Majowe migawki: co u mnie? co z blogiem? jakie plany na najbliższe miesiące?

środa, maja 23, 2018 9

Majowe migawki: co u mnie? co z blogiem? jakie plany na najbliższe miesiące?

Witam po przerwie i bez zbędnego przeciągania zapraszam na kolejną odsłonę migawek. Dziś chciałabym tak zwyczajnie opowiedzieć, a w zasadzie napisać o tym co się u mnie obecnie dzieje, jakie mam plany na najbliższe miesiące i co dalej z blogiem. Zapraszam do lektury, postaram się, aby było zwięźle, choć nie obiecuję. :D



Co u mnie słychać?

Na pozór niby nie dzieje się nic wielkiego, ale w mojej głowie trwa prawdziwa rewolucja. Musiałam przepracować kilka spraw i nie skłamię, gdy napiszę, że zmieniłam podejście do życia i przede wszystkim do samej siebie. Pierwszym impulsem były złe wyniki badań kilka miesięcy temu, które uświadomiły mi, że najwyższa pora porządnie o siebie zadbać. Zapisałam się na siłownię, zmieniłam dietę i choć obecnie od treningów mam prawie dwutygodniową przerwę z powodu natłoku obowiązków i choroby, to za dni parę wracam do dźwigania, bo bardzo za tym tęsknię! Siłownia pozwoliła mi poukładać sporo kwestii w głowie, spojrzeć na siebie inaczej i w dużej mierze pomogła zaakceptować siebie taką jaką jestem, niezależnie od rozmiaru jaki obecnie noszę. Przytyłam dość sporo i miałam moment, w którym bardzo siebie nie lubiłam. Stałam się swoim największym wrogiem, hejterem i krytykantem. Myślę, że doskonale znacie to uczucie, gdy wmawiacie sobie, że jak zgubicie zbędne kilogramy, to będziecie lepsze, szczęśliwsze i w ogóle podbijecie świat. Teraz wiem, że byłam głupia, stara a głupia. Szkoda życia na chowanie się w cień i noszenia worka pokutnego z powodu nadprogramowych kilogramów. Oczywiście jestem za tym, aby pracować nad sobą i swoją sylwetką, ruszać się i dbać o siebie - przede wszystkim ze względów zdrowotnych, ale odkładanie cieszenia się życiem na później, na "chudsze czasy", jest totalnie bez sensu! Dlaczego? Ano dlatego, że wraz ze spadkiem wagi wcale nie zmienia się w magiczny sposób nasze życie. To wszystko jest w głowie, nie w cyferkach na wadze. Dużo czasu upłynęło nim dorosłam i dojrzałam do takich wniosków, ale nareszcie mogę napisać, że akceptuję siebie taką jaka jestem. 

W koszulce dodającej jeszcze +5kg, styrana po treningu, ale wrzucam. Ku pamięci i motywacji, dla siebie i może dla którejś z Was? 😄 Gorzej już być nie może, a przecież i tak tłum ludzi widzi mnie w podobnym stanie na siłowni.🤷‍♀️😂 Od 3 tygodni walczę sama ze sobą i przekraczam własne granice. Jest ciężko, czasem nawet bardzo. Są dni, kiedy po treningu ledwo wchodzę po schodach, a najprostsze czynności takie jak umycie zębów sprawiają trudność. Ale z każdym dniem jest lepiej, a progres motywuje. Czuję się mocniejsza, jestem silniejsza zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Siłownia bardzo czyści głowę. ✌ Decyzja o wykupieniu treningów personalnych, to najlepsze co mogłam dla siebie zrobić!!!! Potrzebowałam kogoś, kto będzie ciągnął mnie w górę. Do tego dochodzi oczywiście dieta, którą na 100% dopiero zaczęłam (to moja największa słabość i okres okołoświąteczny był wymówką🙈). Moim celem są przede wszystkim dobre wyniki badań za 3 miesiące i spadek wagi, do tego ogólne wzmocnienie i zdrowie. Jest dobrze, będzie jeszcze lepiej. Najlepiej. Wierzę w to!😉 Zastanawiam się czy chcecie wiedzieć jak to wszystko wygląda w praktyce? Jak konkretnie ćwiczę, jak jem i jak walczę z IO oraz niedoczynnością? 🤔 Mogę przygotować jakieś materiały, tu albo na blogu. Co Was interesuje?Nagrywamy też część moich ćwiczeń do prywatnego archiwum i być może odważę się kiedyś pokazać jak okrutne były moje początki!😂😂😂 #nigdyniejestzapozno #najtrudniejszypierwszykrok #mcfit #bodybuilding #bestrong #changemybody #changemylife #gymlife #befit #motivation #gymmotivation
Post udostępniony przez AGU | Agata (@agu_blog)

A tak już mniej górnolotnie, to zapewne już z Instagrama wiecie, że w naszym mieszkaniu rządzą od majówki kolejne dwie kocie dzidziuśki. Puchatka i serduszko, to siostry, które niebawem będą szukały wspólnego domu, ale najpierw musimy przygotować je odpowiednio do pójścia w świat. ;) Choć większość z Was reaguje na temat kotów entuzjazmem, to wciąż pojawiają się pytania - Agata, ale po co Wam to? Znowu? Przecież to problem, obowiązek, wydana kasa... Chce Wam się? Inni pytają, dlaczego koty, a nie ludzie? Przy okazji tego wpisu odpowiem na te pytania. Pomaganie uzależnia, to raz. Pomagając czuję się lepszym człowiekiem, może to egoistyczne, ale robię to też po części także dla siebie. Co więcej, każde uratowane zwierzę, to niesamowita satysfakcja. A w kwestii koty vs ludzie - jedno nie wyklucza drugiego, a ze wszystkim obnosić się nie trzeba. Na sam koniec dodam jeszcze, że gdyby każdy z nas pomógł komukolwiek - drugiemu człowiekowi, psu, kotu, czy chomikowi i nie był obojętny na krzywdę, to świat byłby lepszy. Do tego dążmy.




