Ulubieńcy ostatnich miesięcy

czwartek, kwietnia 27, 2017 8

Ulubieńcy ostatnich miesięcy

Dawno na blogu nie gościli ulubieńcy, więc nadrabiam zaległości i prezentuję dziś faworytów ostatnich trzech miesięcy. W roli głównej same perełki, zapraszam do czytania!




Zacznę od kultowej gąbeczki Beautyblender. To niepozorne jajeczko jest ze mną już od dobrych kilku lat, ale stosunkowo niedawno rozkochało mnie w sobie na nowo. I to do tego stopnia, że na ten moment całkowicie zrezygnowałam z nakładania podkładu pędzlami. Uwielbiam wykończenie jakie zapewnia aplikacja zwiżlonym BB, nawet najcięższy podkład wygląda naturalnie i znacznie lepiej stapia się z cerą. Podobnie jest zresztą z pudrem. Kiedyś nie wierzyłam, że nałożony na mokro, właśnie gąbeczką, może zapewniać aż tak dobry efekt, a jednak! Prezentuje się fenomenalnie - gładko i zarazem aksamitnie, więc jeśli jeszcze nie próbowałyście, koniecznie przetestujcie ten patent. Wracając jeszcze do samego Beautyblendera, przerobiłam chyba wszystkie jego odcienie i moim zdaniem najłatwiejsza w utrzymaniu czystości jest wersja czarna. Niezależnie jednak od koloru szybko się myją i są bardzo wygodne w użyciu. A nowej wersji Bubble w odcieniu pudrowego różu nie można odmówić uroku! Dostępny tutaj

Rimmel Lasting Finish Primer, to baza, z którą ostatnio wyjątkowo mocno się polubiłam. Świetnie współpra z każdym podkładem, a już szczególnie z Dr Irena Eris Provoke Matt, po który sięgam na większe wyjścia. Subtelnie rozświetla i rozpromienia cerę, zapewnia jej zdrowy i świeży wygląd. Przy okazji przyjemnie nawilża oraz wygładza. Po nałożeniu podkładu pory są mniej widoczne, suche skórki ukryte, a cały makijaż utrzymuje się dłużej i lepiej stapia się ze skórą. Polujcie na nią w drogeriach.

Suche skórki, jak sobie z nimi radzić, jak się malować, gdy je mamy?


Kolejnym hitem i w zasadzie niemałym odkryciem jest kredka do brwi. Ja, zagorzała fanka cieni, która nigdy nie była w stanie wyrysować kredką porządnie kształtu brwi, odstawiłam wszystkie produkty na rzecz Nabla Brow Divine w odcieniu Neptune. Jest ona dwustronna - z jednej strony mamy naprawdę cienki i precyzyjny rysik, a z drugiej szczoteczkę. Kosmetyk jest odpowiednio twardy, w sam raz napigmentowany i ma nietłustą konsystencję. O dziwo jest też całkiem wydajny, używam codziennie, a nadal jest go sporo. Z pewnością pozostanę Nabli wierna na dłużej. Naprawdę robi robotę - skoro zaczęłam dostawać od Was komplementy na temat brwi i zapytania czym je podkreślam, to coś jest na rzeczy i moje liche włoski wreszcie nabierają jakiegoś sensownego wyglądu. ;-) Kredki są dostępne w różnych odcieniach i znajdziecie je tutaj. 

Ostatnio uwielbiam wszystkie kosmetyki, które dodają cerze blasku i ładnie ją rozświetlają, a moim faworytem w tej kwestii jest obecnie rozświetlacz Nabla Baby Glow. Widoczny, ale nienachalny, fundujący piękną taflę na policzku jest u mnie w ciągłym użyciu. Długo się utrzymuje, nie robi plam, dobrze koresponduje z pozostałymi kosmetykami i naprawdę uroczo prezentuje się na skórze. Zachwyca mnie też (także w różach i bronzerach marki) piękne opakowanie oraz tłoczenie, które jest nie do zdarcia. Byłam pewna, że ten wzorek zniknie po kilku aplikacjach, ale nie - każdy produkt wygląda z daleka wręcz jak nowy! Do plusów też dochodzi wysoka wydajność. Znajdziecie go tutaj.

Zoeva 317 wing liner - najlepszy skośny pędzelek do brwi


Lovely Curling Pump Up Mascara, to jeden z tych dobrych powrotów. Zdążyłam zapomnieć jak dobry jest to tusz, ale na szczęście pierwsza aplikacja odświeżyła mi pamięć. ;-) Super wygodna silikonowa szczoteczka ułatwia dotarcie do każdej rzęsy. Maskara pięknie wydłuża, lekko pogrubia i trzyma podkręcenie rzęs zalotką. Nie kruszy się, nie osypuje w ciągu dnia, jest odpowiednio czarna i łatwo się zmywa. W dodatku kosztuje grosze! Do kupienia w Rossmannie.

Do korektora Maybelline Affinitone też w zasadzie wróciłam po dłuższej przerwie. Ten od Catrice zaczął być nieco za ciężki dla mojej skóry pod oczami i musiałam go odstawić. Affinitone jest równie dobry choć kryje troszkę mniej. Ma za to lżejszą formułę, doskonale się stapia z cerą, nie wchodzi w zmarszczki, a swoim jaśniutkim odcieniem ładnie odświeża okolicę oczu. Przypudrowany trzyma się nienagannie przez większość dnia i wygląda dobrze nawet po wielu godzinach. Bardzo go lubię, stosuję od lat i szczerze polecam. Dostępny tutaj.

10 za 10zł | Tanie i dobre kosmetyki kolorowe



Prawdziwym wybawieniem podczas kryzysów z cerą jest dla mnie niezmiennie Effaclar Duo [+] marki La Roche Posay. Używam go w zasadzie przez cały rok - albo codziennie, albo co kilka dni, w zależności od potrzeb. Ostatnimi czasy dosłownie uratował moją brodę, która przypominała pobojowisko. Krem pięknie wyrównuje strukturę skóry, wygładza, eliminuje krostki oraz zaskórniki, rozjaśnia przebarwienia i przywraca ładny wygląd. Must have mojej pielęgnacji. Do kupienia w aptekach - zwracajcie uwagi na ceny, bo potrafią się sporo różnić.

