Popularne posty

styczeń w zdjęciach

niedziela, 1 lutego 2015

Witam w nowej serii na blogu. Od teraz, mniej więcej co miesiąc będę dzielić się z Wami tym, co mnie zachwyciło lub rozczarowało w ostatnim czasie, bez tematycznych ograniczeń. Nie samymi kosmetykami człowiek przecież żyje, więc znajdziecie tutaj filmy, seriale, książki, jedzenie, muzykę, linki oraz wszystko inne, co wpadnie mi do głowy i uznam, że będzie warte podzielenia się z Wami. Mam nadzieję, że tego typu posty się Wam spodobają. Sama lubię czytać taką prywatę u innych blogerek, bo czuję wtedy, że poznaję je troszkę bliżej, co jest niesamowicie fajne. Zapraszam do dalszego czytania! :)


Zacznę od kalendarza, który sprawdza mi się idealnie w planowaniu wpisów na bloga i ogarniania wszystkich publikacji. Mam ambitny plan, by w tym roku dawać z siebie jeszcze więcej i chciałabym, aby nowe posty pojawiały się codziennie, z małymi wyjątkami. Pisanie i robienie zdjęć dawno nie sprawiało mi aż takiej radości i satysfakcji, więc mam nadzieję, że wena szybko mnie nie opuści. ;) Potrzebowałam więc jakiegoś kalendarza, aby spisać wszystkie pomysły i sensownie je rozplanować. Inaczej połowa z nich wyleciałaby mi z głowy i nigdy nie pojawiłaby się na blogu. Dostałam dwa kalendarze A5, gdzie dzień jest na jedną stronę i przyznam szczerze, że kompletnie się u mnie nie sprawdziły. Ten z Kubusiem Puchatkiem (tak, mam prawie 27 lat ;)), jest idealny na blogowe zapiski. Tydzień mieści się na dwóch stronach i mi to w zupełności wystarcza. Za jednym zamachem widzę wszystkie dni i jakoś łatwiej mi nad wszystkim zapanować, gdy nie muszę przewracać stron. No i jest też lekki więc nadaje się do torebki. Poza planowaniem postów notuję też w nim inne rzeczy warte zapamiętania - ciekawe linki, inspiracje, książki, które chcę przeczytać, filmy, albo seriale do obejrzenia. Co najlepsze, kalendarz kupiłam dopiero w połowie stycznia, gdy została jedyna, rozpakowana sztuka w Biedrze. :)



Jakiś czas temu obiecałam sobie, że nie będę kupować już gazet, bo po pierwsze w każdej jest praktycznie to samo, a po drugie ponad połowa stron to reklamy. Nie mogę się jednak oprzeć Elle i Twojemu Stylowi. Przyciągają mnie okładki i piękne zdjęcia w środku. Coraz częściej przymykam oko na reklamowy spam, bo dochodzę do wniosku, że nawet on potrafi być inspirujący - chociażby ze względu na samą fotografię lub grafikę (światło, kompozycja). Na tę chwilę to jedyne dwa tytuły, po które sięgam regularnie i myślę, że z nich nie zrezygnuję.



Wstyd się przyznać, ale w styczniu przeczytałam tylko jedną książkę i jest mi z tym okropnie. Kiedyś jedna tygodniowo, to było mało a teraz... Zdecydowanie muszę ograniczyć czas spędzany przed komputerem i marnowany na pierdoły. No, bo powiedzmy sobie szczerze, na facebooku nie dzieje się aż tyle, by zaglądać na niego co godzinę. ;) Chyba muszę zainstalować jakiś dodatek blokujący tego typu strony w trakcie pracy, bo znacznie ją wydłużają. No, ale dobra, nie przedłużam. Swój wolny czas poświęciłam na nową pozycję Tomka Tomczyka, czyli Kominka. Bloger i social media to aktualizacja poprzedniej wersji książki, wzbogacona o rodział poświęcony SM. Uprzedzając głosy w stylu "jak możesz go czytać", napiszę tylko tyle - najpierw przeczytajcie, a potem komentujcie, że Wam się nie podoba, proszę. :) Wiem, że z Tomkiem można się nie zgadzać, że wiele ludzi nie przepada za nim (głównie blogerów) i jego kontrowersyjnymi poglądami. Ja przyznaję, że sama nie czytam jego bloga regularnie, ba, jestem tam wręcz sporadycznym gościem, ale uważam, że jego książki są pozycją obowiązkową, dla kogoś, kto myśli o blogowaniu poważnie i chce to robić jak najlepiej. I wierzcie mi, że naprawdę nie chodzi tutaj głównie o zarabianie kasy! Książka, tak jak i dwie poprzednie, naładowana jest mnóstwem przydatnych porad i wskazówek, które zachęcają do wprowadzania zmian od zaraz. Nie ma przemądrzania się, czy wywyższania. Jest za to prosty język i Kominek w roli starszego, doświadczonego kumpla. Nie można się bowiem nie zgodzić, że doświadczenie to on ma  i wie co mówi/pisze. Dla mnie to ogromna dawka motywacji oraz solidny kop w tyłek dodający energii i pewności siebie na każdej płaszczyźnie życia. Jeśli sama nie uwierzysz w siebie i w swoje możliwości, nikt nie zrobi tego za Ciebie.



