Rozczarowania kosmetyczne po raz kolejny

środa, maja 17, 2017 39

Rozczarowania kosmetyczne po raz kolejny

Dziś wpadam do Was na szybko z kolejną odsłoną rozczarowań. W dalszej części wpisu zdradzę jakie kosmetyki mnie ostatnio zawiodły i dlaczego tak się stało. Zapraszam do lektury, będzie krótko, zwięźle i na temat. ;-) 


O lakierach hybrydowych marki Provocater robi się w sieci coraz głośniej. Trzeba przyznać, że przyciągają uwagę oryginalnym designem. Mają też bardzo ładne kolory i porządną pigmentację. Dlaczego więc znalazły się w poście o rozczarowaniach? Ano dlatego, że są niesamowicie gęste, dla mnie za gęste. Na mojej krótkiej i dość małej płytce nie jestem w stanie zachować precyzji i nałożyć naprawdę cienkiej warstwy, co osobiście bardzo mi przeszkadza. Zresztą same wiecie, że nakładanie hybryd "grubo" znacznie skraca żywotność manicure i tak jest też w tym przypadku. Lakier potrafi mi odejść płatami od płytki, a doświadczenie w malowaniu paznokci jako takie mam i skórek nie zalewam. ;-) Miejcie więc świadomość, że tutaj formuła jest naprawdę treściwa w porównaniu z innymi markami. Ja oddałam swoje egzemplarze koleżance, która ma paznokcie nie dość, że długie, to jeszcze szerokie i twierdzi, że maluje jej się je hybrydami Provocater bez problemu. To doskonały dowód na to, że jednak każda z nas ma inne upodobania - ja wybieram rzadsze lakiery. Semilac i NeoNail mają dla mnie idealne konsystencje. 


Drugi nie wypał to podkład, z którym wiązałam bardzo duże nadzieje. Artdeco Liquid Camouflage ma zapewniać mocne krycie bez efektu maski, nawilżać i być długotrwały. Niestety, nie jestem w stanie tego zweryfikować, bo kolor pierwszy w gamie, czyli 12 light apricot totalnie nie współgra z moją karnacją. Poza tym ma wyraźne pomarańczowe tony, które na skórze fundują cegiełkę. Wygląda to trochę tak jakbym natarła się marchewką. Rozjaśnianie jeszcze bardziej to uwydatnia, więc same rozumiecie... Nie da się, po prostu nie da się go nosić nawet w domu, bo spojrzenie w lustro grozi zawałem. ;-) 


Co my tu jeszcze mamy? Kredkę do brwi Golden Rose Longstay Precise Browliner. Szukałam tańszego zamiennika Nabli, ale niestety to całkiem inna jakość. Pomijam już nietrafiony kolor, który okazał się dla mnie za ciepły. Trudno mi tym kosmetykiem uzyskać naturalne wykończenie i precyzyjnie wyrysować kształt. Moje rzadkie brwi potrzebują cieńszego rysika, który pozwoli mi namalować brakujące włoski i akurat w tym przypadku jestem bardzo wymagająca. Zostaję więc przy Nabla Brow Divine - wspominałam o tym kosmetyku tutaj.


Następna na tapecie jest Biały Jeleń PREbiotic, hipoalergiczna emulsja do mycia twarzy. Szukałam swego czasu czegoś delikatnego, do porannego oczyszczania, ale coś mojej cerze w tej emulsji nie odpowiada, bo po każdym myciu jest niekomfortowo ściągnięta i napięta. No i na dłużą metę niestety zaczęłam odczuwać przesuszenie. Poza tym nie wiem, czy to tylko moja pompka jest taka felerna, ale bardzo ciężko coś z butelki "wycisnąć" i muszę parę razy pompować, by wydobyć odpowiednią ilość kosmetyku. Nie polubiliśmy się więc - zdecydowanie bardziej sprawdził się u mnie hipoalergiczny żel do mycia twarzy z aloesem i ogórkiem tejże marki.


Listę zamyka Bania Agafii, Ekspres maska do włosów regeneracyjna  elastyczność i blask. Ma rzadką konsystencję i często spływa z dłoni - nie lubię tego. W przypadku masek zdecydowanie wygrywają u mnie gęste i treściwe formuły. Poza tym maseczka nie wyróżnia się niczym szczególnym, ani jakoś wybitnie nie wygładza, nie regeneruje i nie nawilża. Działa w zasadzie tak jak zwykła odżywka do włosów. Mówiąc krótko - szału nie zrobiła, a jej zapach też pozostawia wiele do życzenia. Wiem jednak, że pośród rosyjskich kosmetyków jest wiele perełek, dlatego może zdradzicie mi swoje hity, takie warte uwagi? Dajcie znać!


I to już wszystko na dziś. :-) Koniecznie dajcie znać, czy znacie wymienione przeze mnie kosmetyki i zdradźcie, czy trafiły Wam się ostatnio jakieś rozczarowania. Ja tym czasem uciekam do mojej kociej dzieciarni - zostałam tymczasową nianią 4 butelkowych osesków, więc dzieje się! Trzymajcie za nas kciuki! :-)
7 kosmetyków, za które nie lubię przepłacać

środa, maja 10, 2017 73

7 kosmetyków, za które nie lubię przepłacać

Są takie kosmetyki, na które jestem w stanie wydać więcej (to temat na oddzielny wpis) i są też takie, za które szkoda mi przepłacać. Dziś skupię się na tych drugich i opowiem Wam, co, jak i dlaczego. Doświadczenie nauczyło mnie, że nie zawsze droższe równa się lepsze i czasem naprawdę nie warto płacić jedynie za logo marki. Jestem jednak ciekawa Waszego podejścia do tego typu spraw i zakupów - dajcie znać w komentarzach, jak to wygląda u Was, a tym czasem lecimy!


