Popularne posty

Tangle Teezer - moje doświadczenia i opinia / modele Salon Elite, Compact Styler, Aqua Splash

środa, 13 maja 2015

Szczotki Tangle Teezer podbiły polski rynek kilka lat temu. Pamiętam czasy, gdy trzeba było na nie polować na serwisach aukcyjnych. Wtedy były też znacznie droższe i dostępne jedynie w wersji  różowej The Original. Pierwszą sztukę kupiłam w listopadzie 2011 roku i mam ją do dziś. Zawiozłam ją do domu rodzinnego, żeby moc tam z niej korzystać, gdy wpadam w odwiedziny. Poza lekko wygiętymi ząbkami i delikatną utratą intensywności koloru, nadal nadaje się do użytku i spełnia swoją rolę. Dziś jednak chcę się skupić ogólnie na fenomenie szczotek Tangle Teezer oraz podzielić się z Wami opinią na temat modeli, które towarzyszą mi na co dzień. Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii, zapraszam do dalszego czytania. :)



Jak wiadomo, szczotki Tangle Teezer zostały zaprojektowane ze specjalnego tworzywa, w innowacyjny sposób. Nikt wcześniej wpadł na ten pomysł. Ząbki szczotki są ułożone w tak specyficzny sposób, aby zapewnić szybkie, łatwe i przede wszystkim bezbolesne rozczesywanie każdego rodzaju włosów. Naprawdę trudno je podrobić, choć może wydawać się to pestką. Miałam do czynienia z tańszymi odpowiednikami i muszę przyznać, że obok oryginalnych Tangle Teezerów to one nawet nie stały niestety. Co je według mnie skreśla? Przede wszystkim brak elastyczności ząbków oraz ich delikatności.

Oczywiście, nietrudno się domyślić, że należę do grona fanek plastikowej szczotki. Wiem, że TT ma swoje zwolenniczki i przeciwniczki. Dziewczyny skarżą się na wzmożone wypadanie włosów, elektryzowanie ich, a nawet zwiększone rozdwajanie końcówek. Ja przez wszystkie te lata nie zauważyłam, aby Tangle Teezer miał jakikolwiek zły wpływ na moje włosy. Obecnie posiadam 4 sztuki u siebie w domu, łącznie natomiast 6 (jak wspomniałam we wstępie jedna jest w moim domu rodzinnym - ta o której pisałam TUTAJ, drugą mam obecnie u kuzynki - wersja fioletowa, pokazywana TUTAJ). 

O szczotkach już opowiadałam na blogu wielokrotnie, ostatni raz chyba w ulubionych gadżetach włosowych TUTAJ. Dziś odświeżam temat, rozwijając się troszkę bardziej. :)

Tangle Teezer Salon Elite Szczotka do włosów Blue Blush

Ten model, w uroczej, pastelowej niebiesko-różowej wersji kolorystycznej jest u mnie w codziennym użytku. Po tę szczotkę sięgam w zasadzie najczęściej, bo rozczesuję nią włosy zarówno rano, wieczorem, jak i w ciągu dnia. Po umyciu i osuszeniu kosmyków ręcznikiem, jak i wtedy, gdy są całkiem suche. Służy mi doskonale. Teraz mam krótkie włosy, więc problemów z rozczesywaniem jako takich nie mam, ale zdarza mi się, że w jednym miejscu robi mi się kołtun, którego za cholerę nie mogłam ogarnąć bez Tangle Teezera, przy długości do połowy pleców. Szczotka wchodzi w moje włosy jak w masło i sunie po nich gładko, nie ciągnąc i nie wyrywając. Czesanie jest dla mnie naprawdę przyjemnością, zajmuje dosłownie kilka sekund. Salon Elite polubiłam bardziej niż The Original. Moim zdaniem ma lepszy kształt i wygodniej leży w dłoni. Do kupienia TUTAJ. Kosztuje 28,99zł.


Tangle Teezer, Compact Styler Sheep Braun i Gold Rush

Złotą wersję mam dłużej i pokazywałam ją w ulubionych gadżetach włosowych, które podlinkowałam wyżej. Jakiś czas temu dołączyło do niej wydanie w baranki. Czyż nie są słodkie? Nie umiałam im się oprzeć. ;) Pomiędzy dwiema sztukami nie widzę jakiejkolwiek różnicy. Wersja Compact Styler jest mniejsza od klasycznej, ma także nieco krótsze włoski oraz odpowiednie zabezpieczenie dla nich. Dzięki temu nadaje się do noszenia w torebce - nic nam się nie zniszczy, nie wygnie, nie połamie. Długość ząbków nie ma dla mnie znaczenia, ale zakładam, że dla dziewczyn z włosami długimi i gęstymi, może być odczuwalna. Problem rozwiązuje jednak dzielenie włosów na kilka pasm i rozczesywanie ich kolejno. Kompaktowe wersje noszę w dwóch ulubionych torebkach i sięgam po nie głównie poza domem. Przeczesuję włosy, gdy zaczynają się nieestetycznie strączkować lub, gdy potarga mi je wiatr. CS zabieram ze sobą również na wyjazdy, bo w zupełności mi wystarcza. Do kupienia TUTAJ w cenie 39,99zł.




