tanie i dobre kosmetyki do pielęgnacji - top 5!

środa, sierpnia 15, 2018 7

tanie i dobre kosmetyki do pielęgnacji - top 5!

Lubię tanie i dobre kosmetyki. Niesamowitą frajdę sprawia mi odkrywanie ich, testowanie, a na późniejszym etapie polecanie ich Wam na blogu. Uważam, że na rynku można znaleźć naprawdę ogrom kosmetycznych perełek w rozsądnych cenach. Mamy spory wybór w każdej kategorii. Dziś akurat zebrałam pięć tanich, pielęgnacyjnych hitów, które w niczym nie ustępują droższym odpowiednikom. Używam ich z powodzeniem i bardzo sobie chwalę. Poznajcie je bliżej również Wy!









Petal Fresh, Tea Tree, Scalp Treatment Shampoo (Odżywczo - antyseptyczny szampon do włosów)

Kiedy skończył mi się szampon Maria Nila Heal zaliczyłam krótki epizod z innym, który okazał się totalnym bublem. Nie domywał włosów i powodował okrutne swędzenie. Szukałam więc oczyszczającego kosmetyku, który zażegna ten kryzys i wrzuciłam w ciemno do koszyka Petal Fresh, Tea Tree, Scalp Treatment Shampoo (Odżywczo - antyseptyczny szampon do włosów). Był w promocji, a ja potrzebowałam czegoś na szybko. To był strzał w dziesiątkę, bo sprawdza się on u mnie świetnie! Super myje, odbija włosy u nasady, dodaje objętości, a jednocześnie wycisza i koi skórę głowy. Ustąpiło swędzenie i podrażnienie, włosy dłużej utrzymują świeżość, mniej się przetłuszczają. W sieci zbiera różne opinie, ale ja jestem pewna, że zostanie w mojej łazience na dłużej, bo spełnia moje potrzeby w pełni. Ma rześki, ziołowy zapach, dobry skład, nieźle się pieni, nie plącze włosów, a wygodna butelka ułatwia aplikację. Czego chcieć więcej? Nabrałam jedynie ochoty, na wypróbowanie innych kosmetyków marki! Szampon kupiłam w Rossmannie, w promocyjnej cenie ok. 16zł. Często można wyhaczyć je taniej, dlatego warto śledzić gazetki.


Bielenda, Vegan Friendly, nawilżający peeling do ciała Arbuz z prowitaminą A

W upalne dni szukam kosmetyków lekkich, o rześkich, owocowych aromatach, niepozostawiających lepkiej warstwy. Arbuzowy peeling Bielenda Vegan Friendly spełnia moje wymagania. Jest skuteczny, a jednocześnie pachnie wakacjami! Sięganie po niego jest więc czystą przyjemnością. Ma grube, ostre cukrowe drobiny, które przyzwoicie złuszczają martwy naskórek, ale są na tyle delikatne, że nie powodują podrażnień. Konsystencja jest treściwa i gęsta, więc nie musimy obawiać się, że kosmetyk spłynie nam z dłoni. Tuż po użyciu skóra staje się mięciutka, wygładzona i nawilżona, a przy tym wolna od tłustego filmu. Dla mnie, to idealny peeling na ten letni skwar! Przy okazji dodaje też energii i świeżości. Kosztuje około 15zł.




Nacomi, Peeling do stóp Zielona herbata

W temacie peelingu pozostając, tym razem coś do pielęgnacji stóp, a dokładniej naturalny peeling o zapachu zielonej herbaty od Nacomi. O rety jak on pachnie! Nie wiem, czy Wam wspominałam, ale ja zapach zielonej herbaty w kosmetykach kocham, więc tu zostałam kupiona na wstępie. Na tym jednak nie kończą się jego zalety, bo on fantastycznie stopy zmiękcza, nawilża, wygładza, ściera zrogowaciały naskórek i regeneruje. A przy okazji też skutecznie odświeża. Zawiera masło shea, olej z pestek winogron, olej macadamia i olej jojoba, czyli prawdziwą bombę odżywczą. Taka mieszanka latem dla ładnego wyglądu stóp jest zbawienna. Pedicure zyskuje nowy wymiar. Koszt jednego słoiczka, to jakieś 12zł.


Ziaja Med, kuracja ultranawilżająca 15%, krem do stóp

Nie wiem, czy już kiedyś nie wspominałam o tym kremie, ale nawet jeśli, to warto opowiedzieć o nim raz jeszcze. Jeżeli macie jakikolwiek problem ze stopami, czy to z ich suchością, zgrubieniami, pękającymi piętami, to polecam gorąco sięgnąć po tą niepozorną tubkę! Gwarantuję Wam, że już po pierwszej aplikacji zauważycie znaczącą różnicę. Ja używam kremu wyłącznie wieczorem. Wsmarowuję grubą warstwę w całe stopy, czekam aż się odrobinę wchłonie, ubieram skarpetki, a przed samym snem je ściągam, bo nie lubię w nich spać. :D Rano skóra jest wyraźnie zmiękczona, gładziutka, wyrównana i bardziej elastyczna. Serio, ten kosmetyk stosowany regularnie zmienia stopy nie do poznania i jest najlepszym kremem tego typu jaki znam. Kosztuje 10zł!


CosmoSPA, glinka biała

Glinki uwielbiam niezależnie od rodzaju, ale ostatnio upodobałam sobie wersję białą. Dlaczego? Oczyszcza, ale robi to bardzo delikatnie i nie ściąga, ani nadmiernie nie napina podrażnionej upałami skóry. Stosuję ją rozrobioną z wodą i olejkiem jako maseczkę, nakładam jako maskę na włosy, czasem mieszam z szamponem lub dodaję do żelu pod prysznic. Glinka świetnie rewitalizuje, regeneruje, odświeża i i normalizuje pracę gruczołów łojowych. Świetnie uspokaja skórę głowy, pozwala pozbyć się nagromadzonego sebum i odtyka, a także zwęża pory. Nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji bez glinek, towarzyszą mi od lat! Jeśli jeszcze ich nie próbowałyście, to koniecznie nadróbcie. :) Biała sprawdzi się u cer delikatnych. Opakowanie ze zdjęcia kosztuje niecałe 10zł.