MASKARY

Na rynku jest tyle wspaniałych maskar w przyjemnych cenach, że nie widzę potrzeby, aby kupować tusze do rzęs marek selektywnych. Uwielbiam te od Lovely, Eveline, czy ciut droższe L'Oreal (zawsze kupowane w promocji) i efekt jaki zapewniają na moich rzęsach w stu procentach mnie satysfakcjonuje. Tym bardziej, że wszystkie przygody z maskarami powyżej 100zł zakończyły się rozczarowaniem i powrotem z podkulonym ogonem do tego co pewne i sprawdzone. 

EYELINERY

Z eyelinerów korzystam bardzo, bardzo rzadko. Kreskę nad linią rzęs rysuję głownie za pomocą kredki, a później jeszcze delikatnie rozdymiam. Nie potrzebuję więc drogich linerów, w zupełności wystarcza mi drogeryjny Maybelline. Szkoda mi płacić dużo za coś, co i tak nie jest w ciągłym użyciu. 

BŁYSZCZYKI

Podobnie jest z błyszczykami. Sięgam po nie sporadycznie, głównie wtedy, gdy moje usta nie są w najlepszym stanie i pomadki podkreślają ich suchość, albo gdy chcę nadać im blasku bez wyrazistego koloru. Zdarza mi się też nałożyć błyszczyk na centralną część warg pokrytych szminką, aby bardziej je uwydatnić, ale nic ponadto. Wszystkie według mnie zjadają się tak samo szybko, niezależnie od tego, czy kosztują 10zł, czy 100. Ich trwałość jest lepsza, gdy są bardziej gęste, ale ja za tego typu formułą i tak nie bardzo przepadam. Z reguły więc decyduję się na niskobudżetowe rozwiązania, grunt, aby nie posiadały widocznych drobinek. ;-)

ŻELE POD PRYSZNIC

Żel pod prysznic pewnie u każdej z nas schodzi jak woda. Gdy kieruję swe kroki do drogerii, wybieram zazwyczaj Isanę, albo te, które są w promocji. Żel ma po prostu dobrze oczyszczać skórę i nieźle się pienić. Rzadko który mnie przesusza, a po prysznicu i tak zazwyczaj sięgam po masło lub balsam. Choć nie ukrywam, że ostatnio odkryłam olejki pod prysznic, które kosztują nieco więcej... i mam dylemat, bo sprawdzają się super, ale o tym opowiem innym razem, bo muszę je jeszcze dłużej potestować. ;-)

LAKIERY DO PAZNOKCI

Zanim przerzuciłam się na hybrydy sięgałam po tradycyjne lakiery do paznokci. Nadal mam garstkę, z której korzystam gdy robię pedicure. Nigdy jednak nie wydawałam na nie więcej, bo na stopach wszystkie trzymają się bez zarzutu, a na dłoniach niezależnie od marki odpryski były widoczne po kilku dniach. Najdłuższej utrzymywały się u mnie te z Essie, ale je zawsze kupowałam w promocji i to były maksymalne kwoty, które byłam w stanie przeznaczyć na kolorowy lakier do paznokci. Nie wyobrażam sobie zapłacić za kosmetyk tego typu 100zł.

ODŻYWKI DO WŁOSÓW

Mam problemową skórę głowy więc nie oszczędzam na szamponach. Nie mam też problemu, by kupić droższą maskę lub olej, ale na odżywki szkoda mi wydawać więcej. Sięgam po nie kilka razy w tygodniu (gdy nie nakładam maski) i te drogeryjne sprawdzają się u mnie naprawdę doskonale. Mam swoje ulubione, które służą włosom od lat i nie widzę sensu, by wydawać na nie wyższe kwoty. 

KREMY DO STÓP I DO RĄK


Kiedyś byłam zachwycona kremem do rąk L'Occitane z masłem shea i uważałam, że naprawdę warto wydać na niego więcej, ale tylko krowa nie zmienia zdania... ;-) W dalszym ciągu sądzę, że jest dobry, ale na rynku jest tyle skutecznych i znacznie tańszych kremów do rąk, że naprawdę nie warto przepłacać. Podobnie jest z pielęgnacją stóp. Nie wierzę, że te w zawrotnych cenach są w stanie zdziałać więcej. 