Moje dłonie zaczęły się mocno przesuszać i choć nigdy nie miałam z nimi problemu, jeszcze kilka tygodni temu nie mogłam pozbyć się nieprzyjemnego ściągnięcia i napięcia skóry w tym obszarze. Prawdziwą ulgę i długotrwałe nawilżenie zapewnił mi krem-koncentrat do rąk z witaminą E i gliceryną marki Isana. Działa fenomenalnie! Wystarczy naprawdę niewielka ilość wsmarowana w skórę (gdy nałożymy go w nadmiarze dłonie będą się lepić) lub grubsza warstwa w duecie z bawełnianymi rękawiczkami na noc. Kosmetyk fantastycznie zmiękcza i wygładza naskórek oraz przywraca mu właściwy poziom nawilżenia. Perełka za przysłowiowe grosze. Szukajcie w Rossmannach.

✓ La Roche Posay Effaclar Duo [+]



Listę ulubieńców zamyka olej ze słodkich migdałów. To moja świeżutka buteleczka od Nacomi. Zużyłam już kilka i nie wyobrażam sobie, aby mogło go zabraknąć w łazience. Fantastycznie działa na moje włosy - idealnie je dociąża, wygładza i ujarzmia. Są super przyjemne w dotyku, miękkie i zarazem bardzo mięsiste. Zyskują też zdrowy połysk. Nie plączą się, nie zbijają w strąki, a szczotka sunie po nich gładko jak po maśle. Prawdziwy olejowy hit! Olej znajdziecie tutaj


I to już wszystko na dziś. :-) Koniecznie napiszcie jakie kosmetyki zachwyciły Was w ostatnim czasie i czy znacie wymienione przeze mnie perełki! ;-) 
Wiosną postaw na siebie! / #DomodiDays

sobota, kwietnia 22, 2017 31

Wiosną postaw na siebie! / #DomodiDays

Wiosna, to czas, w którym zazwyczaj mam więcej energii do działania. Po przesileniu wstępują nowe moce i czuję, że mogę góry przenosić - jestem pewna, że macie podobnie. Dni są coraz dłuższe, słońce coraz częściej ogrzewa nam twarz, aż chce się działać, organizować, planować i wprowadzać zmiany! Ostatnio wiele się u mnie działo, niekoniecznie dobrych rzeczy, ale każde przeżycie to nowe doświadczenie i nowe wnioski. Wiele zrozumiałam, sporo się nauczyłam i jedno jest pewne - zaczęłam żyć inaczej. Tej wiosny stawiam na siebie - na swoje zdrowie, na rozwój, na celebrowanie każdego dnia i spełnianie marzeń. Poniżej zdradzam mój plan działania na nową, lepszą wersję samej siebie. Wdrażam go małymi kroczkami i muszę przyznać, że to naprawdę działa. Zostańcie też ze mną do końca postu, bo mam dla Was garść informacji o konkursach z super nagrodami!


Fenomen Poranka

Wiele razy wspominałam, że rannym ptaszkiem nigdy nie byłam. Uwielbiałam działać po nocach, a rano odsypiać. A od kiedy zaczęłam pracować w domu, to już w ogóle popłynęłam. Kiedy nie masz nad głową szefa i przysłowiowego bata, bardzo często może Ci się wydawać, że dodatkowe 5 minut w łóżku, to przecież nic takiego. To złudne wyobrażenie i choć na początku elastyczność poranków bardzo mi się podobała, w późniejszym czasie pojawiła się frustracja - że marnuję czas, że z niczym się nie wyrabiam i siedzę po nocach, gdy inni odpoczywają. Ciężko mi jednak było przestawić się na pobudki o 6.30. Tak naprawdę zmotywowała mnie dopiero książka - Fenomen Poranka. Teraz nawet, gdy mam wolne staram się wstać wcześniej, bo nic nie daje mi większego kopa do działania niż fakt, że do południa mam odhaczone na liście najważniejsze sprawy.

Organizacja pracy

Z boku może się wydawać, że praca na własny rachunek ma same plusy i generalnie żyć nie umierać - pracujesz ile chcesz, gdzie chcesz i kiedy chcesz. Tak to niestety nie działa. Co ma być zrobione, musi być zrobione. Jeśli w dzień pośpisz dłużej, albo wyskoczysz na plotki z koleżanką, czeka Cię wieczór spędzony na robocie. W mieszkaniu czyha też na Ciebie ogrom rozpraszaczy w postaci brudnych naczyń, czy prania i naprawdę trzeba wyćwiczyć w sobie dyscyplinę, by skupić się wyłącznie na pracy. Kiedyś naprawdę ta elastyczność (której zazdroszczą zazwyczaj ludzie pracujący na etacie) była dla mnie fascynująca, ale obecnie brak rutyny mnie męczy. Mam więc wstępnie zaplanowany dzień i się tego planu trzymam. Nie da się inaczej jeśli chcesz pracować, mieć czas dla wolny dla siebie (odpoczynek i rozwój) drugiej połówki, rodziny i jeszcze przy okazji ogarnąć domowe obowiązki. U mnie dochodzi jeszcze wolontariat. Jeśli dobrze się nie zorganizuję, czas ucieka przez palce.

Magia odpuszczania


Kiedyś myślałam, że wszystko da się zrobić na 100%. Niestety... nie da się. ;-) Dorosłe życie bardzo szybko to weryfikuje. Nauczyłam się wybierać - odkurzone mieszkanie, czy spacer? Spotkanie, które nie daje radości, czy chwila z książką? Coraz częściej odpuszczam, bo wiem, że całego świata i tak nie zadowolę. Dbam więc o priorytety i spokój własnego sumienia, a od drobiazgów typu brudne lustro świat się chyba jeszcze nie zawalił.



Nauka nowych rzeczy

Na naukę nigdy nie jest za późno, a doszkalać się warto zawsze. W każdej chwili można odkryć nową życiową pasję! A jeśli coś lubimy robić i zaczynamy szlifować swoje umiejętności to efekty i progres sprawiają niesamowitą frajdę. Ja obecnie wróciłam do nauki angielskiego, regularnie poznaję nowe funkcje swojego aparatu i zagłębiam się w podstawy pozycjonowania. :-) W sieci jest teraz ogrom kursów, często darmowych, z których aż żal nie skorzystać!

