Co najbardziej pogarsza stan mojej cery?

wtorek, kwietnia 17, 2018 19

Co najbardziej pogarsza stan mojej cery?

Moja cera od zawsze sprawia mi problemy. Co prawda nigdy nie dotknął mnie trądzik z prawdziwego zdarzenia, ale już w okresie dojrzewania borykałam się z rozszerzonymi porami, ogromem zaskórników i wypryskami. Później na kilka lat sytuację uspokoiły tabletki antykoncepcyjne, jednak po ich odstawieniu problem wrócił ze zdwojoną siłą. Moja skóra z mieszanej, ze skłonnością do odwadniania stała się typowo tłusta, mocno zanieczyszczona, a w dodatku dość uwrażliwiona. Choć z pozoru wydaje się być gruba, to łatwo ją podrażnić. Nieobce są mi grudki, zaskórniki zamknięte i otwarte, bolące gule, z którymi nic nie da się zrobić, czy też tradycyjne pryszcze. Staram się o cerę dbać kompleksowo dlatego zaczęłam bacznie obserwować, co poza pielęgnacją jej pomaga, a co szkodzi. Dziś opowiem Wam co ma najgorszy wpływ na stan mojej twarzy i pleców, ponieważ to właśnie na nich trądzik rozhulał się na dobre. Tym postem rozpoczynam też cykl dedykowany problemom skórnym na tle hormonalnym oraz moim zmaganiom i walce z nimi. Mam nadzieję, że będziecie mi towarzyszyć, a tymczasem zapraszam do dalszej części wpisu!

Pewnie będziecie pytać - na zdjęciu świetna, pieniąca się maseczka Tony Moly Tako Pore Bubble Pore Pack. Widocznie oczyszcza skórę z nadmiaru sebum, ponadto ściąga i zwęża pory. Tuż po jej zmyciu cera jest jaśniejsza, bardziej promienna i przyjemnie czysta. A to urocze opakowanie wymiata, niebawem napiszę o niej więcej. :)








 
CUKIER

Nie wiem, czy wiecie, ale do niedawna byłam wręcz uzależniona od cukru. Słodka kawa, czekolada i inne tego typu przekąski, to nie tylko zguba dla mojej sylwetki, ale też dla cery. Gdy sobie pofolguję i na przykład przez kilka dni z rzędu pochłonę sporą ilość cukru w różnej postaci, to moja skóra zamienia się w niezłe pobojowisko i wygląda naprawdę koszmarnie.

STRES

Mój organizm bardzo szybko odpowiada na sytuacje stresowe i nieźle się buntuje. Kiedy mam chociażby zbyt dużo pracy i obowiązków na głowie, to od razu widać to po mojej skórze. Robi się szara, zaczerwieniona, łatwiej się podrażnia, na policzkach pojawiają się suche skórki, a pory wydają się na jeszcze większe niż zwykle. 

POT

Niestety odkąd regularnie ćwiczę na siłowni zauważyłam, że moje skóra twarzy (głównie czoło i skronie) oraz pleców jest w trochę gorszej formie. Choć zawsze trenuję w związanych włosach, bez grama makijażu, w oddychającej koszulce, a tuż po biorę prysznic, to siłą rzeczy pocę się w trakcie wysiłku. Nadmiar sebum, zewnętrzne zanieczyszczenia, martwy naskórek - to wszystko w efekcie przyczynia się do powstawania nowych krostek i zaskórników. Obecnie jestem na etapie poszukiwania rozwiązania tego problemu. :-(

ALKOHOL

W tym przypadku od zawsze widziałam zależność - jeśli wypiję alkohol (najczęściej wieczorem, na jakiejś imprezie), to na drugi dzień rano od razu na mojej skórze pojawiają się drobne, ale dość bolesne krostki. Samo znaczenie ma także rodzaj wypitego alkoholu - np. wino jest dla mnie bardziej łaskawe niż babski drink, w którym zazwyczaj nie brakuje słodkiego napoju.

BRAK SNU

Jeśli nie dosypiam, od razu to widać po mojej twarzy. Staje się szara, a jednocześnie na policzkach pojawiają się czerwone plamki, suche skórki. Łatwiej ją podrażnić i szybciej się zanieczyszcza, w szczególności na nosie i brodzie. 

NIEODPOWIEDNIE KOSMETYKI

Źle dobrane kosmetyki również potrafią narobić sporo szkód. Cały czas obserwuję jakie składniki mi szkodzą, a jakie faktycznie pielęgnują. Unikam na przykład kremów z parafiną, bo wiem, że regularnie stosowane mnie zapychają, a wtedy mój nos jest cały w czarnych kropkach. Ostrożnie wprowadzam też nowości, szczególnie te silnie oczyszczające ponieważ potrafią mnie podrażnić lub przesuszyć. Twarz czerwona niczym burak, swędzenie i pieczenie nie są mi obce, dlatego z reguły pamiętam o próbach alergicznych na małym obszarze ciała.