I to już tyle ode mnie, dajcie znać jak prezentuje się Wasza lista! Może o czymś zapomniałam? ;-) 
Pomóż nam pomagać - zrób zakupy w ekobieca.pl i popraw koci los ♥

poniedziałek, maja 08, 2017 13

Pomóż nam pomagać - zrób zakupy w ekobieca.pl i popraw koci los ♥


Cześć! Dziś post inny niż zwykleTo, że kocham blogować już wiecie, ale poza tworzeniem mojego miejsca w sieci jakim jest AGU blog, mam jeszcze jedną pasję (o ile tak to można nazwać), której poświęcam całe swoje serce i o której dziś będzie mowa. Gdy nie tworzę nowych treści dla Was, pomagam kotom – jestem wolontariuszką Fundacji Viva! - Koci Szczecin. Wraz z kilkoma znajomymi na co dzień staramy się zmienić koci świat na lepsze – łapiemy, sterylizujemy, kastrujemy, leczymy, szukamy domów. Sara, dziewięcioletnia koteczka widoczna na zdjęciu, to jedna z naszych obecnych podopiecznych. Trafiła pod naszą opiekę po śmierci swojej pani. Nim zamieszkała z nami, prawie trzy miesiące spędziła w pustym mieszkaniu. Minęło wiele dni, aby zgasić widoczny w jej oczach smutek i tęsknotę. Teraz Sara jest gotowa do adopcji i czeka na swojego człowieka, z którym będzie mogła przeżyć resztę lat.























W 2016 roku pomogliśmy prawie 500 kotom. Leczyliśmy, opiekowaliśmy się nimi do czasu adopcji, walczyliśmy z wieloma chorobami. Niestety nie każda walka była wygrana, ale każdy kot był traktowany humanitarnie i z godnością. Kastracji poddaliśmy 214 kotów wolno żyjących, które po rekonwalescencji wypuściliśmy w miejsca bytowania. To olbrzymi sukces, bo nie korzystamy z „miejskich kastracji”, sami finansujemy zabiegi. Nie dostajemy od miasta żadnego dofinansowania. Każdy kot po operacji zostaje w szpitalu kilka dni, nigdy nie wypuszczamy ich na drugi dzień na wolność. Do adopcji trafiły 104 koty. Na stałe mamy pod opieką ponad 60 kotów: zapewniamy im karmę, opiekę weterynaryjną, schronienie.

Wszystkie działania pochłaniają ogromne zasoby finansowe, abym wraz ze znajomymi mogła nadal pomagać, potrzebujemy Waszej pomocy, bez niej nie damy rady. Każdego dnia walczymy z bezsilnością, niemocą i skalą kociego cierpienia, a także z brakiem pieniędzy na dalsze działania. Nie ma gorszego uczucia od tego, gdy wiesz, że mimo chęci nie możesz pomóc, bo Cię na to nie stać. 

Dlatego jest mi niezmiernie miło poinformować, że zaprzyjaźniona drogeria ekobieca.pl po raz kolejny przychodzi nam z pomocą!  Od dziś do 15 maja trwa akcja, która ma na celu wesprzeć Fundację Viva! - Koci Szczecin i naszych kocich podopiecznych.

Wystarczy, że zrobicie zakupy na www.ekobieca.pl używając kodu rabatowego KOTKI2: www.ekobieca.pl/code?discount_code=KOTKI2. Otrzymacie 5% RABATU, a kolejne 5% trafi na kociaki Fundacji Viva.

W zeszłym roku dzięki Wam na konto Fundacji wpłynęło 2 281,74 zł. W tym roku ta kwota może być dużo wyższa!

Oprócz Sary na dom czeka wiele innych kotów, między innymi:

→ Wspaniała, rezulutna koteczka Tili, która nade wszystko kocha kontakt z człowiekiem i innymi kotami.



→Siedmiomiesięczny Wituś, który pojawił się wyziębiony pewnego dnia na parapecie koleżanki prosząc o pomoc i szansę na lepsze życie.



→Młodziutka Ana, która znikąd pojawiła się na ulicy walcząc o życie i zabiegając o uwagę człowieka.


→Nefra, dwuletnia kotka, która trafiła do nas w ostatnim momencie. Natychmiastowa pomoc Pani weterynarz, operacja i usunięcie nerki pozwoliły uratować jej życie!

Wszystkie kociaki do adopcji znajdziecie w naszym albumie na facebooku, o TUTAJ.

Ps. Obecnie na portalu pomagamy.im trwa też zbiórka - zebrana kwota pozwoli nam na zakup 6 klatek pułapek wysokiej jakości, podbieraka, klatki do łapania kilku kotów jednocześnie. Dzięki tej zbiórce będziemy mogli sfinansować 200 kastracji kotów wolno żyjących łącznie z ich opieką pozabiegową.


W imieniu swoim oraz wszystkich kociaków nieśmiało zachęcamy do zakupów. Wszyscy bardzo liczymy na Waszą pomoc, za którą z góry, z całego serca dziękujemy. 
Denko, czyli garść zużyć i mini recenzji!

niedziela, maja 07, 2017 30

Denko, czyli garść zużyć i mini recenzji!

Dawno nie opowiadałam Wam o zużytych kosmetykach, a w tym czasie zdążyła mi się uzbierać cała siatka pustaków. Powinno być ich nawet więcej, ale kilka odruchowo wylądowało w koszu - ciągle muszę się pilnować, by zbierać te wszystkie niepotrzebne mi już opakowania.  Tak czy inaczej zapraszam dziś na sporą garść mini recenzji!


