olejki wielofunkcyjne Annabelle Minerals

środa, lutego 14, 2018 4

olejki wielofunkcyjne Annabelle Minerals

O tym, że Annabelle Minerals tworzy najwyższej jakości mineralne kosmetyki kolorowe, które upiększają i  jednocześnie pielęgnują naszą cerę zapewne wszystkie wiecie. A czy słyszałyście o tym, że niedawno w asortymencie marki pojawiły się również trzy fantastyczne olejki wielofunkcyjne? Dziś z ogromną przyjemnością przedstawiam Wam je bliżej.


Olejki wielofunkcyjne Anabelle Minerals

Marka Annabelle Minerals stosunkowo niedawno stworzyła trzy naturalne, wielofunkcyjne olejki do demakijażu i pielęgnacji:

  • STAY PURE - dedykowany skórze przetłuszczającej się, tłustej, problematycznej ze skłonnościami do wyprysków i trądziku. Dzięki wysokiej zawartości kwasów tłuszczowych pomaga wyciszyć i uspokoić zmęczoną agresywną pielęgnacją skórę trądzikową. Pielęgnuje ją, regeneruje i doskonale oczyszcza. Dodatkowo reguluje wydzielanie sebum i pracę gruczołów łojowych. Ma właściwości antybakteryjne, nawilżające i jest niekomedogenny. Pachnie świeżo, ziołowo. Zawiera olej arganowy, olej kokosowy, olej rycynowy, olej abisyński, olej z nasion czarnej porzeczki, olejek tymiankowy, olejek golteriowy, witamina E oraz olej z nasion słonecznika.
  • STAY ESSENTIAL - przeznaczony dla skóry z pierwszymi oznakami starzenia, zmęczonej, poszarzałej, dojrzałej. Odżywia, uelastycznia, napina, nadaje blasku i energii. Olejek opóźnia procesy starzenia dzięki wysokiej zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych zwalczającej wolne rodniki. Stosowany regularnie spłyca też pierwsze drobne zmarszczki. Pachnie soczystą pomarańczą. Zawiera: olej arganowy, olej z pestek winogron, olej jojoba, olej makadamia, olej abisyński, olej z pestek malin, olejek ze skórki cytryny, witamina E, olej z nasion słonecznika.
  • STAY CALM - polecany przede wszystkim dla skóry suchej, odwodnionej, wrażliwej oraz naczynkowej. Hipoalergiczna formuła przywraca skórze komfort i właściwe nawilżenie. Redukuje ściągnięcie i nieprzyjemne napięcie. Uspokaja, koi, łagodzi podrażnienia oraz zaczerwienienia, a także uszczelnia naczynka i chroni je przed pękaniem. Ma orzeźwiający, cytrusowy zapach. Zawiera: olej z pestek winogron, olej kokosowy, olej rycynowy, olej z nasion konopi siewnych, olej z awokado, witamina E, olejek geraniowy, olejek ze skórki cytryny.

Sposób użycia

Zarówno na stronie Annabelle Minerals, jak i na etykietach buteleczek możemy przeczytać, że olejki można stosować na wiele sposobów, między innymi:

  • Do demakijażu oczu jak i całej twarzy. 
  • Do masażu twarzy  - to idealny sposób na regenerację i relaks.
  • Jako olejek bazowy w metodzie oczyszczania OCM.
  • W roli serum do twarzy - wklepujemy w wilgotną skórę i zostawiamy na całą noc.
  • Do wzbogacenia pielęgnacji - kilka kropel dodajemy do kremu nawilżającego lub pod oczy.
  • Do nawilżenia włosów i skórek wokół paznokci.
  • Do wzbogacenia podkładu mineralnego. 


Jak używam olejków najczęściej?

Olejki w pielęgnacji towarzyszą mi od dawna. Kiedyś byłam przekonana, że w pielęgnacji skóry problematycznej i trądzikowej mogą przynieść więcej szkody niż pożytku, ale teraz wiem, że odpowiednio dobrany olej bądź olejkowa mieszanka potrafią działać cuda. Regularnie więc po nie sięgam i wykorzystuję na mnóstwo sposobów w pielęgnacji cery, całego ciała i włosów. Moje ulubione to:

STAY PURE

  • Do masażu pleców - mam problem z odcinkiem szyjnym kręgosłupa i w zeszłym roku regularne masaże dosłownie "postawiły" mnie na nogi. Z drugiej jednak strony borykam się z trądzikiem na plecach (skutki odstawienia antykoncepcji - dajcie znać, czy chcecie na ten temat wpis), a większość oliwek do masażu niestety powoduje zapychanie porów i jeszcze większy wysyp. Dzięki olejkowi Stay Pure mogę korzystać z pomocy mojej fizjoterapeutki co tydzień, bo nie pogarsza on stanu skóry, a wręcz przeciwnie, uspokaja zmiany i sprawia, że szybciej się goją. Zabieram na każdy zabieg butelkę ze sobą do Ani.
  • Do masażu twarzy -  Stay Pure charakteryzuje się ziołowym, świeżym zapachem, który mi osobiście kojarzy się z aromatem olejków do domowych inhalacji oraz maści Bengay. Ja ten zapach uwielbiam! Dlatego często za pomocą tej wersji olejku wykonuję sobie klasyczny masaż twarzy. Polecam go włączyć do codziennej rutyny pielęgnacyjnej, bo nie dość, że wspaniale odpręża, to jeszcze magicznie cofa czas. ;)
  • Do demakijażu twarzy - olejki genialnie rozpuszczają makijaż, wiadomo to nie od dziś. Dla mnie olejowe oczyszczanie to pierwszy etap demakijażu, później myję twarz żelem. To naprawdę doskonale rozwiązanie szczególnie w przypadku mocnego make-upu. Jeśli do tej pory bałyście wypróbować się tej metody, bo jesteście posiadaczkami cery skłonnej do zapychania i wyprysków, dajcie szansę olejkowi Stay Pure. 
  • Nawilżenie po zabiegach u kosmetologa - tak jak wspominałam, mam problemy z cerą. Są one na tyle duże, że zdecydowałam się skorzystać ze wsparcia i jestem w trakcie serii zabiegów w gabinecie kosmetycznym. Mają one działanie oczyszczające i złuszczające, więc jak domyślacie się potrafią także przesuszać. Olejek świetnie sprawdza się jako preparat nawilżający problematyczne obszary. Odżywia, koi, łagodzi ewentualne podrażnienia, a jednocześnie uspokaja stany zapalne i nie zapycha. 
  • Jako serum na noc do twarzy - każdą cerę trzeba nawilżać, nawet tłustą i trądzikową, grunt, by dobrać odpowiednie kosmetyki. Olejek świetnie sprawdza się jako baza pod krem na noc. 
  • Wzbogacenie kremu do twarzy - kiedy widzę, że na mojej twarzy zaczyna pojawiać się więcej wyprysków, to dodaję odrobinę olejku do kremu do twarzy. Pozwala mi to wyciszyć stany zapalne, a jednocześnie zachować odpowiednie nawilżenie.
  • Nawilżenie skóry głowy, wsparcie walki z ŁZS - olejek Stay Pure posiada właściwości antybakteryjne i antyseptyczne, widocznie nawilża skórę głowy, eliminuje łuskę, świąd i podrażnienie. Stosuję go w tym celu od niedawna, ale naprawdę świetnie sobie radzi.

