Wishlista, czyli moje wiosenne zachciewajki

poniedziałek, marca 18, 2019 13

Wishlista, czyli moje wiosenne zachciewajki

Dawno nie było na blogu tego typu wpisu, a ja z taką przyjemnością tworzę wishlisty! :D Z chęcią zaglądam do tego typu postów również na innych blogach i z tego co wiem, Wy także je lubicie. :) Dziś więc dzielę się zachciewajkami i moimi planami zakupowymi na najbliższe miesiące!

  1. Buty do biegania. Na oku mam model Reebok Floatride Run Ultraknit. Mają ponoć świetną amortyzację, są wygodne, lekkie i przewiewne. Podobają mi się też wizualnie. Muszę je jednak przymierzyć nim zdecyduję się na zakup.
  2. Wygodny fotel biurowy to mój must have! Spędzam wiele godzin przy biurku, więc potrzebuję czegoś, co odciąży moje plecy, kark i pozwoli na komfortową pracę przed komputerem. Nie będę jednak ukrywać, że aspekt wizualny również ma dla mnie znaczenie i większość typowych krzeseł biurowych mi się nie podoba. :( W oko wpadł mi przepiękny obrotowy fotel Trini w odcieniu butelkowej zieleni. Znalazłam go na stronie favi.pl - która jest wyszukiwarką mebli i dekoracji. Bardzo żałuję, że nie znałam jej wcześniej, gdy remontowaliśmy salon. Można tam bowiem znaleźć mnóstwo inspiracji, a do tego dochodzi szeroki wybór mebli i dodatków w jednym miejscu. Znacznie skraca to czas poszukiwań i ułatwia podjęcie decyzji. 
  3. Mata do akupresury. Maty Pranamat stały się ostatnio bardzo popularne i bardzo chciałabym sprawdzić ich skuteczność na swoich plecach. Zmagam się z nawracającym bólem odcinka szyjnego i sporym napięciem mięśniowym, a nie zawsze mam czas wybrać się na masaż, dlatego mata wydaje się być super rozwiązaniem do stosowania w domu.
  4. Akrylowy organizer na kosmetyki. Dokładnie mini komoda z szufladkami. Brakuje mi czegoś, gdzie mogłabym schować kosmetyki do codziennego, szybkiego makijażu. Chcę mieć pod ręką produkty, po które sięgam najczęściej. Tego typu rozwiązanie wydaje się najlepsze, bo otwarte koszyczki zbierają kurz i łatwo w nich o bałagan. Szukam czegoś w rozsądnej cenie, bo z tego co zdążyłam się zorientować akrylowe gadżety są dość drogie!
  5. Smartwatch albo zegarek sportowy. Na zdjęciu widzicie Samsung Galaxy Watch 42mm, bo po prostu podoba mi się wizualnie, ale muszę zrobić dokładniejszy research. Potrzebuję zegarka, który: pozwoli mi na odtwarzanie muzyki (w połączeniu z słuchawkami bezprzewodowymi) przede wszystkim podczas biegania i treningów, mierzenie ilości kroków, tętna, spalonych kalorii, godzin snu i najlepiej CPM. Nie zależy mi na byciu online 24/7 i bombardujących mnie powiadomieniach, wręcz przeciwnie - w telefonie mam wszystkie powyłączane. Muszę jeszcze na ten temat poczytać, bo pod uwagę biorę jeszcze zegarek Polar Vantage M.
  6. Złote lusterko. Szukam ładnego złotego lusterka średnich rozmiarów, gładkiego lub z dodatkiem marmuru. Musi mieć możliwość przekręcania i przede wszystkim być solidnie wykonane. Moje stare z Ikea jest średnio praktyczne. Miałam ochotę na złote lustro z Homla, ale każda sztuka w sklepie stacjonarnym miała jakiś ubytek - zdarta farba, rysy, wygięcia.
  7. Roller, masażer do twarzy z kwarcu. Uwielbiam masaż twarzy szczoteczką soniczną i od jakiegoś już czasu kusi mnie ten kwarcowy wałeczek. Podejrzewam, że zapewnia relaks w czystej postaci i rozluźnienie, a w dodatku działa przeciwzmarszczkowo. No i jest piękny wizualnie! Dlatego już niedługo będzie mój.
  8. Woda toaletowa Jo Malone Blackberry & Bay. Miłość od pierwszego powąchania! Gdybym miała używać jednego zapachu, to postawiłabym właśnie na ten. Marzy mi się ta woda od kilku miesięcy, ale cena jest wysoka, dlatego czekam na jakaś super promocję lub szczególną okazję do sprezentowania ich - albo przez samą siebie, albo przez bliskich. :D Tym bardziej, że w kolejce czeka także wersja Lime Brasil & Mandarin. 
  9. Benefit Ka-BROW. Najlepsza pomada jakiej używałam! W ogóle najlepszy kosmetyk do brwi. Odkąd ją mam używam jej codziennie, ale przydałby mi się ciemniejszy odcień. Zdecydowałam się na numerek 3 i przy mocniejszym makijażu muszę nałożyć więcej  pomady, albo przyciemnić ją cieniem, dlatego potrzebuję 3,5 do kompletu. Jej cena jest wysoka, ale naprawdę nie miałam jeszcze kosmetyku, który byłby tak łatwy, szybki i precyzyjny w użyciu. A i pędzelek z zestawu mi wyjątkowo pasuje. 
  10. Nabla, Poison Garden, paleta cieni. To już taka czysta zachcianka, bo palet mam tyle, że nie zużyję ich chyba do końca życia. Gdy PG weszła do sprzedaży nie zachwyciła mnie, ale im dłużej jej się przyglądam, tym bardziej to połączenie kolorów wydaje mi się trafione. A, że marka tworzy kosmetyki świetnej jakości, to nie pogniewałabym się, gdyby paleta trafiła do moich zbiorów. :D
I to już wszystkie punkty na mojej wishliście. Jeśli możecie mi podpowiedzieć i doradzić w kwestii produktów, które przedstawiłam, to będę wdzięczna. Jestem też bardzo ciekawa na co Wy macie chrapkę w najbliższym czasie. Dajcie znać! :)
Rossmann - promocja 2+2 na cztery różne produkty do włosów - co kupić?

niedziela, marca 17, 2019 13

Rossmann - promocja 2+2 na cztery różne produkty do włosów - co kupić?

