11 zmian jakie chcę wprowadzić w nowym roku

piątek, stycznia 18, 2019 15

11 zmian jakie chcę wprowadzić w nowym roku

Cześć w nowym roku! Byłam nastawiona, że styczeń zacznie się powoli i leniwie, a wyszło jak zawsze. ;) Dwa ostatnie tygodnie do reszty pochłonęły koty, co mogłyście zaobserwować na moim Instagramie, było wyczerpująco, ale czas złapać równowagę i powrócić do Was z innymi tematami! Co prawda nie należę do osób wykrzykujących hasła "nowy rok, nowa ja", ale mam w głowie parę planów na najbliższe miesiące i dziś chcę się nimi podzielić. Celowo nie nazywam ich postanowieniami, bo z nimi bywa różnie (a nie chcę biczować się za coś, na co nie mam wpływu), ale na własnych zasadach, małymi krokami chcę dążyć do pewnych zmian. Jakich? Zapraszam do dalszej części wpisu.



Wykluczenie mięsa z diety

Ta myśl kiełkowała we mnie od dawna, ale długo nie potrafiłam dojrzeć do zmiany. Nie umiałam odstawić mięsa w 100%, poza tym spotykałam się w otoczeniu z powielaniem mitów, że to niezdrowe, bałam się niedoborów, spadków energii i pogorszenia samopoczucia. Tymczasem jestem na bezmięsnej diecie dwa tygodnie i czuję się bardzo dobrze. Trzymam się zbilansowanego jadłospisu, za jakiś czas zrobię kontrolne badania i zobaczymy. :) Mięsa mi nie brakuje, bo po pierwsze nigdy za nim szczególnie nie przepadałam, a po drugie najzwyczajniej w świecie nie chcę jeść zwierząt i przykładać ręki do tego całego przemysłu. Nie chcę się jednak nazywać wegetarianką, na takie deklaracje jeszcze przyjdzie odpowiedni czas. Mogę Was jednak zapewniać, że nie będę na siłę nikogo nawracać, ani przekonywać, bo uważam, że każdy do takich zmian musi dojść sam. Mi osobiście bardzo pomógł w podjęciu decyzji dokument What the health dostępny na Netflixie.

Poszerzenie wiedzy na temat testów na zwierzętach

No cóż... Muszę przyznać, że moja wiedza w tym temacie bardzo kuleje i dotychczas byłam raczej ignorantką. Chyba po prostu bałam się tej świadomości, ale powiem Wam też, że im więcej o tym czytam, tym mniej wiem. Prawnie jest to bardzo kiepsko uregulowane i naprawdę trudno połapać się w tym, która marka jest faktycznie CF, a która tylko się za taką podaje. Nie wyrzucę nagle wszystkich kosmetyków, które posiadam, ale chciałabym w przyszłości dokonywać bardziej rozważnych wyborów. Pewnie wiele razy popełnię błąd, ale myślę, że lepiej działać metodą małych kroków niż wcale. 

Większa świadomość konsumencka

Kosmetyki testowane na zwierzętach to jedynie wierzchołek góry lodowej. Chemia gospodarcza, spożywka, ubrania to jest jakaś masakra. Chciałabym dokonywać świadomych zakupów i wyborów, które będą przyjazne środowisku, ludziom, zwierzakom, no i oczywiście też mojemu zdrowiu. Muszę to sobie wszystko jeszcze w głowie poukładać, z pewnością to nie będą nagłe, spektakularne zmiany, ale małe, przemyślane działania. 

Dbanie o siebie

Mam tu na myśli różne obszary - dbanie o własną fizyczność, o spokój, o dietę, o sen (bo chodzenie spać o 4 rano nikomu nie służy),o balans. Nie czuję się bowiem do końca zadbana, gdy mam full makijaż na twarzy, bo musiałam zamaskować sińce po nieprzespanej nocy i pryszcze po zjedzeniu tabliczki czekolady. Myślę, że doskonale wiecie o co mi chodzi - piękno zaczyna się wewnątrz, dosłownie i w przenośni i po prostu warto o tym pamiętać.

Treningi siłowe

Po krótkiej przerwie wracam na salę treningową. Sama, na własnych zasadach, we własnym tempie, bez narzucania sobie niczego. Chcę ćwiczyć, bo po prostu to lubię. Relaksuje mnie to, sprawia radość i pozwala oczyścić głowę. Z nikim się nie ścigam, nie oczekuję szybkich efektów, spadku wagi. Zmniejszenie obwodów, napięcie i ujędrnienie skóry, większa sprawność, rozładowanie emocji - to dla mnie najlepsza nagroda.

Powrót do jazdy autem

Miałam to zrobić już dawno, ale nie wyszło. W tym roku MUSI się udać. A jak już się uda, to opowiem Wam jak tego dokonałam, bo wiem, że jest nas więcej. :D

Częstsze bycie tutaj :)

Ja naprawdę kocham prowadzić bloga, ale ostatni rok, to było jakieś nieporozumienie w tym temacie. Z wielu różnych względów. Strasznie mi brakuje regularności, tęsknię za systematycznymi publikacjami, za kontaktem z Wami i to mój tegoroczny priorytet - przestać zaniedbywać coś, co jest dla mnie ważne.