O ten peeling dużo z Was pytało na instagramie! Po pierwszej aplikacji Tołpa dermo face sebio peeling 3 enzymy nieco mnie zawiódł, ale za drugim razem, gdy broda i nos usiane były w suchych skórkach doceniłam jego działanie. Skutecznie radzi sobie ze złuszczaniem martwego naskórka, a jednocześnie nie podrażnia. Początkowo odczuwalne jest delikatne szczypanie (u mnie głównie na policzkach), które po chwili mija, nie dochodzi do  żadnego zaczerwienienia.



















 
NIEWŁAŚCIWA PIELĘGNACJA

Aby utrzymać skórę w równowadze muszę balansować pomiędzy jej złuszczaniem a oczyszczaniem. Gdy przesadzę w którąś stronę (stosując nawet najlepsze, najbardziej sprawdzone kosmetyki) kończę z wysypem nowych niedoskonałości (treściwe formuły na dłuższą metę zapychają mi pory) lub podrażnieniem. Staram się więc obserwować cerę i słuchać jej potrzeb, ale nie zawsze wychodzi. ;-)

NABIAŁ

Zauważyłam, że nabiał spożywany w nadmiarze również nieco mi szkodzi. Nie jest to może duży problem, ale w momencie kiedy mocno go ograniczyłam cera wyglądała lepiej, dlatego teraz badam jak wszystkie produkty tego typu wpływają na moją skórę. Nie chodzi już nawet o same wypryski, a o np. zaczerwienione miejsca na ciele, np. na ramionach.

ZMIANA WODY

Niestety na wszystkich wyjazdach muszę myć twarz wodą mineralną ponieważ wszelka zmiana wody mi wyjątkowo nie służy. :( Cera od razu zaczyna się silniej przetłuszczać w strefie T, wysypuje mnie, a makijaż gorzej się trzyma. Zdarzają się też suche, czerwone placki na policzkach.

Jak same widzicie, sporo tego jest, a moja skóra obecnie jest szczególnie mocno uwrażliwiona na działanie różnych czynników. Niektóre z nich jestem w stanie wyeliminować np. te wynikające z niewłaściwego sposobu odżywiania, ale nie na wszystkie mam wpływ. Stresu nie da się wyeliminować z życia całkowicie, choć pewnie wszystkie bardzo byśmy chciały. ;-)

Dziewczyny, jestem bardzo ciekawa jakie Wy macie problemy z cerą i co najbardziej pogarsza jej stan, koniecznie dajcie znać! Może jeszcze na coś powinnam zwrócić szczególną uwagę? Wszystkie rady mile widziane, bo moja skóra przeżywa istny armagedon.
Zużyłam fajne kosmetyki!

środa, kwietnia 11, 2018 12

Zużyłam fajne kosmetyki!

Uzbierałam pełną siatkę pustych opakowań po kosmetykach i zanim je wyrzucę postanowiłam co nieco o nich opowiedzieć. Zużyłam bowiem same fajne produkty, do których jeszcze z pewnością nie raz wrócę. Część z nich znacie już z moich postów, inne przedstawię po raz pierwszy. Mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie. :-)


Nie wiem, czy też tak macie, ale mi puste buteleczki sprawiają radość. :D Poza tym sama lubię śledzić wpisy tego typu, ponieważ mini recenzje po zużyciu danego kosmetyku do cna są przydatne.

Le Frosch, Capitis Duo, szampon przeciwłupieżowy

Mój ulubieniec. Jeśli zaglądacie do mnie regularnie, to wiecie, że nie potrafię się bez niego obejść. Fantastycznie uspokaja skórę głowy, doskonale oczyszcza, a przy tym także koi i łagodzi. Jeżeli macie problem z nawracającym łupieżem, czy świądem, koniecznie dajcie mu szansę. Kupuję go zazwyczaj w aptece Gemini online, bo tam jest najtańszy. Klikam kilka butelek i mam zapas. W aptece pod moim domem ma 100% wyższą cenę, więc same rozumiecie.


La Roche-Posay Effaclar Duo, krem zwalczający niedoskonałości

Kolejny hit, tym razem do pielęgnacji cery. Stosuję go ostatnio z przerwami, bo zauważyłam, że moja skóra  na dłuższą metę nieco się do niego przyzwyczaja. Sięgam więc po Effaclar Duo [+] zawsze wtedy, gdy widzę, że z moją cerą zaczyna dziać się  coś niedobrego i tracę nad nią kontrolę. Krem widocznie wycisza wszystkie krostki, przyspiesza ich gojenie, redukuje grudki i pomaga w oczyszczaniu twarzy oraz rozjaśnieniu blizn po wypryskach. Lubię go również za to, że  mnie nie podrażnia, nie powoduje szczypania, zaczerwienienia, czy nadmiernego łuszczenia. Kupuję go zawsze tam, gdzie znajdę jakąś promocję.


La Roche-Posay Effaclar, oczyszczający żel do skóry tłustej

O tym żelu wspominałam już kilka razy. Lubię go za uczucie świeżości i oczyszczenia jakie zapewnia mojej twarzy. W połączeniu ze szczoteczką soniczną daje świetne efekty. Nie przesusza, nie powoduje uczucia ściągnięcia, dobrze się pieni i jest szalenie wydajny. Taka duża butla wystarcza mi na kilka długich tygodni mycia twarzy i pleców (mam problem z trądzikiem i chcę mieć pewność, że wszystkie kosmetyki typu szampon, czy odżywka są porządnie zmyte). Podobnie jak krem, żel kupuję w aptekach online.

