3 x NIE #4 | kosmetyki, których nie polubiłam i nie kupię ponownie

Chyba każda z nas chciałaby spotykać na swej drodze tylko takie kosmetyki, które wpisują się w nasze potrzeby. Niestety, nie jest to takie proste, dlatego dziś o kolejnych trzech produktach na których się zawiodłam. Będzie dziś o pielęgnacji włosów i ciała. Jeśli jesteście ciekawe, dlaczego dzisiejsza trójka się u mnie nie sprawdziła, zapraszam do dalszego czytania. 


wypiekane rozświetlacze Makeup Revolution - golden lights i peach lights

Należę do osób, które musiały dojrzeć do używania rozświetlacza. Przez wiele lat moja cera była mieszana, w kierunku tłustej, a ja usilnie stawiałam na matowy efekt. Błysk na mojej twarzy był niepożądany i gdyby ktoś powiedział mi wtedy, że będę sięgać po kosmetyki rozświetlające, popukałabym się w czoło. Wszystko zmieniło się z biegiem lat. Wraz z metamorfozą mojej skóry, zmianie uległo również moje podejście do makijażu. Wiele się nauczyłam, zmądrzałam i teraz wychodzę z założenia, że kontrolowany błysk wygląda dużo lepiej, a przede wszystkim naturalniej niż całkowity mat. Dlatego cieszę się, że coraz więcej firm posiada w swej ofercie rozświetlacze godne uwagi (czyt. takie, które na skórze dają taflę, a nie nachalne drobiny brokatu). Do pewnego czasu poza kultową Mary-Lou Manizer od theBalm, nie było w czym wybierać. Dziś pokażę Wam dwa fajne kosmetyki, które są godnymi pod względem jakości zamiennikami Mary i jeśli rozpoczynacie swoją przygodę z tego typu produktami, warto się na nie skusić. Kosztują niewiele, a na kościach policzkowych wyglądają naprawdę ślicznie. Część z Was pewnie domyśliła się już, że w roli głównej wystąpi dziś marka Makeup Revolution, która szturmem zdobywa blogosferę. Zapraszam do dalszego czytania. :) 


Must Have: pigmenty Kobo ♥

O pigmentach Kobo słyszałam i czytałam dużo dobrego, ale ciągle odkładałam zakupy na później. Pewnie do tej pory bym ich nie miała, gdyby nie moja koleżanka, która podarowała mi wszystkie 10 kolorów (O. dziękuję raz jeszcze!). Oczarowały mnie od razu, odkąd je mam, są w użyciu bardzo często ze względu na swą wielofunkcyjność i niepowtarzalność. Co tu dużo mówić, są po prostu piękne ♥  i warte posiadania. 


3 x NIE #3 | kosmetyki, których nie polubiłam i nie kupię ponownie

Dzisiaj kolejna odsłona kosmetyków, które się u mnie nie sprawdziły i nie kupię ich ponownie. Fajnie, że ten cykl przypadł Wam do gustu, ale zawsze, niezależnie od tematu, pamiętajcie proszę, że to moja (subiektywna) opinia. Każda z nas jest inna i to co dla mnie jest kiepskie, u Was może sprawdzać się rewelacyjnie i na odwrót. Przykładowo - podkład z poprzedniego wpisu 3 x NIE (klik), powędrował do mojej koleżanki, która jest nim zachwycona. Pszczoła, potwierdź! :P  

Tym razem na tapecie pielęgnacja. Trzy produkty, które z pewnych względów się nie spisały i nie polubiłam ich na tyle, by sięgać po nie z przyjemnością. Jeśli jesteście ciekawe dlaczego, zapraszam do dalszego czytania. Będzie krótko, zwięźle i na temat. :) 


Paletka MUA Undressed - recenzja i makijaż

Paletki MUA swego czasu były rozchwytywane, porównywano je do Naked i z każdej strony chwalono. Najbardziej popularnym egzemplarzem stała się wersja Undressed, o której dziś mowa. Największy szał już na nią raczej minął, u mnie pojawiła się stosunkowo niedawno. Jeśli jesteście ciekawe co o niej myślę, zapraszam do dalszego czytania. 


GoCranberry - cukrowy peeling do ciała i bogate masło do ciała + info o konkursie

Przyznam się Wam, że z regularnością w nawilżaniu i peelingowaniu ciała jestem trochę na bakier. Nie to, że nie dbam wcale, ale po prostu jestem leniwcem i często mi się nie chce, więc z tego etapu pielęgnacji rezygnuję. Staram się, aby to zmienić, są nawet takie okresy, gdzie wcieram w siebie mazidła dwa razy dziennie, ale no wiecie... Raz jest lepiej, raz gorzej. ;) Dlatego, gdy już wchodzę na dobrą drogę, sięgam po kosmetyki, które są skuteczne, działają szybko i długotrwale. O dwóch takich Wam dziś opowiem. W roli głównej marka GoCranberry i duet do pielęgnacji ciała. Zapraszam do dalszego czytania. :)