Więcej spotkań

Zdecydowanie więcej! Ze starymi znajomymi, z rodziną, z koleżankami po fachu, z Wami. Weekendowe posiadówki z przyjaciółmi, to złoto. Pod koniec roku udało mi się spotkać wreszcie z Agą i Alą, niebawem czeka mnie kawa z drugą Agnieszką. :D Mam też nadzieję, że uda mi się dotrzeć na jakiś większy blogerski event w tym roku!

Jedna książka tygodniowo

Odkąd mam czytnik, czytam znacznie więcej, ale wciąż za mało. Podejmuję wyzwanie 52 książek w ciągu roku! Może tym razem się uda?

Nadrobienie zaległości kursowych

Mam kupionych kilka kursów, w kilku kolejnych chciałabym wziąć udział, ale ciągle brakuje mi czasu, ciągle są ważniejsze sprawy. Stworzyłam niedawno listę, którą będę realizować krok po kroku, systematycznie, bo po prostu chcę się rozwijać i poszerzać swoją wiedzę. :)

Wychodzenie ze strefy komfortu w myśl zasady bój się i rób!

W tej strefie komfortu to jest tak miło i przyjemnie, ale tylko z pozoru i do pewnego czasu. Ja wychodzę z niej stanowczo za rzadko. Dotyczy to również bloga. I bardzo chcę to zmienić. Pierwsze przejawy odwagi już za mną, ale o tym opowiem w swoim czasie. :D

I to już wszystkie plany, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Wybrałam też słowo klucz, które będzie mi przewodzić przez najbliższe 12 miesięcy w myśl idei one little world (polecam poczytać o tym więcej) -  zdecydowanie stawiam na równowagę. :)

Dajcie znać co tam u Was! Co prawda domyślam się, że ostatnie wydarzenia w naszym kraju nie napawają optymizmem, ale ja wciąż wierzę w ludzi i jestem przekonana, że tych dobrych jest więcej! 

Ściskam Was piątkowo i życzę udanego weekendu! 
Kosmetyczny prezentownik dla niej -  uniwersalne hity z eKobieca.pl

środa, grudnia 19, 2018 18

Kosmetyczny prezentownik dla niej - uniwersalne hity z eKobieca.pl

Ho Ho Ho! Święta już za kilka dni, więc jeśli jeszcze nie macie prezentów, to ostatni dzwonek, by zamówić je i mieć pewność, że dojdą na czas. Dziś podrzucam Wam kilka sprawdzonych hitów z zaprzyjaźnionej drogerii eKobieca.pl - są według mnie bardzo uniwersalne i ucieszą każdą mamę, siostrę, czy przyjaciółkę. Sprawdzą się jako drobne upominki lub też dodatki do głównego prezentu, nie tylko świątecznego! 


Zacznę od bohaterki powyższego zdjęcia, czyli świątecznej kartki z gwiazdką musującą do kąpieli Bomb Cosmetics. Musicie przyznać, że taka choineczka robi miłe wrażenie. :) W środku znajduje się także miejsce na życzenia, w zestawie mamy również czerwoną kopertę. Marka słynie z ręcznie wytwarzanych, naturalnych kosmetyków do kąpieli, więc jestem pewna, że ten drobiazg sprawi komuś radość i zapewni odprężenie. :) 


Mydło do rąk w każdym mieszkaniu schodzi niczym woda, bo to kosmetyk pierwszej potrzeby. Jestem więc pewna, że Zimowe okruszki od Yope zachwycą i przyjaciółkę i babcię. Mydełko przepięknie pachnie - to aromat ciasteczek od razu przywodzący na myśl zimę i Święta, no mówię Wam, aż ślinka leci. Poza tym ma śliczną butelkę i z dumą może zdobić umywalkę. Marka tworzy kosmetyki w 98% naturalne, które są delikatne i łagodne dla skóry nawet najbardziej wrażliwej. Zero ściągnięcia, przesuszenia, czy podrażnień, nawet najbardziej spracowanych dłoni. Sama bym ucieszyła się z balsamu do rąk do kompletu. :D


Przerobiłam wiele narzędzi do aplikacji podkładu - pędzli i gąbeczek. Faktycznie na naszym rynku można kupić tańsze odpowiedniki Beautyblendera, które sprawdzają się nieźle (są miękkie i delikatne), ale niestety bardzo szybko ulegają zniszczeniu. Mimo sympatii do nich moim numerem jeden wciąż pozostaje Beautyblender, który znosi każde mycie, nawet w pralce i nie odbarwia się, nie rozwarstwia i nie odkształca. No i nakłada podkład tak samo dobrze przez cały swój żywot. Myślę, że oryginał podarowany drugiej kobiecie ucieszy ją szczególnie, gdy od dawna o gąbeczce marzy, ale ciągle jej nie po drodze z z zakupem. :) 


Kolejny ponadczasowy prezent. Choć o szczotce Tangle Teezer krążą różne opinie, to ja przez wszystkie lata nie poznałam lepszej. Na moich włosach sprawdza się super, a inne egzemplarze na dłuższą metę jej nie dorównują. Doceniam ją przede wszystkim wtedy, gdy mam włosowy kryzys i wzmożone problemy ze skórą głowy - jest najbardziej delikatna dla pasm. Radzi sobie z największymi kołtunami, nie ciągnie, nie wyrywa i nie sprawia bólu. Bez wahania wręczyłabym ją innej dziewczynie. :)