W Rossmannie trwa obecnie promocja 2+2 na produkty do włosów, podrzucam więc kilka kosmetyków z tej kategorii, które aktualnie możecie kupić taniej! Wszystkie przetestowałam na sobie, wszystkie polecam! :)



Zasady promocji

Na pierwszy ogień słów kilka o samej promocji.
  • Trwa od 8 do 21 marca
  • Jest jednorazowa - zakupów możemy dokonać wyłącznie raz
  • Przeznaczona jest dla uczestników Klubu Rossmann
  • Kupujesz 4 kosmetyki objęte promocją, 2 z nich (te tańsze) otrzymujesz w gratisie.
  • Produkty muszą mieć różne kody kreskowe (nie możesz kupić 4 tych samych szamponów)
  • W trakcie promocji można kupić jeden raz, jeden zestaw, czyli 4 kosmetyki. Większa ilość nie naliczy się ze zniżką.
  • Produkty objęte promocją oznaczone są w sklepach etykietą 2+2
Produkty objęte promocją to:
  • Koloryzacja włosów (farby do włosów, rozjaśniacze, koloryzacja zmywalna)
  • Stylizacja (lakiery, żele, pasty, pianki do włosów)
  • Pielęgnacja włosów (szampony, odżywki do spłukiwania i bez spłukiwania, maski, suche szampony)
  • Akcesoria do włosów (szczotki i grzebienie, wałki i papiloty)
  • Ozdoby do włosów (gumki, spinki, wsuwki, wypełniacze, przedłużki)
Co kupić w Rossmannie?

szampon TREsemme Botanique Nourish & Replenish 

Marka TREsemme to moje odkrycie sprzed kilku miesięcy. Wersja szamponu z olejem kokosowym i aloesem (tak jak i z biotyną) jest bardzo dobrze tolerowana przez moją wrażliwą skórę głowy. Kosmetyk dobrze się pieni, łatwo się wypłukuje, nie obciąża włosów, ale jednocześnie delikatnie je wygładza. Nie puszą się one, nie elektryzują, bezproblemowo rozczesują i są podatne na dalszą stylizację. Butelki mieszczą 400ml szamponu, który jest bardzo wydajny. 

szampon TREsemme Biotin+ Repair 7

Pięknie pachnie, dobrze oczyszcza włosy i nie podrażnia skóry głowy. To dla mnie najważniejsze, bo większość drogeryjnych szamponów powoduje u mnie łupież. Nie plącze włosów, nie przesusza ich. Po myciu są ładnie odbite od nasady i dobrze się układają. W duecie z odżywką z tej samej serii sprawdza się u mnie super i wyraźnie polepsza wygląd mojej fryzury. Na pewno do niego wrócę, ale póki co mam zamiar przetestować inne warianty z asortymentu marki.



odżywka do włosów TREsemme Biotin+ Repair 7

Ta odżywka rozwiązała moje problemy ze skołtunionymi, trudnymi do rozczesania włosami. Po jej użyciu szczotka sunie po pasmach jak po maśle. Zauważyłam też poprawienie nawilżenia, włosy nie zbijają się w strąki, nie elektryzują się. Są bardziej sypkie, lejące. Znika puszenie i sianowatość, pojawia się gładkość i zdrowy blask. Ogromny plus także na wydajność i nieobciążającą formułę. 

maska do włosów TREsemme Biotin+ Repair 7

Nie bez powodu maska zbiera tyle pozytywnych opinii w sieci. Naprawdę działa i to w dodatku ekspresowo. Nałożona na niecałe 10 minut dyscyplinuje niesforne pasma, dociąża, ujarzmia, wyraźnie wygładza i przywraca blask. Kiedy zależy mi na good hair day, a nie mam zbyt wiele czasu na zabiegi pielęgnacyjne, to sięgam właśnie po nią.




maska do włosów L' Oreal Elseve Magiczna Moc Olejków

Kolejna genialna maska! U mnie najlepiej działa nałożona na pół godziny przed myciem, na suche włosy. Wtedy pasma nie są obciążone i nie tracą objętości, a jednocześnie stają się turbo gładkie, nawilżone, miękkie i zdyscyplinowane. Pięknie pachnie, ma gęstą, kremową formułę. Zużyłam cały słoiczek z ogromną przyjemnością.




odżywka Isana Proffesional, Oil Care Spulung

Odżywka do włosów bardzo zniszczonych i suchych - ułatwia rozczesywanie, dyscyplinuje, wygładza i dociąża. Jest też fajną bazą pod oleje. Często nakładam ją na suche włosy i dopiero na nią olej - po zmyciu efekt wow! Pasma są śliskie, miękkie, lśniące jak po wizycie u fryzjera.

olejek do włosów Isana Intensiv 2w1

Pięknie pachnie, ułatwia rozczesywanie i chroni końcówki przed uszkodzeniami mechanicznymi. Włosy są bardziej miękkie, zdyscyplinowane, łatwiejsze w stylizacji i nie puszą się. Nałożony w odpowiedniej ilości nie obciąża i nie przetłuszcza pasm. Jest szalenie wydajny. Stosuję go na wilgotne włosy, ale też dosłownie odrobinę wciskam czasem w końce w ciągu dnia. 






suchy szampon Batiste Plus Divine Dark (do ciemnych włosów)


Ostatnimi czasy bardzo rzadko używam suchego szamponu, ale w sytuacjach awaryjnych sięgam właśnie po Batiste Plus Divine Dark. Dobrze odświeża i dodaje objętości, a przy okazji nie pozostawia białego nalotu, którego z ciemnych włosów wbrew pozorom trudno się pozbyć. Jestem gotowa w kilka sekund, ale coś za coś - bieli na pasmach nie ma, za to na małej powierzchni jest brązowy nalot na umywalce, czy toalecie. Gwarantuję jednak, że znacznie łatwiej go usunąć niż siwiznę z głowy. :D

spray teksturyzujący Batiste Texture Me Texturizing Spray

Fajny spray nadający włosom plastyczności i ułatwiający stylizację. Przydaje się, gdy chcemy nadać fryzurze objętości lub upiąć włosy sypkie, śliskie, albo świeżo po myciu. Nie zostawia białych śladów, można go stosować zarówno u nasady, jak i na całej długości pasm (na wybrane, najbardziej niezdyscyplinowane fragmenty). 