Więcej działo się za to serialowo i filmowo. W styczniu zaczęliśmy oglądać The Affair i pierwszy sezon połnęliśmy w kilka dni. Moim zdaniem jest genialny, ale spotykam się ze skrajnymi opiniami. W roli głównej mamy dwa małżeństwa i zdradę. Cała historia pokazana jest z dwóch różnych perspektyw, jego i jej, które oczywiście bardzo się od siebie różnią. Pierwszy raz spotykam się w serialu z podwójną narracją i jestem pozytywnie zaskczona tym zabiegiem. Serial mocno daje do myślenia, skłania do zastanowienia się nad tym, czy coś, co jest z pozoru stałe i nie do ruszenia, faktycznie może uchodzić za stuprocentowego pewniaka? Niektórych może nudzić wolno rozwijająca się akcja, mi odpowiada, bo każda sekunda naładowana jest milionem emocji. Polecam i czekam na drugi sezon.





Odkryciem stycznia był także serial True Detective, który niesamowicie wyróżnia się na tle pozostałych. Mocny, trzymający w napięciu, cholernie wciągający, skomplikowany i nieprzewidywalny. Opowiada historię dwóch detektywów z Luizjany pracujących nad rozwiązaniem sprawy dotyczącej morderstw, która swój początek ma w 1995 roku. Do tego dochodzą jeszcze wątki poboczne komplikujace relacje Rusta i Martina, a odbiorcy fuduje bałagan w głowie. Dla mnie rewelacja! 

Poza tym regularnie oglądałam dwa seriale - Arrow i Suits. O drugim słyszał chyba każdy, bo nie wierzę, że zabójczo przystojny Harvey Specter może być komuś nieznany! ;))  A pierwszego, jeżeli jeszcze nie znacie, odsyłam do wpisu TUTAJ, w którym opowiedziałam o nim więcej. Oliver Queen też jest niczego sobie. :D



Filmowo nadrobiliśmy zaległości w nowościach. Na tapecie były trzy tytuły. Pierwszy z nich The Judge (Sędzia) opowiada o historii prawnika, który wraca w swoje rodzinne strony na pogrzeb matki i dowiaduje się, że jego ojciec, tytułowy sędzia, oskarżony jest o morderstwo. Oczywiście próbuje dotrzeć do prawdy, a w międyczasie odbudowuje relacje rodzinne i utracony kilka lat wcześniej kontakt z bliskimi. Robert Downey Jr. to mój ulubieniec, więc nie mogę Wam filmu nie polecić. Mimo, że historia jest dość przewidywalna, to cała historia i tak trzyma w napięciu, n aprzemian wzrusza oraz powoduje głośny śmiech, ze względu na cięty dowcip. Drugi film to Whiplash, czyli  historia o muzyce, z muzyką w roli głównej. Młody perkusista pragnie za wszelką cenę dołączyć do największych artystów muzyki jazzowej. Nie ma tu rozbudowanych dialogów, to melodia gra pierwsze skrzypce. Całość szokuje, porusza, fascynuje i po prostu miażdży. Dawno nie obejrzałam aż tak dobrego filmu, który wywołał we mnie ogrom sprzecznych emocji i jestem przekonana, że zapadnie w mej pamięci na długo. Z chęcią wrócę do niego za jakiś czas. To były prawie dwie godziny czystej uczty. Ostatni, obejrzany zaledwie przedwczoraj to Taken 3 (Uprowadzona 3). Uwielbiany Liam Neeson jako Bryan Mills, tym razem mnie zawiódł. Cała historia mocno naciągana, przewidywalna i trochę rozczarowująca. Skomplikowane relacje rodzinne, śmierć najbliższej osoby, wrobienie w zabójstwo i oczywiście dochodzenie prawdy. Nie mogę powiedzieć, że się nudziłam, ale spodziewałam się czegoś innego. A najgorzej moim zdaniem wypadają wszelkie sceny kaskaderskie, które są niedopracowane i wyglądają tandetnie. 