Najpierw kolorówka. Wykończyłam dwa opakowania jednego z ulubionych korektorów: Catrice Liquid Camouflage. Choć sporo kosmetyku zostało jeszcze na ściankach, nie jestem w stanie już nic wygrzebać ze środka. A Catrice, jak to Catrice, sprawdza się naprawdę fajnie - przede wszystkim dobrze kryje, ładnie odświeża spojrzenie, a przypudrowany nie wchodzi w zmarszczki i dobrze siedzi na swoim miejscu cały dzień. Może jednak obciążać i przesuszać, szczególnie gdy macie problemy z odwodnioną skórą w okolicach oczu.

Pożegnałam też Bell HYPOAllergenic CC Cream oraz  BB Cream. Oba lubię, ale jeśli zaglądacie do mnie dłużej, to wiecie, że ten pierwszy jest moim faworytem! Ładnie stapia się z cerą, zapewnia lekkie krycie, ujednolica kolor skóry, ma naturalne wykończenie i nie podkreśla suchych skórek. BB jest odrobinę ciemniejszy i nieco mniej nawilżający, ale również daje radę! 


Przechodzimy do pielęgnacji, na pierwszy ogień twarz. Pianka oczyszczająca pory do mycia twarzy marki Under Twenty, była ze mną bardzo długo. Nie żeby miała oszałamiającą wydajność, ja po prostu nie mogłam jej zużyć. Ładnie pachniała, dobrze się pieniła, ale jednocześnie też potrafiła moją cerę przesuszyć. Nie czułam także jakiegoś ekstremalnego oczyszczenia, miałam nawet wrażenie, że czasem twarz jest nie domyta. Wykończyłam ją myjąc pędzle do makijażu oczu.

Emulsję micelarną Cethapil EM do mycia kupiłam jeszcze zimą, gdy moja cera dawała mi popalić przesuszeniem. To jeden z tych kosmetyków, do których lubię wracać. Delikatny, łagodny dla skóry, a zarazem skuteczny. Emulsja dobrze radzi sobie z resztkami makijażu i wszelkimi zanieczyszczaniami, można ją stosować zarówno z wodą, jak i bez jej użycia. Ja zawsze wybierałam pierwszą opcję, bo inaczej czuję się w dalszym ciągu brudna. ;-) 


Pewnie pomyślicie sobie co robią tu aż cztery kremy, ale już tłumaczę. ;-) MIYA myWONDERBALM Call Me Later, to krem, który podkradał mi mój narzeczony. ;-) Bardzo przypasował jego wrażliwej, suchej skórze, a ja potwierdzam jego skuteczność. Super nawilża i nie zapycha, jest też świetny w roli kremu do rąk - tak ja go właśnie stosowałam najczęściej. Druga tubka jest więc już w użyciu. 

Babydream, krem ochronny przed wiatrem i zimnem dla dzieci towarzyszył mi głównie zimą. To taki pewniak i sięgałam po niego, gdy widziałam, że moja cera wymaga specjalnej troski lub np. wiedziałam, że dużo czasu spędzę na dworze. Długotrwale nawilża, regeneruje i zabezpiecza skórę przed działaniem szkodliwych czynników zewnętrznych, nie zapycha, szybko się wchłania. Fajny kosmetyk za grosze.

Jakiś czas temu znalazłam jednak krem, który Babydream zdetronizował, bo sprawdza się u mnie jeszcze lepiej w kryzysowych sytuacjach. Mowa o Bepanthen Sensiderm, który idealnie koi podrażnienia i łagodzi wszelkiego rodzaju zaczerwienienia. Niweluje szorstkość, regeneruje naskórek i przywraca skórze równowagę. Już pierwsza aplikacja przynosi ulgę, więc od momentu, gdy go poznałam, jest stale ze mną. Już mam w szufladzie nową tubkę, tym razem 50 a nie 20g. Ponoć świetnie sprawdza się też podczas pielęgnacji tatuażu.

La Roche Posay Effaclar Duo [+] to mój pielęgnacyjny must have. Trąbiłam o nim wielokrotnie - pomaga mi utrzymać cerę w ryzach, bez niedoskonałości i zmian zapalnych. Widocznie wygładza, ujednolica koloryt i przyspiesza gojenie się ewentualnych krostek. Kończę jedną tubkę, otwieram kolejną. 


Maseczki, moja miłość. :-) Powinno być ich tu więcej, ale to właśnie o nich zazwyczaj zapominam - po zużyciu wyrzucam opakowanie odruchowo! Ostatnio uwielbiam te w płachcie, jeszcze nie zdarzyło mi się pośród nich trafić na bubla.

Missha, Herb In Nude Sheet Mask Hydrating care, nawilżająca maska bawełniana z kompleksem herbacianym nie dość, że pięknie pachnie, to jeszcze widocznie cerę relaksuje, odżywia i odpręża. Skóra po aplikacji jest nawilżona, wygładzona i nieco jaśniejsza. Zdecydowanie warta wypróbowania!

IT’S SKIN, The Fresh Mask Sheet Aloe, łagodząca maseczka do twarzy skutecznie cerę uspokaja i wycisza, a przy tym odpowiednio i długotrwale nawilża. Jest mocno nasączona i ma całkiem fajnie dopasowany do twarzy kształt. Różnica przed i po była naprawdę widoczna.

BRTC Make Over Mask EMPRESS, dogłębnie nawilżająca maska do skóry suchej, ma przede wszystkim zabawny wzór (widoczny na saszetce) i przyjemny zapach. Najważniejsze jest działanie - maska jest bardzo mocno nasączona substancjami aktywnymi, jest wręcz mokra i bardzo przyjemnie oraz długotrwale nawilża. Przywraca cerze komfort, zmiękcza i wygładza naskórek, niweluje szorstkość oraz nieprzyjemne ściągnięcie.