Ziaja, Oczyszczanie - Liście Manuka, Żel myjący normalizujący

Dobry i tani. Na równi z Effaclarem może nie jest, ale śmiało mogę go nazwać niezłą alternatywą. Zapewnia czystość, świeżość, a zarazem brak podrażnień. Dobrze radzi sobie z problematyczną cerą, tak jak poprzednik wyposażony jest w wygodną pompkę i zaskakuje wydajnością. 

Evree, różany tonik do twarzy

Tonik był kiedyś pomijanym kosmetykiem w mojej codziennej pielęgnacji, dziś schodzi niczym woda. Używam go rano, tuż po umyciu twarzy i przed nałożeniem kremu, w ciągu dnia, w roli odświeżającej mgiełki oraz wieczorem - jest jednym z etapów demakijażu. Ten różany naprawďę świetnie się sprawdzał - był delikatny, odświeżał, dodawał energii, łagodził i przygotowywał skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych.


Isana, Lovely Winter, Sweet Feelings, kremowe żele pod prysznic

Żele pod prysznic marki Isana goszczą pod moim prysznicem od lat. Lubię je za ciekawe zapachy, skuteczność oczyszczania, delikatność i niską cenę. Dobrze się pienią, mają poręczne opakowania, więc naprawdę często je kupuję. Zazwyczaj zgarniam kilka  butelek przy okazji jakiejś promocji. Tak było i tym razem, oba zapachy pochodzą ze świątecznej edycji limitowanej. Są ciepłe, otulające i przyjemnie relaksujące, ale teraz czas na coś bardziej energetyzującego.











Bielenda, Vegan Friendly, Masło do ciała karite

Moja skóra z roku na rok staje się coraz bardziej wymagająca. Spełniam więc jej potrzeby i regularnie wcieram masła do ciała. Od tego typu kosmetyków oczekuję, aby porządnie nawilżały, miały treściwą formułę, szybko się wchłaniały i nie pozostawiały lepkiej warstwy. Masełko Bielendy idealnie wpisało się w moje potrzeby. Skóra wręcz je pije, tuż po prysznicu od razu mogę się ubrać, a subtelny zapach nie drażni nosa. Co więcej, zauważyłam wyraźne zmiękczenie, uelastycznienie i wygładzenie naskórka. To naprawdę udany produkt do codziennej pielęgnacji.

Dziewczyny, a Wy jakie zużyłyście ostatnio kosmetyki? :-)
Promocja -55% w Rossmannie - co warto kupić? jakich kosmetyków lepiej unikać i dlaczego tym razem nie zrobię zakupów

poniedziałek, kwietnia 09, 2018 25

Promocja -55% w Rossmannie - co warto kupić? jakich kosmetyków lepiej unikać i dlaczego tym razem nie zrobię zakupów

Promocja w Rossmannie ruszyła dziś rano, a co niektóre, bardziej aktywne klientki mogły skorzystać z niej już od trzeciego kwietnia. Ja tym razem odpuszczam i poniżej zdradzam dlaczego. Przygotowałam jednak garść fajnych kosmetyków, które szczerze mogę Wam polecić. Enjoy!



PROMOCJA -55% NA KOSMETYKI KOLOROWE W ROSSMANNIE

Po raz pierwszy drogeria odeszła od -49% i ujednoliciła rabaty. Tym razem obowiązuje wyłącznie zniżka -55% dla wszystkich osób posiadających kartę Rossmanna (rejestracja po pobraniu aplikacji trwa dosłownie kilka sekund). Z tego co patrzyłam w aplikacji nie ma limitu na ilość kosmetyków. Wrzuciłam do koszyka jeden i rabat normalnie się na liczył. 

JAKIE KOSMETYKI WARTO KUPIĆ?

Przeglądów i polecajek na blogu było mnóstwo, więc tym razem przygotowując post chciałam się skupić na swoich obecnych ulubieńcach i kilku ciekawych nowościach w mojej kosmetyczce. Jeśli wciąż zastanawiacie się co wybrać zapraszam do dalszej części wpisu. Stare wpisy także Wam podrzucę niżej.

Z akcesoriów do makijażu polecę Wam gąbeczkę Wibo Pro Beauty Sponge -świetna i tania! Nie jest twarda, ma porowatą strukturę, pod wpływem wody rośnie i robi się elastyczna, dobrze rozkłada podkład, korektor i puder, szybko się czyści, nie odbarwia się po myciu. Mocny konkurent Beautyblendera i Blend it.

Poza kultową już maskarą L'Oreal Volume Million Lashes So Couture, maskarami Eveline, czy żółtą Lovely warto zwrócić uwagę na Deborah Milano Double Effect. Posiada szczoteczkę, którą możemy przekręcać i zmieniać ustawienie silikonowych ząbków, fajnie rzęsy rozdziela, podkręca, wydłuża i lekko pogrubia. Nie rozmazuje się w ciągu dnia. Bardzo ją lubię, to już moje drugie opakowanie.