I to już wszystkie moje pielęgnacyjne hity, o których chciałam Wam dzisiaj opowiedzieć. Dajcie znać, czy miałyście z nimi do czynienia i polećcie w komentarzach Wasze perełki! :D
Dlaczego warto używać frezarki? Frezarka NeoNail JSDA Nail Drill JD 700

piątek, sierpnia 10, 2018 6

Dlaczego warto używać frezarki? Frezarka NeoNail JSDA Nail Drill JD 700

Wspominałam Wam niedawno, że zaopatrzyłam się we frezarkę, która okazała się być ogromnym ułatwieniem życia. Znacznie przyspiesza proces wykonywania manicure hybrydowego w zaciszu domowym i bez wątpienia jest warta bliższego poznania! Przedstawiam dziś zatem frezarkę NeoNail JSDA Nail Drill JD 700 i zapraszam do dalszej części wpisu.



NeoNail JSDA Nail Drill JD 700

Długo nosiłam się z myślą zakupu frezarki. Zależało mi na tym, aby skrócić czas ściągania lakieru hybrydowego i jeszcze bardziej uprzyjemnić proces malowania paznokci. Wiedziałam więc, że musi być to sprzęt dobry - o odpowiedniej mocy, cichy, sprawny i skuteczny. Po namyśle zdecydowałam się na model NeoNail JSDA - JD 700 i stwierdzam, że to był doskonały wybór. Frezarka działa bez zarzutu, a jednocześnie pozwala mi zachować pełną kontrolę. W kwestii paznokci jestem samoukiem, ale wiem, że trzeba działać ostrożnie, by nie uszkodzić płytki i nigdy nic takiego mi się nie zdarzyło.

Koszt frezarki w sklepie NeoNail.pl wynosi 269zł i w tej cenie otrzymujemy cały zestaw: bazę frezarki, rączkę do frezarki i podstawkę pod nią, adapter nożny z przewodem, instrukcję, zestaw 3 frezów z nasypem diamentowym, nośnik mandrel z kapturkiem oraz kartę gwarancyjną. Jednym słowem full serwis. :) Ja wybrałam wersję białą, jest jeszcze silver, violet i rose.

Pokrótce przybliżę Wam też dane techniczne frezarki oraz jej możliwości, bo to dość istotna kwestia. Frezarka posiada rączkę typu TWIST-LOCK, dzięki czemu frezy wymieniamy tak naprawdę jednym ruchem (przekręcamy w lewo rączkę i gotowe!). Umożliwia obroty w prawo i lewo oraz płynną ich regulację w zakresie do 30.000. Włączyć możemy ją zarówno pedałem nożnym jak i w bazie. Sprzęt jest bardzo poręczny, ma ergonomiczną obudowę, a baza frezarki waży 1000g. Sama rączka natomiast 210g. Moc to 35W, a zasilanie 110-120V.

Frezy możemy wymieniać do woli, kupować i kolekcjonować takie, które odpowiadają nam najbardziej. Istnieje również możliwość dokupienia samych kapturków. Asortyment NeoNail jest naprawdę bogaty. Te, które są dołączone do zestawu spokojnie wystarczą na początek i pozwolą na sprawne, a zarazem szybkie usunięcie nie tylko hybrydy, ale też żelu, czy akrylu. Bez problemu doprowadzimy również do porządku niesforne skórki. 

Sama praca jest naprawdę przyjemna i bezproblemowa, a przede wszystkim bezpieczna. Jeżeli nauczymy się operować frezarką, a jednocześnie będziemy pamiętać, że podczas całego procesu ściągania manicure powinnyśmy zachować delikatność, to nasze paznokcie będą mocne, zdrowe i piękne.

Gdy frezarka jest włączona, a frez styka się z płytką paznokcia nie czuć żadnych drgań, rączka nie skacze, nie odbija się od płytki. Każdy ruch jesteśmy w stanie kontrolować, przy okazji dopasowując siłę obrotów do naszych umiejętności i potrzeb. 


Plusy frezarki, czyli dlaczego warto kupić NeoNail JSDA Nail Drill JD 700?

Frezarka niesie sporo zalet, a ja skupię się na najważniejszych dla mnie:
  • skrócony czas wykonywania manicure, naprawdę zmniejsza się on praktycznie o połowę!
  • delikatność dla skórek - ja mam bardzo podatne na uszkodzenia skórki, mocniejsze przejechanie pilnikiem po płytce potrafi je rozkrwawić, odkąd używam frezarki nic takiego się nie dzieje,
  • oszczędność czasu w dbaniu o skórki - nie używam już żadnych preparatów zmiękczających przed, nie muszę ich wycinać, mam spokój, a kiedyś nieestetycznie wyglądające skórki były moim problemem,
  • mocna, silna, zdrowa płytka - nie osłabiam jej ani acetonem, ani nadmiernym piłowaniem, zawsze zostawiam cieniuteńką warstwę bazy, dzięki czemu paznokcie pięknie rosną,
  • precyzja - frezarką jesteśmy w stanie dokładnie usunąć lakier na całej powierzchni paznokcia, 
  • bezpieczeństwo użytkowania - odpowiednio dobrana moc obrotów, właściwy frez i postępowanie zgodnie z instrukcją, to naprawdę klucz do sukcesu i gwarancja zdrowych, wolnych od uszkodzeń paznokci,
  • łatwe i szybkie skracanie paznokci przedłużonych,
  • poręczny rozmiar, cicha  praca, lekka rączka i pedał nożny, to również ogromne zalety tego niewielkiego sprzętu!