STAY ESSENTIAL

  • Nawilżenie szyi i dekoltu - moja skóra szyi i dekoltu różni się od twarzy i pleców. Jest delikatniejsza, wymaga większego nawilżenia i uelastycznienia. Olejek Stay Essential przyjemnie ją odżywia, lekko napina i wygładza, a jednocześnie nie obciąża i szybko się wchłania.
  • Jako preparat nawilżający do twarzy - moja cera szybko się też odwadnia i przesusza. Często wygląda na zmęczoną i szarą. Gdy chcę jej dodać energii, zdrowego blasku i nawodnienia, sięgam właśnie po mieszanki olejków. Stay Essential zmiękcza, wygładza, dodaje sprężystości, ale nie zapycha. Zazwyczaj wklepuję go solo, bo dla mojej skóry jest bardziej treściwy niż Stay Pure i nie potrzebuje już dodatkowego wsparcia w postaci kremu.
  • Dodatek do maseczki do włosów - lubię wzbogacać maski olejkami, a że Stay Essential zawiera w składzie m.in. olej arganowy, który rewelacyjnie wpływa na moje pasma, to bardzo często tuninguje nim kosmetyki do włosów.
  • Wzbogacenie podkładu - kiedy widzę, że na mojej twarzy gości sporo suchych skórek dodaję odrobinę olejku do podkładu. Sprawdza się zarówno w przypadku matującego Annabelle Minerals - zwiększa przyczepność, poślizg i kremowość, jak i każdego płynnego - nadaje lekkości, bardziej nawilżającego oraz gładszego wykończenia. 

STAY CALM


  • Demakijaż oczu - nic nie usuwa szybciej i skuteczniej makijażu oczu (a już w szczególności tego mocnego lub wodoodpornego) niż olejki. Stay Calm jest łagodny dla delikatnej skóry powiek, odżywczy a jednocześnie ekspresowo usuwa nawet najtrwalszy tusz do rzęs. Nie szczypie w oczy, nie powoduje łzawienia. Jest lepszy niż niejeden płyn dwufazowy!
  • Ujarzmienie końcówek włosów - olejek najlepiej z całej trójki dociąża mi końce, wcieram dosłownie odrobinę na długości od brody w dół i mam spokój z elektryzowaniem się, czy puszeniem w ciągu dnia. Czasem czynność powtarzam, pilnując, aby to była naprawdę minimalna ilość olejku!
  • Miejscowo na suche skórki - olejek Stay Calm jest najbardziej treściwy dla mojej cery, dlatego nie stosuję go na całą twarz, ale miejscowo, gdy pojawiają się zaczerwienione, przesuszone obszary, owszem. Genialnie zmiękcza i doprowadza do porządku podrażnioną skórę - ostatnio szybko zregenerował spierzchnięte od kataru skrzydełka nosa.
  • Dodatek do żelu do mycia twarzy - kiedy czuję, że moja skóra jest zbyt ściągnięta i napięta, dodaję kropelkę olejku do ulubionego żelu Effaclar i jak zwykle myję twarz. 

Na koniec dodam jeszcze, że wszystkie olejki bardzo dobrze spisują się w pielęgnacji przesuszonych miejsc na całym ciele oraz skórek wokół paznokci, przy okazji wzmacniając płytkę.


Wygoda i dbałość o detale

Olejki otrzymujemy zapakowane w piękne, tekturowe tuby z napisem "Beauty begins here" - przyznajcie, że to fajne rozwiązanie! Tubki można później wykorzystać do dalszego przechowywania, są naprawdę solidne i nie odkształcają się. 

Zdecydowanym plusem jest także samo opakowanie! Ciemne buteleczki wyposażone w wygodne pompki znacznie ułatwiają i uprzyjemniają aplikację. Nie lubię typowych, zwykłych butli, a już szczerze nie znoszę formy typu spray. Wszystko dookoła jest wtedy brudne i lepkie, a mi z automatu odechciewa się sięgać po olej.

Olejki mają typową olejową formułę, ale szybko się wchłaniają i nie mażą na skórze. Po aplikacji nie musimy czekać pół godziny na ubranie się, czy położenie do łóżka. Ja po masażu normalnie się ubieram i nigdy nie miałam widocznych śladów na ciuchach.

Jak już napisałam wyżej - olejki mnie nie zapychają i w żaden sposób nie pogarszają stanu cery. Stay Pure wręcz wspomaga moją nieustanną walkę z niedoskonałościami.

Każdy z olejków Annabelle Minerals dedykowany jest do danego rodzaju skóry ale z powodzeniem można je stosować u wszystkich typów cery, w zależności od potrzeb. 


Cena, dostępność, pojemność

Za jedną buteleczkę o pojemności 50 mililitrów przyjdzie nam zapłacić 49,99zł. Olejki wielofunkcyjne Annabelle Minerals można kupić:

  •  w e-sklepie Annabelle Minerals
  • w salonie firmowym Annabelle Minerals mieszczącym się w Warszawie, na ul. Mokotowskiej 51/53
  • w drogeriach internetowych 
Jaki olejek polecam? Który sprawdził się najlepiej?

Wszystkie trzy olejki spisują się u mnie wzorowo, ale gdybym miała wybrać jeden bez wahania wskazałabym na Annabelle Minerals Stay Pure. Przede wszystkim dlatego, że najlepiej sprawdza się w pielęgnacji cery problematycznej, trądzikowej i zarazem wrażliwej, a taką mam obecnie. Mogę go bez obaw stosować zarówno na twarz, jak i na plecy, z którymi mam największe przeboje w tym momencie (z pewnością niebawem zamówię drugą butelkę, którą będę mogła zostawić u mojej fizjoterapeutki). Jeśli borykacie się z niedoskonałościami, zwróćcie na niego szczególną uwagę. Poza tym lubię jego ziołowy, apteczny zapach. :-) A Wam po prostu radzę dobrać odpowiednią wersję olejku do potrzeb Waszej cery. 