Skin79 Animal Mask - For Dry Monkey, sucha małpa (:-D) , maska intensywnie nawilżająca, to jedna z moich ulubionych masek w płachcie. Naprawdę dobrze cerę uspokaja, nawadnia i eliminuje wszelkie suche skórki. Tuż po aplikacji skóra jest bardzo przyjemna w dotyku, bardziej jędrna i zyskuje zdrowy wygląd. A wygląd małpki mnie bawi. :-D

Bielenda CARBO DETOX, oczyszczająca maska węglowa, cera mieszana i tłusta, to genialny kosmetyk oczyszczający! Pięknie zwęża pory, podsusza drobne zmiany i fantastycznie odświeża. Delikatnie rozjaśnia koloryt skóry, ale może przesuszać.

Cettua Eye Patch Brightening, płatki rozjaśniające cienie pod oczami faktycznie lekko skórę pod oczami rozjaśniają, odświeżają i jakby dodają lekkości spojrzeniu, ale mam jedno ale. Po nałożeniu wszystko jest ok, bo płatki dobrze trzymają się twarzy, jednak po kilku minutach przyklejają się tak mocno, że czuć mały dyskomfort w trakcie noszenia. Takie jakby naciągnięcie. Nie czułam się zrelaksowana w trakcie aplikacji, wręcz przeciwnie.

Perfecta, Express Mask Multi Odżywianie, maseczka nutri-kompres, olej ze słodkich migdałów i miód manuka - dłuższej nazwy być nie mogło. ;-) Coś mi się kojarzy, że kiedyś miałam tę maskę (albo podobną) i byłam zadowolona, ale teraz nie zrobiła nic. W żaden sposób na moją skórę nie zadziałała. Nie nawilżyła, nie wygładziła, nie zmiękczyła. Ot, jakbym jej w ogóle nie użyła. 

Maseczki w płachcie, jak i płatki pod oczy oraz szeroki wybór innych kosmetyków azjatyckich znajdziecie w ekobieca.pl.




Coś do ciała też się znalazło. Na majówce zużyłam  miniaturę mleczka-serum Vichy Ideal Body. To już któraś moja mini tubka i muszę przyznać, że polubiłam ten kosmetyk na tyle, że zastanawiam się nad zakupem pełnowymiarowej wersji. Przyjemnie nawilża, widocznie skórę wygładza, ekspresowo się wchłania i przepięknie pachnie. To właśnie głównie ten zapach zawrócił mi w nosie. ;-) 

Isana Oriental Spirit, kremowy żel pod prysznic z ekstraktem kardamonu zdał egzamin bez zarzutu. Dobrze oczyszczał, nieźle się pienił i nie przesuszał naskórka. Co by tu więcej o żelu napisać? Może dodam, że tubka była całkiem wygodna w użyciu - jej odpowiednia miękkość ułatwiała dozowanie. 

Rexona Bright Bouquet to mój ulubiony antyperspirant w spray'u i używam go w zasadzie non stop. Posiada piękny zapach i zapewnia odpowiednią ochronę przed przykrym zapachem. Choć nie ukrywam, że chętnie spróbowałabym czegoś nowego - może Wy mi polecicie jakieś typy warte uwagi?


Na koniec zostawiłam kosmetyki do włosów. Zużyłam kolejną butelkę oleju awokado Natur Planet i z pewnością za jakiś czas do niego wrócę, ale teraz testuję inne olejki. Ten z awokado ładnie włosy dociąża, odpowiednio dyscyplinuje i nawilża. Po myciu znacznie łatwiej się rozczesują oraz układają. Są też bardziej mięsiste w dotyku oraz gładsze. To jeden z moich olejowych faworytów.

Garnier Fructis Oil Repair 3 kupuję regularnie. W widoczny sposób działa na moje włosy - zmiękcza, wygładza, ułatwia rozczesywanie. Nie puszą się w ciągu dnia, są przyjemne w dotyku i nie strączkują się. Dzięki niej też  pasma stają się jakby bardziej elastyczne,podatne na układanie i dłużej utrzymują skręt po lokówce.

Suchy szampon Batiste Divine Dark, czyli ten idealny dla osób z ciemnymi włosami, również jest w mojej łazience non stop. Uwielbiam go za brak białego osadu, nie muszę go specjalnie wyczesywać, a odświeża dokładnie tak jak tradycyjne wersje Batiste. Jest wydajny, nie powoduje łupieżu, lubimy się. ;-)

Odżywka Isana Oil Care, to także świetny kosmetyk za grosze. Fajnie dyscyplinuje i wygładza włosy, a przede wszystkim trudne do ogarnięcia końcówki. Ułatwia rozczesywanie, nawilża i trzyma niesforne pasma w ryzach. U mnie naprawdę fajnie sprawdza się w codziennej pielęgnacji, tak na szybko.