Jak używam frezarki w domu? NeoNail JSDA Nail Drill JD 700 w akcji


Dziewczyny, to naprawdę nic skomplikowanego. Opowiem Wam w kilku krokach jak robię to ja. Bierzcie jednak pod uwagę, że jestem samoukiem, a paznokciami zajmuję się amatorsko i z frezarki korzystam wyłącznie na własny użytek. :) Cały czas się uczę, oglądam tutoriale, korzystam z rad i wiedzy bardziej doświadczonych koleżanek manikiurzystek. 

1. Ustawiam odpowiednią moc, kierunek obrotów frezarki i zaczynam ściąganie koloru od środka paznokcia. Pilnuję, aby frez płasko przylegał do płytki. Nie ustawiam go pod kątem ponieważ wtedy najłatwiej narobić sobie dziur.
2. Nie wkładam w nacisk dużej siły, dbam o to, aby frez nie przylegał długo w jednym miejscu do płytki, tylko po prostu delikatnie przeciągam nim po całym obszarze paznokcia, uważając na gołą płytkę w miejscu odrostu. 
3. Kiedy już usunę lakier ze środka płytki zmniejszam nieco moc frezarki i zajmuję się bokami oraz granicą odrostu. Delikatnie usuwam resztki hybrydy zmieniając kierunek obrotów tak, aby było mi wygodnie i bym miała pełną kontrolę nad tym co robię. Nie robię tego przecież na wyścigi. :)
4. Na sam koniec zmieniam frez i delikatnie zajmuję się skórkami. Usuwam na pierwszy rzut oka niewidoczne błonki na płytce i doprowadzam je do porządku. Gotowe! Mogę przejść do dalszych kroków, czyli delikatnego opiłowania wolnego brzegu pilnikiem, nadania kształtu i malowania. :) 


Przyznam szczerze, że obawiałam się początkowo tego, że z frezarką sobie nie poradzę, ale używam jej już od jakiegoś czasu i nigdy nie zrobiłam sobie krzywdy. Po prostu w spokoju, bez pośpiechu zajmuję się paznokciami i tyle. :) Ani razu nie przepiłowałam sobie płytki, nie poczułam jej pieczenia, bólu, czy osłabienia. Jakieś dwa tygodnie temu zdjęłam hybrydę do "gołego" i paznokcie wyglądały tak jak kiedyś, nim zaczęłam ją nosić. A moja hybrydowa przygoda trwa już ponad rok. :)

Podsumowując, jeśli ściąganie hybrydy jest dla Was uciążliwe, nie lubicie owijać palców folią i moczyć w removerze, czy acetonie, to naprawdę gorąco polecam Wam zakup frezarki do użytku domowego! Gwarantuje, że będziecie zadowolone, a Wasz manicure wskoczy na wyższy level. :)

Dajcie znać, czy korzystacie z frezarki i w jaki sposób najczęściej usuwacie manicure hybrydowy. :)

Hit! najlepsza maseczka oczyszczająco-matująca dla cery tłustej i trądzikowej z Sephory

środa, sierpnia 08, 2018 14

Hit! najlepsza maseczka oczyszczająco-matująca dla cery tłustej i trądzikowej z Sephory

Moja cera latem bardzo często się buntuje. Te upały kompletnie jej nie sprzyjają - ekstremalnie szybko się przetłuszcza, zanieczyszcza, a pory powiększają co najmniej dwukrotnie swój rozmiar. ;) Bardzo często czuję też, że skóra jest jakby nieświeża i zmęczona. Radzę sobie z tym na różne sposoby, ale prawdziwym oczyszczającym i dodającym energii hitem ostatnich tygodni jest dla mnie błotna maseczka oczyszczająco-matująca Sephora Collection. Właśnie zużyłam kolejny słoiczek i postanowiłam, że nim wyląduje w koszu na śmieci, to muszę Wam o niej opowiedzieć, bo jest rewelacyjna!



Sephora Collection błotna maseczka oczyszczająco-matująca, cynk i miedź 

Maska dedykowana jest cerze tłustej, zanieczyszczonej, z tendencją do zaskórników i wyprysków. Może Was zaskoczę, ale kosmetyk nie zawiera błota w składzie, jego obecność w nazwie nawiązuje do formuły i błotnistej konsystencji. Znajdziemy tu jednak oczyszczającą glinkę białą, przeciwzapalnie działający cynk, miedź o właściwościach antybakteryjnych oraz puder z pestek pomarańczy. Nie brakuje także nawilżającej gliceryny. Całość tworzy naprawdę udaną i przede wszystkim skuteczną mieszankę.  

Zapach jest charakterystyczny i faktycznie przypomina błoto, albo takie hmm mokre kamienie z jeziora? :D Mi osobiście się podoba i w żaden sposób nie drażni. Konsystencja jest gęsta, treściwa, więc maska nie spływa z twarzy. Zauważyłam, że pod koniec słoiczka nieco mi podeschła, ale nie jestem pewna, czy dobrze ją dokręciłam ostatnim razem. 

Maskę kupicie w Sephorze, dostępna jest w dwóch pojemnościach - 50ml kosztuje 56zł, a 30ml, czyli ta widoczna na zdjęciach bodajże 30zł. Na początek polecam wybrać mniejszy słoiczek, sprawdzicie, czy Wam podpasuje. :)


U kogo maska się sprawdzi i jak ją stosować?