Na sam koniec jeszcze napiszę, że skoro pielęgnacyjny debiut Annabelle Minerals okazał się tak udany i trafiony, to ja już z niecierpliwością czekam na kolejne nowości! Oby było ich jak najwięcej! 

Dziewczyny, po jaki olejek sięgnęłybyście najchętniej? Jesteście fankami olejowej pielęgnacji? Dajcie znać! 
najładniejsze czerwienie NeoNail + manicure walentynkowy

wtorek, lutego 13, 2018 10

najładniejsze czerwienie NeoNail + manicure walentynkowy

Myślę, że nie tylko mi Walentynki nieodłącznie kojarzą się z czerwienią. Kolor ten od lat uznawany jest za symbol miłości i zakochania i bez wątpienia łączy się z serduszkowym klimatem. Przyznam się Wam, że kiedyś miałam totalnie obojętny stosunek do tego święta, jednak z wiekiem dochodzę do wniosku, że każda okazja jest dobra, by celebrować uczucie. I niekoniecznie wyłącznie do partnera, ale też do samej siebie, czy najlepszej przyjaciółki. Przypominam, że czternastego lutego można świętować niezależnie od statusu związku! :-) 

Ja mam zamiar ten dzień uczcić w nieco niestandardowy sposób, bo na strzelnicy. I  choć motywem przewodnim mojej stylizacji nie będzie czerwień, to nie byłabym sobą, gdybym nie przemyciła jej między innymi na paznokciach! Uważam, że nie ma bardziej kobiecego, seksownego i ponadczasowego manicure jak właśnie w odcieniach czerwieni. Jej wielowymiarowość daje ogromne pole do popisu i możliwość dopasowania tonacji idealnej. 



Ulubione czerwienie NeoNail

Walentynki to chyba najlepsza okazja na pokrycie paznokci czerwonym lakierem (choć ja jestem całoroczną miłośniczką), więc przygotowałam dziś dla Was zestawienie dziesięciu lakierów hybrydowych NeoNail w czerwonej tonacji. Zebrałam w całość zarówno te głębokie, ciemne odcienie, jak i soczyste, bardziej intensywne. Dla każdego będzie coś dobrego, gwarantuję!  :-)



ALIZEE - głęboka, dość ciemna czerwień w towarzystwie roziskrzonych brokatowych drobinek, doskonale napigmentowana;
BEAUTY ROSE - nazwa idealnie oddaje kolor emalii, to odcień róży w swym najpiękniejszym rozkwicie, zgaszony i elegancki, doskonale kryjący;
HOT SAMBA - soczysta, ognista niczym latynoskie rytmy czerwień z domieszką pomarańczy, na którą nie sposób nie zwrócić uwagi, perfekcyjnie kryje już przy pierwszej warstwie;
TANGO ARGENTINO - zgaszona czerwień z wyraźnymi rdzawo-ceglanymi tonami, posiada mocną pigmentację;
POPPY HILL - ultrakobiecy, ponadczasowy odcień, który pasuje każdej kobiecie, idealnie czerwony i świetnie kryjący;
♥ FIERY FLAMENCO - zmysłowa, seksowna, lekko stonowana czerwień przykuwająca wzrok z daleka, robi wrażenie na każdej długości płytki, pigmentacja wzorowa;
♥ SEXY RED - klasyk, intensywny czerwony kolor, który jest na szczycie mojej listy hybrydowych faworytów, kryje perfekcyjnie;
WINE RED - klasyczne czerwone wino, głębokie, eleganckie, mocno napigmentowane, must have każdej hybrydomaniaczki!;
LADY FERRARI - dość ostra, żywa, seksowna czerwień z wybijającymi się pomarańczowymi nutami, przepięknie koresponduje z każdą karnacją i kusi swą intensywnością z daleka;
DARK CHERRY - dojrzała, ciemna wiśnia, bardzo głęboki kolor z domieszką brązu, niezwykle elegancki;

Jak widzicie odcienie pod różnym kątem i w nieco innym świetle wyglądają różnie. Czerwienie mają to do siebie, że nie są płaskie i chociażby w zależności od odcienia skóry prezentują się całkiem inaczej.

Manicure walentykowy hybrydami NeoNail

Mając taki arsenał czerwonych piękności ciężko mi było wybrać jeden odcień. Postanowiłam więc połączyć ze sobą dwa, a przy okazji poeksperymentować nieco z wykończeniami. Zdecydowałam się na połyskujący lakier hybrydowy Alizee, który niesamowicie mi się podoba i zachwyca mnóstwem migoczących drobinek oraz niezwykle elegancki Beauty Rose. Według mnie ten odcień, to klasa sama w sobie, a w połączeniu z matowym Top Velour zapewnia efekt wow! Nie mogło też zabraknąć walentynkowego akcentu jakim jest dekoracyjne serduszko.

Zdobienie jest proste i szybkie w wykonaniu, a myślę, że zwraca uwagę i prezentuje się bardzo efektownie. Zdradzę Wam jak je wykonać krok po kroku:
  • Odsuwamy skórki, przygotowujemy płytkę paznokcia i przechodzimy do zmatowienia jej blokiem polerskim.
  • Ewentualne różnice w kształcie niwelujemy pilnikiem o gradacji 100/180
  • Teraz czas na odtłuszczenie płytki Nail Cleanerem i aplikację cienkiej warstwy bazy Hard Base
  • Umieszczamy dłoń w lampie LED 24W/48W ECO na 30 sekund. 
  • Nakładamy pierwszą warstwę lakieru hybrydowego. Odcieniem Beauty Rose pokrywam płytkę palca środkowego, małego oraz kciuka (kciuk zawsze utwardzam osobno). Alizee ląduje na palcu wskazującym. 
  • Wkładam dłoń do lampy, utwardzam, a następnie aplikuję drugą, cienką warstwę i znów utwardzam. 
  • Na końcówce płytki palca serdecznego przy użyciu lakieru Alizee rysuję serduszko. Gdy kształt mnie zadowala utwardzam go, dokładam kolejną warstwę i znów utwardzam.
  • Teraz czas na lakiery nawierzchniowe. Paznokcie pokryte błyszczącą emalią pokrywam Hard Top, a na pozostałe aplikuję Top Velour. Utwardzam, przemywam Cleanerem i gotowe!

