Wishlista, czyli moje plany zakupowe na najbliższe miesiące

wtorek, czerwca 12, 2018 30

Wishlista, czyli moje plany zakupowe na najbliższe miesiące

Ostatnio zrobiłam w mieszkaniu niemałe czystki. Pozbyłam się wszystkich niepotrzebnych rzeczy, niedopasowanych lub za ciasnych ubrań, przeterminowanych kosmetyków i innych zbędnych gadżetów. Zrobiło się sporo luzu, ale jednocześnie pojawiły się także braki, które muszę uzupełnić. Dziś opowiem Wam co planuję kupić, być może mi doradzicie? :)



Rewolucja w szafie

Tak jak wspomniałam wyżej, wywaliłam lub puściłam w świat wszystkie ciuchy, w których nie czułam się dobrze i które nie leżały tak jakbym chciała. W szafie zrobił się spory luz, bo dawno takich gruntownych porządków nie robiłam, a ja zostałam z kilkoma ubraniami. Pojawił się spory deficyt w garderobie, szczególnie tej typowo letniej, który już nieco uzupełniłam, ale nadal na mojej liście są:
  • Luźne, jeansowe szorty, takie nieco dłuższe, zakrywające pupę, z postrzępionymi nogawkami, do chodzenia na co dzień.
  • Jeansowa kurtka, tak zwana katana, która wróciła obecnie do łask - będzie świetnym dodatkiem  np. do sukienek, idealna opcja na letnie wieczory.
  • Espadryle, czarne albo beżowe, moje zeszłoroczne z Renee już się do niczego nie nadają, a to taki typ obuwia, w którym jestem w stanie przechodzić całe lato.
  • Maxi sukienka - jeśli śledzicie mnie na instagramie (serdecznie zapraszam klik), to wiecie, że kupiłam niedawno swoją pierwszą maxi kieckę i czuję się w niej świetnie, dlatego z pewnością zaopatrzę się w kolejne egzemplarze! Zalando ma naprawdę spory wybór.

Brakuje mi także kilku dodatków, między innymi:
  • Torebki, ale takiej bardziej sportowej, która będzie dobrze wyglądać nawet w połączeniu ze spodniami dresowymi, bardzo podobają mi się worki Me & Bags, więc jeśli macie je w swojej szafie, dajcie znać jak się noszą. :)
  • Łańcuszek - od dłuższego już czasu choruję na złoty łańcuszek z księżycową zawieszką! Jest piękny i mam już upatrzony model z linii Wild od Ani Kruk;
  • Okulary przeciwsłoneczne - szukam jakiegoś porządnego modelu na co dzień, ale nie chciałabym wydawać fortuny. Na pewno, gdy już na jakieś się zdecyduję, będę polować na zniżki - dziś znalazłam np. sporo modeli w obniżonych cenach w Anwear.
Zakupy na siłownię

Brakuje mi również kilku typowo sportowych gadżetów, które uprzyjemnią i ułatwią treningi. Priorytety, to:
  • Paski do podnoszenia ciężarów, które poprawiają siłę chwytu i są baaardzo pomocne przy treningach siłowych,
  • Rękawiczki - wiem, że niektórzy wolą ćwiczyć bez, ale ja lubię i nie potrafię ;) bez nich od razu robią mi się odciski, poza tym ślizgają mi się dłonie,
  • Ręcznik z mikrofibry - cienki, lekki, szybko schnący,
  • Buty do biegania - bardzo chciałabym regularnie zacząć biegać, ale wiem, że muszę uważać, ze względu na moje problemy z kolanami, dlatego porządne buty to podstawa! Obuwie sportowe zawsze kupuję online, bo stacjonarnie ceny potrafią być nawet o 100% wyższe. Na AleRabat.com praktycznie do każdego sklepu - Nike, Adidas, Reebok, znalazłam jeszcze dodatkowe zniżki. Jest w czym wybierać, tylko kompletnie nie wiem na jaki model mam się zdecydować, chyba pomierzę je na miejscu, a potem zamówię. :)

Wakacyjne lektury

Obecnie kompletnie nie mam czasu na czytanie książek. Ubolewam nad tym, ale doba jest bezlitosna i nie chce się wydłużyć. Bardzo chcę jednak "oswoić" a przede wszystkim zrozumieć insulinooporność, dlatego na celowniku mam pozycje o tej tematyce. 
  • "Dieta w insulinoooporności", Magdalena Makarowska, Dominika Musiałowska - zainteresowała mnie w Empiku, ale tak jak w przypadku butów sportowych - zakupów dokonam online, bo w sieci można ją upolować o 50% taniej;
  • "Insulinooporność. Zdrowa dieta, zdrowe życie", Dominika Musiałowska - tutaj sytuacja ma się podobnie :) Zresztą zerknijcie sobie na AleRabat.com ile dodatkowych zniżek można znaleźć na książki i na przykład gry :) Promocje do wszystkich internetowych księgarni są w jednym miejscu.
Fotografia

Miałam zdjęciowy zastój, ale małymi kroczkami wracam do fotografii i bardzo chciałabym się rozwijać w tym temacie. :) Aby pstrykanie szło mi sprawniej i przyjemniej potrzebuję:
  • Małej blendy, bo moja wielka (poniosło mnie przy zakupach), czasami bywa irytująca,
  • Pilota do aparatu, który umożliwia opóźnienie migawki, to na maksa ułatwia życie!!
  • Dodatkowej baterii - czas skończyć z rozładowanym aparatem :D
  • Dodatkowej karty, a nawet kilku kart pamięci - zdjęcia w formacie RAW sporo ważą, a karty zapełniają się w zastraszającym tempie 

Kosmetyki

Na sam koniec typowe, babskie, kosmetyczne zachcianki :D Nie byłabym przecież sobą, gdyby coś mi się nie zamarzyło!
  • Benefit Blush Bar - paleta zawierająca same kultowe produkty marki o pełnowymiarowych gramaturach! Boska jest i zachorowałam na nią w momencie, gdy po raz pierwszy ją zobaczyłam. I powiem Wam, że intensywnie się nad nią zastanawiam, tym bardziej, że znalazłam kod  rabatowy 15% w Sephora. I co teraz? :D