Rewolucja nie tylko w mej głowie, ale także w mieszkaniu! Od jakiegoś czasu pozbywam się zbędnych rzeczy, a w ciągu ostatniego tygodnia wywaliłam chyba z tonę śmieci, a drugie tyle puściłam dalej w świat. Niepotrzebne ubrania, gadżety, dodatki do domu i do zdjęć (czy tylko ja mam manię kupowania kurzołapów, bo "będą ładnie wyglądały na zdjęciach") znalazły nowy dom, a ja czuję się jakbym zrzuciła co najmniej pięć kilo. :D Gorąco polecam takie generalne porządki, bo czyszczą głowę równie fajnie jak wysiłek fizyczny. 



Moje plany na najbliższe miesiące

Od momentu, w którym stałam się swoją przyjaciółką żyje mi się lepiej, ale też znacznie więcej mi się chce! Oczyściłam przestrzeń, bez sentymentów rozstaję się ze wszystkim, co niepotrzebne i zbędne, upraszczam codzienność, zapisałam się na kilka kursów i webinarów, planuję remont i swoje życiówki na siłowni. :D Budzę się z energią do życia i kładę się z nią spać. Nawet nie macie pojęcia jak mi z tym dobrze! Uściślając jednak, w najbliższym czasie planuję skupić się przede wszystkim na:
  • sobie ;) - jutro wracam na siłownię, by w dalszym ciągu pracować nad zwiększeniem swojej sprawności, siły i kondycji. To czas tylko dla mnie i nie zamierzam z niego rezygnować, bo choć czasem jest ciężko i ledwo przebieram nogami, to uczucie w trakcie i po treningu jest nie do opisania. O mojej przygodzie z siłownią napiszę Wam jeszcze pewnie nie jeden raz, bo ciężary pokochałam! Do tego w dalszym ciągu dochodzi zdrowa dieta. Pewnie czasem się złamię, ale gotowych jadłospisów od dietetyczki sobie nie odpuszczam!
  • doprowadzeniu swojej cery do porządku - po odstawieniu antykoncepcji (już ponad rok temu), moja cera oszalała, a ja w dalszym ciągu sobie z nią nie radzę. Obecnie ma ten lepszy czas, ale wciąż jest zanieczyszczona, pełna zaskórników i grudek. Mam nadzieję, że wreszcie się dogadamy.
  • zamknięciu tematu aparatu na zęby - przez moje problemy ze zdrowiem, siłownię i kilka innych spraw spadł on z listy priorytetów, ale bardzo bym chciała jak najszybciej się "zadrutować",
  • powrocie do jazdy samochodem, a przede wszystkim zakupie własnego auta. Łatwiej jest wsiąść za kółko po przerwie ze świadomością, że jak coś uszkodzisz, to będzie przykro głównie Tobie. :D
  • remoncie! Szykują nam się większe zmiany w mieszkaniu i jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to całą metamorfozę udokumentuję na blogu, 
  • powrocie do makijażu - spokojnie, nie stanę się nagle samozwańczą beauty guru, po prostu ostatnio rzadziej się malowałam, a zapomniałam jak bardzo mnie to relaksuje i jaką frajdę mi sprawia, 
  • aktywnym i regularnym blogowaniu, ale o tym więcej w poniższym akapicie! :-)


Co z blogiem?

Przez dłuższy czas było mnie tu mniej i nie będę ukrywać, że było mi z tym bardzo źle. Pogubiłam się gdzieś po drodze, straciłam pomysł na siebie i na to miejsce. Każdy pomysł wydawał mi się beznadziejny, wtórny, a zdjęcia kiepskie i niedające się do publikacji. Ukrywałam się za obiektywem bojąc się wystawienia i narażenia na ocenę. Wpadłam w jakąś chorą pułapkę kompleksów oraz porównywania się do innych. Miałam wyrzuty, że nie pasuję do tego idealnego, widealizowanego świata, który kreowany jest w sieci. Daleko mi do ideału, nie noszę rozmiaru S, mam krzywe brwi, niesymetryczne usta, nie pijam kawy w Starbucksie bo mi do niego nie po drodze, nie mam białej pościeli (choć bardzo bym chciała), bo przy czterech kotach nie ma ona racji bytu. ;) Nawet dwóch równych kresek nie potrafię narysować po dziś dzień! W pewnym momencie strasznie mnie to zaczęło uwierać. Zaczęłam się nawet zastanawiać jak ja mam inspirować i zachęcać innych do dbania o siebie skoro sama nie czuję się ze sobą dobrze? Na szczęście to było kiedyś. Teraz jestem pewna, że ten blog, to moje miejsce, moje dziecko, to ja i ma tu być po mojemu. I chcę być tu sobą, bez ściemy, bez udawania, taka jaka jestem na co dzień. Nieidealna, normalna, zwyczajna, ale prawdziwa. Czasem rozczochrana, niepomalowana, zakręcona na punkcie kotów, walcząca z nadprogramowymi kilogramami. Dosyć chowania się za aparatem, ukrywania siebie. Profil bloga nie ulegnie diametralnej zmianie, wciąż tematem przewodnim będzie uroda, ale nie chcę narzucać sobie ograniczeń w postaci kosmetyków. Bywają tygodnie, że nie noszę ani grama makijażu, a mam do powiedzenia wiele na inne tematy. Dojrzewam, zmieniam się, a blog razem ze mną, dlatego spodziewajcie się małej metamorfozy tego miejsca. Jest mi ona bardzo potrzebna i długo do niej dojrzewałam. :-) Moje niedawne (a zarazem pierwsze) przywitanie się z Wami na stories w wersji saute spotkało się z bardzo pozytywnym odzewem, entuzjazmem i ogromnym wsparciem. Mam zatem nadzieję, że będziecie mi towarzyszyć również tutaj i wspólnymi siłami będziemy aktywnie tworzyć to miejsce!