Tak jak wspomniałam wyżej, maska przeznaczona jest dla cer przetłuszczających się i zanieczyszczonych. To naprawdę mocny w swym działaniu kosmetyk i posiadaczki cery wrażliwej mogą skarżyć się na podrażnienie, czy nadmierne napięcie naskórka. Jeżeli wiecie, że Wasza skóra jest gruba, mocna i odporna na kosmetyki o działaniu silnie oczyszczającym, a jednocześnie zanieczyszczona na całej powierzchni, to śmiało możecie nanieść maseczkę na całą twarz. W przypadku cer mieszanych warto zaaplikować błotnistą mieszankę wyłącznie na problematyczną strefę T. Ostatnia, przynosząca również widoczne rezultaty opcja, to nałożenie kosmetyku punktowo, na wszelkie stany zapalne. 

Przydatna wskazówka: Nie wydłużaj na siłę czasu noszenia maski na twarzy, ani nie dopuszczaj do jej nadmiernego wyschnięcia. Zwiększasz tym samym ryzyko podrażnień i przesuszenia cery.


Sephora, błotna maseczka oczyszczająco-matująca - efekty, działanie

Szczerze uwielbiam tę maskę. Dla mojej skóry jest prawdziwym wybawieniem w te upalne dni. Sięgam po nią raz lub dwa razy w tygodniu, gdy doskwiera mi uczucie nieświeżości, zmęczenia i obciążenia, a pory są ekstremalnie rozszerzone. Nakładam ją z reguły na całą twarz, bo choć z natury jest ona wrażliwa, to w tym momencie potrzebuje solidnej dawki orzeźwienia. Efekt działania maseczki jest natychmiastowy. Trzymam ją maksymalnie do 10 minut, gdy zasycha zbyt mocno spryskuję wodą termalną. Po zmyciu skóra jest dogłębnie oczyszczona, matowa, niesamowicie świeża, a pory znacznie zwężone. Twarz zyskuje jaśniejszy, bardziej wyrównany koloryt i zdrowy wygląd. Wydaje się być bardziej wypoczęta,  promienna, a wszelkie stany zapalne wyciszone. 

Zdarza mi się także zaaplikować maskę punktowo na pojedyncze zmiany. Gdy czuję, że rośnie mi pryszcz nanoszę odrobinkę kosmetyku i zostawiam na całą noc. Rano krostka, albo jest już na tyle zbudowana, że można ją jakoś sensownie usunąć, lub po prostu się wchłania. 

Maseczka mnie nie podrażnia, nie powoduje zaczerwienienia, szczypania, czy pieczenia. Gdy wysycha czuję jedynie lekkie napięcie i ściągnięcie, ale znika ono po zmyciu i aplikacji kremu.





Przydatna wskazówka - czym zmywać maseczki?

Przy okazji podrzucam Wam też mój patent na zmywanie masek. Nigdy nie robię tego dłońmi, bo nie lubię tego uczucia rozmazywania się kosmetyku pod palcami i brudzenia wszystkiego dookoła. Glinka wysycha, z reguły ma gęstą formułę i znacznie łatwiej usuwa się za pomocą celulozowych płatków do demakijażu. Moczę je delikatnie i wykonując delikatny masaż zmywam kosmetyk z twarzy powtarzając czynność do skutku. Płatki są miękkie i bardzo komfortowe w użyciu. Znajdzie je w Rossmannie, a te ze zdjęcia kupiłam kilka dni temu w Biedronce - 4 sztuki kosztowały 1,49zł. :)


Podsumowując, gorąco polecam, jeśli zmagacie się z nadprodukcją sebum, wągrami i innymi tego typu niespodziankami, a Wasza cera płata Wam niespodzianki. Na ten moment to najlepiej działająca pod względem oczyszczania maseczka jaką posiadam i na dniach kupuję większą pojemność, o ile tylko uda mi się ją zdobyć (często jest wyprzedana).

Koniecznie napiszcie w komentarzach, czy znacie tę maseczkę i jakie inne kosmetyki tego typu możecie polecić! :)
Trądzik na plecach - moje doświadczenia

poniedziałek, sierpnia 06, 2018 22

Trądzik na plecach - moje doświadczenia

Problem trądziku na plecach kiedyś był mi całkowicie obcy. W czasach nastoletnich moja skóra twarzy nieco się buntowała, ale plecy zawsze miałam czyste. Dlatego przeżyłam niezły szok kiedy po odstawieniu antykoncepcji zaczęło się istne pobojowisko. Nie wiem, czy Wam o tym wspominałam, ale pierwszy raz miał miejsce kilka lat temu. Wtedy zrezygnowałam z tabletek na kilka miesięcy i to był dramat. Nie mogłam oprzeć się na krześle, bo po prostu bolały mnie plecy. Pobiegłam do dermatologa i miałam wybór, albo Izotek, albo powrót do antykoncepcji. Wybrałam to drugie. Z perspektywy czasu stwierdzam, że to był błąd i dziś postąpiłabym inaczej.



Kilka lat później...

Tabletki brałam wciąż, ale ile można. Stwierdziłam, że najwyższa pora odstawić te maleńkie pigułki,  łudząc się, że tym razem zmiany hormonalne okażą się bardziej łaskawe dla mojej skóry. No niestety. Pierwsze miesiące były spokojne, ale później nastąpiła powtórka z rozrywki. A w zasadzie problem wrócił ze wzmożoną siłą. Pojawił się trądzik. Twarz mi jako tako oszczędziło, ale plecy... to co tam zaczęło się dziać, to była istna masakra. Z płaczem oglądałam się w lustrze. Pisząc masakra, mam na myśli zmasowany atak ropnych, naciekowych, bolących gul, które tworzyły się z dnia na dzień i osiągały zaskakujące rozmiary. Sorry za dosłowność, ale chcę Wam zobrazować skalę problemu. To nie było kilka drobnych krostek.