To już chyba wszystko, jeśli o mnie chodzi. :) W planach mam też kilka większych wydatków, ale o nich opowiem Wam, gdy już się spełnią. :)

Dajcie koniecznie znać, co Wy planujecie kupić w najbliższym czasie i jakie macie zakupowe zachcianki. Uwielbiam czytać takie posty na innych blogach, bo zawsze coś wpadnie mi samej w oko, albo dowiem się o jakiejś promocji. Partnerem dzisiejszego tekstu jest portal AleRabat.com, który serdecznie Wam polecam, bo sama często z niego korzystam - w jednym miejscu mamy mnóstwo kodów rabatowych na zakupy z różnych kategorii. Znajdziecie tu zniżki do czołowych sklepów, jak i tych mniej popularnych. Naprawdę warto śledzić oferty, szczególnie, gdy w perspektywie macie większe wydatki. :)

NeoNail Aquarelle - szybki sposób na efektowny manicure!

piątek, czerwca 08, 2018 10

NeoNail Aquarelle - szybki sposób na efektowny manicure!

Choć kalendarzowe lato jeszcze przed nami pogoda już rozpieszcza iście wakacyjnymi temperaturami. Dla mnie oznacza to jedno - kolorystyczne szaleństwo, eksperymenty z fakturami i wzorami, również podczas wykonywania manicure! Kolekcja Aquarelle od NeoNail pozwala w kilka sekund wyczarować abstrakcyjne, unikatowe wzory, które doskonale wpisują się w letnie trendy. Świetnie uzupełnia każdą wakacyjną stylizację, więc pozwólcie, że dziś zaprezentuję Wam kilka wybranych kolorów z bliska i pokażę co udało mi się wyczarować na moich paznokciach. :-) 



NeoNail Aquarelle

Kolekcja liczy aż 20 kolorów, więc pole do popisu mamy ogromne! Trudno zdecydować się na kilka wybranych odcieni! Dodatkowo w skład linii wchodzą dwie bazy - Aquarelle Base White i Aquarelle Base Clear. Ja na ten moment posiadam: 

→ Black Aquarelle - intensywna czerń;
→ Blue Aquarelle - jasny, soczysty błękit;
Raspberry Aquarelle - intensywny, wyrazisty róż;
Pink Aquarelle - delikatny, jasny, pastelowy róż;
Red Aquarelle - elegancka, głęboka czerwień;
Aquarelle Base White - biała baza do zdobień Aquarelle;

Tworzenie wzorów jeszcze nigdy nie było tak łatwe. Wykonujemy manicure hybrydowy jak zwykle, rozpoczynając od warstwy bazy Hard Base i wybranego koloru lakieru hybrydowego. Jeśli decydujemy się na klasyczną biel, po utwardzeniu pierwszej warstwy nanosimy Aquarelle Base White. Tej bazy już nie utwardzamy - sięgamy po odcień z kolekcji Aquarelle, aplikujemy go na płytkę i tworzymy fantazyjne zdobienia.

W przypadku, gdy zdecydujemy się na inny odcień hybrydy - np. czerwień, czy błękit, sytuacja wygląda podobnie. Najpierw na płytce ląduje klasyczna baza, następnie lakier hybrydowy w wybranym przez nas numerku, a po jego utwardzeniu w lampie Aquarelle Baze Clear, czyli bezbarwna baza, na którą nanosimy  kolorowy lakier z linii Aquarelle i zabieramy się za zdobienie.

Każda buteleczka w cenie 29,90zł dostępna jest na www.neonail.pl.



Innowacja, kreatywność i łatwość użycia

Co sprawia, że lakiery hybrydowe Aquarelle są takie wyjątkowe? Doceniam rozwiązania, które umożliwiają uzyskanie niepowtarzalnego efektu, w krótkim czasie. Linia Aquarelle daje możliwość wyczarowania świetnych zdobień bez posiadania zaawansowanych umiejętności, precyzji i wprawy. Za jej pomocą każda z nas stworzy unikatowy wzór w kilka sekund, przy okazji świetnie się przy tym bawiąc. Odrobina wybranego koloru na płytce (lakier sam się na niej rozpływa), dwa - trzy pociągnięcia pędzelkiem i gotowe!  Serio, choć z pozoru może wydawać się inaczej, to jest to super łatwe! W przygotowywaniu stylizacji ogranicza nas jedynie nasza wyobraźnia. 
Muszę Wam też zdradzić, że dla mnie sam moment tworzenia manicure hybrydowego, to również doskonała okazja na spotkanie z przyjaciółką. Jeśli tylko mamy chwilę umawiamy się na spotkanie i malując paznokcie nadrabiamy towarzyskie zaległości. Polecam! 


Stylizacja z użyciem lakierów hybrydowych Aquarelle 

Z Aquarelle miałam do czynienia po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni. Tworzenie wzorków, to niesamowita frajda. W dodatku nie musimy denerwować się, że brak nam precyzji w dłoni - ta kolekcja naprawdę wiele wybacza. :) Tym razem postawiłam na róż. Zobaczcie co mi wyszło!