Bez glinki zielonej nie wyobrażam sobie pielęgnacji, więc z chęcią zarażam miłością do tego proszku wszystkie kobiety wokół. To jak ona oczyszcza, zwęża pory, reguluje wydzielanie sebum i przyspiesza gojenie się zmian, to naprawdę bajka. Pomaga też w walce z łupieżem, a dodana do kąpieli detoksykuje całe ciało. Sama bardzo ucieszyłabym się, gdyby ktoś wręczył mi jej zapas, tym bardziej, że glinka zielona Mokosh zapakowana jest w ładny słoiczek, który ułatwia użytkowanie i jest poręczny. W ekobieca.pl znajdziecie też inne glinki, do wyboru, do koloru. :)


Nic tak nie odpręża po ciężkim dniu jak ciepły prysznic z pięknie pachnącymi kosmetykiem i aromatyczny balsam tuż po. Kokosowo-bananowy duet od Nacomi rozkocha w sobie każdego! Mamy tu kokosowo-bananową piankę peelingująco-myjącą oraz  nawilżająco-wygłądzający mus do ciała bananowo-kokosowy shake. Te słodkości bronią się same - są naturalne, a zarazem skuteczne, no i przede wszystkim niesamowicie relaksują i uprzyjemniają wieczorny pobyt w łazience. Idealna opcja na prezent solo lub w parze. 


Świetnym dodatkiem do każdego prezentu są także maseczki wszelkiego rodzaju. Na zdjęciu jedna z moich ulubionych Skin79 Fresh Garden Mask Snail - przyjemnie nawilża, uspokaja i koi cerę oraz delikatnie ją rozjaśnia. Druga propozycja, to Bania Agafii, maska do twarzy odmładzająca - biała glinka



Myślę, że ładna, ozdobna paleta z ciekawą, bezpieczną kolorystyką w środku również zawsze wywołuje uśmiech na naszych kobiecych twarzach. I tutaj podsuwam Wam Makeup Revolution Jewel Collection Eyeshadow Palette Deluxe. To stosunkowa nowość MUR i muszę przyznać, że palety z tej kolekcji są naprawdę świetnie napigmentowane, przyjemnie się ze sobą łączą i fajnie, łatwo się z nimi pracuje. Wersja złota jest bezpieczną mieszanką kolorów i na dzień i na specjalne okazje, więc każda z nas zrobi z niej użytek. Mamy tu mat, błysk, odcienie bazowe i bardziej wyraziste - można się bawić i kombinować. :)


Na koniec jeszcze mój osobisty hit, czyli pędzle Jessup. :) Odkąd je mam, nie używam innych. :D Są świetnej jakości, a kosztują grosze. Znalazłam odpowiedniki Zoevy, które spisują się duużo lepiej niż oryginały. Włosie jest mięciutkie, sprężyste, delikatne, a same pędzle po prostu bardzo ładne. Z przyjemnością po nie sięgam i są ozdobą mojej toaletki. Możecie sprezentować komuś cały zestaw, set do oczu lub twarzy, czy pojedyncze sztuki. Naprawdę warto! 

I to już koniec mojego kosmetycznego zestawienia. :) Wszystkie kosmetyki przetestowałam na sobie, znam je doskonale i bardzo lubię, ciężko mi więc wybrać jednego faworyta, ale jestem ciekawa co Wam najbardziej wpadło w oko! :) 

Macie już prezenty? Ja tak jak już pisałam na Instagramie jestem zwolniona z zakupów, bo rok temu zrezygnowaliśmy z wręczania sobie podarunków. ;) Zamierzam jednak niebawem sama sprawić sobie małą przyjemność i skreślić jeden z punktów mojej wishlisty. :D
NeoNail Christmas Set Basic - idealny pomysł na prezent!

czwartek, grudnia 06, 2018 5

NeoNail Christmas Set Basic - idealny pomysł na prezent!

Święta coraz bliżej! Macie już skompletowane prezenty dla najbliższych? Dziś podrzucam świetną propozycję, która ucieszy każdą fankę zadbanych paznokci i stylowego manicure. NeoNail Christmas Set BASIC zawiera bowiem wszelkie niezbędne akcesoria do rozpoczęcia swojej przygody z hybrydami! Za jego pomocą każda z nas wyczaruje elegancką, długotrwałą stylizację, która będzie wizytówką i ozdobą dłoni. Przyjrzyjmy się dokładnie, co my tutaj mamy. :)

NeoNail Christmas Set BASIC

Christmas Set Basic to zapakowany w świątecznej odsłonie zestaw, który będzie idealnym prezentem dla początkującej hybrydomaniaczki. W jego skład wchodzą wszelkie przydatne elementy potrzebne na start, a dokupienie kilku drobnych akcesoriów (pyłki, folie) daje już szerokie możliwości w kwestii zdobień i stylizacji. Myślę, że taka niespodzianka ucieszy każdą miłośniczkę manicure hybrydowego, a co niektórym doda odwagi, by uwierzyć w swoje siły i zacząć malować paznokcie samodzielnie w zaciszu domowym. 



W zestawie NeoNail Christmas Set BASIC znajdziemy 3 kolory lakierów hybrydowych, w tym piękną czerwień Raspberry Red oraz stonowany, elegancki zgaszony  kakaowy beż Hot Cocoa, a także pozostałe akcesoria, których potrzebujemy do wykonania perfekcyjnego hybrydowego manicure. Nie brakuje również instrukcji obsługi step by step oraz uroczych naklejek wodnych. 