Drugim tuszem, odkrytym stosunkowo niedawno jest Wibo Volume Drama. Nie spodziewałam się, że polubię dość włochatą szczoteczkę, a jednak. Ładnie rzęsy unosi, rozczesuje i pozwala uzyskać wyrazisty efekt bez sklejania. Dobrze pogrubia, wydłuża i trzyma skręt zalotki. 


Podkłady poza klasykami typu Revlon polecę Wam trzy. Jeśli szukacie czegoś długotrwałego, ładnie kryjącego, co nie robi maski i nie ma płaskiego wykończenia, koniecznie spróbujcie Deborah Milano Extra Matt Perfection. Podkład ma ładny odcień, nieobciążającą formułę i dobrze dogaduje się w zasadzie z każdym rodzajem cery. 

L'Oreal True Match, kiedyś przeze mnie bardzo nielubiany teraz zdaje egzamin. Albo zmienił formułę, albo moja skóra po prostu jest już inna jednak bardzo go lubię. Nie jest super kryjący, jednak ujednolica drobne niedoskonałości, wypada na twarzy dość lekko i nieźle się trzyma nawet w przetłuszczającej się strefie T. Lubi  jednak podkreślać suche skórki.

Bell HYPOAllergenic Aqua Jelly Make-Up to podkład lekki, bardziej nawilżający niż matujący. Dobrze jednak trzyma w ryzach strefę T, a jednocześnie wypada na twarzy zdrowo i naturalnie. Nie podkreśla rozszerzonych porów, ani suchych skórek, ma ciekawą konsystencję i jasne odcienie w gamie. 

***



***

W przypadku korektorów popularnością cieszy się oczywiście Maybelline z gąbeczką, ale zwróćcie też uwagę na nowość od Lovely Liquid Camouflage. Ma duży apliakator, podobny do tego z MUR, naprawdę dobrze kryje, a jednocześnie nie obciąża skóry pod oczami i nie podkreśla zmarszczek. Plusem są też jasne kolory.

Druga nowość godna polecenia, to Rimmel Lasting Finish Breathable. Już mniej kryjący (ale wciąż maskujący zasinienia) niż Wibo, za to bardziej rozświetlający i odświeżający spojrzenie. Bardzo udany kosmetyk.


W kwestii pudrów, myślę, że największą popularnością cieszą się te od Wibo i Lovely - bambusowy, ryżowy, HD i tak dalej, ale w innych szafach również znajdziecie kilka ciekawych perełek. 

Po pierwsze sypki puder Dress Me Perfect od Deborah Milano. Porządnie utrwala i scala makijaż, a zarazem nie tworzy płaskiego efektu i maski. Optycznie też maskuje pory i wygładza skórę. Bardzo, ale to bardzo go lubię. 

Po drugie, puder L’Oréal Paris, True Match Prestige, który jest kosmetykiem w kompakcie nadającym się według producenta do wszystkich typów cery. Ja go polubiłam głównie za aksamitne wykończenie i właściwości zmiękczające optycznie strukturę skóry. Idealnie ukrywa moje rozszerzone pory na nosie, a jednocześnie nie zmienia odcienia podkładu. Jest świetny do torebki. W zestawie jest gąbeczka, którą można wyprać i wygodne lusterko. 

Kolejny dobry puder również jest z szafy Deborah Milano. Bardzo lubię tę markę i mam nadzieję, że kiedyś będzie dostępna w każdym Rossmannie. Puder Cipria Formula Pura jest wolny od parabenów, silikonów, parafiny i innych śmieci, a naprawdę dobrze radzi sobie z gruntowaniem makijażu, utrzymywaniem matu i jednocześnie wygładzaniem skóry. To już moje drugie opakowanie, wcześniej zużyłam również puder La Cipria, o którym pisałam tutaj


Cieliste kredki - tutaj u mnie wciąż króluje MAx Factor, ale jak dorwiecie Deborah 2 in 1 Kajal & Eyeliner Gel w odcieniu 06, to kupujcie w ciemno. To kredka mięciutka, trwała, doskonale napigmentowana i w ładnym, odcieniu nude.

Róże - Lovely i Wibo, czyli tanio i dobrze, ale to już doskonale wiecie. A poza tym znów Deborah Milano i ich wypiekana seria. Mam dwa odcienie i używam z powodzeniem. Zapewniają jedwabiste, lekko rozświetlające wykończenie i fundują efekt zdrowych, naturalnie wyglądających rumieńców na policzkach.

Co do palet, to poza paletkami Wibo nie miałam okazji testować innych, ale słyszałam wiele dobrego o nowościach z Lovely (Peach Desire, Choco Bons) i Eveline Burn. Koleżanka ma tą ostatnią i bardzo sobie chwali. 

Koniecznie zwróćcie też uwagę na kremowe cienie Revlon Colorstay. Ten z numerkiem 710, to mój must have do ekspresowego podkreślenia oczu! Przyjemnie kremowy, super napigmentowany, łatwy w pracy i trwały. 


Jeśli chodzi o pomadki, to moimi nieustającymi faworytkami od wielu miesięcy są Deborah Milano Fluid Velvet Mat Lipstick, o których pisałam m.in. tutaj. Trwałe, super napigmentowane, nieprzesuszające ust, kremowe i komfortowe w noszeniu. Na co dzień ulubione odcienie, to 02 i 08.