→ Odsuwam skórki, te które ewentualnie gdzieś wystają wycinam. Skracam paznokcie (poprzednia długość zaczęła mi odrobinę przeszkadzać w ćwiczeniach na siłowni) i nadaję im odpowiedni kształt za pomocą pilnika o gradacji 100/180 , następnie czas na zmatowienie płytki blokiem polerskim. Pamiętajcie, aby zrobić to dokładnie przy skórkach i bokach paznokcia.
→ Odtłuszczam paznokcie Nail Cleanerem i aplikuję cienką warstwę bazy Hard Base
→ Utwardzam bazę w lampie LED 24W/48W ECO przez 30 sekund. 
→ Aplikuje pierwszą warstwę lakieru hybrydowego. Na palec środkowy i serdeczny nanoszę jedną warstwę białego lakieru French White, a na pozostałe Passion Flame.
→ Znów wkładam dłoń do lampy i utwardzam kolor, a następnie dokładam drugą warstwę różu na mały palec, wskazujący i kciuk. Ponownie utwardzam. 
→ Na środkowy aplikuję cienką warstwę bazy Aquarelle Base White. Nie utwardzam jej! Następnie sięgam po lakier hybrydowy Raspberry Aquarelle i dosłownie kropkę prosto z pędzelka nanoszę na płytkę. Sięgam po pędzelek Studio Line - kolinsky 0/0 i przejeżdżam nim kilkukrotnie po paznokciu. Gdy efekt mnie zadowala, ponownie wkładam dłoń do lampy.
→ Powyższą czynność powtarzam na palcu wskazującym, tym razem nanosząc odrobinę większą kropkę Rasberry Aquarelle. Utwardzam uzyskane zdobienie w lampie.
→ Na sam koniec wszystkie paznokcie pokrywam topem Hard Top, przemywam Nail Cleanerem i gotowe.


Dziewczyny co sądzicie o kolekcji  NeoNail Aquarelle?

Odstawienie tabletek antykoncepcyjnych - skutki i moje doświadczenia

wtorek, czerwca 05, 2018 51

Odstawienie tabletek antykoncepcyjnych - skutki i moje doświadczenia

Antykoncepcja, temat nie obcy dla wielu z nas. Decydujemy się na nią z różnych powodów, do dwóch głównych możemy zaliczyć chęć uniknięcia nieplanowanej ciąży oraz poprawy stanu cery. Niestety lekarze po dziś dzień zalecają tabletki antykoncepcyjne jako remedium na dolegliwości skórne. Sama swoją pierwszą receptę otrzymałam od ginekologa kilka lat temu. Nie miałam jakiegoś wielkiego trądziku, moje hormony były w normie, ale borykałam się z regularnym wysypem zaskórników na brodzie i przetłuszczającą się cerą. Antykoncepcja hormonalna miała pomóc i pomagała, ale do czasu gdy jej nie odstawiłam. Miało to miejsce ponad rok temu, a ja po dziś dzień nie mogę dojść do ładu z cerą. Dziś chcę opowiedzieć Wam swoją historię, ale przede wszystkim zależy mi na tym, abyście zastanowiły się nim sięgnięcie po pierwsze opakowanie, czy akurat w waszym wypadku tabletki antykoncepcyjne, to dobre rozwiązanie. 


Na wstępie muszę podkreślić, że nie chcę demonizować tego rozwiązania, bo umówmy się jest ono wygodne, skuteczne i na pewno docenią je wszystkie dziewczyny, które nie chcą w danym momencie powiększać rodziny. Uważam jednak, że tabletki antykoncepcyjne w żaden sposób nie leczą problemów skórnych, jedynie je maskują. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że po zaprzestaniu ich stosowania niedoskonałości wrócą ze zdwojoną siłą. 

SAMOPOCZUCIE I WRAŻENIA W TRAKCIE PRZYJMOWANIA ANTYKONCEPCJI

Sporo dziewczyn narzeka, że tabletki antykoncepcyjne powodują u nich wahania nastrojów, doprowadzają do stanów depresyjnych, zatrzymują wodę w organizmie, powodują puchnięcie, tycie oraz dają szereg innych niepokojących objawów. U mnie nigdy nic takiego nie miało miejsca, a tabletki łykałam długo - kilka lat. Przerobiłam również kilka ich rodzajów. Każde tolerowałam wzorowo i czułam się dobrze. Moja cera przez cały ten czas wyglądała naprawdę dobrze. Wciąż walczyłam z zaskórnikami, ale pryszcze z prawdziwego zdarzenia mogłam policzyć na palcach jednej ręki. Struktura była gładka, a koloryt wyrównany. Uregulowało się wydzielanie sebum i moja skóra z tłustej stała się mieszaną z tendencją do odwadniania. Włosy również mniej się przetłuszczały, choć były momenty, że bardziej wypadały. Nie miałam jednak podstaw, by narzekać i móc powiedzieć, że antykoncepcja w jakiś sposób mi nie służy. W pewnym momencie doszłam jednak do wniosku, że przecież nie będę faszerować się hormonami całe życie i najwyższa pora tabletki odstawić. Pierwsza próba nie zakończyła się pomyślnie - po 3 miesiącach miałam takie problemy z cerą, że gdy dermatolog powiedział mi "albo Izotek, albo powrót do antykoncepcji", wybrałam to drugie. Byłam młoda i nieświadoma. To było kilka lat temu, ale na początku zeszłego roku zrobiłam drugie podejście i już do tabletek nie wróciłam. Wspominam Wam o tym, żeby podkreślić, że całe te przeboje ze skórą faktycznie mają ścisły związek z odstawieniem.

SKUTKI ODSTAWIENIA TABLETEK ANTYKOCEPCYJNYCH

✓ Do 3 miesięcy było wszystko w porządku. Hormony się jeszcze regulowały, a ja nie dostrzegałam żadnych zmian. Jednak później zaczęła się istna masakra i trwa do dziś. Wielokrotnie słyszałam, w tym także od lekarzy, że organizm musi się oczyścić, że trzeba czekać, ale tu pojawia się pytanie - ile można czekać? Z miesiąca na miesiąc zamiast być lepiej, było coraz gorzej. 

✓Nigdy wcześniej nie miałam problemu z wypryskami na plecach, a po odstawieniu antykoncepcji (w przypadku obu podejść), to one ucierpiały najbardziej. Na nich skumulował się cały wysyp. I nie mam tu na myśli kilku drobnych krostek, a ogromne, bolące, naciekowe bulwy. Były momenty, że patrzyłam w lustro i płakałam z bezsilności. Nie mogłam się oprzeć o krzesło, czy ubrać bielizny. Wszystkie zabiegi gabinetowe, maści, maski pomagały tylko na chwilę. Walczyłam na własną rękę, korzystałam z usług kosmetologów, aż wreszcie przestałam się bronić przed antybiotykiem. Obecnie jestem w trakcie kuracji i widzę poprawę (choć nie obeszło się bez ogromnego wyrzutu zmian), ale długa droga przede mną. O bliznach nawet nie wspominam. To frustrujące, bo o plecy trudniej dbać, ciężko smarować je dwa razy dziennie maścią (wiecie ile ubrań zniszczyły mi te wszystkie apteczne preparaty?), czy nakładać maski. Pocieszające jest jedynie to, że nie widzą tego inni. Trądzik na twarzy rzuca się w oczy bardziej. Być może kiedyś, gdy uporam się z tym problemem, pokażę Wam moje plecy w najgorszym stadium zaawansowania problemu. Obecnie nie mam w sobie tyle uwagi i nie chcę nikogo narażać na takie widoki.