NeoNail Christmas Set BASIC zawiera:
  • Lampa LED 18W/36W (6357) - nowy model, z trzema trybami pracy, sensorem ruchu, wyświetlaczem, 21 diodami i opływowym kształtem,
  • Lakier hybrydowy 3 ml – Raspberry Red (3762-3) - elegancka, ponadczasowa, seksowna czerwień,
  • Lakier hybrydowy 3 ml – Agitated Ocean (5605-3) - zgaszona mieszanka turkusu i błękitu niczym głębia oceanu,
  • Lakier hybrydowy 3 ml – Hot Cocoa (5320-3) - kakaowy beż, wyważony, stonowany,
  • Lakier Hybrydowy 3 ml - Hard Base (4744-3) - hybrydowa baza, podstawa każdego manicure,
  • Lakier Hybrydowy 3 ml - Hard Top (4745-3) - top, który jest zwieńczeniem wszystkich stylizacji,
  • Nail Cleaner 50 ml (5150) - płyn do odtłuszczania płytki oraz lakierów hybrydowych,
  • Acetone UV Gel Polish Remover 50 ml (5146) - aceton do usuwania lakierów hybrydowych,
  • Polerka łódka 100/180 -fioletowa (168) - dwustronna polerka do matowienia płytki paznokcia
A to wszystko w cenie 129zł zamiast 242zł!!!

Trzy różne kolory, wiele możliwości

Zestaw zawiera trzy odcienie o pojemności 3ml, które pozwalają wyczarować wiele pięknych stylizacji. Możemy mieszać je ze sobą, zestawiać wspólnie, ozdabiać pyłkami i innymi biżuteryjnymi lakierami, a także bawić się wykończeniami - połysk, mat, welur - ogranicza nas jedynie wyobraźnia. :) Ponadto są to kolory, które pasują na każdą okazję - beż, czerwień , ciemny turkus uzupełnią każdy outfit. 

Zestawy świąteczne NeoNail

NeoNail Christmas Set BASIC, to jednak nie wszystko! Marka NeoNail oferuje nam jeszcze 3 inne zestawy świąteczne: Christmas Set, Christmas Set PREMIUM, Christmas Set Exclusive. Bez problemu więc dobierzemy prezent idealnie dopasowany do potrzeb i upodobań  osoby obdarowywanej. 



Świąteczny manicure wykonany przy użyciu NeoNail Christmas Basic Set

Już wczuwam się w świąteczny klimat, więc nie byłabym sobą, gdybym nie sięgnęła po czerwień. Oczywiście połączyłam ją ze złotem. Jedni powiedzą nuda, ja powiem, że klasyka, która jest ponadczasowa i zawsze się obroni. Ponadto uwielbiam zdobienia, które są szybkie, nieskomplikowane, a i tak robią efekt wow, budzą wiele pytań i zbierają komplementy. :)

Wszystkie wykorzystane elementy zestawu pogrubiłam i w miarę możliwości podlinkowałam. :)

→ Za pomocą pilnika o gradacji 100/180  opiłowujemy paznokcie - nadajemy im odpowiedni kształt, opracowujemy i odsuwamy skórki oraz przechodzimy do dokładnego, ale delikatnego zmatowienia płytki polerką łódką
→ Odtłuszczamy paznokcie Nail Cleanerem i nakładamy cienką warstwę bazy Hard Base
→ Wkładamy dłoń do lampy 18W/36W na 60-90 sekund. 
→ Aplikujemy pierwszą cienką warstwę lakieru Raspberry Red.
→ Wkładamy dłoń do lampy, utwardzamy, a następnie aplikujemy drugą, równie cienką warstwę i znów utwardzamy.
→ Na płytkę palca serdecznego (całą) i małego (od końcówki do połowy), nanosimy jedną warstwę drobinkowego lakieru Champagne Kiss - na małym palcu staramy się, aby lakier był bardziej skupiony na końcu i rozproszony do środka. Utwardzamy w lampie.
→ Pokrywamy paznokcie topem Hard Top.
→ Ponownie wkładamy dłoń do lampy, utwardzamy, przemywamy Nail Cleanerem i gotowe.

I to wszystko na dzisiaj. Jestem bardzo ciekawa jaka wersja świątecznego zestawu NeoNail ucieszyłaby Was najbardziej i na jaki manicure stawiacie w grudniu! 
nowości MIYA: ekspresowy peeling do ciała myMAGICscrub i rozświetlająco-nawilżający balsam do ciała i dekoltu GLOWme

niedziela, grudnia 02, 2018 7

nowości MIYA: ekspresowy peeling do ciała myMAGICscrub i rozświetlająco-nawilżający balsam do ciała i dekoltu GLOWme

Jesień i zima, to taki okres kiedy pielęgnacja naszego ciała czasem schodzi na dalszy plan. Ukryte pod ciepłym swetrem ramiona, czy przykryty golfem dekolt nie powinny nam dawać jednak przyzwolenia na to, by o ich nawilżaniu zapominać, gdyż w sezonie grzewczym nasza skóra potrzebuje wyjątkowej troski. Suche powietrze, zmiany temperatur sprawiają, że może przesuszać się i podrażniać bardziej niż zwykle. Sama wiem o tym doskonale - moja skóra niewidząca balsamu do ciała przez kilka dni staje się szorstka, zaczerwieniona i swędząca, dlatego z przyjemnością testuję od kilku tygodni nowości marki MIYA, o których Wam dziś opowiem. Jestem pewna, że z pomocą ekspresowego peelingu do ciała i rozświetlającego balsamu do ciała nie będziecie na bakier z pielęgnacyjną regularnością, po te kosmetyki aż chce się sięgać! 