Wiedz co jesz

Tutaj krótko i bez zbędnego rozwodzenia się. Nie chodzi o diety i liczenie kalorii. Chodzi o jakość przyjmowanego pożywienia. Świadome posiłki i zdrowy jadłospis mają ogromny wpływ na nasze zdrowie, samopoczucie i wygląd. Moja cera bardzo szybko daje mi znać kiedy sobie pofolguję ze słodyczami, albo wypiję za dużo krowiego mleka. Warto więc nauczyć się odczytywać co jest dobre dla naszego organizmu, a co niekoniecznie. Idzie mi coraz lepiej!

Rusz się wreszcie!


Praca siedząca rujnuje kręgosłup. Tym bardziej, gdy niewygodne krzesło zamienimy na jeszcze bardziej niekomfortową (wbrew pozorom) pozycję dla naszych pleców i przeniesiemy się do łóżka lub na kanapę. A dotleniony organizm, to zdrowszy organizm, dlatego bez wyrzutów sumienia robię sobie przerwę w ciągu dnia, ubieram kurtkę, wygodne buty i idę na długi spacer. Gdy pada deszcz wyciągam matę i wyginam się przed telewizorem. Czuję się lepiej i przede wszystkim mam więcej energii!







Każdy dzień, to "specjalna okazja"


Kiedy większość czasu pracujemy w domu, bardzo łatwo się zaniedbać. Wiecie, wygodny dresik, luźny t-shirt i kapcie nagle stają się naszą główną stylówką. Czy aby na pewno o to chodzi? Ja bardzo długo miałam utartą w głowie myśl, że nie ubiorę przykładowo sukienki skoro nigdzie nie wychodzę, bo mi jej szkoda. Zaraz się pewnie zniszczy - ubrudzę ją lub kot zaciągnie pazurem. Miałam w szafie podział "ciuchy po domu" i "na specjalne okazje". Co za głupota! Przecież każdy dzień jest wyjątkowy i wolę czuć się zadbaną 360 dni w roku, niż te 5, gdy wychodzę na jakąś imprezę. Dlatego wstaję rano, ogarniam się i dopiero siadam do pracy. Stawiam na nieskomplikowany, lekki makijaż i strój wygodny, ale schludny, aby zawsze być gotową do wyjścia lub na przyjęcie niespodziewanego gościa. Znacznie lepiej mi się wtedy pracuje, jestem bardziej zwarta do działania i produktywna, niż jakbym siedziała rozmemłana w rozciągniętym dresie. 

Zdrowy egoizm

Jestem bardzo emocjonalnym człowiekiem. Szybko się podpalam, ale bardzo łatwo też mnie zgasić. Zawsze wiele brałam do siebie i na siebie, przejmowałam się opinią innych ludzi, chciałam zadowolić jak najwięcej osób w otoczeniu. Pomoc kotom również nie rozpieszcza - często trzeba zagryzać łzy i gryźć się w język. Życie pokazuje jednak, że ludzie i tak widzą głównie Twoje błędy - jeśli coś zrobisz nie tak, podwinie Ci się noga, to długo o tym nie zapomnisz, ale kiedy osiągasz sukces mniejszy, czy większy, spełniasz marzenie, albo po prostu robisz coś dobrego, to zazwyczaj przechodzi to bez echa. ;-) Co więcej, ludzie bywają wygodni i roszczeniowi, lubią wykorzystywać - dasz palec, zaraz chcą rękę. Coraz częściej to dostrzegam zarówno w sieci, jak i realu. Dlatego wreszcie powiedziałam sobie stop i żyję tak jak chcę, bez głosu z tyłu głowy "nie powinnaś, nie wypada, co ludzie pomyślą". Ja nie jestem od uszczęśliwiania innych kosztem samej siebie. Odpuszczam toksyczne znajomości, eliminuję stres, uczę się asertywności i wspaniale mi z tym. Dbajcie o siebie dziewczyny, bo życie mamy tylko jedno i nikt go za nas nie przeżyje. 

Żyj własnym życiem


Mamy tendencję do oceniania i życia życiem innych ludzi. Ja interesuję się tym, co słychać u moich bliskich i przyjaciół, ale totalnie nie żyję plotkami i aferkami, zarówno tymi w sieci jak i w świecie rzeczywistym. Nie obchodzi mnie zasobność portfela znanej vlogerki, nie mam bólu tyłka, że jakaś kobieta wydała na torebkę 30 tysięcy. Dopóki zarabia, nie kradnie i nikomu krzywdy przy tym nie robi, może kupować nawet 3 takie torebki w miesiącu. Każda z nas ma inne priorytety, innymi środkami też dysponuje. Mi nic do tego. Przeraża mnie obecnie ilość specjalistów od wszystkiego i cioć "dobra rada". Mam zasadę - jeśli coś mi się nie podoba i mnie nie interesuje, to tego nie komentuję. Nie wdaję się też w dziwne i nic niewnoszące dyskusje. Naciskam krzyżyk i daję sobie spokój. Bardzo długo się tego uczyłam, ale chyba mogę napisać, że udało mi się tę umiejętność opanować do perfekcji. Szkoda czasu. Żyjmy i dajmy żyć innym.

Rozpieszczaj się

Przyznajcie z ręką na sercu ile z Was spełnia swoje zachcianki bez wyrzutów sumienia? Sama wielokrotnie leżąc z książką na kanapie miałam z tyłu głowy myśl "muszę jeszcze zrobić to, czy tamto" a po zakupach zadręczałam się, że niepotrzebnie wydałam tyle pieniędzy na siebie. Ale czy sprawienie sobie całkiem przyziemnej przyjemności to coś złego? Absolutnie nie. Dopóki kupujemy za własne ciężko zarobione, bądź uzbierane pieniądze, mamy do tego pełne prawo. Tak samo jak należy nam się chwila spokoju spędzona wyłącznie we własnym towarzystwie. Ja już niebawem wykreślam punkt z mojej wishlisty - torebkę z poniższego zdjęcia. :)


#DomodiDays


Pozostając w temacie rozpieszczania się - dzisiejszy wpis powstał w ramach akcji DOMODIDAYS, której towarzyszy hasło HAPPY NEW YOU. Wiosną stawiamy na siebie! Spełniaj marzenia, inspiruj się i nie bój się eksperymentować z modą i urodą. Na specjalnie przygotowanej platformie czekają na Ciebie poradniki, okazje zakupowe, quizy i konkursy z fantastycznymi nagrodami - ich łączna pula to aż 10 000zł! Jest o co walczyć!