✓Cera zaczęła mi się okrutnie przetłuszczać. Strefa T po kilku godzinach błyszczy niczym latarnia. Dotychczasowe podkłady poszły w odstawkę, bo przestały się sprawdzać. Pory (głównie na nosie) przypominają kratery, pojawiło się mnóstwo zaskórników, grudek, a na brodzie okresowo wyskakują podskórne gule. Do tego dochodzą blizny i przebarwienia po pryszczach. Suchych skórek również nie brakuje - zdarza mi się bowiem przesadzić z oczyszczeniem. Są dni kiedy żaden podkład nie wygląda na mojej twarzy dobrze, bo uwydatnia każdą niedoskonałość. Jednak w porównaniu z plecami, to niebo a ziemia, serio.

✓Włosy również przetłuszczają się ekstremalnie szybko. Wymagają codziennego mycia, szybko tracą objętość. Zauważyłam jednak, że znacznie mniej ich wypada, pojawił się ogrom baby hair, urosła mi mini grzywka i zdecydowanie jest ich więcej. Nawet fryzjer zauważył różnicę, choć nie dam sobie uciąć ręki, że to wpływ odstawienia tabletek.

✓Po odstawieniu rozregulował mi się również cykl, z którym dotychczas nigdy nie miałam problemu.

✓Żeby nie było, że są same minusy - zauważalnie zmniejszył mi się cellulit na nogach. Nadal jest, ale nie tak zaawansowany jak dotychczas.

✓Nie odnotowałam żadnego spadku wagi, poprawy samopoczucia, czy jakichkolwiek zmian w tej kwestii. 

Podsumowując, nie wiem, czy zdecydowałabym się po raz kolejny na łykanie tabletek. Zapewne nie. Ani razu nie usłyszałam od lekarza, że odstawienie może nieść za sobą takie skutki, a fora internetowe aż huczą od historii dziewczyn, które po zaprzestaniu przyjmowania antykoncepcji nie mogą poradzić sobie z trądzikiem. A nigdy wcześniej nie miały z nim do czynienia, nawet w okresie dojrzewania! Jeśli więc borykacie się z problemami skórnymi i ktoś jako złoty środek poleca Wam tabletki miejcie świadomość, że w trakcie ich zażywania prawdopodobnie będzie widoczna zmiana na plus, ale później może być różnie.

Jestem ciekawa Waszych doświadczeń! Podzielcie się w komentarzach swoimi historiami, o ile kiedykolwiek przyjmowałyście tabletki. Dajcie znać jak się czułyście w trakcie i jak Wasz organizm zareagował na odstawienie. Ja za jakiś czas opowiem Wam o tym, co na mnie zadziałało najlepiej, a co nie poskutkowało wcale i jak walczę z trądzikiem. 
Majowe migawki: co u mnie? co z blogiem? jakie plany na najbliższe miesiące?

środa, maja 23, 2018 41

Majowe migawki: co u mnie? co z blogiem? jakie plany na najbliższe miesiące?

Witam po przerwie i bez zbędnego przeciągania zapraszam na kolejną odsłonę migawek. Dziś chciałabym tak zwyczajnie opowiedzieć, a w zasadzie napisać o tym co się u mnie obecnie dzieje, jakie mam plany na najbliższe miesiące i co dalej z blogiem. Zapraszam do lektury, postaram się, aby było zwięźle, choć nie obiecuję. :D



Co u mnie słychać?

Na pozór niby nie dzieje się nic wielkiego, ale w mojej głowie trwa prawdziwa rewolucja. Musiałam przepracować kilka spraw i nie skłamię, gdy napiszę, że zmieniłam podejście do życia i przede wszystkim do samej siebie. Pierwszym impulsem były złe wyniki badań kilka miesięcy temu, które uświadomiły mi, że najwyższa pora porządnie o siebie zadbać. Zapisałam się na siłownię, zmieniłam dietę i choć obecnie od treningów mam prawie dwutygodniową przerwę z powodu natłoku obowiązków i choroby, to za dni parę wracam do dźwigania, bo bardzo za tym tęsknię! Siłownia pozwoliła mi poukładać sporo kwestii w głowie, spojrzeć na siebie inaczej i w dużej mierze pomogła zaakceptować siebie taką jaką jestem, niezależnie od rozmiaru jaki obecnie noszę. Przytyłam dość sporo i miałam moment, w którym bardzo siebie nie lubiłam. Stałam się swoim największym wrogiem, hejterem i krytykantem. Myślę, że doskonale znacie to uczucie, gdy wmawiacie sobie, że jak zgubicie zbędne kilogramy, to będziecie lepsze, szczęśliwsze i w ogóle podbijecie świat. Teraz wiem, że byłam głupia, stara a głupia. Szkoda życia na chowanie się w cień i noszenia worka pokutnego z powodu nadprogramowych kilogramów. Oczywiście jestem za tym, aby pracować nad sobą i swoją sylwetką, ruszać się i dbać o siebie - przede wszystkim ze względów zdrowotnych, ale odkładanie cieszenia się życiem na później, na "chudsze czasy", jest totalnie bez sensu! Dlaczego? Ano dlatego, że wraz ze spadkiem wagi wcale nie zmienia się w magiczny sposób nasze życie. To wszystko jest w głowie, nie w cyferkach na wadze. Dużo czasu upłynęło nim dorosłam i dojrzałam do takich wniosków, ale nareszcie mogę napisać, że akceptuję siebie taką jaka jestem. 