Tangle Teezer, Aqua Splash

Na model ten skusiłam się z myślą o stosowaniu pod prysznicem. Służy mi do równomiernego rozprowadzania masek, olejów, czasem kosmetyków zabezpieczających. Aqua Splash jest większa od tradycyjnej wersji, więc łazienka jest dla niej najodpowiedniejszym miejscem. Do noszenia w torebce się nie nadaje. W środku jest pusta, dzięki czemu nie zbiera się w niej woda i śmiało możemy używać jej pod prysznicem. Za to duży plus, bo niestety w Salon Elite, nawet w trakcie czyszczenia szczotki, do środka potrafi dostać się woda, której później trudno się pozbyć. Podoba mi się też to, że tę wersję możemy postawić pionowo, więc ząbki są całkowicie bezpieczne. Do tego, została zaprojektowana tak, że woda z niej nie kapie ciurkiem, a zatrzymuje się na tym niebieskim obszarze. W kwestii samego użytkowania nie mam jej nic do zarzucenia, ma nieco mniej elastyczne włoski od pozostałych modeli, ale nie wpływa to w żaden sposób na komfort podczas rozczesywania. Gładko sunie po mokrych włosach, dobrze i równomiernie rozkłada kosmetyki pielęgnacyjne. Nie ciągnie, ni wyrywa, szybko się ją również czyści. Dostępna TUTAJ w cenie 34,99zł.


Skupiając się na dodatkowych plusach wszystkich modeli Tangle Teezer, niewątpliwie mogę do nich zaliczyć łatwość utrzymania szczotki w czystości. Myję ją regularnie szamponem lub mydłem w płynie i wysycha w mig. Nie mogę nie pochwalić również wytrzymałości ząbków. Na pierwszy rzut oka wyglądają na liche i niepozorne, ale naprawdę doskonale się trzymają. Przyznam szczerze, że nie obchodzę się z TT jakoś szczególnie ostrożnie. Nie pilnuję, by szczotki leżały do góry ząbkami. Czasami po prostu lądują w koszyczku z kosmetykami, a jak widać nadal są w dobrym stanie. Nic mi nie odpadło, ani nie połamało się. 

Tak jak już wspomniałam wyżej - nie zdarzyło mi się, by szczotka sprawiała mi jakiekolwiek problemy z włosami. Nie mam pojęcia, czym to jest spowodowane w przypadku dziewczyn, które nie są z niej zadowolone. Zakładam jedynie, że ma na to wpływ sam rodzaj włosów oraz ich stan, a także metoda rozczesywania. Choć teoretycznie można TT przeczesywać włosy od nasady, aż do dołu, ja zawsze robię to na trzy razy - najpierw ujarzmiam końce, następnie czeszę długość od połowy ucha, dopiero później zaczynam od nasady i wędruję ku dołowi. 

Jeśli macie problem z elektryzowaniem, wiem, od innych dziewczyn, że rozwiązują go za pomocą odrobiny serum/olejku nałożonego na szczotkę. 

Odkąd zaczęłam używać TT, zaraziłam sympatią do niej wiele kobiet z mojego otoczenia. Szczotki mają wszystkie moje kuzynki oraz koleżanki. Nie słyszałam, aby któraś z nich była niezadowolona. :) 


Nie powiem Wam komu szczotkę polecam, a komu nie, moim zdaniem nie zależy to tylko i wyłącznie od rodzaju włosów. Wydaje mi się, że po prostu trzeba sprawdzić Tangle Teezer na sobie. :) Mogę Wam jedynie doradzić, że jeśli decydujecie się na swoją pierwszą, sięgnijcie po wersję klasyczną, gdy macie gęste włosy lub kompaktową, gdy często bywacie poza domem. Aqua Splash to jak dla mnie wygodny dodatek, ale oczywiście można się bez niej obejść. :)

Jestem ciekawa waszych doświadczeń! Koniecznie się nimi podzielcie! :) Tymczasem uciekam pakować się na mini urlop. ;) Nad ranem wyruszamy do Krakowa. :D Jutro w drodze postaram się nadrobić część zaległości komentarzowych i mailowych. Nazbierało się tego trochę, ale w ostatnim czasie nie wiedziałam nawet jak się nazywam i ratowała mnie jedynie kawa + korektor pod oczy. Musicie mi więc wybaczyć. ;)

facebook instagram bloglovin google



Nie zapomnij zajrzeć na:



Zobacz także:

41 komentarze

  1. Ja mam klasyczny TT i go uwielbiam a teraz planuję zakup wersji do torebki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam klasyczną wersję i nadal dobrze się trzyma a też szczególnie na nią nie uważam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam tylko klasyczną wersje szczotki TT i na razie nie planuje zakupu kolejnych sztuk, gdyż ta jedna w zupełności mi wystarczy :) Bardzo ją lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam wersję kompaktową od lutego i niedawno zauważyłam co raz częściej wypadające włosy i rozdwojone końcówki.
    Kupiłam nowe nożyczki, bo cały czas mam nadzieję, że moje włosy kochają TT tak bardzo jak ja.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam Aqua Splash i Compact - obie lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam wersje kompaktowe i je kocham miłością bezwarunkową. Na nic innego ich nie zamienię :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Najchętniej kupiłabym je wszystkie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam klasyczny TT i jestem z niego bardzo zadowolona:)
    Najbardziej podoba mi się to że nie szarpie tak włosów i że włosy które podczas wypadania zostają na niej :)
    Ale zazdroszczę Ci wyjazdu :) W takim razie miłego urlopu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam TT <3 mam jeszcze d tangler ktora tez jest fajna ale TT bije ja na glowe!

    OdpowiedzUsuń
  10. A dla mnie to jest na siłę. Do wszystkiego można dorobić teorię i tak rozreklamować jak trampki converse... Zwykłe i tyle. Nie wiem o co tyle szumu. Chyba tylko o te baranki albo inne kwiatki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A próbowałaś chociaż? Bo ja mam porównanie i wiem, że do zwykłych drogeryjnych szczotek nigdy nie wrócę. Szczególnie te z kulkami na końcu, albo z metalowymi ząbkami bardzo niszczą włosy i rozczesanie nimi to dla mnie dramat. A co do trampków Converse to jakość broni i reklamuje się sama. :)

      Usuń
    2. Te trampki niestety niczym się nie różnią od innych trampki. Guma i szmatka. Wierz mi. Znaczek się liczy. A szczotki próbowałam i włosy się okropnie elektryzuja. Niestety wiele produktów ma dorobioną teorię niestety... (nie mówię oczywiście że wszystkie ale trzeba być czujnym, ja się już przejechałam)

      Usuń
    3. Miałam wiele par zwykłych trampek i od 2lat mam conversy, które po tym czasie sie nie porozklejały ani nic (odpukać), czego o zwykłych trampkach powiedzieć nie mogłam, 2 miesiące i do kosza. Nie mam tej szczotki ale poluję na nią, raz czesałam nią włosy zaraz po umyciu i byłam w szoku że tak szybko mi je rozczesała :)

      Usuń
  11. Chciałam kupić, ale gdzieś wyczytałam,że jest niedelikatna dla cienkich włosów i sobie odpuściłam. Mam szczotke z włosia dzika i byłam z niej zadowolona ale coraz trudniej rozczesuje mi się nią włosy i ponownie zastanawiam się nad TT..

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja nie miałam żadnej i kuszi mnie jakaś tylko nie wiem jaką...

    OdpowiedzUsuń
  13. Aż dziw bierze, ale nie mam jeszcze tej szczotki:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam dokładnie taką jak Ty - niebieską z różowymi ząbkami, ale według mnie to nic specjalnego. Wolę szczotkę jonizującą Braun.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam TT. Coś około 1,5 roku. I jakoś mnie nie przekonuje. Na mokro rozczesuje w miarę. Jest z tworzywa, więc szybko schnie i jest higieniczna. Jednak szarpie i słabo radzi sobie z kołtunami, które zawsze robią mi się na karku, choćbym czesała włosy nawet co godzinę. Trochę też napusza mi włosy. miałam kiedyś szczotkę z naturalnego włosia i chyba spisywała się lepiej. Tylko trwałość była gorsza i nie można jej było używać na mokro :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mam wersję Salon Elite i kompaktową do torebki :) Ogólnie, to jestem fanką tych szczotek, rozwiązały mój problem z plątaniem się włosów. Muszę jednak powiedzieć, że Salon Elite kiepsko leży mi w ręce i ciągle spada na podłogę (raz wylądowała w kibelku :P). Nie rozczeszę też TT włosów na mokro, a i na sucho muszę to robić pasmami i bardzo powoli, żeby nie ciągnęło. Ale taka chyba specyfika moich włosów, mimo że są proste i niezbyt długie, to mocno się plączą...