Obecnie trwa trzeci tydzień konkursu głównego, w którym do wygrania jest bon o wartości 2000zł!

Zadanie konkursowe: 
→Udostępnij zdjęcie konkursowe na Instagramie albo Facebooku, opisz swoje modowe marzenie i koniecznie nie zapomnij o hasztagu #DomodiDays! 

Co więcej! 22.04 rozpoczyna się konkurs z marką Remington, który potrwa do 24.04. Do zgarnięcia jest 5 prostownic do włosów PROluxe! Natomiast od 25.04 do 27.04  możecie powalczyć o 5 zestawów kosmetyków marki Organique. Wszystkie szczegóły znajdziecie na stronie domodidays.pl  - serdecznie zachęcam Was do zabawy i aktywności oraz mocno trzymam kciuki za wygraną!


Promocja Rossmann -49%: co warto kupić? Moje ulubione drogeryjne kosmetyki

środa, kwietnia 19, 2017 46

Promocja Rossmann -49%: co warto kupić? Moje ulubione drogeryjne kosmetyki

To już jutro! Kolejna edycja promocji  -49% w Rossmannie. Tym razem potrwa przez osiem dni (20-28 kwietnia) i obowiązywać będzie na wszystkie kosmetyki do makijażu. Żadnych podziałów na usta, twarz i oczy. W dodatku pobranie aplikacji i zarejestrowanie się w Klubie Rossmann pozwoli nam zdobyć zniżkę - 55%. Obowiązywać ona będzie przy zakupie trzech różnych kosmetyków kolorowych (wystarczy pokazać aplikację przy kasie). Na końcu wpisu znajdziecie jeszcze grafikę z pełną rozpiską, a tym czasem zapraszam Was na ranking moich ulubionych makijażowych perełek z drogerii. Zgarnęłam z szuflad na szybko moich faworytów. To właśnie po te kosmetyki sięgam najczęściej i one jako pierwsze wpadły mi do głowy. Oczywiście inne, które polecałam w poprzednich wpisach nadal uważam za dobre, jednak te dziś to takie top of the top. :-) Ciekawe? No to lecimy!


Na początku podkłady. :-) Chyba nikogo nie zdziwi moje trio:


Dr Irena Eris Provoke Matt Fluid w odcieniu 205 to mój pewniak na większe wyjścia. W połączeniu z bazą, o której niżej wspominam, daje mi efekt gładkiej, jednolitej cery bez efektu maski. Nie podkreśla suchych skórek, długo się utrzymuje. Nałożony na dłoń oksyduje, ale na twarzy nie ciemnieje i ładnie stapia się z cerą. 



Bourjois Healthy Mix jest jednym z moich ulubionych podkładów na co dzień. Zapewnia efekt zdrowej, świetlistej cery, ładnie nawilża i nie podkreśla suchych skórek. Ma lekką konsystencję i przyjemny, dość jasny kolor. 

Bourjois Healthy Mix vs. Bourjois 123 Perfect

Bell HYPOAllergenic CC Cream, lekki dzienny pewniak. Wiem, że wiele z Was także go lubi, ale spotkałam się również z opiniami, że za mało kryje. Ja uważam, że wystarczająco ujednolica cerę i chowa drobne wypryski, czy przebarwienia, ale wiadomo - na większy kaliber potrzebny będzie korektor. Ja go uwielbiam za lekkość, nawilżającą formułę i przyzwoitą trwałość.



Ulubiona baza, po którą sięgam zawsze, gdy zależy mi na ładnym wyglądzie przez wiele godzin to Rimmel Lasting Finish Primer. Ładnie rozświetla, dodaje skórze takiej świeżości i lekkości, a przede wszystkim widocznie nawilża i wygładza. Dzięki niej podkład znacznie łatwiej się rozprowadza i scala z cerą, naturalniej też wygląda i dłużej się utrzymuje. Jest pomocna przede wszystkim w przypadku suchych skórek. 



Długo myślałam jaki korektor wytypować z tych dostępnych w Rossmannie. Bardzo lubię płyny kamuflaż Catrice, ale poza nim chyba najchętniej sięgam ostatnio po sprawdzony Maybelline Affinitone. Jest w mojej kosmetyczce od lat i zawsze z przyjemnością do niego wracam. Ładnie rozjaśnia okolice pod oczami, nie wchodzi z marszczki, nie przesusza i nieźle kryje. Ma lekką formułę, jasny kolor i wygodny aplikator. 


Gdy chcę porządnie zmatowić i utrwalić makijaż, to sięgam zazwyczaj po pudry sypkie (ryżowy lub babmbusowy Paese czy Ecocera lub transparentny Kryolan i Catrice). Kiedy jednak zależy mi na miękkim wykończeniu, albo chcę wygładzić skórę pod oczami i jednocześnie zwiększyć krycie tego obszaru, sięgam po puder Bourjois Silik Edition. Ma jedwabistą konsystencję i zapewnia miękkie, aksamitne wykończenie. Świetnie maskuje pory i ukrywa suche skórki. Bardzo go lubię, ale myślę, że dla cer tłustych wystarczający nie będzie. 



Najlepsze rozświetlacze znajdziecie w szafie Wibo - Diamond Iluminator oraz Lovely - Gold Highlighter. Oba mają śliczne odcienie - pierwszy jest bardziej szampański i neutralny, drugi ma złotawe tony, ale również jest uniwersalny. Wykończenia mają boskie, to jednolita tafla, która pięknie odbija światło. Na próżno szukać tu nachalnych drobin brokatu. To godna konkurencja dla Mary-Lou Manizer theBalm, Lovely naprawdę jest do niej łudząco podobny. 