W koszulce dodającej jeszcze +5kg, styrana po treningu, ale wrzucam. Ku pamięci i motywacji, dla siebie i może dla którejś z Was? 😄 Gorzej już być nie może, a przecież i tak tłum ludzi widzi mnie w podobnym stanie na siłowni.🤷‍♀️😂 Od 3 tygodni walczę sama ze sobą i przekraczam własne granice. Jest ciężko, czasem nawet bardzo. Są dni, kiedy po treningu ledwo wchodzę po schodach, a najprostsze czynności takie jak umycie zębów sprawiają trudność. Ale z każdym dniem jest lepiej, a progres motywuje. Czuję się mocniejsza, jestem silniejsza zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Siłownia bardzo czyści głowę. ✌ Decyzja o wykupieniu treningów personalnych, to najlepsze co mogłam dla siebie zrobić!!!! Potrzebowałam kogoś, kto będzie ciągnął mnie w górę. Do tego dochodzi oczywiście dieta, którą na 100% dopiero zaczęłam (to moja największa słabość i okres okołoświąteczny był wymówką🙈). Moim celem są przede wszystkim dobre wyniki badań za 3 miesiące i spadek wagi, do tego ogólne wzmocnienie i zdrowie. Jest dobrze, będzie jeszcze lepiej. Najlepiej. Wierzę w to!😉 Zastanawiam się czy chcecie wiedzieć jak to wszystko wygląda w praktyce? Jak konkretnie ćwiczę, jak jem i jak walczę z IO oraz niedoczynnością? 🤔 Mogę przygotować jakieś materiały, tu albo na blogu. Co Was interesuje?Nagrywamy też część moich ćwiczeń do prywatnego archiwum i być może odważę się kiedyś pokazać jak okrutne były moje początki!😂😂😂 #nigdyniejestzapozno #najtrudniejszypierwszykrok #mcfit #bodybuilding #bestrong #changemybody #changemylife #gymlife #befit #motivation #gymmotivation
Post udostępniony przez AGU | Agata (@agu_blog)

A tak już mniej górnolotnie, to zapewne już z Instagrama wiecie, że w naszym mieszkaniu rządzą od majówki kolejne dwie kocie dzidziuśki. Puchatka i Serduszko, to siostry, które niebawem będą szukały wspólnego domu, ale najpierw musimy przygotować je odpowiednio do pójścia w świat. ;) Choć większość z Was reaguje na temat kotów entuzjazmem, to wciąż pojawiają się pytania - Agata, ale po co Wam to? Znowu? Przecież to problem, obowiązek, wydana kasa... Chce Wam się? Inni pytają, dlaczego koty, a nie ludzie? Przy okazji tego wpisu odpowiem na te pytania. Pomaganie uzależnia, to raz. Pomagając czuję się lepszym człowiekiem, może to egoistyczne, ale robię to też po części także dla siebie. Co więcej, każde uratowane zwierzę, to niesamowita satysfakcja. A w kwestii koty vs ludzie - jedno nie wyklucza drugiego, a ze wszystkim obnosić się nie trzeba. Na sam koniec dodam jeszcze, że gdyby każdy z nas pomógł komukolwiek - drugiemu człowiekowi, psu, kotu, czy chomikowi i nie był obojętny na krzywdę, to świat byłby lepszy. Do tego dążmy.




Rewolucja nie tylko w mej głowie, ale także w mieszkaniu! Od jakiegoś czasu pozbywam się zbędnych rzeczy, a w ciągu ostatniego tygodnia wywaliłam chyba z tonę śmieci, a drugie tyle puściłam dalej w świat. Niepotrzebne ubrania, gadżety, dodatki do domu i do zdjęć (czy tylko ja mam manię kupowania kurzołapów, bo "będą ładnie wyglądały na zdjęciach") znalazły nowy dom, a ja czuję się jakbym zrzuciła co najmniej pięć kilo. :D Gorąco polecam takie generalne porządki, bo czyszczą głowę równie fajnie jak wysiłek fizyczny.


Moje plany na najbliższe miesiące

Od momentu, w którym stałam się swoją przyjaciółką żyje mi się lepiej, ale też znacznie więcej mi się chce! Oczyściłam przestrzeń, bez sentymentów rozstaję się ze wszystkim, co niepotrzebne i zbędne, upraszczam codzienność, zapisałam się na kilka kursów i webinarów, planuję remont i swoje życiówki na siłowni. :D Budzę się z energią do życia i kładę się z nią spać. Nawet nie macie pojęcia jak mi z tym dobrze! Uściślając jednak, w najbliższym czasie planuję skupić się przede wszystkim na:
  • sobie ;) - jutro wracam na siłownię, by w dalszym ciągu pracować nad zwiększeniem swojej sprawności, siły i kondycji. To czas tylko dla mnie i nie zamierzam z niego rezygnować, bo choć czasem jest ciężko i ledwo przebieram nogami, to uczucie w trakcie i po treningu jest nie do opisania. O mojej przygodzie z siłownią napiszę Wam jeszcze pewnie nie jeden raz, bo ciężary pokochałam! Do tego w dalszym ciągu dochodzi zdrowa dieta. Pewnie czasem się złamię, ale gotowych jadłospisów od dietetyczki sobie nie odpuszczam!
  • doprowadzeniu swojej cery do porządku - po odstawieniu antykoncepcji (już ponad rok temu), moja cera oszalała, a ja w dalszym ciągu sobie z nią nie radzę. Obecnie ma ten lepszy czas, ale wciąż jest zanieczyszczona, pełna zaskórników i grudek. Mam nadzieję, że wreszcie się dogadamy.
  • zamknięciu tematu aparatu na zęby - przez moje problemy ze zdrowiem, siłownię i kilka innych spraw spadł on z listy priorytetów, ale bardzo bym chciała jak najszybciej się "zadrutować",
  • powrocie do jazdy samochodem, a przede wszystkim zakupie własnego auta. Łatwiej jest wsiąść za kółko po przerwie ze świadomością, że jak coś uszkodzisz, to będzie przykro głównie Tobie. :D
  • remoncie! Szykują nam się większe zmiany w mieszkaniu i jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to całą metamorfozę udokumentuję na blogu, 
  • powrocie do makijażu - spokojnie, nie stanę się nagle samozwańczą beauty guru, po prostu ostatnio rzadziej się malowałam, a zapomniałam jak bardzo mnie to relaksuje i jaką frajdę mi sprawia, 
  • aktywnym i regularnym blogowaniu, ale o tym więcej w poniższym akapicie! :-)


Co z blogiem?