Ostatnio często noszę także pomadkę Wibo Million Dollar Lips w odcieniu 01, czyli ciemny, brudny, zgaszony róż. Nie jest może najtrwalsza, ale i tak ją lubię. Ma wykończenie satynowego matu i estetycznie się zjada.

Rozświetlacz uwielbiam złoty z Lovely Gold Highlighter, ale z Wibo też są ekstra. Polecałam Wam je już wielokrotnie.

No i brwi - tutaj rządzi według mnie pomada z Wibo, która nie ma sobie równych. Sama sięgam po odcień Soft Brown, który pasuje zarówno brunetkom, jak i blondynkom.

***



***


CZEGO NIE POLECAM?

Bardzo rozczarowała mnie nowa wersja korektora L'Oreal True Match i radzę trzymać się od niego z daleka. Skóra pod oczami piecze, szczypie, a same oczy łzawią tuż po nałożeniu. Wiem, że nie tylko ja mam ten problem. Post o nim klik.

Maybelline Vivid Matte Liquid - pomadki nie zastygają i brudzą wszystko wokół. Wylewają się poza kontur ust i są fatalne w noszeniu.

SINSKIN, fluid rozświetlający Must.Have True Luminous Foundation - podczas zakupów weźcie pod uwagę, że np. odcień W20 okropnie oksyduje!


DLACZEGO NIE KUPUJĘ?

Prowadząc bloga, siłą rzeczy kosmetyków mam sporo. Już jakiś czas temu ograniczyłam zakupy tego typu, więc nie dam się ponieść promocji. ;) Tym bardziej, że obecnie na 150% walczę o swoje zdrowie, sylwetkę i formę - zaczęłam między innymi przygodę z siłownią, na której od prawie miesiąca jestem cztery razy w tygodniu. Ćwiczę z trenerką, zdrowo się odżywiam i w tym momencie wolę przeznaczyć pieniądze na trening niż kolejny podkład, czy tusz do rzęs. ;) Poza tym regularne ceny w Rossmannie są dość wysokie, często online niektóre kosmetyki mają naturalnie niższe ceny niż te w promocji -55%. Odpychają mnie także tłumy. Dziś weszłam do Rossmanna po nić dentystyczną i płyn do płukania mimo mówienia "przepraszam" ciężko było się swobodnie poruszać po sklepie. Przy szafach było czarno. ;) Chyba po prostu z tego wyrosłam. Wciąż jednak uważam, że to dobra okazja do uzupełnienia zapasów, czy zakupów jeśli nie lubicie kupować kosmetyków w ciemno, czyli przez internet.

Życzę Wam, abyście na spokojnie kupiły wszystkie produkty jakie macie w planach. :-) Dajcie znać w komentarzach, czy zamierzacie skorzystać z tej okazji, na co polujecie i czy już zrobiłyście pierwsze zakupy! 




Nowości: NeoNail Thermo Color by Dawid Woliński i Klub NeoNail

wtorek, kwietnia 03, 2018 12

Nowości: NeoNail Thermo Color by Dawid Woliński i Klub NeoNail

Dziś mam przyjemność zaprezentować Wam gorące nowości, jakie przygotowała dla nas marka NeoNail! W dalszej części wpisu przedstawię Wam z bliska nową kolekcję lakierów termicznych NeoNail Thermo Color by Dawid Woliński i opowiem o Klubie NeoNail, który dziś ma swą premierę! 


NeoNail Thermo Color by Dawid Woliński 

Marka NeoNail nie próżnuje i nieustannie rozpieszcza nas nowościami. Niedawno w sprzedaży pojawiła się nowa kolekcja termicznych lakierów hybrydowych, którą zaprojektował sam Dawid Woliński. W skład linii wchodzi 9 iście wiosennych, pastelowych  odcieni zmieniających kolor pod wpływem różnicy temperatur. Inspiracją dla słynnego projektanta były emocje, często zmienne, mocne, które dopadają nas wraz z nadejściem każdej wiosny. 

Lakiery termiczne NeoNail charakteryzują się oryginalną formułą, dzięki której odcień lakieru zmienia się w zależności od temperatury. Gdy wzrasta barwa hybrydy jaśnieje, gdy spada emalia ciemnieje. Dzięki temu manicure zyskuje na wielowymiarowości, a na naszych paznokciach przez większość czasu gości efekt ombre.



W kolekcji NeoNail Thermo Color by Dawid Woliński znajdziemy następujące odcienie:

6631 GLOSSY SATIN - pudrowy róż w połączeniu z jasną, pastelową brzoskwinią;
6632 DELIKATE LACE - pastelowy róż zmieniający się w jasny delikatny, rozbielony róż;
6633 BRILLIANT TULE - pastelowy, ciemniejszy róż, jaśniejący pod wpływem temperatury;
6634 FLOSSY VELVET - lawendowy fiolet w duecie z pastelowym różem;
6635 SMOOTH VELOUR - ciemny, brudny fiolet w połączeniu ze swoją jaśniejszą, soczystą wersją;
6636 SOFT CASHMERE - liliowy fiolet zamieniający się w jasny, cyjanowy błękit;
6637 SILKY TOUCH - ciepły fiolet z domieszką niebieskiego w połączeniu z błękitem;
6638 LIGHT CHIFFON - seledyn w duecie z pistacją;
6639 CREAMY SILK - pistacjowa oliwka zmieniająca się w jasną, jaśminową zieleń;


Na powyższym próbniku widzicie kolory w temperaturze pokojowej, natomiast na zdjęciu poniżej uchwyciłam jak zmieniają swą barwę pod wpływem zanurzenia ich w gorącej wodzie. Same przyznajcie, że to super efekt!