Top Velour NeoNail

Muszę Wam przyznać, że nie spodziewałam się, że aż tak spodoba mi się efekt matowych paznokci, a tym bardziej w połączeniu z błyszczącymi drobinkami. Top Velour daje niesamowite wykończenie! Jest to mat, ale nie taki typowy, płaski, tylko jakby zamszowy, miękki, niczym welur właśnie. Na żywo wygląda to jeszcze ciekawiej niż na zdjęciach.

Bałam się, że top będzie się ścierał i odkrywał błysk, ale noszę ten manicure od kilku już dni i wciąż wygląda jak nowy. A paznokci na co dzień nie oszczędzam, bo choć bym chciała, to nie mam jak. ;-) Mam więc nowego ulubieńca i już wiem, że następny mani będzie również zawierał matowe elementy. Oczami wyobraźni widzę już welurową czerń i migoczące złoto! ♥

Jestem ciekawa jaka czerwień NeoNail przypadła Wam do gustu najbardziej - pamiętajcie, że w ofercie marki jest o wiele więcej lakierów w tymże odcieniu, pełną ofertę znajdziecie na stronie internetowej NeoNail.pl. Koniecznie napiszcie też jaki macie stosunek do Walentynek, no i co sądzicie o moim manicure na tę okazję. :-)  
Kosmetyczne rozczarowania

wtorek, lutego 06, 2018 33

Kosmetyczne rozczarowania

Dawno nie opowiadałam o kosmetykach, które mnie rozczarowały, a to dlatego, że coraz rzadziej spotyksm buble. Oczywiście bardzo mnie to cieszy! W ostatnim czasie jednak trafiłam na kilka słabszych produktów i zanim się z nimi pożegnam, zdradzę Wam dlaczego czuję się zawiedziona. Ciekawe? Zapraszam do dalszego czytania!


Lubię testować kosmetyki do brwi, bo tylko dzięki wszelkim próbom i odkrywaniu nowości nareszcie jako tako się one prezentują. Przerobiłam cienie, pudry, pomady, woski, żele, przyszedł więc czas na  browlinery! Golden Rose Longstay Liquid Browliner, bo o tym kosmetyku konkretnie mowa, to nic innego jak płynny liner do brwi, który ma umożliwiać domalowywanie brakujących włosków oraz nadawanie łukom brwiowym pożądanego kształtu. Posiadam dwa odcienie - 02 i 03, żaden z nich nie jest dla mnie odpowiedni. Pędzelek jest dość cienki, ale operowanie nim sprawia mi problem. Nie potrafię narysować precyzyjnych, "lekkich" kreseczek, które imitowałyby moje prawdziwe włoski i się z nimi scalały. Nie jestem w stanie uzyskać naturalnego efektu, być może dlatego, że mam rzadkie brwi i zbyt mocno muszę je uzupełniać. Golden Rose ma naprawdę udane produkty do brwi, w tym mój ukochany cień Eyebrow Powder 104, ale browlinery to dla mnie niestety pomyłka.


Stara wersja korektora L'Oreal True Match była świetna i naprawdę z chęcią sięgałam po ten kosmetyk. Jakiś czas temu do sprzedaży trafiła nowa, odświeżona formuła, która u mnie nie sprawdza się wcale. Potwierdzam opinie dziewczyn, z którymi spotkałam się w sieci - korektor nałożony pod oczami powoduje ich łzawienie, swędzenie i szczypanie. Po paru sekundach od aplikacji  mam wrażenie jakbym przejechała sobie po skórze środkiem odkażającym z alkoholem. Robiłam kilka podejść, ale za każdym razem musiałam zmyć go jeszcze przed porządnym wklepaniem w skórę, bo nie byłam w stanie znieść tego uczucia. W innych partiach twarzy nie ma to już miejsca, pewnie z uwagi na grubszą skórę, ale co z tego skoro korektor nie kryje wyprysków praktycznie wcale? Jestem na duże nie i uważam, że ta zmiana to kompletne nieporozumienie. Polecam Wam natomiast True Match La Touche Magique (srebrny korektor w pędzelku), bo on jest wart uwagi, ale o nim opowiem Wam kiedy indziej.



Eveline, New AquaHybrid Ukojenie, czyli chłodzącą maseczkę nawilżająco-łagodząca kupiłam w ciemno w Rossmannie i to nie był trafiony zakup. Po jej aplikacji mam wrażenie jakbym nałożyła sobie na twarz kultowy balsam chłodzący tejże marki. Rety, jakie to jest dziwne uczucie! Byłabym to w stanie jeszcze przeboleć, gdyby nie fakt, że zamiast ukojenia pojawiło się zaczerwienienie i szczypanie. Po zmyciu nawilżenia, wygładzenia, czy zmiękczenia również nie doznałam, więc nie zamierzam dawać masce kolejnej szansy. Znam lepsze.


Listę zamyka kosmetyk pierwszej potrzeby, czyli antyperspirant Dove Go Fresh o zapachu gruszki z nutą aloesu. Aromat jest świeży, energetyzujący i bardzo ładny, forma spray'u należy do moich ulubionych, ale cóż... Kosmetyk nie spełnia swojego podstawowego zadania, czyli nie chroni przed potem i przed przykrym zapachem, szczególnie podczas aktywności fizycznej. Jest to więc jednorazowa znajomość, a szkoda, bo pachnie naprawdę nieźle! Pozostaję wierna Rexonie, chyba, że znacie jakieś antyperspiranty bez aluminium, które faktycznie działają?


I to już wszystkie moje kosmetyczne rozczarowania, na szczęście nie ma ich wiele. ;-)

Jestem ciekawa, czy Wy w ostatnim czasie napotkałyście jakieś buble i czy macie jakieś doświadczenia z kosmetykami z dzisiejszego wpisu? Dajcie znać! 

Plan na lepszą wersję samej siebie i super konkurs NeoNail

środa, stycznia 31, 2018 6

Plan na lepszą wersję samej siebie i super konkurs NeoNail

Nowy rok stara ja? To nie dla mnie. Uważam, że każda okazja jest dobra do świeżego startu, zmotywowania się i zmian. Na ten rok mam sporo planów, o których już Wam zresztą opowiadałam, ale priorytetem i głównym postanowieniem jest bycie lepszą wersją samej siebie. Dziś opowiem Wam o tym co to właściwie dla mnie znaczy, a przy okazji podrzucę Wam też informację o konkursie z genialnymi nagrodami!