gumki Ivisibobble

Nie używam już w zasadzie innych gumek. Invisibobble dobrze trzymają moje włosy, a dokładnie kucyk. Nie sprawiają bólu, nie ściskają za mocno, nie wyrywają włosów i nie łamią ich. Są bardzo wytrzymałe, a gdy się rozciągną wrzucam je do wrzątku i w kilka sekund wracają do swojej pierwotnej formy. Łatwo je mieć także pod ręką i to dosłownie! Często zakładam jedną na nadgarstek, gdy wiem, że może mi się przydać w ciągu dnia. Kolorów do wyboru jest mnóstwo, ja stawiam głównie na neutralne - czarne, brązowe, przezroczyste. Choć czasem zdarzy mi się skok w bok z koralem, czy błękitem!



szczotka Tangle Teezer

Próbowałam wielu różnych szczotek, ale na dłuższą metę pozostaję wierna Tangle Teezer'owi. Mam 3 różne wersje - z rączką, widoczną na zdjęciu i kompaktową do torebki i radzą sobie one najlepiej z moimi włosami. Pozwalają na szybkie rozczesanie włosów, bez ciągnięcia, wyrywania i bólu. Ząbki są na tyle elastyczne, że nie powodują uczucia dyskomfortu. Poza tym sama szczotka zajmuje mało miejsca, jest lekka i dobrze leży w dłoni. 


I to już wszystkie moje polecenia na dziś. Dziewczyny jestem ciekawa, czy zrobiłyście jakieś zakupy w ramach promocji lub czy je planujecie. Ja sama zastanawiam się nad kilkoma kosmetykami, ale jeszcze nie wiem, czy się skuszę, bo mam trochę zapasów do zużycia. :)

Kosmetyczne hity 2018 roku - top 10 kosmetyków pielęgnacyjnych

poniedziałek, marca 11, 2019 17

Kosmetyczne hity 2018 roku - top 10 kosmetyków pielęgnacyjnych

Podzieliłam się już z Wami moimi makijażowymi perełkami, a teraz czas na pielęgnacyjnych faworytów zeszłego roku! Wybrałam tylko te, które naprawdę mnie zaskoczyły i bez których na ten moment nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji. Zapraszam do czytania! Będzie sporo kosmetyków do cery problematycznej.


Annabelle Minerals Stay Pure - naturalny olejek wielofunkcyjny

Kiedyś bardzo obawiałam się olejków. Wychodziłam z założenia, że mnie zapchają i pogorszą stan cery. Nic bardziej mylnego, odpowiednia mieszanki używane we właściwy sposób bardzo poprawiły stan mojej skóry. Już od dawna stosuję wieloetapowe oczyszczanie i najpierw makijaż usuwam za pomocą olejku właśnie, a następnie myję twarz żelem. Moim olejowym faworytem jest Annabelle Minerals Stay Pure. To kosmetyk wielofunkcyjny i poza demakijażem spisuje się u mnie świetnie na przykład podczas masażu pleców - natłuszcza, zapewnia poślizg dla dłoni, ale nie zapycha. Ponadto jestem uzależniona od jego ziołowego zapachu (mentol, kamfora, eukaliptus, to aromaty, które kocham!), zdarza mi się smarować nim nadgarstki i je wąchać, jeśli chcę się zrelaksować, czy odprężyć. Czasem śmieję się, że maluję się tylko po to, by użyć Stay Pure. Wracając jednak do oczyszczania - wzorowo rozpuszcza nawet ciężki, mocny makijaż. Radzi sobie z tuszem do rzęs i co bardzo ważne - nie szczypie w oczy i nie funduje mi zamglonego spojrzenia. Stosowany regularnie uspokaja i wycisza zmiany zapalne, pomaga oczyścić pory i pięknie normalizuje moją kapryśną cerę. Jest bardzo wydajny (wystarcza mi na dłużej niż typowe olejki do demakijażu), a masaż twarzy przy jego użyciu to czysta przyjemność. Zmywam go za pomocą ręczniczka namoczonego ciepłą wodą. W sumie kiedyś momentu demakijażu bardzo nie lubiłam, a teraz to jeden z moich ulubionych momentów w ciągu dnia. Jedyny minus jaki dostrzegam, to problemy z dostępnością. Ostatnio musiałam się go trochę w sieci naszukać, bo wszędzie był wyprzedany. :( Do kupienia np. TUTAJ.


La Roche-Posay Effaclar - oczyszczający żel do skóry tłustej

Nie mam pojęcia ile butelek tego żelu zużyłam, ale nie znam innego, który by tak dobrze mojej skórze służył. Co jakiś czas poszukuję bardziej naturalnych odpowiedników, ale niestety jeszcze na niego nie trafiłam. Używam go rano i wieczorem (tuż po użyciu olejku, jako drugi etap oczyszczania) w połączeniu w duecie ze szczoteczką soniczną. Zapewnia mi uczucie oczyszczenia oraz odświeżenia bez uczucia ściągnięcia, zaczerwienienia, czy podrażnienia. Skóra jest przyjemna w dotyku, miękka, wygładzona, a ja mam pewność, że wszystkie pozostałości makijażu i inne zanieczyszczenia zostały dokładnie usunięte. Effaclar nie zawiera mydła, alkoholu i sprawdza się u mnie nawet wtedy, gdy cera jest wyjątkowo wrażliwa (kuracja kwasami). Ładnie, rześko pachnie, dostępny jest w dwóch pojemnościach - 400ml butelka z pompką i 200ml miękka tuba. Jest szalenie wydajny i zawsze udaje mi się go upolować w jakiejś fajnej promocji. Do kupienia np. TUTAJ.


Foreo  Luna 2 i Foreo Luna Play Plus - szczoteczki soniczne

Dawno temu miałam Lunę Mini, z której byłam zadowolona, ale później jakoś o niej zapomniałam. To był czas, gdy moje problemy skórne były znacznie mniejsze, więc nie przykładałam aż takiej wagi do pielęgnacji i oczyszczania. W zeszłym roku powróciłam do Foreo i byłam zaskoczona  (na duży plus) jaka jest różnica pomiędzy moją starą Luną Mini, a obecnymi wersjami. Obie, które posiadam obecnie, czyli  Luna 2 do skóry mieszanej (używam jej będąc w domu) i Luna Play (zabieram ze sobą na wyjazdy). Na pewno zwiększyła się moc i ilość pulsacji (możliwość regulacji), co po prostu czuć podczas używania. Nie pamiętam już kiedy myłam twarz dłońmi. Szczoteczka pomaga mi w walce z zaskórnikami i stanami zapalnymi. W połączeniu z Effaclarem pięknie doczyszcza skórę, odblokowuje pory, delikatnie złuszcza martwy naskórek. Cera staje się bardziej sprężysta, elastyczna, promienna i wygląda zdrowiej. Tylna strona Luny 2 posiada tryb anti-aging, czyli nic innego jak specjalnie ułożenie wypustek mające za zadanie ujędrniać i odmładzać skórę. Oba modele Foreo mam od kwietnia 2018 i jeszcze ani razu mi się nie rozładowały (Play Plus jest na baterie). Luna 2 dostępna jest np. TUTAJ, natomiast Luna Play Plus znajdziecie TUTAJ.