Rozpisałam się, ale chyba było mi to potrzebne. Wszystkim, którzy dotrwali do końca bardzo dziękuję i przybijam piątkę! Nie ukrywam, że przy publikacji tego tekstu towarzyszył mi dreszczyk emocji, bo chyba nigdy się tak tu nie uzewnętrzniłam! Przy okazji, z tego miejsca dziękuję również tym, którzy w moim codziennym życiu pchają mnie do przodu, motywują i najzwyczajniej w świecie we mnie wierzą. To poniekąd dzięki nim powstał dzisiejszy post. :-)

Dziewczyny, co tam u Was? Dajcie znać w komentarzach jeśli tu jesteście! :-) 


NeoNail Pastel Romance + loteria Wygraj Swój Kolor!

piątek, maja 11, 2018 6

NeoNail Pastel Romance + loteria Wygraj Swój Kolor!

Dziewczyny, marka NeoNail znów nas rozpieszcza! W dzisiejszym poście przedstawię Wam przepiękną kolekcję lakierów hybrydowych Pastel Romance oraz zdradzę info o świetnej loterii. Uwaga, można zgarnąć super nagrody (m.in. Fiat 500 w wybranym przez siebie kolorze!)! Zapraszam do dalszej części wpisu, bo jest o co walczyć i co podziwiać. :-)



NeoNail Pastel Romance

Marka NeoNail wciąż mnie zaskakuje! Jestem pod wrażeniem, że można regularnie tworzyć tyle pięknych kolorów lakierów hybrydowych! Nowa kolekcja Pastel Romance, to ukłon dla delikatności i ponadczasowych pasteli. Sześć odpowiednio skomponowanych odcieni przywodzi na myśl zapach wiosennych kwiatów - tulipanów, hiacyntów, czy magnolii. Kolorystyka świetnie wpisuje się w modowe trendy - pastele doskonale uzupełniają lekkie i świeże stylizacje, koronkowe, czy też romantyczne, kwiatowe wzory. Co więcej, za pomocą kolekcji Pastel Romance stworzymy modny w tym sezonie manicure typu monochrom - wszystkie paznokcie malujemy różnymi odcieniami jednego koloru. 



Kolekcja Pastel Romance, to 6 pastelowych odcieni:

6120 FIRST DATE - jasny, delikatny fiolet;
6121 SWEET COQUETTE - blady, lekko rozbielony pastelowy fiolet;
6122 PRETTY JEALOUS - słodki, nieco cukierowy róż z nutą fioletu;
6123 PASSION FLAME - dziewczęcy, pudrowy róż;
6124 MOOD FOR LOVE - mieszanka brzoskwini i różu;
6125 GENTLE KISS - pastelowa, słodka brzoskwinia;

Nie zdziwi Was zapewne, gdy napiszę, że lakiery mają doskonałą pigmentację i zapewniają pełne krycie przy dwóch cienkich warstwach. Są odpowiednio płynne - ani zbyt rzadkie, ani za gęste (za to kocham m.in. hybrydy NeoNail) i bardzo łatwo pokryć nimi płytkę bez ryzyka zalania skórek. Trzymają się wzorowo do momentu zmiany stylizacji, a musicie wiedzieć, że ja swoich dłoni nie oszczędzam. Nie sprzątam w rękawiczkach (choć powinnam), mam w domu obecnie 4 koty, które swoimi pazurami potrafią czasem dać we znaki, ćwiczę na siłowni i wykonuję codzienne obowiązki domowe. Jedna buteleczka kosztuje 28,90zł i wszystkie znajdziecie na stronie NeoNail.




Wiosenna stylizacja Pastel Romance

Uwielbiam jasne, pastelowe odcienie na równi z czerwienią i ponadczasową czernią. Trudno mi było zdecydować się na jeden odcień, ale po chwili namysłu stwierdziłam, że tym razem na moich paznokciach zagości brzoskwiniowo-różowy odcień Mood For Love, który jest dość nieoczywisty. Nie byłabym sobą, gdybym nie przemyciła odrobiny złota. Jak widzicie moja miłość do błyskotek wciąż trwa, a że złote dodatki noszę na co dzień, to taki akcent na paznokciach jest świetnym uzupełnieniem całości.  Myślę, że wyszło ciekawie, i wreszcie mogłam pobawić się pyłkiem do zdobienia paznokci Chrome Flakes Effect w odcieniu 02. Zapewnia genialny efekt jakby pociętej folii. Te płatki są super!

Manicure jak zwykle jest prosty i szybki w wykonaniu, poradzi sobie z nim każda, nawet początkująca hybrydomaniaczka. Zobaczcie same!

→ Jak zwykle zaczynamy od zrobienia porządku ze skórkami - odsunięcia lub ewentualnego wycięcia i nadania paznokciom jednakowego kształtu za pomocą pilnika o gradacji 100/180 i przechodzimy do zmatowienia płytki blokiem polerskim.
→ Czas na odtłuszczenie płytki Nail Cleanerem i naniesienie cienkiej warstwy bazy Hard Base
→ Wkładamy dłoń do lampy LED 24W/48W ECO na 30 sekund. 
→ Aplikujemy pierwszą warstwę lakieru hybrydowego. Na wszystkie paznokcie nanosimy kolor Mood For Love
→ Wkładamy dłoń do lampy, utwardzamy, a następnie aplikujmy drugą, cienką warstwę i znów utwardzamy.
→ Na nieodtłuszczoną warstwę wklepujemy pędzelkiem pyłek Chrome Flake Effect 02. Pokrywamy nim płytkę palca serdecznego oraz wskazującego. Na środkowym skupiamy się na tym, aby nie było go zbyt dużo - lakier ma przebijać. Natomiast na serdecznym dokładnie wklepujemy w cały paznokieć. Pyłek bardzo dobrze się przykleja. 
→ Aplikujemy lakier nawierzchniowy, wszystkie paznokcie pokrywamy Hard Top, przemywamy Nail Cleanerem i gotowe.


Wielka loteria "Wygraj Swój Kolor"!