Ze względu na ciągły rozwój i dojrzewanie według mnie nie istnieje najlepsza odsłona danej osoby, ale to nie zwalnia nas od tego, by każdego dnia starać się ulepszyć, podejmować wyzwania, walczyć z kompleksami, słabościami, przekraczać granice i być z siebie coraz bardziej zadowoloną. Taki mam właśnie plan na 2018 rok i od początku stycznia konsekwentnie go realizuję. Chcę się skupić przede wszystkim na:

#dbaniu o relacje z najbliższymi - zamiast scrollować bezwiednie facebooka lub dyskutować na komunikatorze, czasem naprawdę warto spotkać się na kawę i porozmawiać twarzą w twarz. Zamiast siedzieć w domu wsiąść w auto i odwiedzić babcię, przestać unosić się honorem, bezsensownie się boczyć, a wyjaśnić nieporozumienie z przyjaciółką. Internet, technologia, gadżety, obecnie wszystko ma ułatwiać nam kontakt, ale czy aby na pewno tak jest? 


#dbaniu o siebie - nie narzekam na brak obowiązków w ciągu dnia, blogowanie to jedynie odcinek moich zajęć i bywa tak, że wieczorem po prostu padam na twarz. Biorąc prysznic po 2 w nocy nie mam siły na wklepywanie balsamu do ciała, czy maseczkę. Było mi źle z tym, że nie dbam o skórę tak jak powinnam, więc rozpisałam sobie grafik pielęgnacji i się go trzymam. Ponadto, sporo zabiegów wykonuję w międzyczasie, ale o tym opowiem innym razem. Kiedy zrobię coś dla siebie, czy to nałożę olej na włosy, czy pomaluję paznokcie, od razu czuję się tysiąc razy lepiej.

moje ulubione ostatnio kolory lakierów hybrydowych NeoNail


#odpoczynku bez wyrzutów sumienia - pracując na własny rachunek zawsze jest coś do zrobienia. ZAWSZE. Nie można jednak ciągle działać na najwyższych obrotach, bo wtedy produktywność spada na łeb, na szyję. U mnie od jakiegoś czasu godzina 20, to czas na przyjemności. Odpalamy serial albo film na Showmaxie, czytam książkę, zaszywam się w łazience, albo robię na przykład nowy manicure. :-) Oczywiście zdarzają się dni, gdy praca wzywa, ale jest ich coraz mniej i bardzo się z tego powodu cieszę. 

#dbaniu o wewnętrzny spokój - jestem bardzo nerwowa, emocjonalna, szybko się stresuję i przeżywam nawet najbardziej błahe sprawy. W zeszłym roku bardzo odbiło się to na moim zdrowiu, dlatego obecnie eliminuję wszelkie sytuacje stresujące, toksyczne znajomości, uczę się odpuszczać i po prostu wrzucać na luz. Panuję też nad językiem - czasem warto pomyśleć zanim popłyną słowa.

#dbaniu o dietę - nie dlatego, by schudnąć, ale aby dobrze się czuć, mieć więcej energii i opanować problemy z cerą. Niestety obserwuję ogromny wpływ jedzenia na wygląd mojej skóry. Wszelkie słodycze, przetworzone posiłki, czy laktoza w nadmiarze sprawiają, że zamieniam się w jednego wielkiego pryszcza.


#pokonywaniu barier i wewnętrznego strachu - nie należę do najbardziej pewnych siebie osób na świecie. Wspominałam nie raz, że krępują mnie eventy, tłumy, mam opory przed nawiązywaniem nowych znajomości. Ba, nawet opory przed opublikowaniem selfie! Jestem introwertykiem i też trochę tchórzem, przyznaję. Powtarzam sobie jednak jak mantrę, że strach ma wielkie oczy, ale warto brnąć do przodu, ryzykować, spełniać marzenia, otwierać się na nowe znajomości, bo życie mamy tylko jedno. Zdradzę Wam, że dziś odważyłam się i zapisałam na konferencję dla blogerów! :D



Co pomaga trzymać mi się planu?

→ Mój Bullet Journal, w którym notuję dosłownie wszystko, co przyjdzie mi do głowy.
→ Plan tygodniowy, w którym ustalam i zapisuję priorytety. Wieszam go na ścianie i zawsze mam w zasięgu wzroku.
→ Ustalanie priorytetów. Nauczyłam się mówić nie i odpuszczać pewne sprawy. Grupuję je między innymi na ważne, pilne i takie, które mogą poczekać. Nie lubię pracować w chaosie, ale jeśli mam na przykład bałagan, to ogarniam tylko biurko, zakładam słuchawki na uszy i pracuję. Dopiero, gdy skończę, biorę się za sprzątanie. 
→ Praca w blokach czasowych! Testuję od niedawna, ale sprawdza się genialnie, być może napiszę o niej więcej w najbliższym czasie.
→ Metoda pomodoro. Jak nie mam siły, chęci, weny itd. to daję sobie 25 minut na konkretne zadanie i skupiam się wyłącznie na nim. Jeśli po tym czasie stwierdzam, że nadal mi nie idzie, odpuszczam, ale zazwyczaj czuję przypływ energii i działam dalej. Najgorzej jest zacząć!
→ Inni ludzie, zarówno Ci z mojego otoczenia, jak i z sieci. Motywują mnie czyjeś sukcesy, czy pracowitość.



Super konkurs NeoNail ze świetnymi nagrodami

Marka NeoNail także pozwala mi być lepszą wersją siebie. Co dokładnie mam na myśli? Lakiery hybrydowe pozwalają mi zadbać o nienaganny manicure w każdych warunkach! To właśnie dzięki hybrydom zapomniałam o odpryskach, odciśniętych wzorach pościeli na lakierze, czy połamanej płytce. Wreszcie są długie, kobiece i pokryte emalią nawet gdy jestem maksymalnie zabiegana. Kiedyś, za czasów tradycyjnych lakierów do paznokci nie było to możliwe i na co dzień musiałam zadowolić się bardzo krótką, zazwyczaj pokrytą bezbarwnym lakierem płytką. Obecnie wystarczy, że wygospodaruję chwilę dla siebie raz na dwa, a nawet trzy tygodnie (z racji mnogości kolorów i ogrom inspiracji NeoNail) zdecydowanie wolę częściej i mogę z dumą prezentować swoje dłonie. Manicure hybrydowy, to jedno z najbardziej genialnych rozwiązań dla wszystkich kobiet. Jestem ogromną fanką hybryd ponieważ pomalowane, ładne paznokcie dodają mi pewności siebie i pozwalają poczuć się kobieco. 