Maskary - temat rzeka. Sporo dobrych w Rossmannie, ale mnie najbardziej ciągnie do kilku, które goszczą w kosmetyczce najczęściej. Faworytem jest zdenkowany ostatnio tusz L'Oreal Volume Million Lashes So Couture. Ma wygodną silikonową szczoteczkę, dobrze wydłuża, unosi i rozczesuje rzęsy. Lekko też pogrubia (nie lubię typowo pogrubiających maskar) i trzyma podkręcenie zalotki. Trwałość na plus, zmywanie także. Równie fajnie sprawdza się u mnie nowość marki, czyli wersja Fatale, choć tutaj szczoteczka ma już szerzej rozstawione ząbki i nieco inny kształt. Polecić też mogę wersję Extra Black.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o maskarze Lovely Curling Pump Up Maskara. Mój hit za grosze, do którego z przyjemnością wracam. Lekko wygięta, silikonowa szczoteczka dociera do każdej rzęsy, ładnie rozdziela, wydłuża i podkręca włoski. Dobrze się trzyma, nie serwuje pandy pod oczami. Lubimy się.

Podobnie jest z maskarami Eveline z serii Volmix Fiberlast. Nie wiem, którą wersję lubię bardziej. Obie mają wygodne szczoteczki, porządnie rzęsy rozczesują, widocznie wydłużają i subtelnie pogrubiąją. Współpracują z zalotką, łatwo się zmywają i nie kosztują dużo. 

Zużycia ostatnich tygodni
Dwie marki, dwa tusze, jeden efekt


Z palet cieni dostępnych w Rossmannie lubię Wibo Neutral Eyeshadow Palette. Ma ciekawą kompozycję kolorystyczną, która pozwala stworzyć makijaż na każdą okazję. Odcienie są raczej uniwersalne i bezpieczne. Pigmentacja wypada całkiem nieźle, praca z paletą również nie sprawia problemów. Kolory nałożone na bazę przyjemnie się ze sobą łączą i długo utrzymują. W zasadzie "siedzą" na miejscu do wieczora. Mamy tu różne wykończenia, jest połysk, ale nie brakuje matu. 



Pomadki, moja słabość. :)

Na początek dwa nudziaki. L'Oreal Color Riche 378 Velvet Rose, może uchodzić za nieco lepszy odcień naszych ust. Podkreśla je w sposób bardzo naturalny i subtelny. Ma nawilżającą formułę i nieco połyskujące wykończenie, ale nie zawiera drobinek. Druga faworytka to Miss Sporty MY BFF Lipstick 102 My Funny Mauve. Jakbym mogła nie pokochać tego zgaszonego, brudnego różu? Ponadto jest bardzo komfortowa w noszeniu, ma kremową formułę i aksamitne wykończenie. Kolejna makijażowa perełka za grosze.



Teraz czas na maty. Oczywiście zabraknąć nie może Bourjois Rouge Edition Velvet. Kocham za komfort noszenia, trwałość, piękne kolory, przyjemną konsystencję i wykończenie aksamitnego matu. Moje ulubione kolory to 02, 07 i 10. 


Warto też zwrócić uwagę na pomadki Revlon  Ultra HD Matte Lipcolor, ale ostrzegam, że kolor kolorowy nierówny. Niektóre mają słabszą pigmentację i gorzej wyglądają. 600 HD Devotion, to wdzięczny i dziewczęcy kolor, który nadaje się na dzień. Jest widoczny, ale wciąż dość bezpieczny.


Jeśli macie w swoim Rossmannie szafę Deborah to zerknijcie na Fluid Velvet Matte Lipstick - fantastyczne, długotrwałe maty mające piękną gamę kolorystyczną. Równomiernie rozkładają się na ustach, super kryją i równomiernie schodzą po wielu godzinach. Mogą jednak podkreślać suche skórki i najładniej prezentują się na wypielęgnowanych wargach.

Godna uwagi jest też propozycja od Lovely. K-Lips to mocna inspiracja, którą nie do końca popieram, ale w użyciu wypada naprawdę fajnie. Jest przyjemna w aplikacji, komfortowa w trakcie noszenia i generalnie nie sprawia większych problemów. 



Z konturówek polecam te od Lovely, zarówno ta z zestawu K-Lips jak i Perfect Line są odpowiednio miękkie i gładko suną po wargach. Nie przesuszają ich i długo się utrzymują. Prezentują się ładnie solo, jak i w duecie.



To już całe dzisiejsze zestawienie. Wybrałam najlepszych z najlepszych. Pozostałe wpisy na temat promocji znajdziecie w sliderze na górze strony. :-) 

Jestem ciekawa jakie zakupy planujecie i na co będziecie polować. :-) Ja nie mam sprecyzowanych planów. Myślę, że rozejrzę się za jakimiś nowościami - może Wy mi coś polecicie? 


Oczyszczanie skóry głowy - po jakie kosmetyki sięgam?

poniedziałek, kwietnia 17, 2017 36

Oczyszczanie skóry głowy - po jakie kosmetyki sięgam?

Oczyszczanie skóry głowy tradycyjnym szamponem bywa niewystarczające. Szczególnie, gdy borykamy się z nadmiarem łuski, nawracającym łupieżem, wzmożonym wypadaniem, przetłuszczaniem, bądź też przesuszeniem skóry głowy. Jeśli tego typu problemy Was dotyczą, mam nadzieję, że dzisiejszy post okaże się przydatny. W dalszej części zdradzam bowiem jakie kosmetyki pozwalają mi utrzymać skórę w ryzach i które sprawdzają się u mnie najlepiej.