O marce MIYA pisałam na blogu nie raz. Uwielbiam różowy krem do twarzy myWONDERBALM I Love Me, aktywną esencję COCO BeautyJuice, czy serum rewitalizujące myPOWERelixir. Od niedawna w mojej pielęgnacji gości też olejek do demakijażu, o którym opowiem Wam więcej niebawem. Doceniam markę za przyjazne składy, piękne zapachy, przystępne ceny i przede wszystkim skuteczność działania, dlatego gdy tylko zobaczyłam  w sieci nowości z dzisiejszego wpisu od razu zaświeciły mi się oczy. ;)

MIYA, myMAGICscrub, ekspresowy peeling do ciała / 39,99zł/200g

Peeling całego ciała wykonuję raz w tygodniu. Pomaga mi to utrzymać skórę w dobrej formie - gładką, bez wrastających włosków i suchych miejsc. Uwielbiam kosmetyki zapakowane w poręczne opakowania, takie po których nie muszę szorować prysznica przez kolejnych 10 minut. Od dłuższego też czasu wybieram też te, które pomimo swych właściwości złuszczających pozostawiają na skórze delikatną nawilżającą warstwę ochronną. Peeling myMAGICscrub spełnia te oczekiwania, ale na tym nie kończą się jego zalety, dlatego tak bardzo się polubiliśmy.



To udana kompozycja drobinek cukru i soli. Odpowiednio wyważona, zatem nie ma mowy o jakimkolwiek podrażnieniu na przykład po goleniu (typowe peelingi solne potrafią spowodować nieprzyjemne szczypanie, tu nic takiego się nie dzieje). Kryształki skutecznie rozprawiają się z martwym naskórkiem, przepięknie wygładzają skórę, delikatnie rozgrzewają, poprawiają jej jędrność i koloryt. Regularne złuszczanie ciała połączone z treningami zaowocowało zmniejszeniem cellulitu. Nawet na ostatnim spotkaniu fizjoterapeutka zauważyła, że moja skóra jest bardziej sprężysta, napięta i zwarta, czym bardzo mnie zaskoczyła. :D 

Poza drobinkami cukru i soli w peelingu znajdziemy także różową glinkę posiadającą właściwości oczyszczające i rewitalizujące oraz moje ukochane olejki: ze słodkich migdałów, z dzikiej róży i kokosowy. To właśnie one odpowiadają za nawilżenie skóry, natłuszczenie jej, wyrównanie kolorytu i ten apetyczny, słodkawy zapach. Po seansie z myMAGICscrub ciało odzyskuje blask i zdrowy wygląd. Kiedy jestem bardzo zmęczona, śmiało mogę odpuścić już sobie aplikację balsamu i nic się nie stanie.


Formuła kosmetyku jest bardzo skoncentrowana - w słoiczku mamy gęstą, zbitą masę, co równa się wysokiej wydajności.

Co jeszcze ważne, peeling nie zawiera silikonów, parafiny, olejów mineralnych i PEG-ów, moja kapryśna skóra docenia to bardzo. Jak na markę MIYA przystało, peeling zawiera 99%  naturalnych składników, jest wegański i nie jest testowany na zwierzętach. Może być stosowany przez kobiety w ciąży. 


GLOWme, rozświetlająco-nawilżający balsam do ciała i dekoltu/ 34,99zł/200g

Od balsamu do ciała oczekuję przede wszystkim: kremowej, niezbyt lejącej się formuły, szybkiego wchłaniania i braku lepkiej warstwy. Od kilku miesięcy poszukiwałam też kosmetyku, który skórę ładnie nawilży, a przy okazji rozświetli i doda subtelnego blasku. I tu z pomocą przyszedł balsam GLOWme, który chyba jako jedyny nie zawiera nachalnych, widocznych drobinek brokatu (większość kosmetyków tego typu jest nimi napakowana), więc upiększa nasze ciało w bardzo naturalny sposób. To zasługa złotej miki w składzie! Bardzo podoba mi się ten efekt, bo skóra z automatu wygląda zdrowiej i po prostu ładniej.

Co więcej, balsam zamknięto w wygodniej, miękkiej tubie, z którą nie trzeba się siłować podczas aplikacji. Kosmetyk spisuje się na medal nie tylko w obszarze dekoltu, ja smaruję nim także ręce, bo przepięknie wygląda na ramionach oraz łydki - z balsamem brązującym robi efekt wow. :)

GLOWme skutecznie nawilża, uelastycznia, wygładza i zmiękcza naskórek. Po aplikacji skóra staje się jedwabista w dotyku, ma bardziej wyrównany koloryt, pięknie odbija światło i  jest w wyraźnie lepszej kondycji. Znika szorstkość, napięcie i ogólny dyskomfort spowodowany ewentualnym odwodnieniem. Balsam nie zostawia tłustej warstwy, więc śmiało możemy po niego sięgać tuż po prysznicu, a następnie wskoczyć w ubrania. Dodatkową zaletą jest także jego subtelny zapach przypominający ekskluzywne perfumy.