A na sam koniec mam dla Was hit! Obecnie trwa loteria Wygraj Swój kolor, która rozpoczęła się 7 maja i potrwa aż do 3 czerwca. Nagrodą główną jest samochód Fiat 500 w wybranym kolorze, a raz w tygodniu do wygrania jest skuter Django! Codziennie natomiast 10 osób wygrywa 9 zestawów 2 lakierów hybrydowych oraz 1 aparat Instax Mini. Super co? A co najważniejsze, nie musicie przygotowywać żadnych prac konkursowych, czy odpowiadać na pytania! Wystarczy dokonać zakupów produktów NeoNail na kwotę minimum 50zł oraz zarejestrować paragon na stronie www.loteria.neonail.pl. Przy okazji, od razu możecie sprawdzić, czy zgarnęłyście nagrodę dzienną. Ten sam paragon bierze także udział w losowaniu nagrody tygodniowej oraz głównej, czyli 1 paragon i aż 3 szanse na wygraną!

Dziewczyny, zachęcam do udziału w loterii, bo myślę, że nagrody są tego warte! Dajcie też znać  jakie wy wybieracie kolory na wiosnę /lato? Dajecie się opanować pastelom? :-)
Metamorfoza mojej toaletki

piątek, kwietnia 27, 2018 16

Metamorfoza mojej toaletki

Dawno, dawno temu pokazywałam Wam moje małe centrum dowodzenia, ale od tamtego czasu uległo ono zmianie wiele razy. W zasadzie toaletka została również biurkiem ponieważ pracując z domu musiałam mieć swoje miejsce. Często więc kosmetyki mieszały się z papierami, robił się bałagan, a ja się denerwowałam. Brakowało mi wydzielenia konkretnych stref i stwierdziłam, że coś z tym trzeba zrobić. ;) I zadziałałam, zobaczcie co z tego wyszło! Wczoraj po szybkich porządkach zrobiłam spontanicznie zdjęcia i pokażę Wam co nieco. :)



Biurko do pracy

Po pierwsze już rok temu kupiłam nowy, długi blat (Ikea Linnmon 200x60), który służy obecnie za miejsce do pracy. Z powodzeniem zmieszczą się przy nim dwie osoby jednocześnie i na tym bardzo mi zależało ponieważ nie zawsze pracuję w pojedynkę (często towarzyszy mi koleżanka). Jeśli więc trzeba możemy na bieżąco się konsultować i omawiać szczegóły. Mogłam też sobie pozwolić na dodatkowy monitor, który okazał się być znacznym ułatwieniem i wreszcie ma swoje stałe miejsce. Na luzie otaczam się więc notesami, luźnymi kartkami służącymi do zapisków i nie brakuje mi miejsca. Wydzielenie takiej prawdziwej, biurowej przestrzeni znacznie zwiększa produktywność i motywuje do pracy. Nie wyobrażam już sobie pracować z kanapy, chociażby też z szacunku do mojego kręgosłupa. ;) Do szczęścia brakuje mi jedynie naprawdę wygodnych krzeseł oraz dwóch ładnych lampek na już.

Tak było rok temu - blat stał pod oknem i służył jako biurko i toaletka. Nie do końca mi to pasowało.


Teraz stoi przy ścianie, bokiem do okna i jest typowym biurkiem dla dwóch osób. Po drugiej stronie stoi natomiast toaletka. Pokój jest długi i dość wąski, ale na szczęście blaty o głębokości 60cm ustawione z obu stron nie zagracają pokoju i nadal jest sporo miejsca.


Toaletka

Obecnie nie mam w sypialni miejsca na toaletkę, ale w domowym biurze (czyli osobnym pokoju), na luzie znalazła się na nią przestrzeń, więc oczywiście z tego skorzystałam. Zresztą bardziej mi pasuje, że mam ją akurat tutaj ponieważ w trakcie pisania tekstów na bloga wszystkie kosmetyki mam pod ręką i nie robi się dodatkowy bałagan. Moja toaletka to nic innego jak blat Linnmon oraz 2 komody Alex z Ikea (z tym, że blat zamieniłam z 150x75cm na ten o wymiarach 120x60) oraz wisienka na torcie czyli lustro, o którym marzyłam od dawna!

Soled lustro do makijażu LED MAKE UP STAND

Lustro rodem z hollywoodzkich charakteryzatorni gwiazd marzyło mi się od zawsze. Przez lata wzdychałam do zdjęć na Pintereście i podziwiałam toaletki zagranicznych dziewczyn. To idealne dopełnienie każdej kobiecej toaletki, czy też innego miejsca do makijażu. Na początku roku udało mi się spełnić marzenie dzięki polskiemu producentowi luster z żarówkami, firmie Soled.pl i muszę przyznać, że lustro jest ogromnym ułatwieniem przy codziennych malunkach.

Zdecydowałam się na mobilne lustro do makijażu Led Makeup Stand. Co to oznacza? Nie musi być ono montowane do ściany i na niej wieszane (ale jeśli chcecie to oczywiście możecie je powiesić), tylko stoi sobie na podstawie. Dla mnie było to bardzo istotne ponieważ lubię przestawiać meble, a stałe elementy już to nieco wykluczają. Rama jest gruba, stabilna, nic się nie chwieje, nie rusza i nie przesuwa. 

Moje lustro ma wymiary 80x60cm i uważam, że jest wystarczające dla moich potrzeb. Dziesięć żarówek daje na tyle mocne światło, że gdy maluję się wieczorem nie potrzebuję już dodatkowego oświetlenia. Wszystko wyraźnie widzę, a kolory są idealnie oddane ponieważ barwa światła (4000K) jest neutralna i bardzo zbliżona do naturalnego światła dziennego. Żarówki się nie nagrzewają, ani nie rażą w oczy, co jest dla mnie dość istotne, ponieważ nie znosiłam na przykład malować się przy włączonej lampie pierścieniowej. 

Lustro jest zasilane sieciowo, kabel jest dość długi i spokojnie sięga do wtyczki w pobliżu biurka. Z boku posiada włącznik. Całość jest wykonana bardzo solidnie i objęta trzyletnią gwarancją. 

Myślę, że jeszcze za jakiś czas stworzę Wam oddzielny post o samym lustrze i wtedy opowiem o nim więcej. Bardzo często pytałyście mnie o ceny i możliwe wymiary luster, więc odsyłam Was na stronę producenta ponieważ specjaliści Soled.pl udzielą najbardziej wyczerpujących informacji w tej kwestii. Z tego co się orientuję, to nie ma dla nich rzeczy niemożliwych i można składać też indywidualne zamówienia. Sama, gdy zaczęłam interesować się zakupem lustra dostawałam bardzo szybko odpowiedzi, więc obsługę klienta oceniam na duży plus.