Pisząc, że twarz mi oszczędziło mam na myśli to, że po odstawieniu antykoncepcji owszem, skóra zaczęła się ekstremalnie przetłuszczać, pory nagle stały się trzy razy większe i bardziej rozszerzone, pojawiły się grudki, masa zaskórników i problemy z utrzymaniem cery w równowadze, jednak dużych, widocznych, ropnych, bolących pryszczy było mało. Były momenty, że nie pojawiały się wcale, albo serwowały mi zmasowany atak na brodzie, ale to było i tak niczym, w porównaniu z tym, co działo się z tyłu. Nim jednak opiszę Wam, co i jak, chcę poświęcić chwilę na same przyczyny powstawania trądziku  na plecach, bo wiem, że nie jestem z tym problemem sama.

Skąd w ogóle bierze się trądzik na plecach? Przyczyny 

Dostaję od Was sporo wiadomości na temat krostek na plecach. Żeby odpowiednio z nimi walczyć, musimy postarać się określić skąd się biorą, a przyczyn jest naprawdę sporo! Zmiany hormonalne, to jedno. Istnieje jednak szereg innych czynników, które mogą prowadzić do pogorszenia stanu cery i mają one przede wszystkim związek z nieodpowiednią pielęgnacją. Mam tu na myśli przede wszystkim:

  • Mycie pod prysznicem najpierw pleców, a później włosów. Istnieje ryzyko, że źle spłukana maska, czy odżywka zapchają pory i doprowadzą do powstania wyprysków,
  • Noszenie ubrań z nieoddychających tkanin, szczególnie podczas wysokich temperatur,
  • Zbyt rzadkie zmienianie bielizny tj. biustonosza,
  • Stosowanie nieodpowiednich kosmetyków do mycia - jeśli skóra pleców ma tendencję do trądziku, warto myć ją tym samym żelem, co np. twarz,
  • Niedokładne, nieregularne mycie całych pleców.
Będę też powtarzać do znudzenia, że ogromny wpływ na stan skóry ma dieta! Duża ilość cukru, przetworzone jedzenie, fast foody, to naprawdę ma znaczenie i wiem to z własnego doświadczenia. 



Małe zmiany gwarantują czasem duże efekty

Niekiedy ciężko stwierdzić, co tak naprawdę nam szkodzi i powoduje wykwity. Dlatego warto zacząć od metody małych kroków i wprowadzać stopniowo zmiany, a przy tym obserwować skórę. Gdy zauważyłam, że z moimi plecami zaczyna się dziać coś niedobrego kilka miesięcy po odstawieniu antykoncepcji, to zaczęłam robić wszystko, by ilość wyprysków ograniczyć. Oczywiście skupiłam się na początku na zmianach, które mogą od razu przynieść efekty, czyli - wymieniłam kosmetyki do pielęgnacji (żel pod prysznic zamieniłam na Effaclar La Roche Posay, bo nim myję także twarz), jeszcze dokładniej myłam plecy, ćwiczyłam wyłącznie w bawełnianych koszulkach, zdrowiej jadłam i gdy to nie dawało jakichś większych, widocznych efektów, to stwierdziłam, że czas na lekarza, bo to musi być coś poważniejszego, hormonalnego.


Co robić, gdy nic nie działa?

Nie chcę demonizować dermatologów, bo mam z nimi również dobre doświadczenia, ale niestety mam smutne wrażenie, że dla większości leczenie trądziku opiera się nieco na wróżeniu z fusów, albo ślepym przepisywaniu leków na potęgę. I to jest przykre. Oczywiście dermatolog nie zlecił mi żadnych badań, powiedział, że w zasadzie, to antybiotyk niewiele pomoże, bo plecy wyglądają źle i najlepiej, to od razu Izotek. Nie zgodziłam się. Walczyłam dalej sama, ale z różnym skutkiem.

Odwiedziłam kosmetyczkę, o czym Wam pisałam. Po pierwszym zabiegu tj. aplikacji dwóch różnych kwasów, już niestety nie pamiętam jakich :( efekt był fajny, po drugim nie było żadnego. W międzyczasie trafiłam do endokrynologa, który jako jedyny zlecił mi wszystkie badania hormonalne i faktycznie, okazało się, że moje wyniki mogą powodować taki stan skóry. Kosmetolog uznała, że jeśli to związek z hormonami, to nie ma sensu wydawać pieniędzy, bo i tak nie będzie super poprawy. Doceniam.

Po pewnym czasie nastąpiło znaczne pogorszenie i miałam taki wysyp na plecach, że znów mi się chciało płakać. Pryszcze liczyłam w dziesiątkach. :( Zrezygnowana poszłam do innej dermatolog, która przepisała mi antybiotyk (powiedziała, że przy insulinooporności, niedoczynności tarczycy i moich wrażliwych jelitach w tym momencie Izotek byłby dla mnie niewskazany) - Tetralysal. Kto miał problem z trądzikiem, ten na pewno te tabletki zna, bo lekarze przepisują je hurtowo, mimo, że dużo dziewczyn narzeka na ich niską skuteczność oraz częste nawroty po zakończeniu kuracji. Do tego dwie maści: Benzacne i Clindacne - jedna na wieczór, druga na rano. I tutaj muszę napisać, że smarowanie całych pleców dwa razy dziennie jest tak uciążliwe, że masakra. Szczególnie rano. Trzeba poczekać, aż maść się wchłonie, a wchłania się dość długo, poza tym tubki szybko się kończą, w dodatku odbarwiają ubrania. No, ale uparcie wcierałam i łykałam tabletki. Po tygodniu na plecach miałam istny armagedon. Serio, nigdy nie było gorzej. Pryszcz na pryszczu, szczególnie w górnej części pleców, ten trójkąt między łopatkami. Skóra czerwona, zaogniona, swędząca, boląca. Smarowałam dalej, choć do kosza poleciała już sukienka, piżamy i dwie koszulki ozdobione żółtymi plamami. Gdy skończyły mi się tubki coś we mnie pękło i pomyślałam "dość". Odpuściłam na własną odpowiedzialność. Antybiotyk nadal brałam, ale źle się po nim czułam. Bolał mnie przede wszystkim brzuch, a poprawy nadal nie było, więc stwierdziłam, że nie będę się dalej faszerować. Może nie było to zbyt rozsądne zagranie, może powinnam być bardziej cierpliwa. Nie polecam wzorowania się tu na mnie, ale to była moja dorosła, świadoma decyzja i z perspektywy czasu jej nie żałuję. 