    OdpowiedzUsuń
  17. Aktualnie posiadam tę z Barankiem i nigdzie się bez niej nie ruszam ;).

    OdpowiedzUsuń
  18. W domu mam 3 wersje i szczerze chyba nie czesze się niczym innym :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja mam trochę wrażenie, że obie szczotki( bo mam dwie tangle tezeer) po okolo pol roku przestaja dawac efektu wow :(

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja Elite uwielbiam i sprawdza się u mnie najlepiej. Klasyczna jest jakaś taka sztywna i twarda, a kompakt przydaje się, bo na co dzień mieszka w torebce ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja mam złotego kompakta i jestem zachwycona, mimo ze mam gęste włosy :) gdy chce je porządnie rozczesać, tak jak napisałaś, wystarczy podzielić włosy na partie. Świetnie sobie radzi również na mokro :) mam w planach kupić tez klasyczną :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Też posiadam te trzy wersje. I jako posiadaczka włosów kręconych zdecydowanie wybieram wersję Aqua splash. Kompaktowa ma zdecydowanie za małą powierzchnię, przez co rozczesanie loków zabiera dużo więcej czasu. Mimo wszystko jest niezastąpiona podczas wyjazdów. Salon Elite daje sobie dobrze radę, ale z moimi dziurawymi rękami często ląduje na podłodze. :D

    OdpowiedzUsuń
  23. ja jeszcze nie mam tej szczotki :D Myślę nad jej zakupem i nie wiem właśnie na jaką wersję się zdecydować.
    Zapraszam do mnie na nowy post ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Mam tego samego Saloniaka - spisuje się znakomicie. TT kupiłam wraz z podjęciem decyzji o ciut lepszym zadbaniu o czuprynę, zaraz po podcięciu końcówek. Miesiące mijają, TT jak nowy, a włosy w lepszej kondycji, bez rozwalonych końcówek (w końcu). Teraz czaję się na wersję do stylizacji, wydaje się być warta inwestycji :)

    OdpowiedzUsuń
  25. a czym i w jaki sposób je myjesz, bo mam z tym mały problem :).
    Myjąc szczoteczką do zębów strasznie się powyginały ząbki :(

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie wiedziałam, że istnieję wersja pod wodę. Faktycznie fajny dodatek. Kiedyś może sobie dokupię. Tymczasem mam wersję klasyczną i sprawdza się całkiem nieźle. :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja mam na oku ta wersje rozowo granatowa , musze tylko uzbierać kaskę :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Różowy, klasyczy TT to mój ulubieniec :) Teraz używam tylko jego a w torbie zawsze mam wersję COMPACT :) Moje włosy pokochały czesanie z TT a czasami nawet Ozzy stara się do niej przymilać...

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja mam włosy kręcone i kiedyś spróbowałam się poczesać klasycznym TT i to była kompletna porażka.. Udanego urlopu ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Mam kompaktową i aqua splash - dobrze rozczesuje moje długie i gęste włosy, do tego pozwala mi je rozczesać pod prysznicem (z odżywką) i szybko schnie :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Mam dwie - klasyczną wersję i mini w owieczki, uwielbiam obie:)

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja i tak jestem wierna dzikowi. :)

    OdpowiedzUsuń
  33. TT bardzo ułatwiła mi życie, bardzo ją lubię - próbowałam tylko wersję oryginalną, może Salon Elite sprawdziłaby się u mnie jeszcze lepiej? Miałam też do czynienia z "odpowiednikiem" i po kilku tygodniach zamiennego stosowania poszedł w kąt całkowicie, wydawał mi się taki toporny i mało delikatny.

    OdpowiedzUsuń
  34. Lubie te szczotki, choc na codzien i tak uzywam najzwyklejszej bo i taka sprawdza sie u mnie rewelacyjnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Na moim blogu też pojawił się post o tej kultowej szczotce :) zastanawiałam się czy tą zbędną zresztą informacje umieszczać w komentarzu bo to już zahacza o jakąs autopromocje a tego staram się unikać jak ognia ale może kogoś to zainteresuje,mimo wszystko :) przyznam,że masz sporą "kolekcję" tych szczotek.Ja posiadam tylko wersję original i compactową ale nie rozstaję się z nimi na krok :)

    OdpowiedzUsuń

_________________________________________________

Masz do mnie jakiekolwiek pytanie? Zadaj je proszę pod najnowszym wpisem. :-)

Wszystkie komentarze zawierające autopromocję i aktywne linki reklamowe nie będą publikowane. Dotyczy to również marketingu szeptanego uskutecznianego przez firmy (w tym także niezwiązane z tematyką bloga).

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! ♡
Pozdrawiam serdecznie,
Agu
__________________________________________________