Pixi Glow Tonic - złuszczający tonik do twarzy 

Pierwszą butelkę toniku kupiłam skuszona falą zachwytów w sieci i bardzo szybko dołączyłam do grona jego fanek. Stosowany regularnie widocznie skórę wygładza, rozpromienia, zdrowo napina i skutecznie rozprawia się z wszelkimi suchymi skórkami. Delikatnie rozjaśnia cerę oraz zwęża pory, przyspiesza gojenie się krostek, zmniejsza przebarwienia po wypryskach. Nie przesusza, nie podrażnia (stosuje go codziennie), zwiększa wchłanialność i działanie pozostałych kosmetyków pielęgnacyjnych. Świetny jest, co tu dużo pisać. Dostępny jest w butelkach o dwóch pojemnościach - 100ml i 250ml, kupicie go np. TUTAJ.


The Ordinary AHA 30% + BHA 2% Peeling Solution - peeling kwasowy

To kosmetyk, o którym zrobiło się jakiś czas temu głośno. Chciałabym jednak, abyście podeszły do niego z pewną rezerwą, bo stężenie kwasów jest tu wysokie i stosując peeling nieumiejętnie można zrobić sobie sporą krzywdę. Jeżeli nie miałyście do czynienia wcześniej z kwasami zalecałabym sięgnięcie na początku po coś lżejszego, albo chociaż wypróbowanie kosmetyku na małym obszarze twarzy, tam gdzie skóra jest najgrubsza. Moja cera bardzo dobrze ten peeling toleruje, nigdy mnie nie podrażnił a efekty pielęgnacyjne widoczne są gołym okiem już po pierwszym użyciu. Przepięknie złuszcza i oczyszcza skórę, odblokowuje pory, rozjaśnia, dodaje blasku i powera. Skutecznie rozprawia się z szarością, ziemistym kolorytem i zmęczeniem. Wygładza, zmiękcza, uspokaja, wycisza zmiany zapalne i jest pomocny w walce z typowymi bolesnymi, wielkimi podskórnymi gulami. U mnie zachwytów nie ma końca, bo kosmetyki The Ordinary bardzo mi pomogły i generalnie zasługują na oddzielny post, którego możecie spodziewać się jeszcze w marcu. Peeling kupowałam na deciem.com, ale znajdziecie go także TUTAJ.


Mokosh - Glinka zielona - maska na twarz i ciało

Ten niepozorny, zielony proszek, to must have w mojej pielęgnacji. Maseczka z zielonej glinki w różnych kombinacjach (glinka wymieszana z wodą/z hydrolatem/z inną glinką/z olejkiem) działa na moją cerę świetnie. Fantastycznie ją uspokaja, wycisza, zasusza wszelkie mniejsze i większe pryszcze, przyspiesza ich gojenie, oczyszcza i zwęża pory, odświeża, normalizuje i kondycjonuje.  W okresie, gdy moja skóra głowy jest w gorszym stanie dodaję ją do szamponu lub po prostu nakładam na skalp taką glinkową maskę. Zalet zielonej glinki jest nieskończenie wiele, ale warto pamiętać, że może ona przesuszać i bardzo ważne jest, by nie doprowadzić do jej wyschnięcia na twarzy. Przetestowałam wiele marek i jak mam być szczera, to nie widzę między nimi jakiejś większej różnicy, pokazuję Wam Mokosh, bo akurat zużywam drugi słoiczek. Do kupienia np. TUTAJ.


Dermika Energia - maseczka energetyzująco-nawilżająca

Maseczkę poleciła mi przyjaciółka i bardzo jej za to dziękuję bo super się u mnie sprawdza. Najczęściej nakładam grubą warstwę na twarz i zostawiam na całą noc, ale nałożona na 20 minut przed większym wyjściem również przyjemnie działa. Nawilża, dotlenia i naprawdę dodaje skórze energii. Cera jest rozjaśniona, bardziej promienna, mięciutka i wygląda zdrowiej. Zauważyłam też, że po jej użyciu podkład wygląda lepiej, naturalniej a cały makijaż dłużej się trzyma. Zawsze mam kilka saszetek pod ręką! Stacjonarnie kupuję ją w Hebe, online złapiecie ją TUTAJ.


Carmex - nawilżający balsam do ust

Carmex uratował moje usta, gdy zaczęłam nosić aparat ortodontyczny. Poza woskiem stał się najlepszym przyjacielem moich spierzchniętych, suchych i popękanych warg. Najbardziej lubię tradycyjną wersję (te aromatyzowane, są ok, ale ich zapach mnie na dłuższą metę drażni) w słoiczku i w sztyfcie. Późną jesienią i zimą miałam sztyft w każdej kieszeni, w torebce, a słoiczek na biurku i stoliku nocnym. Carmex szybko przywrócił mi komfort, przyniósł ulgę, zregenerował i nawilżył usta, no i przede wszystkim pozwolił powrócić do matowych szminek, które uwielbiam. Jak już wspomniałam przy okazji olejku Stay Pure uwielbiam wszelkie mentolowe klimaty, więc ten klasyczny carmexowy zapach, to dla mnie raj. :D Sztyft online kupicie TUTAJ.


Dabur, Sesa - olejek pielęgnacyjny do włosów

Żaden olej nie dał mi takiego wysypu baby hair co Sesa. Długo się przed nim broniłam, bo zapach ma intensywny, ziołowy i bardzo specyficzny. Ciężko  mi się go z włosów i poszewki pozbyć, bywa drażniący, ale idzie się do niego przyzwyczaić. Dla efektów naprawdę warto się odrobinę poświęcić.  Odżywia włosy na całej długości, wzmacnia je, sprawia, że stają się jakby grubsze, bardziej sypkie i mięsiste. Rozwiązuje problemy plątania się i kołtunów, pielęgnuje końcówki i dodaje blasku. Nakładam go także na skórę głowy, bo pięknie ją nawilża i uspokaja. Pozwolił mi uporać się z łupieżem i dosłownie suchą skorupą na głowie. Minimalizuje wypadanie, przyspiesza porost włosów i podsumowując wyraźnie poprawił stan mojej czupryny. ;) Widzę, to nie tylko ja, ale też moje przyjaciółki, czy fryzjer. Sesę kupicie TUTAJ.