Generalnie, ja jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona i szczęśliwa z posiadania tego lustra. Moje typowo dziewczyńskie marzenie się spełniło. Za każdym razem, gdy siadam przy toaletce i wykonuję makijaż czuję się niczym gwiazda filmowa! :-D



Remont na horyzoncie

W tym roku planuję większy remont, więc na pewno zmieni się kolor ścian. Męczy mnie szarość, która jest zbyt ciemna do tak małego pokoju. Zastąpi ją biel, która mi się jeszcze nie znudziła. Nie kombinowałam więc teraz za dużo, stwierdziłam, że brakujących dodatków poszukam dopiero po gruntownym odświeżeniu pomieszczenia. Muszę wymienić lampkę na inną, bo srebro już średnio mi tu pasuje, poszukać grafik nad długi blat i być może dokupię jeszcze jedną komodę Alex (jest bardzo pojemna, choć ma jeden minus - nie wysuwa się do końca). Ciągnie mnie też do drewna, chciałabym dokupić te szklane kopuły z Ikea na pędzle, by się nie kurzyły. Myślę, że pokażę Wam efekt końcowy po zmianach raz jeszcze. Jestem też ciekawa, czy chciałybyście zobaczyć zawartość mojej toaletki? W tym momencie nie nadaje się ona do pokazania światu, bo muszę wymienić organizery oraz dokupić nowe, te z plexi, ale jak już urządzę się w środku, to mogę przygotować taki wpis. Podrzuciłabym Wam może kilka trików w kwestii organizacji i pokazała moje kosmetyczne perełki - co Wy na to?



Aha! Mam też dla Was kod zniżkowy na zakupy w soled.pl. Wystarczy, że przy składaniu zamówienia, czy też w konfiguratorze lub mailu podacie hasło "AgataBielecka2018" a otrzymacie 10% rabatu na nieprzecenione lustra lub stanowiska wizażowego.

Na dziś ode mnie to tyle, ale jeśli Wy macie jakieś pytania, to zadawajcie je śmiało w komentarzach

Jestem też bardzo ciekawa jak wyglądają Wasze stacje kobiecego dowodzenia - posiadacie toaletki? Malujecie się w świetle dziennym, macie specjalne lustro, czy może wykonujecie makijaż w łazience (sama malowałam się tak x lat)?

Depilacja laserowa łydek - moje wrażenia w trakcie zabiegów

środa, kwietnia 25, 2018 5

Depilacja laserowa łydek - moje wrażenia w trakcie zabiegów

Jak już wiecie pod koniec zeszłego roku w ramach współpracy z depilacja.pl rozpoczęłam zabiegi laserowej depilacji łydek. Kilka z nich już za mną (miałam chwilową przerwę z uwagi na problemy zdrowotne), a Wy regularnie zadajecie pytania jak efekty i czy jestem zadowolona, zatem dziś spieszę z odpowiedzią!


Depilacja laserowa marzyła mi się od dawna, ponieważ mam jasną karnację i z natury ciemne, dość grube włosy, które rosną bardzo szybko. Dodatkowo nieobce są mi problemy z wrastającymi włoskami, czy zapaleniem mieszków włosowych. Ciężko jest mi więc utrzymać skórę gładką, bez podrażnień, zaczerwienień czy drobnych krostek. Trwałe pozbycie się owłosienia, to nie tylko oszczędność czasu, ale też wzrost komfortu i pewności siebie - pewnie nie jeden raz wstydziłyście się włożyć szorty po ogoleniu nóg depilatorem czy maszynką, tutaj ten problem znika.

W poprzednim wpisie wyjaśniłam Wam już, czym właściwie jest depilacja laserowa, jak działa laser diodowy LightSheer Duet oraz myślę, że wyczerpująco przekazałam jak się do zabiegu przygotować. Poruszyłam także temat przeciwwskazań, mitów związanych z depilacją oraz opowiedziałam jak wyglądała pierwsza wizyta. Zostawiam więc link i polecam zapoznać się z poprzednim artykułem.




Dziś skupię się na wrażeniach z zabiegów oraz efektach, które przyszły bardzo szybko i samą mnie pozytywnie zaskoczyły.

Przyznam szczerze, że choć wiedziałam, iż zabieg najlepiej sprawdza się wtedy kiedy jest duży kontrast pomiędzy skórą a włosami (tj. im jaśniejsza skóra i ciemniejsze, grubsze włosy, tym efekt jest bardziej spektakularny), to myślałam, że włosów pozbędę się znacznie później. Zaskoczyło mnie to, że już po pierwszym zabiegu moje włoski na łydkach znacznie się osłabiły. W pierwszym tygodniu normalnie odrastały, ale po osiągnięciu kilku milimetrów kruszyły się i wypadały. Jak wcześniej łydki musiałam golić codziennie, aby były gładkie, tak wtedy wystarczało przejechanie po nich maszynką raz na tydzień. Z biegiem czasu zaczęłam też zauważać na swojej skórze niewielkie obszary pozbawione owłosienia całkowicie. To sprawiło, że z ogromną niecierpliwością czekałam na kolejny zabieg.



Druga depilacja laserowa łydek wzmocniła efekty działania lasera - miałam spokój z goleniem na jakieś dwa tygodnie, po tym czasie odrastał minimalny meszek, ale tylko w niektórych partiach łydek. Zniknął też całkowicie problem czerwonych krostek związanych z wrastaniem pojedynczych włosów, a same czarne kropki w skórze stały się jaśniejsze, delikatniejsze i przede wszystkim mniej widoczne. 

Później niestety musiałam zrobić sobie przerwę z racji przyjmowanych leków, ale na szczęście po konsultacji z lekarzem, dostałam zielone w światło do wznowienia depilacji laserowej - dla zainteresowanych: metformina nie wyklucza zabiegów. I tutaj myślę, że kolejna ważna informacja - jeśli z jakichś przyczyn musicie w trakcie przerwać zabiegi, to nic straconego, ponieważ uzyskane wcześniej efekty nie przepadną. Po prostu w ostateczności będzie konieczny dodatkowy zabieg, zazwyczaj jeden wystarcza. 