Jeśli czytacie mnie regularnie, wiecie, że borykam się z problemami skóry głowy. Zostało u mnie stwierdzone ŁZS, choć nie do końca w to wierzę, bo nigdy nie miałam książkowych objawów. Przerobiłam trychologów, dermatologów, wydałam masę pieniędzy na specjalistyczne preparaty, a koniec końców, najbardziej pomogłam sobie sama. Systematycznie obserwuję swoją skórę, umiem odczytywać jej potrzeby i słucham głosu rozsądku. Z biegiem czasu dobrałam sobie idealną pielęgnację i wreszcie nie płaczę po umyciu skóry głowy (bywały momenty, gdy po szamponach od lekarza, myślałam, że zostanę łysa, tak piekło, a włosy wręcz były białe od łupieżu ;-)). Oczywiście nie zachęcam Was do zaprzestania korzystania z wizyt lekarskich, po prostu radzę, by uważnie podchodzić do wszelkich kuracji, które nie dają oczekiwanych rezultatów i czasem zaufać samej sobie.

OCZYSZCZANIE SKÓRY GŁOWY

Na co dzień oczyszczanie skóry głowy ograniczam do stosowania szamponu Capitis Duo, który wspomaga moją walkę z łupieżem. Wspominałam o nim tutaj i tutaj. Gorąco polecam, jeśli macie tego typu problemy. U mnie sprawdza się doskonale i gdy tylko się kończy, zamawiam kolejną butelkę, bo dłuższe przerwy mi nie służą.

Aby jednak dogłębnie i skutecznie oczyścić skórę i odblokować ujścia mieszków włosowych regularnie sięgam po wszelkiego rodzaju kosmetyki złuszczające, czyli bardzo potocznie mówiąc peelingi. Często nie zdajemy sobie sprawy ile łoju zalega w tych miejscach oraz jak bardzo osłabia to cebulki - ja zostałam uświadomiona kilka lat temu podczas badania za pomocą mikrokamery - widok był przerażający.

Przetestowałam wiele produktów. Zaczynałam od peelingu domowej roboty, który do tej pory sprawdza się całkiem fajnie i korzystam z niego, gdy mam więcej czasu. Jednak na chwilę obecną sięgam głównie po 3 kosmetyki, które stosuję zamiennie. Ograniczam się do jednego zabiegu w tygodniu, czasem raz na dwa tygodnie, wszystko zależy od tego w jakim stanie jest akurat moja skóra.

✓ CERKOGEL30, żel keratolityczny do skóry głowy

Najtańszy z dzisiejszego zestawienia. Krem z mocznikiem, który dostaniecie w każdej aptece za niespełna 20zł (ostatnio w Gemini płaciłam około 14). Preparat ma postać lekkiego żelu, który bardzo łatwo zaaplikować równomiernie na skórę głowy. Dość miękka tubka z wygodnym dzióbkiem pozwala zachować pełną kontrolę przy dozowaniu. Nic się nie wylewa w nadmiarze i nie marnuje. Ja zazwyczaj sięgam po żel godzinę przed myciem. Wcieram go dokładnie w skórę głowy, wykonując delikatny masaż. Nie lepi się, nie jest tłusty, nie ma zabarwienia, ani zapachu. Producent rekomenduje stosowanie go również pomiędzy myciami, bo nie obciąża włosów - wystarczy wyczesanie. Faktycznie tak jest, ale ja nie lubię charakterystycznego uczucia sztywności, które funduje, więc maksymalnie po godzinie sięgam po szampon. Efekty i tak są oszałamiające. Cerkogel świetnie złuszcza i zmiękcza łuskę, a ponadto pięknie skórę nawilża, łagodzi ewentualne podrażnienia i świąd. Już po nałożeniu czuć niesamowitą ulgę. Wiele razy pomógł mi w kryzysie, dlatego zajmuje honorowe w miejsce w mojej "włosowej szufladzie".


✓ PHENOME PURIFYING HAIR MASK, oczyszczająca maska do włosów

Uwielbiam ten kosmetyk. Jego głównym zadaniem jest oczyszczenie skóry głowy i włosów na całej długości. Pomaga pozbyć się nadmiaru sebum, wszelkich kosmetyków do stylizacji i innych zanieczyszczeń. Ja na co dzień nie stosuję żadnych pianek, czy lakierów, dlatego maskę doceniam głównie za właściwości złuszczające martwy naskórek. W kremowej, dość gęstej konsystencji umieszczono bowiem małe drobinki ścierające, które idealnie oczyszczają skórę głowy. Wystarczy wykonać dokładny, powolny masaż, by pozbyć się zalegającego łoju i wszelkiej łuski. Różnica jest niesamowita - za każdym razem mam wrażenie, jakby ktoś mi zdjął z głowy kask. Nagle głowa zaczyna "ważyć" mniej, jest lżejsza i bije od niej niesamowita świeżość. Maska absolutnie nie podrażnia (choć wiadomo, że przy rankach, wypryskach i silnym podrażnieniu skóry głowy takie mechaniczne oczyszczanie nie jest wskazane!) i w przypadku moich problemów jest niesamowicie pomocna. Przy okazji też pięknie unosi włosy u nasady, sprawia, że wizualnie jest ich więcej i lepiej się układają. No i przede wszystkim wolniej się przetłuszczają. To już mój drugi słoiczek. Nie kosztuje mało (135zł), ale wart jest każdej wydanej złotówki. Polecam czaić się na promocje na stronie Phenome. 


✓PHARMACERIS H-STIMUPEEL, oczyszczający peeling trychologiczny do skóry głowy z problemem wypadania włosów i łupieżu

Polubiłam go od pierwszego użycia. Kremowa baza zawiera dość duże i grube drobinki, które świetnie radzą sobie z usuwaniem nadmiaru zrogowaciałego naskórka, sebum oraz innych zanieczyszczeń. Wygodna tubka z dzióbkiem pozwala równomiernie rozłożyć kosmetyk na skórze. Już tuż po masażu i spłukaniu peelingu, a jeszcze przed docelowym myciem włosów czuć wspaniałą lekkość i świeżość. Podobnie jak w przypadku maski Phenome, mam wrażenie, jakby ktoś ściągnął mi nagle z głowy jakieś ciasne nakrycie. Skóra jest czysta - całkowicie znika widoczna wcześniej łuska, ale niepodrażniona (kolejny raz podkreślę, że mechaniczny peeling nie jest wskazany w przypadku ranek, czy mocnego uwrażliwienia). Włosy zyskują puszystość oraz odbicie od nasady przez dłuższy czas. Rzadziej też wymagają mycia. Niewątpliwym plusem jest także ładny zapach, który każdorazowo uprzyjemnia aplikację. Nigdy go sobie nie żałowałam, a wciąż jest go w opakowaniu sporo. Teoretycznie ma wystarczyć na 10 użyć, ale myślę, że okaże się wydajniejszy. Szukajcie go w aptekach, kosztuje około 35zł. 