Jak walczyć z trądzikiem na plecach po odstawieniu antykoncepcji? Trądzik na plecach pielęgnacja w domu

Po przerobieniu kosmetyczek i dermatologów muszę stwierdzić, że największą poprawę zawdzięczam samej sobie. Plecy nadal nie są w stanie idealnym, wciąż pojawiają się wypryski, ale w znacznie mniejszej ilości. Skóra jest na pewno znacznie spokojniejsza niż była. Co więc w moim przypadku zadziałało najlepiej?

  • Mycie pleców żelami dedykowanymi do mycia twarzy cery tłustej/ trądzikowej np. Effaclar LRP, Sylveco rumiankowy, Ziaja liście manuka,
  • Smarowanie pleców Effaclar Duo - niecodziennie, doraźnie na całe plecy i punktowo,
  • Przecieranie pleców płatkiem kosmetycznym nasączonym olejkiem z drzewa herbacianego,
  • Maseczki z glinki (głównie zielona, ghassoul), często z kilkoma kroplami olejku z drzewa herbacianego,
  • Peelingi enzymatyczne na plecy (Sylveco, Tołpa)
  • stosowanie wielofunkcyjnego olejku Stay Pure Annabelle Minerals podczas spotkań z fizjoterapeutką,
  • Noszenie ubrań  z bawełny,
  • Dokładne mycie pleców, ale dłońmi, bez użycia żadnych dodatkowych gąbek, które są siedliskiem bakterii,
  • Prysznic bezwzględnie po każdym wysiłku np. trening, plus rano i wieczorem, skupiając się na plecach
  • Noszenie związanych włosów częściej niż zwykle,
  • Mycie włosów głową w dół, już po prysznicu, a pod prysznicem najpierw mycie włosów, a później pleców,
  • Ograniczenie myślenia o problemie. Gdy odpuściłam ciągle przeglądanie się w lustrze, dotykanie pleców, w poszukiwaniu nowych zmian i po prostu trochę to olałam, mniej się stresowałam, a to również miało wpływ na skórę,
  • Cierpliwość i konsekwencja w pielęgnacji,
  • Wyciskanie, przy zachowaniu odpowiedniej higieny, choć zdaję sobie sprawę, że to może budzić kontrowersje. Rozwijam zatem temat poniżej.
Wyciskać, czy nie?

Wszyscy wkoło wałkują nie wyciskaj pryszczy! Wyciskanie, to zło! Zostaw te pryszcze w spokoju. Niestety nie mogę się do końca z tym zgodzić. Rozumiem, że nie można grzebać brudnymi rękoma, cisnąć na siłę paznokciami, znęcać się nad wypryskiem, który dopiero się buduje. Jeśli jednak widzisz, że zmiana jest duża, zakończona białą główką (sorry za dosłowność po raz kolejny) i boli tak, że nie możesz się oprzeć o krzesło, albo ubrać stanika, to ciężko się powstrzymać. Ale pokusa nie jest najważniejsza. Bardziej istotny jest fakt, że gdy faktycznie, zachowując higienę, odkażając zmianę i mając czyste ręce lub sterylną super cienką igłę, pozbywałam się nieprzyjaciela, to to miejsce natychmiast się goiło, przestawało boleć. A gdy brałam wypryski na przeczekanie, to wchłaniały się i na plecach zostawała bardzo bolesna przy dotyku grudka, jakby czerwona plama, z całym tym syfem w środku, która odnawiała się po czasie. I może brzmi to obrzydliwie, ale według mnie rozsądne wyciskanie bywa pomocne. 



Post wyszedł długi, ale chciałam się z Wami podzielić moimi doświadczeniami. Nie zawsze moje postępowanie mogło wydawać się rozsądne, ale nie ukrywam też, że problem trądziku bardzo mnie frustrował i męczył. Niektóre decyzje podejmowałam zdesperowana. Czy jakiejś żałuje? Być może powinnam kontynuować leczenie maściami i antybiotykami, ale zabrakło mi zwyczajnie, po ludzku siły. Mimo to, jest lepiej, dużo lepiej. Daję sobie czas, jeśli trądzik nadal będzie mi dokuczał, nie wykluczam, że kiedyś, w przyszłości znów zacznę szukać pomocy dermatologa lub kosmetologa. 

Na sam koniec powiem Wam jedno - jeśli borykacie się z trądzikiem, czy to na twarzy, czy plecach, to nie dajcie się zbyć lekarzom. Proście o zlecenie badań hormonalnych i nie pozwólcie sobie wmówić, że antykoncepcja, to remedium na wypryski. Tabletki owszem, wyciszą stany zapalne, ale po ich odstawieniu może być jeszcze gorzej. Miejcie tego świadomość, bo nikt z lekarzy o tym nie mówi. 