Ufff, kto dotarł do końca, temu przybijam piątkę. Trochę tego się uzbierało, co? ;-)

Dajcie znać jak Wam idą zużycia - jakie ciekawe kosmetyki ostatnio wykończyłyście? Jestem też ciekawa, czy znacie moje pustaki? :)

Walka o piękną cerę z La Roche-Posay Effaclar

czwartek, maja 04, 2017 32

Walka o piękną cerę z La Roche-Posay Effaclar

Marka La Roche-Posay towarzyszy mi w pielęgnacji od wielu lat. Nawet w ostatnim wpisie wspominałam Wam o moim faworycie  - kremie Effaclar Duo [+], który jest punktem obowiązkowym w mojej kosmetyczce. Dziś natomiast opowiem Wam szerzej o kosmetykach z  linii Effaclar oraz o mojej obecnej pielęgnacyjnej rutynie.


Na wstępie opowiem Wam jaka jest obecnie moja skóra. Generalnie nigdy nie sprawiała mi większych problemów, ale od jakiegoś czasu nie mogłam z nią sobie poradzić. Stała się bardzo kapryśna, z jednej strony szybko się zanieczyszcza, raczy mnie zaskórnikami i rozszerzonymi porami oraz błyskiem w strefie T, a z drugiej jest delikatna, wrażliwa i łatwo ulega przesuszeniu. Trudno ją utrzymać w równowadze, bo gdy przesadzę z nawilżaniem i odpuszczę sobie dogłębne oczyszczanie, zaraz pojawiają się nowe krostki. A gdy zrezygnuję z nawilżania, walczę z suchymi skórkami. Przetestowałam różnego rodzaju kosmetyki, zaliczyłam wizytę u dermatologa, aż w końcu postanowiłam wrócić do tego co sprawdzone i co już kiedyś mi pomogło. Byłam już totalnie sfrustrowana i zrezygnowana, bo bez makijażu czułam się fatalnie, a z podkładem prezentowałam się jeszcze gorzej. Nie muszę chyba tłumaczyć jak bardzo spada wtedy pewność siebie i osobisty komfort. Nagle miałam wrażenie, że wszyscy widzą moje niedoskonałości i nie czułam się z tym najlepiej, szczególnie w kontakcie z klientami oraz obcymi dla mnie ludźmi.  Kupiłam więc kolejną tubkę Effaclar Duo[+] kilka tygodni temu, a później dostałam paczkę od La Roche-Posay, która wsparła moją walkę o zdrową cerę i pomogła uporać się z niedoskonałościami. Większość z nich już znałam, ale odkryłam też kilka nowości, które zostaną w mojej kosmetyczce na dłużej.


Effaclar Duo [+], krem zwalczający niedoskonałości, zatkane pory, przebarwienia potrądzikowe

Zacznę od bohatera dzisiejszego wpisu. Na temat tego kremu już się rozwodziłam na blogu wielokrotnie. To mój (nie)mały cudotwórca, który doskonale radzi sobie z moją kapryśną cerę i jako jeden z niewielu kosmetyków potrafi utrzymać ją w ryzach. Poza działaniem, o którym za chwilę lubię w nim też lekką konsystencję, odświeżający zapach, szybkie wchłanianie do matu oraz fakt, że nie powoduje przesuszenia. Nigdy nie doprowadził do odwodnienia, wręcz przeciwnie, zawsze świetnie rozprawia się z martwym naskórkiem i eliminuje suche skórki. Regularnie stosowany w widocznie wygładza moją skórę uwalniając ją od nieestetycznej, drobnej kaszki. Pomaga mi też zwalczyć zaskórniki, zarówno te zamknięte jak i otwarte. W przypadku większych wyprysków wspomaga ich gojenie. Już po pierwszej aplikacji widać, że skóra wygląda po prostu lepiej, jednak najlepsze rezultaty uzyskamy sięgając po krem systematycznie. Jest jakby bardziej promienna, świeża i uspokojona. Effaclar Duo (+) również został wzbogacony o wodę termalną La Roche-Posay. Poza nią w składzie znajdziemy witaminę B3, krzemionkę, cynk, procerad, kwas salicylowy i LHA. To właśnie ta mieszanka odpowiada za tak skuteczne działanie kremu. Mi służy od lat. Po raz pierwszy miałam z nim styczność, gdy na rynku królowała wersja bez plusa. Później przyszły dobre zmiany i krem działa jeszcze lepiej. Dlatego nie zamierzam z niego rezygnować. Stosuję go codziennie, albo co kilka dni, w zależności od potrzeb mojej skóry. Obecnie zawsze wieczorem.



Effaclar Duo (+) Unifiant, tonujący krem zwalczający niedoskonałości, zatkane pory, przebarwienia potrądzikowe

Po raz pierwszy krem poleciła mi dermatolog na wizycie. Wtedy wszystkie podkłady wyglądały na mojej skórze tragicznie - warzyły się, robiły dziwne plamy, ścierały się i podkreślały suche miejsca. Krem dostępny jest w dwóch odcieniach, ja zdecydowałam się na ten pierwszy, czyli jasny. Jak wiecie, gdy nie użyję samoopalacza jestem ekstremalnie blada i tutaj kolor faktycznie jest dla mnie nieco za ciemny. Broni się jednak tym, że ładnie się z cerą stapia i gdy wysmaruję się balsamem brązującym, to nic mi się na linii żuchwy nie odcina. Effaclar Duo (+) Unifant ma lekkie krycie i na buzi prezentuje się bardzo naturalnie - wyrównuje koloryt i nie powoduje efektu maski. Wiecie, to w zasadzie taki tonujący Effaclar Duo [+] - właściwości kremu zostały wzbogacone pigmentem, by połączyć skuteczność działania z efektem ujednolicającym. Równie dobrze się rozprowadza, szybko się wchłania, choć ma już nieco cięższą konsystencję i pozostawia ochronną warstwę na skórze. Przypudrowany trzyma mat do około 7-8 godzin. W moim przypadku świetnie spisuje się na co dzień.