Trudno mi było wybrać faworyta całej linii, wszystkie kolory bowiem są dobrze napigmentowane (na próbnikach i na moich paznokciach dwie warstwy wystarczyły do pełnego krycia bez smug i prześwitów), odpowiednio gęste i łatwe w aplikacji. Odcienie przywołują wiosnę, na którą bardzo czekam i wszystkie są bardzo trafione, jednak tym razem manicure wykonałam Delicate Lace i Brilliant Tule. Z paznokciami niczym pastelowe, soczyste, różowe cukierki nawet szaruga za oknem mi niestraszna!


Lakiery z linii Thermo Color są same w sobie na tyle efektowne, że nie kombinowałam ze zdobieniami. Myślę, że te połączenie kolorów się wystarczająco broni i przykuwa uwagę. Manicure wykonałam tradycyjnie, tak jak zawsze wykonujemy hybrydę:

→ Odsuwamy skórki, nadajemu paznokciom jednakowy kształt za pomocą pilnika o gradacji 100/180 i przechodzimy do zmatowienia płytki blokiem polerskim.
→ Odtłuszczamy płytkę  Nail Cleanerem i nanosimy cienką warstwę bazy Hard Base. 
→ Umieszczamy dłoń w lampie LED 24W/48W ECO na 30 sekund.
→ Aplikujemy pierwszą warstwę lakieru hybrydowego. Odcień Brilliant Tule ląduje na małym palcu i palcu serdecznym, Delicate Lace na pozostałych.
→ Wkładamy dłoń do lampy, utwardzamy, a następnie aplikujmy drugą, cienką warstwę i znów utwardzamy.
→ Pora nałożyć lakier nawierzchniowy, wszystkie paznokcie pokrywamy Hard Top, przemywamy Nail Cleanerem i gotowe!

Klub NeoNail

Teraz pora na jeszcze gorącą nowość, Klub NeoNail ma bowiem dziś swą premierę! 

Co to takiego? Jest to program lojalnościowy w formie aplikacji mobilnej. Za jej pomocą możemy zbierać punkty za zakupy zarówno w sklepie internetowym, jak i w wybranych punktach stacjonarnych.

Jak to działa? Podczas zakupów wpisujemy numer karty w sklepie internetowym lub pokazujemy ją stacjonarnie przy kasie. Następnie zebrane punkty możemy wymienić na nagrody dostępne w katalogu nagród, są to produkty NeoNail. Wszyscy Klubowicze mają także dostęp do świetnych promocji, ciekawych konkursów i quizów, które dostępne są tylko w aplikacji.

To nie wszystko! Do 20 kwietnia każdy nowy Klubowicz otrzymuje rabat na zakupy -15% (specjalny kod zniżkowy dostępny będzie po zalogowaniu) w sklepie internetowym NeoNail. Rabat ważny jest przez 48 godzin (aplikacja odmierza czas) i jest jednorazowego użytku. Od 21 kwietnia natomiast obowiązywać będzie -10% na pierwsze zamówienie. 

Uwaga! Pierwsze 1000 osób, które ściągnie aplikację otrzyma kod rabatowy - 10% z dopiskiem GRAWER. Po zrobieniu zakupów i wykorzystaniu kodu w przeciągu 48h użytkownik otrzyma gratis do zamówienia lakier z najnowszej kolekcji Thermo Color by Dawid Woliński z unikatowym grawerem #Klub NeoNail. 

Aplikacja do pobrania dostępna jest w Google Play oraz App Store.

Wszystkie informacje dotyczące aplikacji, linki do jej pobrania, regulamin i korzyści, które płyną z dołączenia do Klubu NeoNail znajdziecie na stronie klub.neonail.pl

Dziewczyny, to jak? Jesteście już gotowe na wiosnę? Ja z moim nowym manicure NeoNail zdecydowanie tak! 
5 tanich kosmetyków kolorowych, które bardzo lubię!

poniedziałek, kwietnia 02, 2018 21

5 tanich kosmetyków kolorowych, które bardzo lubię!

Dawno nie polecałam Wam drogeryjnych hitów, a w mojej toaletce sporo przecież tanich perełek. :) Przedstawiam dziś więc moich makijażowych faworytów - nie rujnują portfela, sprawdzają się naprawdę świetnie i moim zdaniem warto je kupić. Zobaczcie jakie kosmetyki naprawdę lubię!