Poniżej możecie zobaczyć konsystencję wszystkich trzech kosmetyków. Dodam jeszcze, że aplikację każdego z nich kończę standardowym myciem włosów (wypłukuję preparat i sięgam po szampon) oraz ich pielęgnacją tuż po. 


Włączenie do pielęgnacji tego typu kosmetyków sprawiło, że wreszcie nie muszę myć włosów codziennie, bo są dłużej świeże, znacznie mniej też wypadają, a przede wszystkim, mój największy problem, czyli nawracający łupież tłusty został mocno zminimalizowany. Rzadziej też swędzi mnie głowa, więc zmiany w postaci krostek, czy strupków już się nie pojawiają. Jeśli do tej pory sięgałyście wyłącznie po szampon, polecam zainteresować się tematem złuszczania i peelingowania skóry głowy. Nie musicie od razu wydawać fortuny na gotowe kosmetyki, zacznijcie eksperymenty od domowego peelingu cukrowego - link do przepisu macie wyżej. Gwarantuję, że poczujecie i zauważycie różnice, szczególnie, gdy Wasza skóra głowy bywa kapryśna. 

Jestem ciekawa jak Wy oczyszczacie skórę głowy - ograniczacie się do szamponów? Same przygotowujecie mieszanki? A może znacie inne, godne polecenia gotowe peelingi? Dajcie znać! 
Marzy mi się... czyli wishlista!

środa, kwietnia 12, 2017 23

Marzy mi się... czyli wishlista!

Pogoda za oknem nie nastraja pozytywnie i wcale nie przypomina wiosny, jednak ja na przekór tej wszechobecnej szarudze podzielę się z Wami moimi wiosennymi planami zakupowymi. Będzie całkowicie niekosmetycznie - jesteście ciekawe, na widok czego moje serce bije ostatnio mocniej, zapraszam do dalszego czytania! 


Niektóre z punktów są na mojej liście marzeń już od dawna, a wciąż nam ze sobą nie po drodze. Obiecałam sobie, że w tym roku musi się to zmienić. Skoro coś siedzi mi w głowie przez kilka lat, to chyba znak, że najwyższa pora, aby to mieć. Także małymi kroczkami do celu! ;-)

Reebok Classic Leather w białym kolorze, to moje wymarzone buty na wiosnę. Planuję je kupić jeszcze w tym miesiącu. Ja ogólnie Reeboki uwielbiam i mam kilka par w szafie, bo są super wygodne, a tych praktycznie nie czuć na stopach. Poza tym są śliczne, ponadczasowe i pasują w zasadzie do wszystkiego. 

Karmelowa torebka Michel Kors Jet Set Travel Crossbody chodzi za mną zdecydowanie za długo. Odkąd pamiętam powstrzymuje mnie cena - wciąż mam opory, by wydać na nią prawie 600zł. Od kilku miesięcy szukam jednak jakiejś niewielkiej torebki, którą mogłabym przerzucić przez ramię i żadna nie chwyta mnie za serce równie mocno. To chyba o czymś świadczy? Wiem, że akurat ten model Korsa będzie mi pasował do każdej mojej stylizacji będę z niego korzystać na co dzień, bo wpisuje się w moje potrzeby idealnie. Obiecałam więc sobie, że domykam pewien projekt i w ramach nagrodzenia samej siebie klikam ją na Zalando. ;-) 

Tego jeszcze nie było! Marka Sotho wypuściła linię biżuterii wręcz stworzoną dla miłośniczek kotów. Jak zobaczyłam wszystkie dostępne propozycje, to dostałam oczopląsu, bo chciałabym i kolczyki, i łańcuszek, i kilka bransoletek. :-D Na początek postawię jednak na delikatną bransoletkę z kocią zawieszką, w odcieniu różowego złota. Jest absolutnie przepiękna!

Wypadałoby się wreszcie dorobić porządnych okularów, bo aż wstyd! Kupuję je od kilku lat i coś mi nie idzie... Nie wiem, czy postawię na jakiś model Ray Ban, czy poszukam czegoś w TK Maxx. Jedno jest pewne, muszę mierzyć bo w większości nie wyglądam zbyt dobrze i dlatego tak zwlekam.


wishlista_romet_art_deco_7_reebok_classic_leather_white_ray_ban_michael_kors_jet_set_travel_crossbody_sotho_bransoletka_z_kotem_rose_gold_food_pharmacy_magia_olewania_pani_swojego_czasu
Na szczycie moich zakupowych marzeń jest jednak rower. Chciałabym wrócić do tego typu aktywności fizycznej (mam nadzieję, że po tak długiej przerwie, nie wybiję sobie zębów) i spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu. Najbardziej w oko wpadł mi miejski Romet Art Deco 7 Oczywiście w białym kolorze - liczę, że jest tak samo wygodny, jak piękny. ;-)

Mam mocne postanowienie powrotu do czytania, bo zaniedbałam tę kwestię okropnie (zresztą czego ja ostatnio nie zaniedbałam? ;-)). Na liście top 3 mam same wydawnicze nowości. Magia Olewania Sarah Knight, to mam wrażenie, że pozycja wręcz stworzona dla mnie. Wciąż uczę się odpuszczania i nieprzejmowania sprawami, na które nie mam wpływu lub mieć nie chcę, więc już nie mogę się doczekać, aż książka wpadnie w moje ręce! Food Pharmacy, Lina Nertby Aurell, Mia Clase, czyli... opowieść o jelitach. Od momentu, gdy dotknęły mnie problemy zdrowotne związane ogólnie z brzuchem i układem trawiennym, tego typu tematyka interesuje mnie wyjątkowo mocno. FP zbiera wyjątkowo dobre opinie, więc musi zasilić moją biblioteczkę. Oli Budzyńskiej przedstawiać nikomu chyba nie muszę, prawda? Od dłuższego już czasu korzystam z jej rad dotyczących organizacji czasu i pracy w domu. Jak Zostać Panią Swojego Czasu, Zarządzanie Czasem Dla Kobiet, to pierwsza autorska książka Oli i jestem pewna, że jest równie doskonała, jak jej blog. Zamawiam ją więc niebawem, nie ma innej opcji!