Jego działanie pielęgnacyjne zawdzięczamy przede wszystkim odżywczemu masłu mango i shea, olejowi ze słodkich migdałów oraz z gorzkiej i słodkiej pomarańczy. W składzie znajdziemy również nawilżający sok z aloesu, prowitaminę B5 i witaminę E.

Tak jak w przypadku peelingu, balsam rozświetlająco-nawilżający balsam do ciała jest produktem wegańskim, nietestowanym na zwierzętach, nie zawiera parafiny, olejów mineralnych, parabenów i PEG-ów i nadaje się do każdego rodzaju skóry. 


Podsumowując, marka MIYA, to idealny dowód na to, że można stworzyć kosmetyki dobre, naładowane świetnymi składnikami w rozsądnych cenach i przepięknych, cieszących oko opakowaniach. Kibicuję dziewczynom, wspieram, jestem pod wrażeniem rozwoju i trzymam kciuki za dalsze sukcesy, bo jestem pewna, że każdy kolejna nowość szybko stanie się hitem. :) Ja już nie mogę doczekać się maseczek!

Myślę też, że dziś zaprezentowany peeling, balsam do ciała, czy też inne bestsellerowe kosmetyki marki MIYA, to świetny pomysł na prezent. Są uniwersalne, przyjazne dla skóry, skuteczne, zapakowane w piękne opakowania, jestem więc przekonana, że ucieszą każdą obdarowaną kobietę, niezależnie od okazji. :)

Kosmetyki MIYA kupicie online, w sklepie marki na stronie miyacosmetics.com oraz stacjonarnie w drogeriach Hebe, Super-Pharm, Kontigo, Pigment i wybranych drogeriach Rossmann i Natura.

Jestem ciekawa, czy znacie już przedstawione przeze mnie kosmetyki i czy posiadacie jakiegoś faworyta spośród asortymentu MIYA? Dajcie znać! 

Jesienny manicure: Neonail  Cashmere Women & Spider Gel

środa, listopada 28, 2018 8

Jesienny manicure: Neonail Cashmere Women & Spider Gel

Przychodzę dziś do Was z kolejną porcją cudownych nowości od NeoNail. Nie będzie przesadą, gdy napiszę, że każda kolekcja zachwyca mnie jeszcze bardziej. Fall in Love, Illuminate by Kasia Sokołowska, a teraz Cashmere Women i siedem nietuzinkowych, idealnych na okres jesienno-zimowy kolorów. Zobaczcie je z bliska! W dalszej części wpisu opowiem Wam również o innowacyjnym produkcie do stylizacji paznokci jakim jest Spider Gel. Z nim zdobienia tworzą się same!



NeoNail Cashmere Women

Siedem głębokich, nasyconych, kremowych kolorów o idealnym kryciu. Wszystkie piękne, przepięknie dopełniające każdą stylizację. Gładko suną po płytce, równomiernie się rozkładają, nie tworzą plam i prześwitów. W aplikacji są totalnie bezproblemowe, podczas noszenia również. Przyjrzyjmy się odcieniom bliżej. 


Jedna buteleczka kosztuje 29,90zł/7,2ml.





NeoNail Spider Gel

Poza kolekcją Cashmere Women marka NeoNail wypuściła jeszcze jeden hit! Poznajcie Spider Gel, czyli żel o innowacyjnej formule, dzięki któremu proste linie tworzą się w zasadzie same. Jednym ruchem jesteśmy w stanie wyczarować precyzyjne kreseczki o różnej grubości i tworzyć fantazyjne zdobienia. Jego gęsta gumowa konsystencja sprawia, że nawet kompletna amatorka i początkująca hybrydomaniaczka ozdobi swoje paznokcie w oryginalny sposób. Ogranicza nas jedynie nasza wyobraźnia! Wystarczy niewielką ilość żelu nabrać na sondę i pędzelek i jednym ruchem przeciągnąć po płytce, od punktu, do punktu, a następnie utwardzić zdobienie i pokryć topem. Gotowe! 

Żel dostępny jest w dwóch kolorach:


Ma pojemność 5g, kosztuje 19,90zł i jest prawdziwą petardą! Jeśli kochacie manicure, to naprawdę musicie go mieć, niezależnie od tego, czy hybrydę wykonujecie w zaciszu domowym, czy jesteście zawodowymi stylistkami. :)









Jesienny manicure NeoNail Cashmere Women & Spider Gel

Poniżej możecie zobaczyć jak prezentuje się mój obecny manicure przy użyciu lakieru Soft Touch z kolekcji Cashmere Women, Spider Gelu Black i złotej folii transferowej. Jak go wykonać już Wam mówię!