Ziaja, kuracja ultranawilżająca mocznik 15% - krem do stóp

Jeśli chcecie, aby Wasze stopy były zawsze tak samo miękkie jak w dniu profesjonalnego pedicure w gabinecie kosmetycznym, to koniecznie dajcie szansę temu kremowi! Jest rewelacyjny i nie wiem ile tubek już zużyłam. Jest gęsty, szybciutko się wchłania i już od pierwszego użycia wyraźnie zmiękcza i wygładza skórę stóp, a już w szczególności podatne na przesuszenia pięty. Pozwala niewielkim wysiłkiem (sięgam po niego wieczorem, przed pójściem spać wcieram grubszą warstwę i ubieram skarpetki, które ściągam leżąc w łóżku :D) utrzymać stopy w dobrej, reprezentacyjnej ;) formie przez cały rok. Do kupienia np. TUTAJ.


I tak oto prezentują się moje perełki pielęgnacyjne 2018 roku. Jestem ciekawa, czy je znacie i jakie macie zdanie na ich temat! :) Koniecznie dajcie znać!


 Fridge by yDe - świeża i naturalna pielęgnacja prosto z lodówki: 1.2 water coat, 4.1 coffee eye, 4.5 orange lips

środa, lutego 27, 2019 15

Fridge by yDe - świeża i naturalna pielęgnacja prosto z lodówki: 1.2 water coat, 4.1 coffee eye, 4.5 orange lips

Cześć dziewczyny, dziś bez zbędnych wstępów. Kilka tygodni temu pielęgnacja mojej cery wskoczyła na wyższy poziom dzięki kosmetykom marki Fridge by yDe, dlatego chcę się z Wami podzielić moją opinią na ich temat. W dalszej części wpisu opowiadam dlaczego marka Fridge wyróżnia się tak pozytywnie na tle innych, dlaczego nowa pielęgnacja służy mojej skórze i jakie obecnie są jej potrzeby.

Na początku kilka słów o mojej cerze

Jeśli zaglądacie do mnie regularnie, to wiecie, że moja cera jest mieszana, w kierunku tłustej. Szybko się zanieczyszcza, często walczę z niedoskonałościami, ale też bardzo łatwo ją przesuszyć, odwodnić i podrażnić. Podstawą codziennej pielęgnacji jest dla mnie zachowanie równowagi w oczyszczaniu i nawilżaniu. Należy bowiem pamiętać, że niezależnie od rodzaju skóry należy ją nawilżać i dbać o jej odżywienie. Ponadto przekroczyłam już magiczną granicę trzydziestki, więc z jeszcze większym namaszczeniem wklepuję kremy, które zapobiegną powstawaniu nowych zmarszczek. :) Większą wagę przykładam także do samych ust ponieważ odkąd noszę aparat ortodontyczny miewam z nimi problemy.

Na początek mojej przygody z marką Fridge wybrałam trzy kosmetyki (i już wiem, że na nich na pewno nie zaprzestanę!), które wpisują się w moje potrzeby najlepiej:

Zanim jednak opowiem więcej o samych kosmetykach, chcę Wam nakreślić co wyróżnia markę Fridge i jej produkty na tle innych.

Są to kosmetyki tworzone wyłącznie z naturalnych, najwyższej jakości składników. Nie znajdziemy tu alkoholu i chemii. 
Marka stworzyła całkiem nową kategorię pielęgnacji - naturalne, świeże kosmetyki, które przechowujemy w lodówce, a termin ich zużycia wynosi 2,5 miesiąca od daty produkcji.
Dbałość o najwyższą jakość składników w połączeniu z zastosowaniem najnowszej technologii zaowocowało stworzeniem kosmetyków, które naprawdę działają, zapewniają długotrwałe rezultaty. Z dnia na dzień wzrasta nawilżenie i odżywienie skóry i potrzebuje ona coraz mniejszą porcję kosmetyku.
Natknęłam się na ciekawe zobrazowanie różnicy między Fridge a innymi kosmetykami - to dokładnie tak jak z sokiem - możesz sięgnąć po świeżo wyciskany, ale możesz wypić także napój owocowy o długim terminie przydatności - co jest lepsze? :)
Elegancki, minimalistyczny design - buteleczki są piękne, szklane, posiadają wygodne pompki, dobrze leżą w dłoni i cieszą oko.


Teraz najwyższa pora na moją opinię na temat stosowanego przeze mnie trio. 

Fridge by yDe 1.2 water coat / 30g

Zdecydowałam się na krem 1.2 water coat ponieważ kombinacja składników sprawia, że zapewnia on długotrwałe nawilżenie, ale też nie obciąża skóry problematycznej. W składzie znajdziemy między innymi odżywcze masło kakaowe i shea, ale też olejek różany o właściwościach odkażających, odprężający olejek lawendowy o działaniu antygrzybiczym. Nakładanie go na twarz po wyciągnięciu z lodówki to czysta przyjemność, szczególnie w zaspane, zabiegane poranki. Pięknie, ale bardzo subtelnie pachnie, nie drażni nosa i widocznie nawilża skórę już po pierwszej aplikacji. Uelastycznia naskórek, zmiękcza i wygładza go. Sprawia, że cera jest bardzo przyjemna w dotyku. Szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiego, tłustego filmu. Wzorowo sprawdza się jako baza pod makijaż - współgra z podkładami płynnymi, jak i mineralnymi. Makijaż bardzo dobrze się na nim nosi i trzyma, a jednocześnie skóra ma zapewniony komfort, jest w dobrej formie i nie odczuwa obciążenia kosmetykami kolorowymi. Co ważne - krem nie zapycha porów, reguluje wydzielanie sebum, nie powoduje niedoskonałości, a wręcz przeciwnie, sprawia, że jakieś małe niespodzianki szybciej się goją. Radzi sobie z wyjątkowo przesuszoną skórą - piszę ten post z grypą i zapaleniem płuc, a moja wymęczona chorobą i gorączką cera po raz pierwszy w życiu nie jest wysuszona na wiór. Kosztuje 197zł/30g.