Trzeci zabieg miałam wykonany w zeszły poniedziałek i od tamtej pory, ani razu nie musiałam własnoręcznie golić łydek. To chyba najlepszy dowód na to, że depilacja laserowa przynosi świetne efekty. Dla mnie to niesamowita wygoda, szczególnie teraz, kiedy trenuję na siłowni cztery razy w tygodniu oraz gdy zaczyna się sezon na sukienki i krótkie spodenki. Na kolejny wybieram się pod koniec maja.

I teraz przejdę do kwestii związanej z odczuwaniem bólu. Wiele z Was obawia się, że sam zabieg boli. Jak pisałam w poprzednim w poście, mnie na pierwszym spotkaniu nie bolało wcale, mimo braku okładów chłodzących. Poziom odczuwania bólu różni się jednak w zależności chociażby od fazy kobiecego cyklu i za drugim razem faktycznie skóra była bardziej uwrażliwiona, ale nie mogę nazwać też tego bólem, porównałabym to raczej do odczuć związanych np. z masażem bańką chińską, czyli lekkiego zasysania i jakby mrowienia. Trzeci natomiast ponownie nie powodował żadnego dyskomfortu. Na marginesie dodam jeszcze, że te okłady chłodzące, to świetna sprawa, bo dodatkowo znieczulają i przynoszą ulgę. 

Kolejna sprawa - podrażnienia. Tak jak wspominałam w poprzednim poście pierwszy zabieg moja skóra zniosła perfekcyjnie. Nie odczuwałam żadnego dyskomfortu, nic nie szczypało, nie swędziało, a czerwone kropki zniknęły szybciej niż się pojawiły. Za drugim razem podrażnienie było bardziej widoczne, szczególnie w miejscach, gdzie należało nogi "dogolić" maszynką z uwagi na moje niedopatrzenie (ważne, aby tuż przed wizytą ogolić dokładnie dany obszar ciała, skóra musi być gładka) i też nieco dłużej się utrzymywało. Natomiast po trzecim spotkaniu na łydkach nie było kompletnie śladu. Po wieczornej wizycie, na drugi dzień rano zameldowałam się na siłowni w obcisłych leginsach i ani przez chwilę nie poczułam żadnych dolegliwości, takich jak pieczenie, suchość, czy swędzenie. 



Idzie lato - co dalej? W moim przypadku nic się nie zmienia, zamierzam nadal kontynuować zabiegi. Jestem świadoma tego, że podczas depilacji laserowej należy stosować kremy z wysokim filtrem, oraz chronić skórę przed słońcem. W najbliższym czasie i tak nie zamierzam się opalać z uwagi na stosowane na twarz i plecy kwasy oraz mikrodermabrazję i nie planuję dłuższych kąpieli słonecznych. Gdybym jednak zdecydowała się na urlop gdzieś w ciepłym miejscu, ważne, żeby odczekać minimum dwa tygodnie po zabiegu. Wtedy znacznie maleje ryzyko przebarwień, jeśli zadbamy o odpowiednią pielęgnację. 

Co więcej, mam w planach również depilację przedramion z uwagi na problemy z zapaleniem meszków włosowych oraz pach i być może także bikini.  Najzwyczajniej w świecie kierują mną również względy estetyczne oraz fakt, że jest to niesamowite ułatwienie i uprzyjemnienie kobiecego życia, nie wspominając już o zaoszczędzonym czasie. Kusi mnie także wąsik, ale niestety muszę go odpuścić z uwagi na metal w buzi i aparat, który niebawem zakładam.

Jak można się domyślić, do tej pory jestem bardzo zadowolona i polecam wszystkim dziewczynom, którym owłosienie po prostu z różnych powodów przeszkadza bądź wpędza w kompleksy. Pamiętajcie jednak, że u każdego efekt będzie inny, bo tak jak wspominałam wyżej zależny jest on od grubości i koloru włosów, czy też karnacji. Najwięcej informacji uzyskacie kontaktując się ze specjalistami z depilacja.pl. Ja po prostu dzielę się własnymi odczuciami.

Depilacja laserowa w Szczecinie wykonywana jest w gabinecie mieszczącym się przy ul. ks. kard. St. Wyszyńskiego 37, na pierwszym piętrze salonu fryzjerskiego Hall No 1. Salon ma bardzo dobrą lokalizację - z dworca PKP i PKS dojdziemy tam spacerkiem, z miasta dojedziemy tramwajami lub autobusami.



Na sam koniec, podsumowując - dla kogo w szczególności  polecam depilację laserową?

→dla wszystkich kobiet, którym owłosienie przeszkadza i z różnych względów utrudnia życie,
→dziewczynom, których kompleksem jest owłosienie bądź podrażnienia, czy stany zapalne związane z goleniem/woskowaniem,
→dla osób z zapaleniem okołomieszkowym, 
→dla wszystkich, dla których czas to pieniądz ;),
→dla osób posiadających ciemne, grube włosy,
→dla alergików - osób uczulonych na wosk itd.

Wszystkie dokładne ceny zabiegów znajdziecie na stronie depilacja.pl. Pakiet "do skutku" wybranej partii ciała wynosi 999zł.

Dziewczyny, wrócę do Was jeszcze z kolejnym podsumowaniem po całej serii zabiegów. :)
Co najbardziej pogarsza stan mojej cery?

wtorek, kwietnia 17, 2018 21

Co najbardziej pogarsza stan mojej cery?