→ Za pomocą pilnika o gradacji 100/180 i opiłowujemy paznokcie - nadajemy im odpowiedni kształt, opracowujemy i odsuwamy skórki oraz przechodzimy do dokładnego, ale delikatnego zmatowienia płytki blokiem polerskim. Ja pierwszy raz zdecydowałam się na inny kształt niż migdał.
→ Odtłuszczamy paznokcie Nail Cleanerem i nakładamy cienką warstwę bazy Hard Base
→ Wkładamy dłoń do lampy LED 24W/48W ECO na 60-90 sekund. 
→ Aplikujemy pierwszą cienką warstwę lakieru Soft Touch
→ Wkładamy dłoń do lampy, utwardzamy, a następnie aplikujemy drugą, równie cienką warstwę  i znów utwardzamy.
→ Na płytkę palca serdecznego i środkowego, na warstwę dyspersyjną hybrydy nanosimy folię transferową hologramową - kilkoma szybkimi ruchami dociskamy ją i odrywamy w paru miejscach.
→ Sięgamy po Spider Gel Black i rysujemy  na paznokciach pokrytych folią linie na jakie mamy ochotę. :) Utwardzamy w lampie.
→ Pokrywamy paznokcie topem Hard Top.
→ Ponownie wkładamy dłoń do lampy, utwardzamy, przemywamy Nail Cleanerem i gotowe.





Jestem bardzo ciekawa, który odcień z kolekcji Cashmere Women skradł najbardziej Wasze serce i co sądzicie o Spider Gel? Dajcie znać!
Najciekawsze nowości w mojej kosmetyczce: Anastasia Beverly Hills, Smashbox, Affect, Rimmel i inni

poniedziałek, listopada 26, 2018 24

Najciekawsze nowości w mojej kosmetyczce: Anastasia Beverly Hills, Smashbox, Affect, Rimmel i inni

Dawno mnie tu nie było, ale już jestem i bez zbędnego przedłużania zapraszam Was na przegląd najciekawszych nowości w mojej kosmetyczce! Sporo się tego uzbierało i pomyślałam, że to idealny, luźny temat na pierwszy post po przerwie. Zobaczcie jakie perełki wpadły w moje ręce. :)




Anastasia Beverly Hills, Modern Renaissance

Najświeższy nabytek, jeszcze cieplutki, bo jest ze mną od wczoraj. Dostałam ją w prezencie urodzinowym i póki co, to nie mogę się na nią napatrzeć. :D Jest absolutnie piękna i mam nadzieję, że będę zadowolona z jej użytkowania. Na pewno dam Wam znać, co o niej myślę! Jedno jest pewne, opakowanie robi wrażenie, choć zapewne welur będzie się brudził. Drugi fakt jest natomiast taki, że połączenie kolorystyczne cieni jest na tyle przemyślane, że spokojnie za pomocą Modern Renaissance wykonamy spokojny, delikatny makijaż dzienny, jak i bardziej szalony, wieczorowy. Jestem ciekawa ile z Was kupiło ją podczas promocji -30% w Sephorze, która trwała do wczoraj!



Smashbox, The Cali Contour

Kolejna świeżynka, kolejny prezent (moi przyjaciele dobrze mnie znają! <3). Ta paletka marzyła mi się od dawna i jestem nią zachwycona. W środku mieści dwa bronzery (świetne do konturowania i ocieplania, dwa rozświetlacze (drobno zmielone, dające piękną, lśniącą taflę), puder rozjaśniający i róż w zgaszonym odcieniu. Całość na żywo prezentuje się jeszcze lepiej niż na zdjęciach i choć jeszcze jej nie używałam na sobie, to już The Cali Contour uwielbiam, a opinie w sieci tylko potwierdzają, że inaczej się nie da. ;) Obecnie w Sephorze trwają jeszcze promocje, więc paletę można kupić o 20 lub 25% taniej. 



Affect Pure Passion

Palety Affect, to moje największe odkrycie ostatnich tygodni. Nie przesadzę, gdy napiszę, że dzięki nim mój makijaż wszedł na wyższy poziom. Ta konsystencja, formuła, pigmentacja, łatwość w rozcieraniu - petarda! Jestem zachwycona i każdemu te paletki szczerze polecam, bo moja pierwsza styczność z nimi, to był szok, pozytywny oczywiście. Purre Passion zawiera 10 cieni, 8 matów i dwa ultra błyszczące (duochrom i folię). Kolory są nasycone, maty nie tracą pigmentu podczas rozcierania, a te połyskujące wklepane palcem na bazę NYX'a robią efekt wow na powiece. Praca z nimi jest bardzo łatwa, ale warto pamiętać, by efekt stopniować i budować intensywność makijażu za pomocą kolorów przejściowych, wtedy całość najpiękniej i najszybciej się blenduje. Jeden, jedyny minus - brak typowego cienia cielistego w paletce. Jeden jest biały, drugi zbyt żółty. 



Poniżej możecie zobaczyć przykładowe swatche - spójrzcie jaka to jest moc koloru! Błyszczące cienie na opuszkach to efekt już po nałożeniu ich na skórę (prawa strona), pigment jest naprawdę niesamowity. 


Affect Naturally Matt

Dziesięć wysokiej jakości matowych cieni. Cudowna formuła, fantastyczna praca. To paleta bazowa, za pomocą której stworzymy każdy makijaż - typowo matowy lub uzupełniony roziskrzonym dodatkiem. Wyjątkowo łatwo mi się z matami Affect pracuje, naprawdę cudnie się rozcierają, pozwalają budować głębię, nie robią plam i nie tracą pigmentu, więc nie muszę się martwić o szare plamy. Polecam! Zarówno dla amatorek takich jak ja, jak i profesjonalistek. Na koniec przyznam Wam szczerze, że to właśnie te dwie paletki otworzyły mnie na nowo na makijaż oczu i sprawiły, że znów zaczęłam się nim bawić, eksperymentować i ćwiczyć. A co! :) Palety w regularnej cenie kosztują 100zł, ale można je czasem kupić w dobrej promocji. 