I to już wszystkie moje pozycje na wishliście, choć w sumie powinnam tu jeszcze umieścić nowy obiektyw. Wiem jednak, że na niego skuszę się dopiero w drugiej połowie tego roku, dlatego póki co ciiii. ;-) 

Jestem ciekawa o czym Wy marzycie! Zdradźcie w komentarzach swoje plany zakupowe - czekam z niecierpliwością. :-) 


Trzy kosmetyczne odkrycia: Lovely, Urban Decay, Bepanthen

wtorek, kwietnia 11, 2017 42

Trzy kosmetyczne odkrycia: Lovely, Urban Decay, Bepanthen

W ostatnim czasie bardzo polubiłam się z trzema kosmetykami, o których muszę Wam opowiedzieć. :-) Należą do różnych kategorii i myślę, że zainteresują większość z Was, zatem bez zbędnych wstępów zapraszam do dalszego czytania! W roli głównej dziś tania i dobra matowa pomadka, zielony korektor warty uwagi oraz rewelacyjny krem na podrażnią skórę.



K-Lips od Lovely od kilku miesięcy podbija sieć. Przyznam szczerze, że bardzo długo przechodziłam obojętnie wobec tych pomadek, bo nie podoba mi się zbyt nachalna "inspiracja" marki innymi brandami. Wreszcie jednak uległam, skuszona Waszymi opiniami oraz promocją w Rossmannie. Zdecydowałam się na odcień numer 2 - Pink Poison. To ładny, zgaszony, brudny róż. Lubię tego typu kolory na co dzień - są widoczne, ale nienachalne. W zestawie mamy konturówkę i matową pomadkę w płynie. Są faktycznie idealnie do siebie do pasowane - na ustach wyglądają dobrze zarówno solo, jak i w duecie. Kredka pozwala na wyrysowanie idealnego konturu, ewentualne optyczne powiększenie warg i wyrównanie ich kształtu. Jest odpowiednio twarda, wygodnie się nią rysuje cienką linię i łatwo ostrzy. Pomadka natomiast posiada bardzo lekką, jakby musową konsystencję, dzięki czemu jest praktycznie niewyczuwalna i nie obciąża, ani nie przesusza ust. Równomiernie kryje, ma naprawdę niezłą pigmentację i zapewnia matowe wykończenie. Nie jest to jednak suchy mat, który zamienia nasze wargi w rodzynki, a tego się obawiałam. Kolejny plus leci za naprawdę znośne ścieranie się - kolor schodzi od środka i nawet jak nieco zniknie efekt jest zadowalający, bo całość prezentuje się naturalnie. Za trwałość daję czwórkę z małym minusem. Kosmetyk (nieważne, czy zaaplikowany razem, czy oddzielnie) raczej nie przetrwa pełnego posiłku, u mnie utrzymuje się bez uszczerbku maksymalnie 4 godziny bez jedzenia i picia. Nie jest więc to najtrwalsza matowa pomadka jaką znam. Tak, czy inaczej, jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona jakością i komfortem noszenia. Tylko wciąż razi mnie ta kwestia designu. Kurcze, nie można było zaprojektować tego jakoś inaczej? 


od lewej: pomadka i konturówka w odcieniu Pink Poison, Urban Decay Naked Skin, korektor w odcieniu Green
Kolejne odkrycie ostatnich tygodni, to zielony korektor Urban Decay Naked Skin w odcieniu Green. Przeleżał jakiś czas w szufladzie, nim doceniłam jego możliwości. Gdy zaczęłam mieć problem z alergią i zaczerwienionymi obszarami twarzy, a chciałam by mój makijaż wyglądał nieskazitelnie, za każdym razem sprawdzał się świetnie! Teraz jest moim must have w przygotowaniu na większe wyjścia. Fantastycznie wyrównuje koloryt skóry, kamufluje miejsca, które lubią się czerwienić, ukrywa pęknięte naczynka (mam kilka na skrzydełkach nosa). Do tej pory tego typu kosmetyki sprawdzały się u mnie różnie, ale akurat ten zielony korektor, to istna petarda. Ma naprawdę niezłą pigmentację, zaskakująco dobre krycie, dość gęstą konsystencję, ale lekką formułę. Idealnie się rozprowadza, łatwo rozciera, nie zapycha i nie przesusza. Jestem zachwycona jego działaniem.



Ostatnim hitem jest krem Bepanthen Sensiderm, który wczoraj zużylam do cna. Kupiłam go w Rossmannie za lekko ponad 20zł, na dziale dla dzieci, gdy moja skóra w trakcie chorowania postanowiła całkowicie oszaleć. Nagle stała się podrażniona, mocno przesuszona i odwodniona, a przy okazji zaczerwieniona i szorstka. Niestety u mnie wszystkie problemy ze zdrowiem odbijają się na cerze. Musiałam więc ją jakoś ukoić i zregenerować. Bepanthen Sensiderm zadziałał ekspresowo, już jedna aplikacja przyniosła widoczną różnicę i przywróciła skórze komfort. Krem genialnie ugasił podrażnienie, nawilżył, zmiękczył i uelastycznił naskórek oraz wyrównał jego strukturę. Co ważne, kosmetyk ma naprawdę lekką konsystencję, szybko się wchłania, nie zostawia tłustego filmu i nie zapycha. Z pewnością zagości w mojej łazience na dłużej. Gdy już unormowałam stan mojej twarzy, sięgałam po niego raz na kilka dni i używałam w roli maski na noc (np. gdy danego dnia spędziłam wiele godzin na wietrze) - gruba warstwa przepięknie odżywia. Jutro wybieram się po nową tubkę.

 4 nowości w mojej pielęgnacji


Dziewczyny, a Wy jakie kosmetyki odkryłyście w ostatnim czasie? Może polecicie mi jakiś zielony korektor, który sprawdza się Wam równie dobrze? :-)