Moja cera od zawsze sprawia mi problemy. Co prawda nigdy nie dotknął mnie trądzik z prawdziwego zdarzenia, ale już w okresie dojrzewania borykałam się z rozszerzonymi porami, ogromem zaskórników i wypryskami. Później na kilka lat sytuację uspokoiły tabletki antykoncepcyjne, jednak po ich odstawieniu problem wrócił ze zdwojoną siłą. Moja skóra z mieszanej, ze skłonnością do odwadniania stała się typowo tłusta, mocno zanieczyszczona, a w dodatku dość uwrażliwiona. Choć z pozoru wydaje się być gruba, to łatwo ją podrażnić. Nieobce są mi grudki, zaskórniki zamknięte i otwarte, bolące gule, z którymi nic nie da się zrobić, czy też tradycyjne pryszcze. Staram się o cerę dbać kompleksowo dlatego zaczęłam bacznie obserwować, co poza pielęgnacją jej pomaga, a co szkodzi. Dziś opowiem Wam co ma najgorszy wpływ na stan mojej twarzy i pleców, ponieważ to właśnie na nich trądzik rozhulał się na dobre. Tym postem rozpoczynam też cykl dedykowany problemom skórnym na tle hormonalnym oraz moim zmaganiom i walce z nimi. Mam nadzieję, że będziecie mi towarzyszyć, a tymczasem zapraszam do dalszej części wpisu!

Pewnie będziecie pytać - na zdjęciu świetna, pieniąca się maseczka Tony Moly Tako Pore Bubble Pore Pack. Widocznie oczyszcza skórę z nadmiaru sebum, ponadto ściąga i zwęża pory. Tuż po jej zmyciu cera jest jaśniejsza, bardziej promienna i przyjemnie czysta. A to urocze opakowanie wymiata, niebawem napiszę o niej więcej. :)








 
CUKIER

Nie wiem, czy wiecie, ale do niedawna byłam wręcz uzależniona od cukru. Słodka kawa, czekolada i inne tego typu przekąski, to nie tylko zguba dla mojej sylwetki, ale też dla cery. Gdy sobie pofolguję i na przykład przez kilka dni z rzędu pochłonę sporą ilość cukru w różnej postaci, to moja skóra zamienia się w niezłe pobojowisko i wygląda naprawdę koszmarnie.

STRES

Mój organizm bardzo szybko odpowiada na sytuacje stresowe i nieźle się buntuje. Kiedy mam chociażby zbyt dużo pracy i obowiązków na głowie, to od razu widać to po mojej skórze. Robi się szara, zaczerwieniona, łatwiej się podrażnia, na policzkach pojawiają się suche skórki, a pory wydają się na jeszcze większe niż zwykle. 

POT

Niestety odkąd regularnie ćwiczę na siłowni zauważyłam, że moje skóra twarzy (głównie czoło i skronie) oraz pleców jest w trochę gorszej formie. Choć zawsze trenuję w związanych włosach, bez grama makijażu, w oddychającej koszulce, a tuż po biorę prysznic, to siłą rzeczy pocę się w trakcie wysiłku. Nadmiar sebum, zewnętrzne zanieczyszczenia, martwy naskórek - to wszystko w efekcie przyczynia się do powstawania nowych krostek i zaskórników. Obecnie jestem na etapie poszukiwania rozwiązania tego problemu. :-(

ALKOHOL

W tym przypadku od zawsze widziałam zależność - jeśli wypiję alkohol (najczęściej wieczorem, na jakiejś imprezie), to na drugi dzień rano od razu na mojej skórze pojawiają się drobne, ale dość bolesne krostki. Samo znaczenie ma także rodzaj wypitego alkoholu - np. wino jest dla mnie bardziej łaskawe niż babski drink, w którym zazwyczaj nie brakuje słodkiego napoju.

BRAK SNU

Jeśli nie dosypiam, od razu to widać po mojej twarzy. Staje się szara, a jednocześnie na policzkach pojawiają się czerwone plamki, suche skórki. Łatwiej ją podrażnić i szybciej się zanieczyszcza, w szczególności na nosie i brodzie. 

NIEODPOWIEDNIE KOSMETYKI

Źle dobrane kosmetyki również potrafią narobić sporo szkód. Cały czas obserwuję jakie składniki mi szkodzą, a jakie faktycznie pielęgnują. Unikam na przykład kremów z parafiną, bo wiem, że regularnie stosowane mnie zapychają, a wtedy mój nos jest cały w czarnych kropkach. Ostrożnie wprowadzam też nowości, szczególnie te silnie oczyszczające ponieważ potrafią mnie podrażnić lub przesuszyć. Twarz czerwona niczym burak, swędzenie i pieczenie nie są mi obce, dlatego z reguły pamiętam o próbach alergicznych na małym obszarze ciała.

O ten peeling dużo z Was pytało na instagramie! Po pierwszej aplikacji Tołpa dermo face sebio peeling 3 enzymy nieco mnie zawiódł, ale za drugim razem, gdy broda i nos usiane były w suchych skórkach doceniłam jego działanie. Skutecznie radzi sobie ze złuszczaniem martwego naskórka, a jednocześnie nie podrażnia. Początkowo odczuwalne jest delikatne szczypanie (u mnie głównie na policzkach), które po chwili mija, nie dochodzi do  żadnego zaczerwienienia.



















 
NIEWŁAŚCIWA PIELĘGNACJA

Aby utrzymać skórę w równowadze muszę balansować pomiędzy jej złuszczaniem a oczyszczaniem. Gdy przesadzę w którąś stronę (stosując nawet najlepsze, najbardziej sprawdzone kosmetyki) kończę z wysypem nowych niedoskonałości (treściwe formuły na dłuższą metę zapychają mi pory) lub podrażnieniem. Staram się więc obserwować cerę i słuchać jej potrzeb, ale nie zawsze wychodzi. ;-)

NABIAŁ

Zauważyłam, że nabiał spożywany w nadmiarze również nieco mi szkodzi. Nie jest to może duży problem, ale w momencie kiedy mocno go ograniczyłam cera wyglądała lepiej, dlatego teraz badam jak wszystkie produkty tego typu wpływają na moją skórę. Nie chodzi już nawet o same wypryski, a o np. zaczerwienione miejsca na ciele, np. na ramionach.

ZMIANA WODY

Niestety na wszystkich wyjazdach muszę myć twarz wodą mineralną ponieważ wszelka zmiana wody mi wyjątkowo nie służy. :( Cera od razu zaczyna się silniej przetłuszczać w strefie T, wysypuje mnie, a makijaż gorzej się trzyma. Zdarzają się też suche, czerwone placki na policzkach.