Tym bardziej cieszę się, że mogę Was poinformować o konkursie organizowanym przez NeoNail, w którym do zgarnięcia są genialne nagrody. Już Wam tłumaczę o co chodzi! 

ZASADY KONKURSU SĄ BARDZO ŁATWE :)

W czasie trwania konkursu (17.01-9.02) dokonacie zakupów za minimum 50zł na produkty marki NeoNail i zachowacie paragon (będzie konieczny do odbioru nagrody!), a następnie wejdziecie na stronę konkursową Happy New You with NeoNail i udzielicie odpowiedzi na pytanie "jak dotrzymasz swoich postanowień noworocznych?"



Prawda, że proste? Po wykonaniu zadania pozostaje jedynie czekać na wyniki (laureatki wybiera komisja konkursowa) a ja będę mocno trzymać przez cały czas za Was kciuki! Nagrody są bowiem naprawdę świetne i sama bym cieszyła się niezmiernie, gdyby udało mi się jakąś zdobyć.

NAGRODY GŁÓWNE:

3 x tydzień metamorfozy z Ewą Chodakowską w Polsce, w teminie - 08-14.06.2018 roku w hotelu Columna Medica
5 x zestaw biżuterii marki Lilou
10 x Starter Set Premium od NeoNail


Marka NeoNail przygotowała dla wszystkich także specjalny planer do pobrania, który pomoże Wam w dotrzymaniu obranych celów i ułatwi codzienność! Widzicie go na zdjęciach. Dostępny jest na stronie dedykowanej konkursowi. Ja, jak wspomniałam wyżej już od dłuższego czasu korzystam z tego typu rozwiązania. Drukuję tygodniową rozkładówkę, planuję podstawowe aktywności i wieszam ją nad komputerem. Szczegóły rozpisuję w BuJo.


Dziewczyny, a jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Pamiętacie jeszcze o nich? Realizujecie je? :) Weźmiecie udział w konkursie? 

Podrażniona, sucha skóra głowy - co pomoże? Jak nawilżyć skórę głowy?

niedziela, stycznia 21, 2018 21

Podrażniona, sucha skóra głowy - co pomoże? Jak nawilżyć skórę głowy?

Jeśli Wasza skóra głowy jest problematyczna zapewne z doświadczenia wiecie, że zimą często następuje pogorszenie jej stanu oraz zaostrzenie objawów takich jak przesuszenie, podrażnienie, czy swędzenie. Niestety ogrzewanie, duże zmiany temperatur i noszone na co dzień czapki potrafią nieźle namieszać i sama każdej zimy zmagam się z wielkim pobojowiskiem na głowie. Jak sobie radzę w kryzysowych momentach? Co pomaga mi ukoić podrażnioną skórę głowy i jak ją nawilżam? O tym opowiem Wam w dzisiejszym wpisie, zapraszam do dalszego czytania jeśli problem nie jest Wam obcy.


Łupież a podrażniona skóra głowy

Zacznę od istotnej kwestii - w moim przypadku łuska łusce nierówna. Jeśli widzę, że mocno ona przylega do skóry i nawet po oderwaniu "siedzi" na włosach, to wiem, że mam zaostrzenie łojotoku i muszę sięgnąć po szampon przeciwłupieżowy oraz oczyścić skórę głowy, bo delikatne preparaty na nic się zdadzą. Kiedy natomiast z głowy wręcz się sypie, a łuska przypomina swą strukturą suchy piasek i w dodatku skóra głowy zaczyna swędzieć, staje się czerwona, to z automatu sięgam po produkty, które ją uspokoją i wyciszą. Muszę więc bacznie obserwować moje włosy i co się na głowie dzieje, by móc odpowiednio zareagować i sobie nie zaszkodzić. Wam polecam to samo.

Co najbardziej mi pomaga?

Przetestowałam mnóstwo kosmetyków kojących, nie są mi też obce domowe sposoby. Niestety w większości przypadków nawet te popularne i bardzo polecane nie zdały egzaminu. Chociażby szampony dla dzieci u mnie odpadają, robią mi jeszcze większą masakrę, po niektórych swędzenie było tak mocne, że nie mogłam przestać się drapać! Trzymam się więc tego co pewne i sprawdzone - poznajcie moje hity.

 CERKOGEL30

O Cerkogelu wspominałam już w poście o oczyszczaniu skóry głowy. To mój absolutny pewniak, sprawdzony tani hit, który ratuje mnie w momentach kryzysowych. Nie tylko świetnie nawilża, koi i łagodzi podrażnioną skórę głowy - już po pierwszym użyciu czuć niesamowitą ulgę, ale też naprawdę nieźle zmiękcza łuskę, zmniejsza jej ilość i eliminuje widoczność. Preparat ma postać przezroczystego żelu, który wcieram w skórę głowy na godzinkę przed myciem. Nie przetłuszcza on włosów, więc śmiało możecie sięgać po niego pomiędzy myciami. Ostrzegam jednak, że lekko je usztywnia, czego osobiście nie lubię. Tak, czy i naczej nie wyobrażam sobie bez Cerkogelu mojej włosowej pielęgnacji. Tubka kosztuje grosze - +/- 14zł i jest wydajna. Szukajcie w aptekach.


✓ HOLIKA HOLIKA, ŻEL ALOESOWY

Ciekawą alternatywą jest też żel aloesowy. Radzi on sobie świetnie przede wszystkim ze świądem. Kiedy nie mogę przestać się drapać, wcieram odrobinę żelu w skórę głowy. Ma on lekką konsystencję, nie jest tłusty więc z powodzeniem może być stosowany w ciągu dnia. Naprawdę koi, łagodzi i uspokaja. Mam wrażenie jakby mi ktoś położył chłodny, orzeźwiający kompres i jest to niesamowicie przyjemnie uczucie. Aloes przy okazji też nawilża i ma działanie przeciwgrzybicze, więc wspomaga walkę z łupieżem. Żelu szukajcie w drogeriach stacjonarnie lub online np. tutaj


✓ ŻEL LNIANY

Z pomocą przychodzi mi też domowy sposób! Uwielbiam żel lniany! Siemię lniane towarzyszy mi w pielęgnacji od dawna, bo genialnie nawilża zarówno skórę twarzy, jak i włosów. Wystarczy ziarenka wrzucić do garnka, zalać wodą, gotować do momentu aż puszczą żel, a następnie przecedzić. Takiego glutka możemy wymieszać np. z olejem, dodać do odżywki, czy maseczki. Jeśli chodzi o skórę głowy ja najbardziej lubię po umyciu włosów wmasować sobie dokładnie żel, założyć czepek, ręcznik i pochodzić tak przez 30 minut, a później spłukać (zmywa się bez problemu). Taki zabieg gwarantuje mi nawilżenie, złagodzenie zaczerwienienia i swędzenia oraz przynosi ulgę. Szerzej o siemieniu lnianym pisałam w oddzielnym poście, do którego macie link poniżej.