Dajcie znać, czy kiedykolwiek ten problem Was dotyczył i jak walczycie z trądzikiem na plecach lub twarzy. Życzę Wam wytrwałości i siły, bo wiem jak potrafi zburzyć to pewność siebie! 
NeoNail Colors of Freedom by Julia Wieniawa | wakacyjny manicure

wtorek, lipca 24, 2018 11

NeoNail Colors of Freedom by Julia Wieniawa | wakacyjny manicure

Lato to czas kolorystycznych szaleństw. Nasycone barwy, soczyste odcienie aż proszą się, by po nie sięgnąć. Przepięknie odbijają światło promieni słonecznych i podkręcają nawet najdelikatniejszą opaleniznę. Czemu więc nie przenieść ich na paznokcie? Marka NeoNail stworzyła iście wakacyjną kolekcję Colors of Freedom by Julia Wieniawa, która będzie idealną ozdobą dłoni i pięknym uzupełnieniem każdej letniej stylizacji. Nieważne, czy urlop spędzasz w mieście, czy na rajskiej, tropikalnej wyspie. ;)


NeoNail Colors of Freedom by Julia Wieniawa

Sześć modnych, energetycznych odcieni, które dodają powera i pewności siebie. Zadbane dłonie perfekcyjnie pokryte intensywnym kolorem pozwalają poczuć się kobieco, a zarazem przyciągają uwagę otoczenia. Colors of Freedom by Julia Wieniawa, to potęga wakacyjnego szaleństwa i letniej beztroski. W kolekcji znajdziemy odcienie kolory takie jak:

Wszystkie kolory są świetnie napigmentowane - na tyle mocno, że już pierwsza warstwa równomiernie pokrywa płytkę bez smug i prześwitów. Druga jedynie pogłębia kolor. W trakcie noszenia nie bledną, nie wycierają się, nie tracą na swej intensywności. A musicie wiedzieć, że ich soczystość zwraca na siebie uwagę, oj zwraca. :) Paznokcie pokryte Wild Heart zbierają tyle komplementów i zapytań o nazwę lakieru, że aż mnie samą to zaskakuje! Pozdrawiam panią, która zapytała mnie o manicure w kolejce do kasy w Lidlu. :D

Maluje się nimi bardzo łatwo, bo nie smużą i nie rozlewają się na skórki. Pędzelki, tak jak w przypadku pozostałych lakierów NeoNail pozwalają na zachowanie precyzji przy skórkach. Często mnie pytacie, jak pomalować płytkę tuż przy nich. Odpowiedź jest prosta - mocno odsuwamy skórki, a później ewentualne niedociągnięcia, czy braki koloru poprawiamy maleńkim pędzelkiem do zdobień. Trochę to czasem trwa - ja poświęcam na to sporo czasu, bo po prostu lubię jak jest na tip top, szczególnie do zdjęć. :) Skórki w międzyczasie delikatnie cofają się na swoje miejsce i dzięki temu nie widać granicy koloru na płytce. Poza tym, znacznie później pojawia się odrost.

Ważne: lakiery należy utwardzać w lampie LED.
Jedna buteleczka o pojemności 7,2ml kosztuje 29,90zł. 



Wakacyjny manicure NeoNail

Jak tylko dotarła do mnie kolekcja Colors of Freedom by Julia Wieniawa, wiedziałam po jaki kolor sięgnę najpierw. Wild Heart to mój bezapelacyjny faworyt. On nie potrzebuje żadnego towarzystwa w postaci zdobień. Solo wygląda tak obłędnie, że ciężko się na niego napatrzeć. :) Pięknie prezentuje się zarówno w wersji z błyskiem, jak i matowej. Ja jestem zakochana! Dawno, żaden kolor AŻ tak mnie nie urzekł. Przyznajcie same, czyż on nie jest boski? 


Dla przypomnienia, jak wykonuję manicure hybrydowy krok po kroku:


→ Stary manicure usuwam frezarką Frezarka JSDA Nail Drill JD 700 White
→ Sięgam po pilnik o gradacji 100/180 i opiłowuję paznokcie - ściągam ewentualne resztki z płytki, nadaję wszystkim jednakowy kształt, opracowuję i odsuwam skórki, a następnie przechodzę do zmatowienia płytki blokiem polerskim.
→ Odtłuszczam paznokcie Nail Cleanerem i nakładam cienką warstwę bazy Hard Base
→ Wkładam dłoń do lampy LED 24W/48W ECO na 30 sekund. 
→ Aplikuję pierwszą cienką warstwę lakieru Wild Heart
→ Wkładam dłoń do lampy, utwardzam, a następnie aplikuję drugą, równie cienką warstwę i znów utwardzam.
→ Palec środkowy i serdeczny pokrywam Top Velour, pozostałe Hard Top.
→ Ponownie wkładam dłoń do lampy, utwardzam i gotowe.

Przydatna wskazówka: Zawsze wszelkie poprawki przy skórkach, czyli dokładanie koloru tam gdzie go brak, nanoszę za pomocą pędzelka Studio Line - kolinsky 0/0. Jego niewielki rozmiar pozwala mi na rozłożenie koloru tam, gdzie dokładnie chcę, aby był. Im będzie cieńszy, tym łatwiej będzie się nim operowało i zmniejszycie ryzyko zalania sobie skórek. :) 


Dziewczyny, co sądzicie o linii NeoNail Color of Freedom by Julia Wieniawa? Jaki kolor jest Waszym faworytem? Jakie odcienie nosicie na paznokciach latem?
Kosmetyczni ulubieńcy ostatnich miesięcy: Beauty Legacy, Super Stay Matte Ink i inni

czwartek, lipca 19, 2018 8

Kosmetyczni ulubieńcy ostatnich miesięcy: Beauty Legacy, Super Stay Matte Ink i inni

Dawno nie opowiadałam Wam o ulubionych kosmetykach więc z przyjemnością wracam do tej serii! Zebrałam garść perełek, które są ze mną od dłuższego czasu i sprawdzają się wzorowo. Jeżeli ciekawią Was moi faworyci zapraszam do dalszego czytania!



