSZCZANIE SKÓRY GŁOWY - PO JAKIE KOSMETYKI SIĘGAM?

Bandi, Tricho-peeling oczyszczający do skóry głowy kupiłam z polecenia kosmetolog, która to chwaliła jego skuteczność. Nie kosztuje dużo (kosmetyki tego typu potrafią być okrutnie drogie!), bo około 40zł, a zaskakuje niezłą wydajnością. Stacjonarnie znalazłam go w Hebe.

To preparat, który ma skutecznie usuwać nadmiar martwego, zrogowaciałego naskórka, normalizować, działać przeciwłupieżowo i zwiększać wchłanialność składników aktywnych z pochodzących z innych, stosowanych przez nas kosmetyków, np. wcierek, czy masek. Peeling zawiera w składzie kwas mlekowy i mocznik, dedykowany jest skórze problemowej, suchej, wrażliwej, przetłuszczającej się, a jego kompozycja zapachowa wolna jest od alergenów.


Ciemna, granatowa butelka z pipetą prezentuje się bardzo "gabinetowo" i profesjonalnie. Sama pipeta, to dość wygodne rozwiązanie jednak moja nie nabiera kosmetyku do końca, a tylko do połowy (nie wiem, czy mam wadliwy egzemplarz, czy wszystkie tak mają), przez co trochę się muszę namachać nim pokryję całą powierzchnię głowy. Aplikacja jest łatwa, bo po prostu wydzielam na głowie przedziałki i tak przekładając pasmo po paśmie, nakładam peeling na skórę. Żelowo-kremowa konsystencja nie ścieka i dobrze trzyma się naskórka. Trochę skleja włosy, ale to bez znaczenia, bo przecież za kwadrans i tak je myjemy.

Do gustu przypadł mi jego delikatny, niedrażniący nosa zapach. To mieszanka ziół i mięty, dość charakterystyczna, według mnie bardzo przyjemna. Mięta przywołuje na myśl świeżość i szczerze mówiąc oczekiwałam, że po nałożeniu tricho-peelingu Bandi na skórę otrzymam właśnie uczucie orzeźwienia, które towarzyszyło mi dotychczas w trakcie tego typu zabiegów. 


Niestety - i tu przechodzimy do sedna, czyli do działania. Dawałam kosmetykowi kilka szans, ale szczerze? Nie widzę jakieś znaczącej różnicy, gdy po niego sięgam. Skóra nie jest ani wyraźnie oczyszczona, ani odświeżona. Łuska jeśli jest, to nie zmniejsza się jakoś szczególnie, włosy nie zyskują na objętości, ani nie są bardziej odbite u nasady. Tak samo szybko również się przetłuszczają. Jedynym plusem jest fakt, że peeling w żaden sposób mnie nie podrażnił (nawet w trakcie noszenia nie czuję jakiegoś mrowienia, szczypania itp).

Pokładałam w nim spore nadzieje, ale mam wrażenie, że na mnie nie działa wcale. :) Szkoda. Zdecydowanie lepiej sprawdzają się u mnie kosmetyki, o których pisałam w poście podlinkowanym wyżej, m.in. peeling Pharmaceris, czy chociażby tradycyjna glinka. :)

Jeśli myślicie o jego zakupie, lepiej zorganizujcie sobie próbkę przed zakupem całej buteleczki. 

Jestem ciekawa, czy miałyście do czynienia z tricho-peelingiem Bandi. Koniecznie dajcie znać, czy sięgacie w ogóle po kosmetyki tego typu. Ja właśnie zaczynam testowanie kolejnego peelingu i opowiem Wam o nim za jakiś czas!

6 komentarzy:

  1. Ostatnio zakupiłam w celu przetestowania peeling enzymatyczny do skóry głowy z Vis Plantis Basil Element i muszę przyznać, że się polubiliśmy ;) Najlepsze efekty widzę po wstępnym umyciu głowy. Potem nakładam peeling, masuję, trzymam 10-15 min i ponownie myje szamponem. Skóra jest oczyszczona bez podrażnień ;) To tania opcja, jeżeli jeszcze go nie miałaś (a zakładam, że miałaś ;p) to polecam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie go testuję :D ale potrzebuję jeszcze chwili, by ocenić, czy go lubię :)

      Usuń
  2. Mam podobne odczucia. Zużyłam całą buteleczkę i nie zauważyłam niestety żadnej różnicy, miałam wrażenie, że nie działa. Nie kupiłam ponownie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi stan skóry bardzo poprawił się po hennowaniu cassia. Zwłaszcza wcześniej musiałam myć głowę codziennie Teraz Maks 2 razy w tygodniu

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja szukam czegoś podobnego i zobaczymy,może skuszę się własnie na ten peeling.

    OdpowiedzUsuń
  5. Postaram się Agnieszko uzyskać informację od przedstawiciela jaka jest różnica między profesjonalnym tricho-peelingiem a tym, który kupiłaś. Z Bandi codziennie mam kontakt i jeśli chodzi o peelingi kwasowe do twarzy w wersji detalicznej są przyzwoite jak na taką niską cenę, natomiast peelingu do włosów jeszcze nie używałam, a mam całą wielką butelkę. Ciekawe jak to będzie. Ostatnio dermatolog powiedziała mi, że peeling z Bandi jest dobry, ale jeszcze lepszy jest MON RIN. Nie zakupiłam jeszcze, więc trudno mi ocenić skuteczność.

    OdpowiedzUsuń

_________________________________________________

Masz do mnie jakiekolwiek pytanie? Zadaj je proszę pod najnowszym wpisem. :-)

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! ♡

Pozdrawiam serdecznie,
Agu

ps. Wszystkie komentarze zawierające autopromocję i aktywne linki reklamowe nie będą publikowane. Dotyczy to również marketingu szeptanego uskutecznianego przez firmy (w tym także niezwiązane z tematyką bloga).
__________________________________________________