Przez dłuższy czas było mnie tu mniej i nie będę ukrywać, że było mi z tym bardzo źle. Pogubiłam się gdzieś po drodze, straciłam pomysł na siebie i na to miejsce. Każdy pomysł wydawał mi się beznadziejny, wtórny, a zdjęcia kiepskie i niedające się do publikacji. Ukrywałam się za obiektywem bojąc się wystawienia i narażenia na ocenę. Wpadłam w jakąś chorą pułapkę kompleksów oraz porównywania się do innych. Miałam wyrzuty, że nie pasuję do tego idealnego, widealizowanego świata, który kreowany jest w sieci. Daleko mi do ideału, nie noszę rozmiaru S, mam krzywe brwi, niesymetryczne usta, nie pijam kawy w Starbucksie bo mi do niego nie po drodze, nie mam białej pościeli (choć bardzo bym chciała), bo przy czterech kotach nie ma ona racji bytu. ;) Nawet dwóch równych kresek nie potrafię narysować po dziś dzień! W pewnym momencie strasznie mnie to zaczęło uwierać. Zaczęłam się nawet zastanawiać jak ja mam inspirować i zachęcać innych do dbania o siebie skoro sama nie czuję się ze sobą dobrze? Na szczęście to było kiedyś. Teraz jestem pewna, że ten blog, to moje miejsce, moje dziecko, to ja i ma tu być po mojemu. I chcę być tu sobą, bez ściemy, bez udawania, taka jaka jestem na co dzień. Nieidealna, normalna, zwyczajna, ale prawdziwa. Czasem rozczochrana, niepomalowana, zakręcona na punkcie kotów, walcząca z nadprogramowymi kilogramami. Dosyć chowania się za aparatem, ukrywania siebie. Profil bloga nie ulegnie diametralnej zmianie, wciąż tematem przewodnim będzie uroda, ale nie chcę narzucać sobie ograniczeń w postaci kosmetyków. Bywają tygodnie, że nie noszę ani grama makijażu, a mam do powiedzenia wiele na inne tematy. Dojrzewam, zmieniam się, a blog razem ze mną, dlatego spodziewajcie się małej metamorfozy tego miejsca. Jest mi ona bardzo potrzebna i długo do niej dojrzewałam. :-) Moje niedawne (a zarazem pierwsze) przywitanie się z Wami na stories w wersji saute spotkało się z bardzo pozytywnym odzewem, entuzjazmem i ogromnym wsparciem. Mam zatem nadzieję, że będziecie mi towarzyszyć również tutaj i wspólnymi siłami będziemy aktywnie tworzyć to miejsce!


Rozpisałam się, ale chyba było mi to potrzebne. Wszystkim, którzy dotrwali do końca bardzo dziękuję i przybijam piątkę! Nie ukrywam, że przy publikacji tego tekstu towarzyszył mi dreszczyk emocji, bo chyba nigdy się tak tu nie uzewnętrzniłam! Przy okazji, z tego miejsca dziękuję również tym, którzy w moim codziennym życiu pchają mnie do przodu, motywują i najzwyczajniej w świecie we mnie wierzą. To poniekąd dzięki nim powstał dzisiejszy post. :-)

Dziewczyny, co tam u Was? Dajcie znać w komentarzach jeśli tu jesteście! :-) 


NeoNail Pastel Romance + loteria Wygraj Swój Kolor!

piątek, maja 11, 2018 6

NeoNail Pastel Romance + loteria Wygraj Swój Kolor!

Dziewczyny, marka NeoNail znów nas rozpieszcza! W dzisiejszym poście przedstawię Wam przepiękną kolekcję lakierów hybrydowych Pastel Romance oraz zdradzę info o świetnej loterii. Uwaga, można zgarnąć super nagrody (m.in. Fiat 500 w wybranym przez siebie kolorze!)! Zapraszam do dalszej części wpisu, bo jest o co walczyć i co podziwiać. :-)



NeoNail Pastel Romance

Marka NeoNail wciąż mnie zaskakuje! Jestem pod wrażeniem, że można regularnie tworzyć tyle pięknych kolorów lakierów hybrydowych! Nowa kolekcja Pastel Romance, to ukłon dla delikatności i ponadczasowych pasteli. Sześć odpowiednio skomponowanych odcieni przywodzi na myśl zapach wiosennych kwiatów - tulipanów, hiacyntów, czy magnolii. Kolorystyka świetnie wpisuje się w modowe trendy - pastele doskonale uzupełniają lekkie i świeże stylizacje, koronkowe, czy też romantyczne, kwiatowe wzory. Co więcej, za pomocą kolekcji Pastel Romance stworzymy modny w tym sezonie manicure typu monochrom - wszystkie paznokcie malujemy różnymi odcieniami jednego koloru. 



Kolekcja Pastel Romance, to 6 pastelowych odcieni:

6120 FIRST DATE - jasny, delikatny fiolet;
6121 SWEET COQUETTE - blady, lekko rozbielony pastelowy fiolet;
6122 PRETTY JEALOUS - słodki, nieco cukierowy róż z nutą fioletu;
6123 PASSION FLAME - dziewczęcy, pudrowy róż;
6124 MOOD FOR LOVE - mieszanka brzoskwini i różu;
6125 GENTLE KISS - pastelowa, słodka brzoskwinia;

Nie zdziwi Was zapewne, gdy napiszę, że lakiery mają doskonałą pigmentację i zapewniają pełne krycie przy dwóch cienkich warstwach. Są odpowiednio płynne - ani zbyt rzadkie, ani za gęste (za to kocham m.in. hybrydy NeoNail) i bardzo łatwo pokryć nimi płytkę bez ryzyka zalania skórek. Trzymają się wzorowo do momentu zmiany stylizacji, a musicie wiedzieć, że ja swoich dłoni nie oszczędzam. Nie sprzątam w rękawiczkach (choć powinnam), mam w domu obecnie 4 koty, które swoimi pazurami potrafią czasem dać we znaki, ćwiczę na siłowni i wykonuję codzienne obowiązki domowe. Jedna buteleczka kosztuje 28,90zł i wszystkie znajdziecie na stronie NeoNail.