Fridge by yDe 4.1 coffee eye / 14g

Z wiekiem moja skóra pod oczami staje się coraz cieńsza i niestety pod koniec zeszłego roku zauważyłam w tej okolicy nowe zmarszczki. Zastygające, kryjące korektory również potrafią ją wysuszyć. Od kremu pod oczy wymagam więc nawilżenia, regeneracji i przede wszystkim uelastycznienia delikatnego naskórka. Muszę przyznać, że krem 4.1 coffee eye przeszedł moje oczekiwania. Spotkałam się z wieloma pozytywnymi opiniami na jego temat i pod wszystkimi się podpisuję. Jest genialny! Rewelacyjnie odżywia, dodaje sprężystości skórze, zdrowo ją napina i zapobiega odwodnieniu. Zawarte w składzie olejki - migdałowy, słonecznikowy i kokosowy odpowiadają za natłuszczenie oraz świetnie kondycjonują wymagającą okolicę oka. Krem działa również przeciwobrzękowo, a jest to zasługa obecności ekstraktu z kawy arabica w składzie oraz kofeiny. Dzięki temu, że krem trzymamy w lodówce, codziennie rano otrzymujemy cudowny zastrzyk energii, a aplikacja kosmetyku dosłownie budzi spojrzenie do życia. Kremowa konsystencja w połączeniu z przyjemnym uczuciem chłodu, subtelnym kawowym aromatem i delikatnym masażem skutecznie redukuje opuchnięcia, obrzęki i zasinienia. Szczerze uwielbiam ten krem i z lepszym się jeszcze nie spotkałam. Co ważne - nadaje się pod makijaż, współpracuje z korektorami, nie roluje się i szybko się wchłania. Kosztuje 14g/159zł.



Fridge by yDe 4.5 orange lips / 6g

Od września noszę aparat ortodontyczny i od tego czasu moje usta często pierzchną, bywają podrażnione i przesuszone. Dodatkowo bardzo lubię szminki o matowych formułach, więc muszę pamiętać o odpowiednim nawilżeniu warg. Balsam do ust 4.5 orange lips zamknięty w małym słoiczku zawiera takie składniki jak miód, masło shea, olejek pomarańczowy, czy olej macadamia, jest więc prawdziwą bombą odżywczą. Pięknie regeneruje, nawilża i koi podrażnione wargi. Przetestowałam również w chorobie, podczas wysokiej temperatury. Posiada gęstą, zbitą formułę, która rozgrzana pod wpływem ciepła palców zamienia się w przyjemne masełko. Jego wydajność jest oszałamiająca - wystarczy odrobina, by pokryć wargi, a samej czynności nie trzeba zbyt często powtarzać, bo kosmetyk długo się trzyma. Jest przy tym lekki i nie skleja ust. Sprawdza się też jako baza pod kosmetyki kolorowe. Do tego pachnie słodkimi pomarańczami i nadaje się nie tylko na zimę! Kosztuje 59zł/6g. 


Dziewczyny, mam też specjalnie dla Was przygotowany kod rabatowy. :) Wystarczy, że przy składaniu zamówienia na www.fridge.pl wpiszecie kod AGATABIELECKA, a otrzymacie 15% zniżki na kosmetyki pełnowymiarowe. Kod ważny jest na cały asortyment z wyłączeniem próbek, ostrych szczotek, płatków róż i voucherów. Nie łączy się z innymi promocjami i obowiązuje w dniach 27.02-01.03.2019. To idealna okazja, aby sprawić samej sobie prezent z okazji nadchodzącego Dnia Kobiet! 


NeoNail Perfect Set - idealny pomysł na walentynkowy prezent

niedziela, lutego 10, 2019 28

NeoNail Perfect Set - idealny pomysł na walentynkowy prezent

Dziś przychodzę z kolejną garścią paznokciowych inspiracji. Walentynki coraz bliżej, więc to idealna pora na zaprezentowanie zestawu, który pięknie wpasuje się w święto zakochanych, ale nie tylko. Będzie również świetnym prezentem na dzień kobiet, czy inne szczególne okazje. NeoNail Perfect Set zawiera bowiem ponadczasowe, klasyczne trio - jestem pewna, że doceni je każda hybrydomaniaczka.



NeoNail Perfect Set - perfekcyjny zestaw nie tylko na Walentynki

Trzy elementy, bestsellery, prawdziwy must have każdej kobiety ceniącej nienaganny manicure! W zestawie znajdziemy bowiem:

  • Lady Ferrari - seksowną, kobiecą, żywą, soczystą, ale niewulgarną czerwień;
  • Innocent Beauty - stonowany, subtelny, elegancki beż w ciepłej tonacji;
  • 3D Holo Effect - limitowany, brokatowy, holograficzny, intrygujący, wielowymiarowy i drobno zmielony pyłek, dostępny wyłącznie w tym secie.

Dwa lakiery, jeden pyłek, niby niewiele, a kompozycja ta daje ogrom możliwości. Kolory możemy stosować solo, łączyć ze sobą, a wszelkiego rodzaju stylizacje dopełniać oryginalnym pyłkiem, który nada im charakteru. To wspaniały dowód na to, że klasyka nie musi być nudna!

Oba odcienie konsystencję i pigmentację mają wzorową. Lady Ferrari kryje pięknie już przy pierwszej warstwie, więc drugą nakładam dla zasady i lekkiego pogłębienia koloru. Innocent Beauty nie smuży i nie robi prześwitów. Dwie cieniutkie warstwy fundują perfekcyjne krycie, co widać na zdjęciach. 



Cena zestawu jest bardzo atrakcyjna i wynosi 59,90zł. Kupicie go na wyspach NeoNail i online TUTAJ. Dla przypomnienia - jedna buteleczka kosztuje 29,90zł/7,2ml.

Walentynkowa stylizacja przy użyciu zestawu NeoNail Perfect Set

Walentynki już za kilka dni, więc podrzucam Wam moją propozycję stylizacji na ten wyjątkowy dzień, a przy okazji przypominam, by miłość okazywać sobie nie tylko 14 lutego. :)

Mój manicure stworzyłam za pomocą wszystkich składowych Perfect Set - jest beż, jest czerwień i błysk. Całość jest delikatna, kobieca i spójna, a zarazem prosta i szybka w wykonaniu. Na tego typu stylizacje stawiam właśnie na co dzień, bo je lubię najbardziej. 