Effaclar, oczyszczający płyn micelarny

Świetnie radzi sobie z demakijażem - skutecznie oczyszcza z nadmiaru sebum i rozpuszcza wszelkie kosmetyki kolorowe, nawet intensywnie czarny liner, a przy tym pozostaje bardzo delikatny dla naskórka. Został wzbogacony o wodę termalną La Roche-Posay dla jeszcze lepszego łagodzenia podrażnień i wzmocnienia delikatności. Świetnie mi się na co dzień sprawdza. Nie pozostawia lepkiej warstwy, nie podrażnia, nie szczypie w oczy i nie powoduje zaczerwienienia skóry wokół nich. Posiada hipoalergiczna formułę bez alkoholu, mydła i parabenów. Wygodna buteleczka odpowiednim otworem ułatwia aplikację - nic się nie wylewa i nie marnuje.

Effaclar, oczyszczający żel do skóry tłustej 

To kosmetyk, który poznałam kilka lat temu i co jakiś czas z chęcią do niego wracam. Myję nim twarz wieczorem, bo naprawdę dogłębnie ją oczyszcza i odświeża. Świetnie usuwa wszelkie resztki makijażu, nie podrażniając i nie przesuszając przy tym skóry. Tuż po umyciu jest ona przyjemnie gładka, miękka oraz lekko napięta. Nie czerwieni się i nie jest ściągnięta. Żel nie zawiera mydła, alkoholu, ani parabenów i jest bezpieczny nawet w przypadku cery mocno uwrażliwionej. Co więcej, jest szalenie wydajny - dobrze się pieni, więc do jednorazowej aplikacji potrzebna jest dosłownie odrobinka. Pojemność 400ml wystarczy mi na wiele miesięcy codziennego użytkowania. Lubię go też za orzeźwiający zapach i wygodną butelkę z pompką.



Effaclar A.I, punktowy preparat na zapalne zmiany trądzikowe

Sprzymierzeniec wszelkich wyprysków, a już w szczególności dużych, bolących, podskórnych gulek, z którymi bardzo trudno się rozprawić. Zapewne wiecie o czym mówię. Stosuję go punktowo, gdy na mojej skórze pojawia się jakiś nieprzyjaciel. Po pierwsze przyspiesza jego gojenie, a po drugie zapobiega powstawaniu blizn i przebarwień. Pięknie regeneruje naskórek w krótkim czasie i zapewnia zdrowy wygląd. Co ważne, działa przeciwzapalnie, ale nie przesusza i ma lekką kremową konsystencję. Nie używałam go nigdy wcześniej i jestem zaskoczona jak doskonałym jest uzupełnieniem mojej obecnej pielęgnacji.

Biorąc pod uwagę obecny stan mojej cery, stwierdzam, że powrót do kosmetyków z linii Effaclar był strzałem w dziesiątkę. Wszystkie fantastycznie się uzupełniają, a ja wreszcie widzę, że moja skóra wróciła do normy. Oczywiście chwilę musiałam poczekać, bo priorytetem w walce z niedoskonałościami jest cierpliwość, systematyczność i odpowiednia rutyna. Fantastycznie obserwuje się jak cera powoli, z dnia na dzień, poprawia się i wygląda coraz ładniej. :)

Produkty z gamy Effaclar znajdziecie w aptekach oraz w oficjalnym sklepie internetowym La Roche-Posay: www.mydermacenter.pl

Dajcie znać, czy znacie linię Effaclar i jakie macie z nią doświadczenia! :)

Makijaż - jakie kosmetyki zabrałam ze sobą na majówkę?

poniedziałek, maja 01, 2017 33

Makijaż - jakie kosmetyki zabrałam ze sobą na majówkę?

Mam nadzieję, że korzystacie z uroków pierwszego maja i tak jak ja macie długi weekend! Nie wiecie jak bardzo czekałam na tych kilka dni. Spakowałam się i uciekłam nad nasze polskie morze, z dala od tłumów ludzi i obleganych miejsc. Las, widok na morze z balkonu, pusta plaża, tego mi było trzeba. Mój mały raj i koniec świata! ;-) Wiedziałam, że większość czasu spędzę w dresie i bez makijażu, ale kilka kosmetyków ze sobą spakowałam. Wiecie, tak na wszelki wypadek, gdybyśmy postanowili jednak pojechać do miasta i wyjść do jakichś ludzi spoza naszego towarzystwa. ;-) Dziś pokażę Wam skromną zawartość mojej kosmetyczki. Nie ma tego dużo, sama "baza", bo szkoda mi czasu na fikuśne malunki. Jeśli jesteście ciekawe na co postawiłam, zapraszam do dalszego czytania!