BELL HYPOALLERGENIC AQUA JELLY MAKE-UP

Nie sądziłam, że podkład ten tak dobrze spisze się na mojej wymagającej i przetłuszczającej się skórze, a jednak bardzo go polubiłam. Nie zapewnia spektakularnego krycia, ale kamufluje drobne zmiany i niedoskonałości, więc dla mnie w tym momencie jest idealnym fluidem na co dzień. Ma jasny odcień, ładnie stapia się z cerą, nie podkreśla rozszerzonych porów i suchych skórek, co dla mnie jest szalenie ważne (to jeden z moich największych problemów obecnie), ma zdrowe, naturalne wykończenie i nie tworzy maski. Jest bardziej nawilżający niż matujący, ale utrwalony pudrem dobrze się utrzymuje, a gdy już po kilku godzinach zaczyna się ścierać - u mnie to strefa T, głównie nos i broda, to robi to w sposób nierzucający się w oczy. Ma też ciekawą konsystencję, która jest łatwa w pracy - podkład wygląda ładnie nałożony zarówno pędzlem, jak i gąbeczką. W sieci można go kupić już za około 25zł, według mnie naprawdę warto.


MAKEUP REVOLUTION, CONCEAL & DEFINE CONCEALER

Na fali zachwytów popłynęłam i kliknęłam jeden egzemplarz na próbę. Zdecydowałam się na odcień C6 i to był dobry traf. A sam korektor jest naprawdę świetny. Wiem, że niektóre z Was mogą mieć już dość zachwytów na jego temat, ale polubiłam go od pierwszego użycia i stosuję regularnie. Dobrze kryje, ładnie rozjaśnia, nie przesusza skóry i nie oksyduje. Jedyne zastrzeżenie mam do tego, że nieutrwalony potrafi wchodzić w zmarszczki i je podkreślać, dlatego trzeba szybko go zagruntować. Wtedy wygląda ładnie, gładko i jest nie do ruszenia przez cały dzień. Posiada wygodny, duży aplikator, z którym łatwo się pracuje. Wadą może być jeszcze jego słaba dostępność - często jest wyprzedany (w ekobieca.pl była niedawno spora dostawa!) i kiepska wydajność/mała pojemność - korektora szybko ubywa z opakowania. Cena jednak jest przyjazna dla portfela (19,90zł/3,4ml), więc jestem w stanie mu to wybaczyć. 



MY SECRET, MATT EYE SHADOW, GLAM&SHINE EYE SHADOW

Te cienie, to prawdziwe petardy, a kosztują grosze, w promocji można je upolować już za kilka złotych (za piątaka!). Matowy, jasny beż 505 to chyba najładniejszy cielisty cień jaki posiadam. W dodatku ma niesamowitą pigmentację i bardzo przyjemną konsystencję. Sprawdza się idealnie w roli bazowego cienia na powiekach, można wyczyścić nim okolice wokół oka - podkreślić łuk brwiowy, wyostrzyć zakończenie kreski, czy nawet oczyścić obszar pod okiem. Natomiast te z linii glam&shine posiadają fenomenalne, błyszczące, metaliczne wręcz wykończenie, które obłędnie prezentuje się na oku! Jeden cień robi cały makijaż, a pigmentacja także zachwyca. Jeśli nie miałyście jeszcze okazji ich próbować, to koniecznie zerknijcie do szafy My Secret. 


LOVELY NATURAL BEAUTY BLUSHER 01

Róże z Wibo i Lovely były jednymi z moich pierwszych i do tej pory do nich wracam. Ten ze zdjęcia jest ze mną już jakiś czas, a kompletnie o nim zapomniałam. Obecnie za jego pomocą przywołuję wiosnę. Ma jedwabistą formułę i satynowe wykończenie oraz dziewczęcy, odświeżający odcień różu. Fajnie uzupełnia każdy makijaż i trudno z nim przesadzić, rozkłada się bez plam, czy smug. Pyli w granicach normy, nie ściera się w ciągu dnia. Przyjemny kosmetyk w niskiej cenie - w nadchodzącej promocji -55% w Rossmannie będzie kosztował około 16zł. 

HEAN LUXURY  MATTE LIQUID LIPSTICK

Kolejne matowe pomadki w płynie - moje ostatnie odkrycie, które bardzo polubiłam. Są trwałe, dobrze napigmentowane,  a zarazem lekkie - nie tworzą skorupki i  nie przesuszają ust. Szybko zastygają, ścierają się w ładny sposób i co ważne, nie łuszczą się od wewnętrznej strony ust. Nosi się je bardzo komfortowo, bez obaw o wygląd makijażu. Posiadam dwa odcienie 07 Bordo Passion, który jest głęboką i zgaszoną, ciemną czerwienią, oraz 03 Silky Rouge będący jasnym różem. Na moich ustach wypada jaśniej niż na swatchu, nazwałabym go nudziakiem na granicy dobrego wyglądu - na ciemniejszych karnacjach będzie się odznaczać. Poluję jeszcze na kolor 01 Amy, ale ciągle jest wyprzedany. Pomadki kosztują niecałe 17zł i dostępne są np. tutaj

Na koniec wrzucam jeszcze swatche. ;-) 

Dajcie znać czy miałyście do czynienia z wymienionymi przeze mnie kosmetykami i jakie tanie hity do makijażu Wy możecie polecić! :-)
NeoNail Nude Stories - elegancja w najpiękniejszym wydaniu

czwartek, marca 29, 2018 28

NeoNail Nude Stories - elegancja w najpiękniejszym wydaniu

Dziś prawdziwa gratka dla miłośniczek ponadczasowej elegancji, delikatności i subtelnego piękna! Z przyjemnością przedstawiam Wam nową kolekcję NeoNail Nude Stories, czyli 7 lakierów hybrydowych w odcieniach jasnych, stonowanych beży idealnych na każdą okazję. Zobaczcie te cuda z bliska!