Rimmel, Wonder'Swipe 2-in-1, Liner to Shadow

Słuchajcie, to jest kolejna petarda! Marka stworzyła kolorowe linery, które mają precyzyjną końcówkę, są dobrze napigmentowane, błyszczące (w środku jest drobniutko zmielony brokat) i gładko suną po powiece w przypadku malowania tradycyjnej kreski, ale... według mnie najpiękniej wyglądają wklepane w powiekę! Wtedy dopiero pokazują swoją roziskrzoną moc i mienią się z daleka! Drobinki są widoczne, pięknie odbijają światło i sprawiają, że nawet najnudniejszy i najszybszy makijaż robi wrażenie. Ja odrobinkę linera nanoszę na wierzch dłoni, delikatnie rozpracowuję opuszkiem i wklepuję na środek powieki ruchomej. Bez żadnej dodatkowej bazy, a i tak jest szał! Kupujcie w ciemno, serio, ja widziałam je w swoim Rossmannie. Kosztują około 40zł. 
Poniżej możecie zobaczyć swatche moich ulubionych odcieni w formie kreski jak i przykład roztarcia i wklepania samych drobinek. Jest moc! 






Rimmel, Magnif'Eyes Spice Edition

Rimmel zaskakuje także nowymi paletami cieni. Powiem Wam, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona ich jakością, bo nie spodziewałam się szału, a wersja Spice jest naprawdę godną polecenia paletą na co dzień. Beże, brązy, ciepła, ale nie czerwona tonacja, mat i połysk, to idealna opcja na zabiegany poranek. Na tym jednak jej możliwości się nie kończą bo też bez problemu wyczarujemy za jej pomocą mocniejszy, bardziej imprezowy look. Cienie fajnie się ze sobą łączą, mają przyzwoitą pigmentację, więc jeśli szukacie dobrej palety z drogerii, to śmiało kierujcie swe kroki do szafy Rimmel. Zeswatchowałam kilka kolorów, by pokazać Wam jaką mają intensywność, według mnie jest naprawdę dobrze.



Rimmel, Magnif'Eyes Electric Violet Edition

Tutaj bardziej szalona, fioletowa wersja, której jeszcze nie miałam okazji sprawdzić, ale kusi mnie, by się nią pobawić. Mam takie osobiste wyzwanie, by częściej wychodzić makijażowo ze strefy komfortu i to jest ten moment by sięgnąć po Electric Violet. :D Zobaczymy co mi z tego wyjdzie. Obie paletki kosztują +/-40zł w zależności od miejsca.



Wet n wild, photofocus foundation

Skusiłam się na chwalony przez wiele dziewczyn podkład i niestety nasze pierwsze wspólne chwile nie były udane. Kolor (soft ivory) ma naprawdę ładny, ale dla mnie jest trochę za suchy w swej formule i przede wszystkim bardzo brzydko wygląda u mnie w obszarze nosa - warzy się, podkreśla pory i suche skórki, których normalnie nie widać. Dam mu jeszcze szansę i spróbuję nałożyć na jakąś bazę, albo inaczej przygotowaną skórę, ale póki co miłości nie ma. Obecnie jest w Naturze w promocji, kupicie go za 15zł. 

Wet n wild, photofocus pressed powder

Z pudru natomiast jestem bardzo zadowolona. Posiadam odcień Warm Light, który jest jasny i przepięknie wygładza strukturę skóry. Rewelacyjnie wygląda również pod oczami, fajnie odbija światło i faktycznie funduje nam efekt blura na zdjęciach. Jego wykończenie jest aksamitne, nie jest to typowy mat, ale ja bardzo ten efekt od jakiegoś czasu lubię, więc jestem na duże tak! Koniecznie go sprawdźcie. Nie pamiętam ile za niego zapłaciłam, ale raczej nie więcej niż 20zł.



Pędzle Jessup - set T215 white/rose gold

Szukacie tanich (172,90zł/25sztuk daje 6,90zł/sztuka), a naprawdę dobrych jakościowo i mięciutkich pędzli? Skierujcie swe kroki ku marce Jessup. Ja posiadam set T215 25 modeli w odcieniu bieli i różowego złota, używam ich od kilku tygodni i jestem bardzo zadowolona. Włosie jest miękkie, precyzyjnie przycięte, nie niszczy się po myciu. Zestaw zawiera same funkcjonalne egzemplarze, naprawdę nie ma tu modelu, którego nie byłabym w stanie wykorzystać. A przy okazji są też najzwyczajniej w świecie ładne, także aż chce się po nie sięgać! Na zdjęciu widzicie kilka modeli, bo pozostałe suszą się właśnie po porannych malunkach. Jeszcze w grudniu pokażę Wam je z bliska wszystkie! Różne zestawy, jak i pojedyncze sztuki znajdziecie Jessup znajdziecie w ekobieca.pl - konkretny set, który ja posiadam jest obecnie wyprzedany, ale pewnie wróci niebawem do asortymentu.



Jestem ciekawa co z zaprezentowanych dziś nowości wpadło Wam najbardziej w oko, o czym chciałybyście poczytać w pierwszej kolejności! A może macie już doświadczenie z powyższymi kosmetykami? Jeśli tak, to koniecznie dajcie znać jak wrażenia!