✓ DERMEDIC CAPILARTE, SZAMPON KOJĄCY

Kiedy czuję, że moja skóra jest podrażniona, rezygnuję z typowo przeciwłupieżowych szamponów na rzecz tych delikatnych. Typowo dziecięce się u mnie nie sprawdzają, za to bardzo cenię sobie szampony Dermedic. Wcześniej Linum Emolient, obecnie ten z linii Capilarte. Oba świetnie skórę głowy nawilżają i łagodzą wszelkie dolegliwości skórne jak zaczerwienienia, drobne ranki, czy świąd, a jednocześnie dobrze i skutecznie oczyszczają. Radzą sobie nawet z olejami i nie wzmagają przetłuszczania się. Zawsze mam jedną butelkę pod ręką. Kupuję je zazwyczaj w aptece Gemini, bo tam są najtańsze - koszt jednej butelki to niespełna 20zł.


I to już wszystkie sprawdzone przeze mnie sposoby. Z własnego doświadczenia wiem, że rozwiązania problemów ze skórą głowy trzeba szukać metodą prób i błędów. Jeśli nie radzicie sobie same, zasięgnijcie porady dermatologa lub trychologa, ale też nie wierzcie ślepo w ich rekomendacje. Ja do dziś pamiętam jak polecono mi szampon, który miał być wybawieniem, a zafundował niemały koszmarek. 

Dziewczyny, jeśli borykacie się z podobnymi dolegliwościami, to koniecznie napiszcie w komentarzach, jak sobie z nimi radzicie! Wasze doświadczenia, to czasem istna skarbnica wiedzy, będą więc przydatne dla mnie i dla innych!

hity 2017: makijaż

środa, stycznia 10, 2018 28

hity 2017: makijaż

Startujemy dziś z kosmetycznym podsumowaniem roku! Na pierwszy ogień pod lupę wzięłam kosmetyki do makijażu. Jeśli macie ochotę poznać moich kolorowych faworytów, zapraszam do dalszej części wpisu! Obiecuję, że nie będę się zbytnio rozwodzić, bo wszystkie produkty gościły na blogu nie raz, więc podlinkuję Wam też starsze wpisy.


Muszę przyznać, że wybór był trudny, bo prowadząc bloga testuję wiele kosmetyków i wciąż wpadają w moje ręce nowości. Skupiłam się jednak na tych, po które sięgałam najczęściej, odruchowo, malując się na co dzień w pośpiechu, jak i na jakieś specjalne okazje. Nie uwzględniałam też kosmetyków, które poznałam pod koniec roku np. w grudniu, czyli chociażby mój ukochany na ten moment podkład Smashbox Photo Finish.

Ulubiona baza pod makijaż: Golden Rose Make-up Primer Luminous Finish

To po nią sięgałam najczęściej w 2017 roku. Głównie dlatego, że przepięknie skórę upiększa. Nie daje nachalnego błysku, a delikatne rozświetlenie. Jest nawilżająca w swej formule, nadaje zdrowy wygląd, a ponadto sprawia, że podkład lepiej się z cerą stapia i dłużej utrzymuje. Uwielbiam ją zarówno w roli typowej bazy pod fluid, jak i do mieszania z nim. Perełka za grosze! Na koniec dodam jeszcze, że ma perłowy, wręcz biały odcień (solo nie zabarwia skóry), który przydaje się do rozjaśniania podkładów!


Ulubiony podkłąd: Catrice HD Liquid Coverage

Długo zastanawiałam się jaki podkład wytypować ponieważ testuję ich naprawdę dużo. Niemniej jednak najczęściej na mej twarzy gościł Catrice. Sięgałam po niego i na co dzień i na większe wyjścia, bo na mojej skórze zawsze dobrze wygląda, nieźle kryje i długo się utrzymuje. Nie zauważyłam, aby pogarszał jej stan, nigdy mnie nie zapchał i generalnie uważam, że to jeden z najlepszych drogeryjnych podkładów -  nieobciążający, o przedłużonej trwałości.


Ulubiony korektor: Catrice Liquid Camouflage 

Korektorów również testowałam sporo, szczególnie pod koniec roku, ale najbardziej pewnym, przewijającym się w moich makijażach dziennych i wieczorowych był płynny kamuflaż z Catrice. Posiadam dwa odcienie 005 i 010 i albo używam ich solo, albo mieszam ze sobą. Całkiem nieźle kryją, ładnie rozjaśniają okolicę pod oczami, długo się utrzymują, nie wchodzą z marszczki i nie przesuszają. Na mojej skórze nie oksydują znacząco i nie zmieniają swojego koloru, ale wiem, że sporo dziewczyn się na to skarży. 


Ulubiony puder: Laura Mercier Loose Setting Powder

W tym momencie nie znam lepszego. Laura funduje tak piękne, gładkie, miękkie i aksamitne wykończenie na twarzy, że jestem nią zachwycona! Zaznaczam jednak, że nie jest to kosmetyk stricte matujący i jeśli macie problem z mocno przetłuszczającą się cerą, to bibułka będzie wskazana w trakcie dnia. Puder ma jasny, delikatnie beżowy kolor, który w żaden sposób nie zmienia odcienia podkładu, czy skóry. Zdecydowanie hit! 


Ulubiony bronzer: theBalm Bahama Mama

Bronzerów polubiłam kilka, bo i Gotham Nabli i ten od Bell z linii Chillout, a w grudniu odkryłam genialną paletę do konturowania Kat Von D. Postanowiłam jednak wyróżnić bronzer, po który sięgałam najczęściej. Kiedy malowałam się na szybko, albo w pośpiechu pakowałam kosmetyczkę na wyjazd odruchowo sięgałam po kultowy już puder brązujący Bahama Mama. Jest on w mojej toaletce bardzo długo, a o tym jak bardzo go lubię może świadczyć, że to już kolejne opakowanie, które zużywam. Lubię go za ładny odcień, który dobrze współgra z moją cerą, za łatwość aplikacji, trwałość i brak zapychania.