Wykonanie krok po kroku prezentuje się następująco:

→ Zaczynamy od usunięcia starego manicure niezawodną frezarką JSDA Nail Drill JD 700 White
→ Pilnikiem o gradacji 100/180  opiłowujemy paznokcie - ściągamy wszelkie pozostałości z płytki, nadajemy paznokciom jednakowy kształt, odsuwamy skórki oraz przechodzimy do dokładnego, ale delikatnego zmatowienia płytki blokiem polerskim.
→ Odtłuszczamy paznokcie Nail Cleanerem i nakładamy cieniutką warstwę bazy Hard Base
→ Wkładamy dłoń do lampy LED 24W/48W ECO na 30 sekund. 
→ Aplikujemy pierwszą cienką warstwę lakierów - na płytkę kciuka, palca środkowego  i serdecznego nanosimy Lady Ferrari, na pozostałe Innocent Beauty.
→ Wkładamy dłoń do lampy, utwardzamy, a następnie aplikujemy drugą, równie cienką warstwę i znów utwardzamy.
→Następnie na paznokcie pokryte czerwienią nanosimy czerwony pyłek 3D Holo Effect, wcieramy go w płytkę opuszkiem palca, a nadmiar usuwamy pędzelkiem.
→ Pokrywamy wszystkie paznokcie topem Hard Top.
→ Ponownie wkładamy dłoń do lampy, utwardzamy, przemywamy Nail Cleanerem i gotowe

Przydatna wskazówka: Pamiętajcie, aby zawsze dokładnie zabezpieczać Hard Top'em także wolny brzeg paznokcia i przeciągać odrobinę nabłyszczacza na spód płytki. Dzięki temu manicure będzie jeszcze trwalszy, a końcówki nie będą się ścierać. 



Tak jak napisałam we wstępie, myślę, że Perfect Set to doskonały pomysł na prezent nie tylko z okazji zbliżających się Walentynek. Zestaw składający się z trzech bestsellerów ucieszy każdą fankę manicure hybrydowego. Jestem pewna, że serce siostry, czy przyjaciółki zabije mocniej, gdy otrzyma taki upominek z okazji nadchodzącego Dnia Kobiet. To też fajna opcja na niespodziankę urodzinową, imieninową, czy na Dzień Mamy - zresztą, co tu wymieniać, każda okazja jest dobra na wręczenie prezentu bliskiej osobie, która uwielbia zadbane paznokcie! 

Dajcie znać jak Wam się podoba moja propozycja i jakie macie plany na Walentynki! 

→Na koniec przypominam jeszcze moją zeszłoroczną stylizację i post, w którym znajdziecie najpiękniejsze czerwienie NeoNail. O wiele więcej postów znajdziecie w zakładce manicure u góry bloga. 


Kosmetyczne hity 2018 - top 11 kosmetyków do makijażu

wtorek, lutego 05, 2019 30

Kosmetyczne hity 2018 - top 11 kosmetyków do makijażu

Mam nadzieję, że nie macie jeszcze dość zeszłorocznych podsumowań, bo dziś przygotowałam dla Was pierwszą część kosmetycznych hitów 2018 roku. Na pierwszy ogień idzie makijaż i wszystko co z nim związane. Produktów testowałam sporo, ale wybrałam spośród wszystkich te, po które sięgałam najczęściej i najbardziej je polubiłam. Poznajcie moją złotą jedenastkę!



Smashbox Studio Skin - podkład do twarzy

Podkładów przetestowałam sporo, bo choć na co dzień wybieram minerały, to lubię poznawać nowości. Moim faworytem i pewniakiem, który nigdy mnie nie zawiódł jest Smashbox Studio Skin. Uwielbiam jak ten podkład leży na mojej skórze. Świetnie się z nią stapia, nie podkreśla suchych skórek, pozwala zbudować odpowiednie krycie, a zaaplikowany gąbką pozwala uzyskać naturalne, wyjątkowo gładkie wykończenie. Nie jest to płaski mat, czy przysłowiowa tapeta rzucająca się w oczy z daleka. Odpowiednio utrwalony utrzymuje się na mojej mieszanej cerze przez wiele godzin, w ekstremalnych przypadkach nosiłam go ponad 13h i wciąż wyglądał dobrze. Lubię też jego konsystencję, gamę kolorystyczną i minimalistyczną szatę graficzną. Do kupienia TUTAJ.


MAC Pro Longwear Concealer - korektor do twarzy i pod oczy

Mam spory problem ze ścieraniem się podkładu z nosa. I jak na co dzień przymykam na to oko, tak podczas większych wyjść, czy specjalnych okazji lubię mieć pewność, że makijaż pozostanie na swoim miejscu. Korektor MAC wklepany cienka warstwą w obszar nosa gwarantuje mi brak konieczności poprawek. Nic się nie ściera, nie warzy - to jego główna zaleta, ale na tym nie koniec. Wiele razy ratował mój wygląd po nieprzespanej nocy, bo ma naprawdę świetne krycie i już maleńka ilość skutecznie ukrywa cienie pod oczami. Natomiast wklepany punktowo pędzelkiem maskuje także bez zarzutu wszelkie niedoskonałości. Odcień NC15 jest jasny i beżowy, dla mnie ideał! A sam kosmetyk w sobie zaskakuje także wysoką wydajnością. Znajdziecie go TUTAJ.





AA Wings of Color Dust Matt Loose Powder - sypki puder do twarzy

Na początku chciałam umieścić w zestawieniu puder Laury Mercier, jednak po chwili namysłu z ręką na sercu muszę przyznać, że królował ten od AA. Wersja 20 Transparent stała się moją ulubioną i towarzyszy mi po dziś dzień. Jasny, beżowy odcień nie zmienia koloru podkładu, a sama formuła kosmetyku jest aksamitna i bardzo jedwabista w wykończeniu. Puder jest drobno zmielony, a na skórze prezentuje się bardzo miękko. Nie lubię płaskiego, tępego matu na twarzy, to już nie te lata. ;) Doceniam zdrowy, świeży wygląd cery. AA zapewnia wygładzenie struktury skóry, ukrycie porów, łaskawość dla zmarszczek i suchych skórek, a przy okazji dobrze trzyma mat. Pięknie wygląda również pod oczami jednocześnie wzmacniając krycie korektora. Duży plus także za brak zapychania i super wygodne opakowanie! Kosmetyki marki znajdziecie w Rossmannie.