Wiosenna stylizacja Pastel Romance

Uwielbiam jasne, pastelowe odcienie na równi z czerwienią i ponadczasową czernią. Trudno mi było zdecydować się na jeden odcień, ale po chwili namysłu stwierdziłam, że tym razem na moich paznokciach zagości brzoskwiniowo-różowy odcień Mood For Love, który jest dość nieoczywisty. Nie byłabym sobą, gdybym nie przemyciła odrobiny złota. Jak widzicie moja miłość do błyskotek wciąż trwa, a że złote dodatki noszę na co dzień, to taki akcent na paznokciach jest świetnym uzupełnieniem całości.  Myślę, że wyszło ciekawie, i wreszcie mogłam pobawić się pyłkiem do zdobienia paznokci Chrome Flakes Effect w odcieniu 02. Zapewnia genialny efekt jakby pociętej folii. Te płatki są super!

Manicure jak zwykle jest prosty i szybki w wykonaniu, poradzi sobie z nim każda, nawet początkująca hybrydomaniaczka. Zobaczcie same!

→ Jak zwykle zaczynamy od zrobienia porządku ze skórkami - odsunięcia lub ewentualnego wycięcia i nadania paznokciom jednakowego kształtu za pomocą pilnika o gradacji 100/180 i przechodzimy do zmatowienia płytki blokiem polerskim.
→ Czas na odtłuszczenie płytki Nail Cleanerem i naniesienie cienkiej warstwy bazy Hard Base
→ Wkładamy dłoń do lampy LED 24W/48W ECO na 30 sekund. 
→ Aplikujemy pierwszą warstwę lakieru hybrydowego. Na wszystkie paznokcie nanosimy kolor Mood For Love
→ Wkładamy dłoń do lampy, utwardzamy, a następnie aplikujmy drugą, cienką warstwę i znów utwardzamy.
→ Na nieodtłuszczoną warstwę wklepujemy pędzelkiem pyłek Chrome Flake Effect 02. Pokrywamy nim płytkę palca serdecznego oraz wskazującego. Na środkowym skupiamy się na tym, aby nie było go zbyt dużo - lakier ma przebijać. Natomiast na serdecznym dokładnie wklepujemy w cały paznokieć. Pyłek bardzo dobrze się przykleja. 
→ Aplikujemy lakier nawierzchniowy, wszystkie paznokcie pokrywamy Hard Top, przemywamy Nail Cleanerem i gotowe.


Wielka loteria "Wygraj Swój Kolor"!

A na sam koniec mam dla Was hit! Obecnie trwa loteria Wygraj Swój kolor, która rozpoczęła się 7 maja i potrwa aż do 3 czerwca. Nagrodą główną jest samochód Fiat 500 w wybranym kolorze, a raz w tygodniu do wygrania jest skuter Django! Codziennie natomiast 10 osób wygrywa 9 zestawów 2 lakierów hybrydowych oraz 1 aparat Instax Mini. Super co? A co najważniejsze, nie musicie przygotowywać żadnych prac konkursowych, czy odpowiadać na pytania! Wystarczy dokonać zakupów produktów NeoNail na kwotę minimum 50zł oraz zarejestrować paragon na stronie www.loteria.neonail.pl. Przy okazji, od razu możecie sprawdzić, czy zgarnęłyście nagrodę dzienną. Ten sam paragon bierze także udział w losowaniu nagrody tygodniowej oraz głównej, czyli 1 paragon i aż 3 szanse na wygraną!

Dziewczyny, zachęcam do udziału w loterii, bo myślę, że nagrody są tego warte! Dajcie też znać  jakie wy wybieracie kolory na wiosnę /lato? Dajecie się opanować pastelom? :-)
Metamorfoza mojej toaletki

piątek, kwietnia 27, 2018 17

Metamorfoza mojej toaletki

Dawno, dawno temu pokazywałam Wam moje małe centrum dowodzenia, ale od tamtego czasu uległo ono zmianie wiele razy. W zasadzie toaletka została również biurkiem ponieważ pracując z domu musiałam mieć swoje miejsce. Często więc kosmetyki mieszały się z papierami, robił się bałagan, a ja się denerwowałam. Brakowało mi wydzielenia konkretnych stref i stwierdziłam, że coś z tym trzeba zrobić. ;) I zadziałałam, zobaczcie co z tego wyszło! Wczoraj po szybkich porządkach zrobiłam spontanicznie zdjęcia i pokażę Wam co nieco. :)



Biurko do pracy

Po pierwsze już rok temu kupiłam nowy, długi blat (Ikea Linnmon 200x60), który służy obecnie za miejsce do pracy. Z powodzeniem zmieszczą się przy nim dwie osoby jednocześnie i na tym bardzo mi zależało ponieważ nie zawsze pracuję w pojedynkę (często towarzyszy mi koleżanka). Jeśli więc trzeba możemy na bieżąco się konsultować i omawiać szczegóły. Mogłam też sobie pozwolić na dodatkowy monitor, który okazał się być znacznym ułatwieniem i wreszcie ma swoje stałe miejsce. Na luzie otaczam się więc notesami, luźnymi kartkami służącymi do zapisków i nie brakuje mi miejsca. Wydzielenie takiej prawdziwej, biurowej przestrzeni znacznie zwiększa produktywność i motywuje do pracy. Nie wyobrażam już sobie pracować z kanapy, chociażby też z szacunku do mojego kręgosłupa. ;) Do szczęścia brakuje mi jedynie naprawdę wygodnych krzeseł oraz dwóch ładnych lampek na już.