Nude oznacza piękno

Nude, to dla mnie nieśmiertelna klasyka, która zawsze się obroni, bo wygląda efektownie niezależnie od sytuacji i pasuje każdemu. Dodaje subtelności, delikatności, a jednocześnie niesamowicie podkreśla kobiecość. Tyczy się to zarówno całej stylizacji, jak i samego manicure - przyznacie chyba, że paznokcie podkreślone cielistym lakierem nigdy nie przestaną zachwycać i ozdabiać kobiecych dłoni. :) Sama uwielbiam nosić tego typu odcienie, ponieważ pozwalają mi poczuć się zadbaną o każdej porze.


NeoNail Nude Stories

W asortymencie NeoNail od dawna dostępne są już oczywiście lakiery w odcieniach nude, lecz kolekcja Nude Stories jest kwintesencją naturalnego piękna i łączy ze sobą kolory odpowiednie dla różnych karnacji. Ciężko zdecydować się na jeden ponieważ wszystkie są obłędnie piękne. Zobaczcie i oceńcie same! 

6051 INDEPENDENT WOMEN - przepiękny jasny, rozbielony beż,
6052 FEMME FATALE - mieszanka beżu i szarości posiadająca chłodne tony,
6053 CLASSY QUEEN - cielisty odcień z domieszką chłodnej tonacji,
6054 INNOCENT BEAUTY - jasny beż w ciepłej tonacji,
6055 MODERN PRINCESS - bardzo uniwersalny, elegancki beż,
6056 MADAME DE MODE - stonowana beżowa brzoskwinia,
6057 SWEET MILADY - zgaszony, przybrudzony beż, najbardziej różowy ze wszystkich.

Od góry: Independent Women, Femme Fatale, Classy Queen, Innocent Beauty, Modern Princess, Madame De Mode, Sweet Milady



Jak wypadają lakiery z linii Nude Stories w praktyce?

Jeśli obawiacie się, że jasne odcienie nie będą dość dobrze napigmentowane, to w tym momencie uspokajam - wszystkie kolory pięknie kryją przy dwóch warstwach, a malowanie nimi paznokci to czysta przyjemność. Lakier równo rozkłada się na płytce, nie tworzy prześwitów, ani smug, a dzięki odpowiedniej konsystencji nie rozlewa się na skórki. Wygodne pędzelki pozwalają na precyzję, co dla mnie jest szalenie ważne. 

Nude wcale nie jest nudny!

Wbrew pozorom manicure w odcieniach nude nie musi być nudny. Piękne beże przepięknie ze sobą współgrają i pozwalają na masę możliwości - graficzne wzory, delikatne zdobienia, czy dodatkowe elementy w postaci błysku świetnie urozmaicają wygląd płytki. Możemy eksperymentować do woli. :-) Ja tym razem nie chciałam zbytnich szaleństw, wyszłam z założenia, że na paznokciach ma się coś dziać, mają przyciągać uwagę, jednak całość musi być elegancka i jednocześnie delikatna. Chyba się udało? Przyznaję się bez bicia, że jestem fanką złotych błyskotek i Top Velour, czyli lakieru nawierzchniowego, który zapewnia ciekawe, jakby welurowo-zamszowe wykończenie.



Stylizacja z użyciem lakierów z linii Nude Stories krok po kroku

Stylizacja jest prosta, łatwa, i szybka w wykonaniu, naprawdę nie wymaga wprawy. Takie lubię najbardziej. :)

→ Zaczynamy jak zwykle od odsunięcia skórek oraz opiłowania paznokci w celu nadania im jednakowego kształtu za pomocą pilnika o gradacji 100/180 i przechodzimy do zmatowienia płytki blokiem polerskim.
→ Teraz czas na dokładne odtłuszczenie płytki  Nail Cleanerem i aplikację cienkiej warstwy bazy Hard Base. 
→ Umieszczamy dłoń w lampie LED 24W/48W ECO na 30 sekund.
→ Aplikujemy pierwszą warstwę lakieru hybrydowego. Odcień Independent Women ląduje na małym palcu i palcu wskazującym, Classy Queen na środkowym i kciuku, a palec serdeczny pokryty został przepięknym, drobinkowym złotem o nazwie Champagne Kiss.
→ Wkładamy dłoń do lampy, utwardzamy, a następnie aplikujmy drugą, cienką warstwę i znów utwardzamy.
→ Pora nałożyć lakier nawierzchniowy, kciuk i środkowy palec pokrywamy Top Velour, a pozostałe paznokcie pokrywamy Hard Top, przemywamy Nail Cleanerem i gotowe!


NeoNail Nude Stories - cena i dostępność 

Lakiery z linii Nude Stories mają pojemność 6ml, kosztują 28,50zł za buteleczkę i dostępne są w sklepie internetowym NeoNail oraz w punktach stacjonarnych. 


Dziewczyny, co Wy na to? W też jesteście #teamNude? ;) Ja jestem szczerze oczarowana!