Miękkie i nawilżone włosy

Wiecie już pewnie, że moje włosy są bardzo wymagające, a ja w ostatnich tygodniach nie miałam zbyt wiele czasu na zajmowanie się nimi. Doceniam więc kosmetyki, które działają w przysłowiowym międzyczasie, wystarczy je tylko nałożyć, a później zmyć. Tak właśnie jest z maską L'Oreal Elseve Magiczna Moc Olejków. Polubiłam ją od pierwszego użycia, choć przyznać muszę, że sprawdza się najlepiej nałożona na 30 minut przed myciem, na suche włosy. Wtedy efekt jest bardziej widoczny niż, gdy nałożę ją standardowo po myciu. Pasma są przyjemnie miękkie w dotyku, nawilżone, lepiej się układają, a jednocześnie nie tracą na objętości. Kremowa, gęsta konsystencja kosmetyku sprawia, że śmiało możemy maskę zaaplikować i po chwili zająć się czymś innym. Jej spłukiwanie jest ekspresowe, ja po prostu mocząc włosy masuję je delikatnie, a następnie przechodzę do tradycyjnego ich mycia. Pochwalić ją muszę również za piękny zapach. 



Czym tak pachniesz?!

Sięgam po perfumy z różnych półek cenowych, ale nigdy w życiu nie dostałam tyle pytań o to czym pachnę. A jakie perfumy wzbudziły takie zainteresowanie? ;) Avon Eve Elegance! Zapach jest naprawdę bardzo przyjemny i przykuwający. Ja zaliczam go do tych z kategorii dziennych, lekkich, doskonale wpasowujących się w cieplejszą porę roku (choć skąpany w jesiennym słońcu będzie idealnym dopełnieniem stylizacji). Ciężko mi go opisać, bo nie jest typowy. Myślę, że dobrze pasuje do niego określenie wyważony, choć przeważają tu kwiatowe aromaty. Do tego dochodzi zaskakująco dobra trwałość, ładna buteleczka i stosunkowo niska cena. Koniecznie zwróćcie na nie uwagę, tyle kobiet nie może się mylić. :D


Rzęsy w rozmiarze XL

Trafiłam na tanią maskarę, która pozwala na wyczarowanie efektu wow na rzęsach. Mowa o Wibo Volume Drama. Początkowo nie byłam zachwycona jej dużą, włochatą szczoteczką (wolę silikonowe), ale to co ona robi z rzęsami naprawdę wynagradza wszystko. Świetnie wydłuża, optycznie pogrubia i dobrze rozdziela włoski. Jednocześnie utrzymują one podkręcenie zalotką - nie opadają i nie prostują się. Maskarę łatwo zmyć płynem micelarnym, a mimo to nie rozmazuje się w trakcie dnia, ani nie odbija na powiekach. Jedynie, gdy już straci swą świeżość w pewnym momencie zaczyna się kruszyć. Zauważyłam to po jakichś dwóch miesiącach regularnego stosowania i był to czas, w którym należało się rozstać.










Świeże spojrzenie

Całkiem przypadkiem odkryłam super korektor na co dzień. Mowa o Bourjois Radiance Reveal. Świadomie bym go nie kupiła, bo byłam przekonana, że będzie miał za słabą pigmentację, ale użyłam raz, potem drugi i polubiliśmy się bardzo. Może nie jest to najbardziej kryjący korektor na świecie, ale za to przepięknie rozświetla, rozjaśnia i odświeża okolicę oka! Odbija światło, ukrywa zmęczenie, niewyspanie i zasinienia. Przy okazji też widocznie ją nawilża i wygładza. Nie wchodzi w zmarszczki, nie podkreśla ich, nie przesusza i sprawdza się świetnie podczas zaspanych, zabieganych poranków. Do makijażu dziennego, który nie zajmuje mi więcej niż 10 minut jest wręcz stworzony.  Znajdziecie go np. tutaj.



Pomadka, która przetrwa wszystko

Naprawdę długo szukałam trwałej pomadki w idealnym odcieniu czerwieni. Zależało mi na kolorze, który nie będzie krzyczał z daleka swoją intensywnością. Zdecydowanie bardziej wolę te przygaszone, stonowane, bo wtedy mam odwagę nosić je również na co dzień. No i słuchajcie, znalazłam swój ideał. :D Przyznaję bez bicia, przepadłam na punkcie pomadki Maybelline Super Stay Matte Ink. Jej odcień - 020 Pioneer jest obłędny, a sama formuła niesamowicie trwała, a zarazem lekka. Niektóre z dziewczyn zarzucają jej gumowatość i faktycznie ona nie zastyga na suchy mat, ale ja jej na ustach nie czuję i w niczym mi nie przeszkadza. A trzyma się skubana wzorowo! Niestraszne jej jedzenie i picie. Jedynie ściera się na łączeniu warg po paru godzinach, ale to wynika u mnie z ich budowy. Do kupienia w dobrej cenie na ekobieca.pl.



Uniwersalna paletka

Taaaak, też mam paletę Beauty Legacy powstałą we współpracy Maxineczki i Makeup Revolution.  Do tej pory podarowałam sobie jednak jakikolwiek komentarz, bo w pewnym momencie cała ta otoczka i atmosfera wokół niej stała się dość niezdrowa. Myślę, że część osób ostro się zagalopowała, ale wróćmy do samej palety. Lubię ją, tak po prostu. Doceniam przede wszystkim za uniwersalność, bo mam pod ręką wszystko czego mi trzeba, by wykonać makijaż zarówno dzienny, jak i wieczorowy. Kolory są totalnie moje. Nie przeszkadza mi delikatny rozświetlacz, bo moja tłusta cera z rozszerzonymi porami w tym momencie woli subtelny blask. Pigmentacja jest fajna, z  najbardziej problematycznego cienia orchid da się naprawdę sporo wyciągnąć jeśli odpowiednio się go zaaplikuje. O trwałości również nie mogę złego słowa napisać - na bazie makijaż trzyma się do demakijażu. A poza tym gratuluję Asi i cieszę się jej sukcesem. Tyle. :)

I to już wszyscy moi kosmetyczni faworyci. Jestem ciekawa, czy znacie przedstawione przeze mnie kosmetyki i co sądzicie na ich temat! Dajcie znać. :)