Ulubiony róż: Milani Luminoso

Kiedy zobaczyłam ten róż po raz pierwszy pomyślałam, że miłości z tego raczej nie będzie ponieważ, jak może wiecie bliżej mi do przybrudzonych, wpadających w różowo-brązowe tony odcieni. Luminoso jednak skradł moje serducho totalnie i noszę go bardzo, bardzo często (nawet dziś!). Jest wypiekany, przez co szalenie wydajny, na skórze pozostawia rozświetlające (ale bardzo eleganckie i nienachalne) wykończenie i ładny, brzoskwiniowy kolor. Cudnie odświeża cerę, współgra z pozostałymi kosmetykami do konturowania i jest dopełnieniem każdego makijażu. Długo się utrzymuje i równomiernie rozkłada. 



Ulubiony rozświetlacz: theBalm, Mary-Lou Manizer

Tutaj sprawa wygląda podobnie jak z bronzerem Bahama Mama. Przerobiłam wiele rozświetlaczy, często sięgam po inne: Nabla, Wibo, czy My Secret, ale moje serce wciąż należy do Mary. To właśnie ona lądowała na policzkach w przypadku większych wyjść, specjalnych okazji. Jest moim pewniakiem. Zawsze prezentuje się ślicznie, funduje odbijającą światło taflę, bez widocznych drobinek, jest długotrwała i pasuje do każdego makijażu. 


Ulubiona baza pod cienie: Urban Decay Eyeshadow Primer Potion Eden

Odkąd mam tę bazę używam tylko jej w makijażu oka. Ta od theBalm poszła w odstawkę, bo Urban Decay ma przewagę głównie przez krycie. Nie dość, że przedłuża makijaż oka i podbija intensywność cieni, to jeszcze ujednolica powieki. Bardzo dobrze się na niej pracuje, jest wydajna i ma wygodny aplikator, który doceniam jeszcze bardziej odkąd mam długie paznokcie. 


Ulubiona paleta cieni: Zoeva Naturally Yours

Ja wiem, że jest teraz moda na bardzo ciepłe makijaże - róże, pomarańcze, bordo. Sama kilka takich palet posiadam, ale żeby tego typu oko wyglądało na mnie dobrze, muszę chwilę się pobawić, inaczej wyglądam na chorą. ;-) Dlatego na co dzień, malując się na szybko sięgam po palety o bezpieczniejszej kolorystyce, które pozwolą mi podkreślić spojrzenie w ładny sposób, a nie wymagają precyzji i zaawansowanych umiejętności. I taka jest właśnie paleta Naturally Yours. Mam tu wszystko czego mi trzeba - cieliste matowe cienie współgrające z kolorytem mojej skóry idealnie, średni matowy brąz, który ląduje zawsze w załamaniu powieki, nieco połyskujących brązów do podkreślenia jej środka i dołu oraz ciemniejsze kolory, w sam raz do zaakcentowania zewnętrznego kącika, czy linii rzęs. Zoeva pozwala mi wyczarować dzienny makijaż dosłownie w minutę, ale umożliwia również wykonanie mocniejszego makijażu.



Ulubiona cielista kredka: Kryolan Kajal, cielista kredka do powiek 

Mięciutka, doskonale napigmentowana, trwała. Trzeba z nią uważać przy aplikacji na linię wodną, bo jak przyciśniemy za mocno, to będzie ją widać z daleka! Otwiera oko, odświeża spojrzenie, ale dobrze też sprawdza się jako baza do wzmocnienia nasycenia cieni, czy rozjaśnienia wewnętrznego kącika. Łatwo ją naostrzyć i jest super wydajna!


Ulubiony tusz do rzęs: L'Oreal Paradise Extatic

Jeszcze jakiś czas pewnie znalazłby się tu Volume Million Lashes So Couture, ale Paradise Extatic pozwala mi uzyskać bardziej wyrazisty efekt. Pięknie podkręca, wydłuża i pogrubia rzęsy nadając im objętości. Trzyma skręt zalotki, nie kruszy się, nie osypuje, ma odcień głębokiej czerni i łatwo się zmywa. Jedyne co mnie w nim wkurza, to fakt, że lubi się osadzać i tworzyć grudki na wlocie opakowania. Zużyłam już kolejne opakowanie!


Ulubiony kosmetyk do brwi: Wibo Eyebrow pomade

Tania, w ładnym odcieniu, trwała i pozwalająca namalować brwi o jakich tylko marzymy oraz uzupełnić wszelkie w nich braki. Łatwo się aplikuje, umożliwia precyzję, ma odpowiednią konsystencję i nie wysycha zbyt szybko. Uwielbiam ją i bez wahania mogę napisać, że odmieniła mój makijaż  brwi! 



Ulubiona matowa szminka: Deborah Milano Fluid Velvet Mat Lipstick

Najlepsze drogeryjne matowe pomadki wpłynie, oczywiście według mnie. Uwielbiam je zarówno za piękną gamę kolorystyczną - każdy kolor wpisuje się w gusta, świetną pigmentację, trwałość i komfort noszenia. No i nie kosztują fortuny. Jak dla mnie bomba! :-)

5 kosmetyków, po które sięgnę w Święta

Ulubione akcesoria do makijażu: gąbeczki Blend It

Rok 2017 zdecydowanie należał do gąbeczek. Bardzo sporadycznie aplikowałam podkład, czy korektor pędzlem. Prym wiodły naprzemiennie dwie: Beautyblender i Blend It, postanowiłam jednak wyróżnić tę drugą z uwagi na to, że według mnie jest najlepszym, niskobudżetowym odpowiednikiem Beautyblendera i w niczym mu nie ustępuje. Równomiernie rozkłada kosmetyki na skórze pozwalając na uzyskanie zdrowego, bardziej naturalnego wykończenia jednocześnie nie gubiąc krycia. Łatwo się pierze, szybko schnie, jest wytrzymała. Ma też ciekawą gamę kolorystyczną i coraz więcej modeli do wyboru. Jeśli nie możecie sobie pozwolić na BB, śmiało kupujcie BI!


I to już wszystko! Jestem bardzo ciekawa, czy jakieś nasze typy się pokrywają i jakie macie doświadczenia z wymienionymi przeze mnie kosmetykami. Koniecznie dajcie też znać w komentarzach jakie makijażowe perełki Wy odkryłyście w ubiegłym roku! Jeśli robiłyście podobne podsumowanie u siebie na blogu, to podrzućcie info, albo link, chętnie do Was zajrzę, bo uwielbiam tego typu posty!