Jak same widzicie, sporo tego jest, a moja skóra obecnie jest szczególnie mocno uwrażliwiona na działanie różnych czynników. Niektóre z nich jestem w stanie wyeliminować np. te wynikające z niewłaściwego sposobu odżywiania, ale nie na wszystkie mam wpływ. Stresu nie da się wyeliminować z życia całkowicie, choć pewnie wszystkie bardzo byśmy chciały. ;-)

Dziewczyny, jestem bardzo ciekawa jakie Wy macie problemy z cerą i co najbardziej pogarsza jej stan, koniecznie dajcie znać! Może jeszcze na coś powinnam zwrócić szczególną uwagę? Wszystkie rady mile widziane, bo moja skóra przeżywa istny armagedon.
Zużyłam fajne kosmetyki!

środa, kwietnia 11, 2018 13

Zużyłam fajne kosmetyki!

Uzbierałam pełną siatkę pustych opakowań po kosmetykach i zanim je wyrzucę postanowiłam co nieco o nich opowiedzieć. Zużyłam bowiem same fajne produkty, do których jeszcze z pewnością nie raz wrócę. Część z nich znacie już z moich postów, inne przedstawię po raz pierwszy. Mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie. :-)


Nie wiem, czy też tak macie, ale mi puste buteleczki sprawiają radość. :D Poza tym sama lubię śledzić wpisy tego typu, ponieważ mini recenzje po zużyciu danego kosmetyku do cna są przydatne.

Le Frosch, Capitis Duo, szampon przeciwłupieżowy

Mój ulubieniec. Jeśli zaglądacie do mnie regularnie, to wiecie, że nie potrafię się bez niego obejść. Fantastycznie uspokaja skórę głowy, doskonale oczyszcza, a przy tym także koi i łagodzi. Jeżeli macie problem z nawracającym łupieżem, czy świądem, koniecznie dajcie mu szansę. Kupuję go zazwyczaj w aptece Gemini online, bo tam jest najtańszy. Klikam kilka butelek i mam zapas. W aptece pod moim domem ma 100% wyższą cenę, więc same rozumiecie.


La Roche-Posay Effaclar Duo, krem zwalczający niedoskonałości

Kolejny hit, tym razem do pielęgnacji cery. Stosuję go ostatnio z przerwami, bo zauważyłam, że moja skóra  na dłuższą metę nieco się do niego przyzwyczaja. Sięgam więc po Effaclar Duo [+] zawsze wtedy, gdy widzę, że z moją cerą zaczyna dziać się  coś niedobrego i tracę nad nią kontrolę. Krem widocznie wycisza wszystkie krostki, przyspiesza ich gojenie, redukuje grudki i pomaga w oczyszczaniu twarzy oraz rozjaśnieniu blizn po wypryskach. Lubię go również za to, że  mnie nie podrażnia, nie powoduje szczypania, zaczerwienienia, czy nadmiernego łuszczenia. Kupuję go zawsze tam, gdzie znajdę jakąś promocję.


La Roche-Posay Effaclar, oczyszczający żel do skóry tłustej

O tym żelu wspominałam już kilka razy. Lubię go za uczucie świeżości i oczyszczenia jakie zapewnia mojej twarzy. W połączeniu ze szczoteczką soniczną daje świetne efekty. Nie przesusza, nie powoduje uczucia ściągnięcia, dobrze się pieni i jest szalenie wydajny. Taka duża butla wystarcza mi na kilka długich tygodni mycia twarzy i pleców (mam problem z trądzikiem i chcę mieć pewność, że wszystkie kosmetyki typu szampon, czy odżywka są porządnie zmyte). Podobnie jak krem, żel kupuję w aptekach online.

Ziaja, Oczyszczanie - Liście Manuka, Żel myjący normalizujący

Dobry i tani. Na równi z Effaclarem może nie jest, ale śmiało mogę go nazwać niezłą alternatywą. Zapewnia czystość, świeżość, a zarazem brak podrażnień. Dobrze radzi sobie z problematyczną cerą, tak jak poprzednik wyposażony jest w wygodną pompkę i zaskakuje wydajnością. 

Evree, różany tonik do twarzy

Tonik był kiedyś pomijanym kosmetykiem w mojej codziennej pielęgnacji, dziś schodzi niczym woda. Używam go rano, tuż po umyciu twarzy i przed nałożeniem kremu, w ciągu dnia, w roli odświeżającej mgiełki oraz wieczorem - jest jednym z etapów demakijażu. Ten różany naprawďę świetnie się sprawdzał - był delikatny, odświeżał, dodawał energii, łagodził i przygotowywał skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych.


Isana, Lovely Winter, Sweet Feelings, kremowe żele pod prysznic

Żele pod prysznic marki Isana goszczą pod moim prysznicem od lat. Lubię je za ciekawe zapachy, skuteczność oczyszczania, delikatność i niską cenę. Dobrze się pienią, mają poręczne opakowania, więc naprawdę często je kupuję. Zazwyczaj zgarniam kilka  butelek przy okazji jakiejś promocji. Tak było i tym razem, oba zapachy pochodzą ze świątecznej edycji limitowanej. Są ciepłe, otulające i przyjemnie relaksujące, ale teraz czas na coś bardziej energetyzującego.











Bielenda, Vegan Friendly, Masło do ciała karite

Moja skóra z roku na rok staje się coraz bardziej wymagająca. Spełniam więc jej potrzeby i regularnie wcieram masła do ciała. Od tego typu kosmetyków oczekuję, aby porządnie nawilżały, miały treściwą formułę, szybko się wchłaniały i nie pozostawiały lepkiej warstwy. Masełko Bielendy idealnie wpisało się w moje potrzeby. Skóra wręcz je pije, tuż po prysznicu od razu mogę się ubrać, a subtelny zapach nie drażni nosa. Co więcej, zauważyłam wyraźne zmiękczenie, uelastycznienie i wygładzenie naskórka. To naprawdę udany produkt do codziennej pielęgnacji.

Dziewczyny, a Wy jakie zużyłyście ostatnio kosmetyki? :-)