Krem BB Bell HYPOAllergenic (01 vanilla) lubię, ale jakoś ostatnio leżał zakurzony w szufladzie. Przypomniałam sobie o nim i zabrałam tubkę, aby ją wykończyć. Fajnie się sprawdza na co dzień, bo średnio kryje, ma lekką konsystencję i bardzo naturalne wykończenie. Przypudrowany też dobrze się trzyma. Więcej mi nie potrzeba. Ewentualne krostki zasłaniam korektorem i jest ok. 

Korektor, którego obecnie używam to Maybelline Affinitone. Jest odpowiednio kremowy, ma przyzwoite krycie, dobrze się stapia z cerą i nie obciąża delikatnej skóry pod oczami. Rozświetlam nim też centralną część twarzy, bo ma przyjemny jasny kolor. Na drobne krostki również się nadaje.

Najlepsze podkłady drogeryjne: top 10
Przegląd jasnych korektorów pod oczy


Puder to Bourois Silk Edition w odcieniu 51 porcelain. Jest jaśniutki i zapewnia ładne, aksamitne wykończenie, a nie płaski mat. Aplikuję go zwilżonym beautyblenderem i dzięki temu uzyskuję cerę bardzo gładką, z zamaskowanymi porami, ale bez pudrowej warstwy. Kosmetyk nie jest transparentny, posiada kolor, który idealnie stapia się z podkładem i dopasowuje do odcienia mojej skóry. Pozwala też delikatnie budować krycie. 

Zabrałam też coś do podkreślania policzków. W roli bronzera Bahama Mama theBalm. Lubię go przede wszystkim za łatwość w obsłudze. Kilka ruchów pędzlem i mam podkreślone kości policzkowe bez plam i smug. Mamuśka też dobrze się nosi, długo utrzymuje, nie zapycha i ładnie współgra z innymi kosmetykami do makijażu. 

Róż to jeden z moich ulubieńców - Melkior w odcieniu Natural Touch. Lubię go właśnie za ten kolor, to piękny zgaszony, brudny róż, który pięknie prezentuje się na policzkach. Funduje efekt subtelnego, świeżego rumieńca. Równomiernie się rozprowadza, nie tworzy plam i jest odpowiednio napigmentowany. Praca z nim to czysta przyjemność. Plus też za małe, poręczne opakowanie.

Marka na dziś: Melkior
Kosmetyki kolorowe, których używam najczęściej


Nie mogło też zabraknąć maskary. Lovely Curling Pump Up Maskara towarzyszy mi ponownie od kilku tygodni i stwierdzam, że to był jeden z lepszych powrotów kosmetycznych w ostatnim czasie. Genialnie podkreśla rzęsy - wydłuża, unosi, delikatnie pogrubia i utrzymuje podkręcenie zalotką. Jest naprawdę czarna, nie osypuje i nie rozmazuje się w ciągu dnia, a poza tym kosztuje grosze. :)

Do brwi zabrałam cień Golden Rose, Eyebrow Powder 104 ponieważ zapodziałam gdzieś kredkę Nabla i podczas pakowania nie mogłam jej znaleźć. On też jest fajny i wiele razy wam go polecałam. Ma ładny odcień bez rudych tonów i odpowiednio suchą konsystencję. Trzyma się bez zarzutu na skórze i w duecie z pędzelkiem Zoeva 317 pozwala mi na precyzyjne podkreślenie brwi.

Ulubieńcy ostatnich miesięcy
Makijaż na każdą kieszeń: Catrice, Kobo, Golden Rose, Miss Sporty


Pomadki wzięłam ze sobą dwie. Pierwsza to kredka Golden Rose Matte Lipstick Crayon w odcieniu 12. To taki przygaszony, ale jasny róż. Dość żywo wygląda na ustach i odświeża cały makijaż. O wykończeniu nie będę się rozwodzić, bo zapewne wszystkie wiecie, że te matowe pomadki w kredce są bardzo komfortowe w noszeniu, dobrze kryją i równomiernie się ścierają. Uwielbiam je!

Druga szminka to L'Oreal Color Riche w odcieniu 378 Velvet Rose. Kolor jest bardzo bezpieczny i uniwersalny. To taka dzienna pomadka na szybko. Możemy nią pomalować usta bez lusterka. Jest już bardziej kremowa, nawilżająca i ma lekko połyskujące wykończenie, ale nie zawiera drobinek.

Najlepsze pomadki na co dzień: top 10
Ulubione w listopadzie


Poza tym do kosmetyczki wrzuciłam jajeczko Beautyblender, którym aplikuję krem BB, korektor i puder, pędzelek Kavai 18 do bronzera i różu, pędzelek Zoeva 317 do brwi i zalotkę Ardell. To wszystko. :-) Zrezygnowałam z cieni, rozświetlacza i innych, całkowicie mi zbędnych w tej chwili kosmetyków.

Jestem ciekawa ile kosmetyków wy zabieracie na tego typu wyjazdy no i przede wszystkim co porabiacie w majówkę? :) Macie wolne, czy pracujecie? Życzę Wam słonecznego, spokojnego tygodnia majowego. Ładujcie akumulatory i odpoczywajcie bez względu na pogodę! U mnie wietrznie, chłodno, ale słonecznie. Jest pięknie i wcale nie chce mi się wracać!


Zapraszam też na mój instagram, tam jestem codziennie i obecnie serwuję nadmorski spam ;-)

@agu_blog