AA Wings of Color Dust Matt Loose Powder - pudry, które musisz poznać


Golden Rose Make-Up Fixing Spray - utrwalacz makijażu w sprayu

Nigdy nie wierzyłam za bardzo we wszelkie utrwalające mgiełki. Miałam ich kilka, ale był to raczej ciężki kaliber typu Kryolan. Mgiełka utrwalająca od Golden Rose faktycznie znacznie przedłuża trwałość makijażu, ale w żaden sposób nie obciąża mojej cery - nie wysusza, nie powoduje uczucia ściągnięcia. Atomizer rozpyla odpowiednią ilość kosmetyku, nie pluje dużymi kroplami i nie niszczy makijażu co bardzo doceniam, bo w przypadku innych produktów bywa różnie. Po spray sięgam zawsze, kiedy zależy mi na ładnym, świeżym wyglądzie przez cały dzień/noc. Do kupienia TUTAJ.


Benefit the POREfessional - baza minimalizująca widoczność porów

Ciągle szukam czegoś, co pozwoli mi wygładzić strukturę skóry na nosie. Moje pory nie są łatwe we współpracy, a podkład uwielbia się w tej okolicy ścierać. Na ten moment najlepsze wrażenie wywarła na mnie baza the POREfessional, która maskuje wszystkie niechciane dziurki ;) i sprawia, że makijaż trzyma się dłużej, wygląda jednolicie, gładko, a nos nie przypomina truskawki. Jest niezastąpiona na większe wyjścia. Bazę aplikuję skupiając się przede wszystkim w środkowej części strefy T, rzadziej na nosie, czy brodzie. Czekam aż porządnie się wchłonie i przystępuję do wklepywania podkładu. Do kupienia TUTAJ



Affect Pure Passion, Affect Naturally Matt - palety cieni do powiek

Totalna miłość w kategorii cienie do powiek. Mam dwie palety i nie potrafię wskazać lepszej, obie są super. Naturally Matt to piękne maty, w Pure Passion mamy także błyskotki. Blendują się jak złoto, nakładane warstwami pozwalają stworzyć piękną głębię i rozdymione przejścia. Uwielbiam się nimi bawić i zawsze za ich pomocą robię makijaż dwa razy dłużej, bo aż chce się je rozcierać na powiekach. :D Wzorowa pigmentacja, formuła, trwałość, no po prostu wow! Obie kupiłam w dobrych promocjach, link do Pure Passion macie TUTAJ, a Naturally Matt TUTAJ.



Rimmel Wonder'Swipe - eyelinery i cienie do powiek 2w1

Oszalałam na ich punkcie! Te linery są genialne. Nie używam ich tradycyjnie, bo rzadko maluję sobie kolorowe kreski (ale w tej roli także spisują się świetnie!), ale one wklepane palcem w powiekę wyglądają rewelacyjnie! Mienią się z daleka i raczą nas tysiącem roziskrzonych drobinek. Serio, robią wow w kilka sekund i odmieniają każdy, nawet najprostszy makijaż. Zaraziłam miłością do nich moje koleżanki, które podzielają moje zdanie. :D Do kupienia np. TUTAJ.

Golden Rose Powder Blush - róż do policzków 

Dosyć niepozorny, a jednak genialny!  Soft Rose 09 to stonowany, delikatnie zgaszony róż, który pięknie wygląda na policzkach. Zapewnia efekt dziewczęcego, zdrowego, świeżego i nienachalnego rumieńca. Ma aksamitno-pudrowe wykończenie i trudno z nim przesadzić, czy narobić sobie plam. Bardzo lubię wykańczać nim również makijaż oka-  nakładam odrobinę puchatym pędzelkiem w załamaniu powieki, bliżej zewnętrznego kącika, to fajny trik na uzyskanie spójności. Do kupieniach w sklepach i na wyspach Golden Rose.


Deborah Milano Fluid Velvet Mat Lipstick - matowe pomadki w płynie 

W dalszym ciągu moje ulubione pomadki. Noszą się komfortowo, nie przesuszają ust, mają piękne kolory i świetną pigmentację, równomiernie się ścierają i są trwałe. Sięgam po nie od dawna i nigdy mnie nie zawiodły! Szafy marki znajdziecie w Rossmannach, online szminki można złapać np. TUTAJ.



Nabla Shade & Glow, Gotham - pudrowy brązer

Sporo fajnych brązerów przewinęło się przez moje ręce, ale Gotham jest najbardziej wyważony kolorystycznie. Najlepiej pasuje mi tutaj określenie "w sam raz". Nie jest ani za jasny, ani za ciemny - pięknie wygląda na bladej cerze, ale nałożony w większej ilości sprawdzi się także na ciemniejszej karnacji. Sam się wręcz rozciera, nie tworzy plam, ani smug. Posiada też idealną tonację - nie jest ani zbyt sino-fioletowy, ani za bardzo pomarańczowy. Jego konsystencja jest bardzo przyjemna, a wykończenie aksamitne. Uwielbiam go! Posiadam wkład, który trzymam w palecie magnetycznej, ale gdy mi się skończy z pewnością kupię pełnowymiarowe opakowanie. Często bywa wyprzedany, ale warto sprawdzać jego dostępność - obecnie znalazłam go TUTAJ.

Sensique, Highlighting Powder - puder rozświetlający

Kiedyś dobrego rozświetlacza trzeba było ze świecą szukać, a Mary-Lou długo nie miała sobie równych. Jak ja się cieszę, że teraz mamy tyle pięknych, tanich i łatwo dostępnych perełek polskich marek! Moje serce w ostatnich miesiącach skradł Highlighting Powder od Sensique! Kurde, jaka to jest petarda! Na policzku funduje nam szampańsko-złotą taflę i piękne, mokre wykończenie. Intensywność możemy budować, ale jego pigmentacja już przy lekkim dotknięciu pędzlem powala na kolana. :D Jedyny minus jaki dostrzegam, to jego konsystencja - jest drobno zmielony, ale bardzo miękki w swej formule przez co bardzo łatwo go uszkodzić. Pierwszy egzemplarz doniosłam w kawałkach ze sklepu. :( Rozświetlacz kupicie w drogeriach Natura.

I to już wszyscy moi makijażowi faworyci zeszłego roku. Pamiętajcie, że to bardzo subiektywny ranking! Jestem jednak ciekawa, czy znacie przedstawione przeze mnie kosmetyki i co sądzicie na ich temat! :-) Dajcie też znać jaki był Wasz kosmetyczny numer jeden 2018! Ja w kolejnym poście zdradzę swoje perełki pielęgnacyjne - do usłyszenia niebawem!