Tak było rok temu - blat stał pod oknem i służył jako biurko i toaletka. Nie do końca mi to pasowało.


Teraz stoi przy ścianie, bokiem do okna i jest typowym biurkiem dla dwóch osób. Po drugiej stronie stoi natomiast toaletka. Pokój jest długi i dość wąski, ale na szczęście blaty o głębokości 60cm ustawione z obu stron nie zagracają pokoju i nadal jest sporo miejsca.


Toaletka

Obecnie nie mam w sypialni miejsca na toaletkę, ale w domowym biurze (czyli osobnym pokoju), na luzie znalazła się na nią przestrzeń, więc oczywiście z tego skorzystałam. Zresztą bardziej mi pasuje, że mam ją akurat tutaj ponieważ w trakcie pisania tekstów na bloga wszystkie kosmetyki mam pod ręką i nie robi się dodatkowy bałagan. Moja toaletka to nic innego jak blat Linnmon oraz 2 komody Alex z Ikea (z tym, że blat zamieniłam z 150x75cm na ten o wymiarach 120x60) oraz wisienka na torcie czyli lustro, o którym marzyłam od dawna!

Soled lustro do makijażu LED MAKE UP STAND

Lustro rodem z hollywoodzkich charakteryzatorni gwiazd marzyło mi się od zawsze. Przez lata wzdychałam do zdjęć na Pintereście i podziwiałam toaletki zagranicznych dziewczyn. To idealne dopełnienie każdej kobiecej toaletki, czy też innego miejsca do makijażu. Na początku roku udało mi się spełnić marzenie dzięki polskiemu producentowi luster z żarówkami, firmie Soled.pl i muszę przyznać, że lustro jest ogromnym ułatwieniem przy codziennych malunkach.

Zdecydowałam się na mobilne lustro do makijażu Led Makeup Stand. Co to oznacza? Nie musi być ono montowane do ściany i na niej wieszane (ale jeśli chcecie to oczywiście możecie je powiesić), tylko stoi sobie na podstawie. Dla mnie było to bardzo istotne ponieważ lubię przestawiać meble, a stałe elementy już to nieco wykluczają. Rama jest gruba, stabilna, nic się nie chwieje, nie rusza i nie przesuwa. 

Moje lustro ma wymiary 80x60cm i uważam, że jest wystarczające dla moich potrzeb. Dziesięć żarówek daje na tyle mocne światło, że gdy maluję się wieczorem nie potrzebuję już dodatkowego oświetlenia. Wszystko wyraźnie widzę, a kolory są idealnie oddane ponieważ barwa światła (4000K) jest neutralna i bardzo zbliżona do naturalnego światła dziennego. Żarówki się nie nagrzewają, ani nie rażą w oczy, co jest dla mnie dość istotne, ponieważ nie znosiłam na przykład malować się przy włączonej lampie pierścieniowej. 

Lustro jest zasilane sieciowo, kabel jest dość długi i spokojnie sięga do wtyczki w pobliżu biurka. Z boku posiada włącznik. Całość jest wykonana bardzo solidnie i objęta trzyletnią gwarancją. 

Myślę, że jeszcze za jakiś czas stworzę Wam oddzielny post o samym lustrze i wtedy opowiem o nim więcej. Bardzo często pytałyście mnie o ceny i możliwe wymiary luster, więc odsyłam Was na stronę producenta ponieważ specjaliści Soled.pl udzielą najbardziej wyczerpujących informacji w tej kwestii. Z tego co się orientuję, to nie ma dla nich rzeczy niemożliwych i można składać też indywidualne zamówienia. Sama, gdy zaczęłam interesować się zakupem lustra dostawałam bardzo szybko odpowiedzi, więc obsługę klienta oceniam na duży plus.

Generalnie, ja jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona i szczęśliwa z posiadania tego lustra. Moje typowo dziewczyńskie marzenie się spełniło. Za każdym razem, gdy siadam przy toaletce i wykonuję makijaż czuję się niczym gwiazda filmowa! :-D



Remont na horyzoncie

W tym roku planuję większy remont, więc na pewno zmieni się kolor ścian. Męczy mnie szarość, która jest zbyt ciemna do tak małego pokoju. Zastąpi ją biel, która mi się jeszcze nie znudziła. Nie kombinowałam więc teraz za dużo, stwierdziłam, że brakujących dodatków poszukam dopiero po gruntownym odświeżeniu pomieszczenia. Muszę wymienić lampkę na inną, bo srebro już średnio mi tu pasuje, poszukać grafik nad długi blat i być może dokupię jeszcze jedną komodę Alex (jest bardzo pojemna, choć ma jeden minus - nie wysuwa się do końca). Ciągnie mnie też do drewna, chciałabym dokupić te szklane kopuły z Ikea na pędzle, by się nie kurzyły. Myślę, że pokażę Wam efekt końcowy po zmianach raz jeszcze. Jestem też ciekawa, czy chciałybyście zobaczyć zawartość mojej toaletki? W tym momencie nie nadaje się ona do pokazania światu, bo muszę wymienić organizery oraz dokupić nowe, te z plexi, ale jak już urządzę się w środku, to mogę przygotować taki wpis. Podrzuciłabym Wam może kilka trików w kwestii organizacji i pokazała moje kosmetyczne perełki - co Wy na to?



Aha! Mam też dla Was kod zniżkowy na zakupy w soled.pl. Wystarczy, że przy składaniu zamówienia, czy też w konfiguratorze lub mailu podacie hasło "AgataBielecka2018" a otrzymacie 10% rabatu na nieprzecenione lustra lub stanowiska wizażowego.

Na dziś ode mnie to tyle, ale jeśli Wy macie jakieś pytania, to zadawajcie je śmiało w komentarzach

Jestem też bardzo ciekawa jak wyglądają Wasze stacje kobiecego dowodzenia - posiadacie toaletki? Malujecie się w świetle dziennym, macie specjalne lustro, czy może wykonujecie makijaż w łazience (sama malowałam się tak x lat)?