Przejdę teraz do muzyki, choć tutaj wiało nudą. Ostatni miesiąc był odgrzewanym kotletem. Wraz z koleżanką wkręciła nam się Jennifer Lopez i wałkowałyśmy jej zarówno starsze, jak i nowsze hity. Mam całą playlistę na YT z jej klipami. Swoją drogą można się nieźle pośmiać patrząc na stare trendy makijażowe. ;) Do tego nieustannie Beyonce, którą wielbię za każdą piosenkę i fascynacja jej osobą chyba nigdy mi nie minie ;) Aaa, no i jeszcze Ellie Goulding i Love me like you do!



W styczniu po wieluuuu latach, wróciły puzzle i planszówki! Zdążyłam zapomnieć jaka to frajda składać malutkie elementy w całość. Co prawda na pierwszy rzut pożyczyliśmy od znajomych Walliego, który trenuje cierpliwość i do tej pory nie udało nam się go ogarnąć, ale to nic. :D Fragment, który widzicie na poniższym zdjęciu zajął nam dwa dni. ;) Miałam też okazję pograć w starego, dobrego Chińczyka i Scrabble. Ekscytacja poziom milion! :D







Kiedy rozebrałam choinkę w domu zrobiło się pusto i dopadła mnie wszechobecna szarość. Nie lubię tego okresu przejściowego między nowym rokiem, a wiosną, więc zawsze ten czas staram sobie umilać. A co może być lepszego od odrobiny wiosny w mieszkaniu? ;) Tulipany goszczą zatem w wazonie regularnie. Jedne przekwitają, kupuję nowe. To jedne z moich ulubionych ciętych kwiatów i samo patrzenie na nie poprawia mi humor.



Nie mogę też nie wspomnieć o moim ulubionym daniu. Odkąd spróbowałam sałatki przygotowanej przez koleżankę, serwuję ją sobie regularnie. Wystarczy garść rukoli, czerwone winogrona pokrojone w plasterki, ser camembert, pierść z kurczaka, prażony słonecznik i sos czosnkowy (ja robię na bazie jogurtu). Układam wszystko warstwami na talerzu (często głebokim), polewam sosem i posypują słonecznikiem. Na większą ilość osób robię w dużej misce. Niebo w gębie! Nie podejrzewałam nawet, że to ostro - słodkie połączenie może być tak pyszne. Koniecznie spróbujcie!






Przegląd miesiąca nie może obyć się także bez Rudzielca. Często o niego pytacie i domagacie się zdjęć na instagramie. Musicie jednak wiedzieć, że gdybym miała wrzucać go codziennie, byłby to te same fotki. Rudy aka Lucek ma bowiem jedno ulubione zajęcie, spanie oczywiście. ;)) Najlepiej w łóżku pod kołdrą, albo na poduszkach lub na kanapie w salonie, przykryty kocykiem. :D Rasowy piecuch z niego. A pomyśleć, że jeszcze rok temu błąkał się po ulicy i spał w krzakach. Nadal nie rozumiem jak ktoś mógł go nie chcieć, bo z ręką na sercu, to najukochańszy, najgrzeczniejszy i najmniej problemowy kot na świecie! :)






Na koniec zostawiłam sobie jeszcze dwa 'ciekawe' linki:
To już wszystko na dziś. Wyszedł całkiem niezły tasiemiec, zatem kto dotrwał do końca, ten wielki. ;) 

Jestem ciekawa jak Wam minął styczeń. :) Pochwalcie się swoimi odkryciami, napiszcie co u Was słychać. :) Co Was zafascynowało, a co rozczarowało? :) Dajcie też znać, czy lubicie tego typu wpisy. :)

Ps. Co jakiś czas tytuł tego wpisu pewnie będzie się zmieniał, bo wciąż nie mam sensownego pomysłu na nazwę tej serii. ;) 

facebook instagram bloglovin google



Nie zapomnij zajrzeć na:



Zobacz także:

35 komentarze

  1. przed chwilą gdzieś na fb widziałam tą "modę" na pixele na włosach i pomyślałam, że im coś jest durniejsze tym bardziej modne...indywidualność indywidualnością, ale nie za wszelką cenę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Swietny pomysl z nowym wpisem .....czytalam z ciekawoscia. Styczen minal mi super, ale najciekawsze bylo wczorajsze ognisko w Polskim Klubie. Rewelacyjny pomysl :-) .....przypomnialy mi sie dawne czasy harcerskich klimatow- ognisko gitara, spiew i kielbaski ...swietny czas.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mam kalendarz z biedronki tylko z Myszką Minnie, jest naprawdę świetny :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię takie wpisy :)
    Ja jestem w trakcie kończenia 3 sezonu Suits :) Harvey aaach. O Arrow słyszałam, ale nie oglądałam jeszcze

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny pomysł, będę podczytywać :)
    Rozumiem tęsknoty do zielonego, dzisiaj ze spaceryu przyniosłam gałązki forsycji. Tak, mają już niesmiałe pączki, dfwa, trzy dni w cieple i rozkwitną :) Wiooooosnooooo przyjdź :)
    Nie byłabym sobą, gdybym zignorowała Lucusia.... Kocie, trafiła Ci się główna wygrana na loterii życia :) Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie kończę "Bloger i social media". Powiem Ci, że już zdążyłam zapomnieć, że jestem tam cytowana, i dziwne to było uczucie - zobaczyć swoje słowa w kolejnym wydaniu :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Czasem ciekawie jest poczytać o czyiś ulubionych gazetach, filmach itd...Szczególnie, jeśli całkowicie wręcz różnią się od moich :) Ups, przepraszam - kot i kwiaty :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Styczen kojarzy mi sie tylko z jednym.. Wczoraj zamowilam swoj pierwszy pedzel z zoevy 227, mam mokro na sama mysl! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja mam problem z serialami. Obejrzałam pierwszy sezon Arrow i bardzo mi się podobał, ale na drugim utknęłam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Lubię tego typu wpisy :) Mój kalendarz jest z Myszką Minnie, cały czas zastanawiałam się jak wygląda w środku ten z misiem :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię takie wpisy :))
    U mnie książkowo i filmowo nędza, bo sesja, a więc cały styczeń kucie :(
    Za to muzycznie odkryłam Alt-J!
    Ah, i polubiłam owsiankę :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakie fajne puzzle:) Wally zwiedza świat :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetne zdjęcia, szczerze książkę "Bloger i social media" sama bym z chęcią przeczytała ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Z chęcią wypróbuję przepis na sałatkę, bo uwielbiam takie klimaty;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Coś mi wygląda na to, że jutro będę lecieć po rukolę i spółkę :) Też ostatnio wprowadzałam u siebie akcent wiosenny, acz pod postacią żonkili - od razu człowiekowi lżej na duszy się zrobiło :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Oooo Puchatkowy kalendarz ♥ Ja miałąm w zeszłym roku, w tym nie udało mi się dorwać i skończyłam z Pawlikowską, ale też jest fajny ;) "Love me like you do, lo lo love me like you do..." leci non stop w moim aucie :D
    Proszę zasadzić ogromniastego buziaka w sam czubek nosa Rodzielca mojego ♥♥♥ LOVE!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rudzielca* miało być, ach ten pośpiech :D

      Usuń
  18. Też mam taki sam kalendarz, który leży teraz na moich kolanach. Notuję plany na rok, a chwilę temu wykreśliłam ten który zaplanowałam.na luty, nie ma odwrotu muszę spełnić kolejne marzenie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Też lubię czytać u innych blogerek takie bardziej prywatne wpisy. Fajną wymyśliłaś serię, przyjemną dla oka, ciekawą i inspirująca. Na liście do obejrzenia mam 'sędziego' i serial o zdradzie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Zapowiada się fajna seria. Lubię takie posty. The Affair też zaczęłam oglądać. Pixele na włosach nieco śmiewszą. Co też ludzie nie wymyślą :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Beyonce, ach Beyonce. Słucham jej nawet teraz :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Fajny wpis :) Whiplash również mnie powalił na kolana. Rewelacja :) Zaciekawił mnie serial The Affair - muszę po niego sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja bardzo lubię tego typu wpisy :)))))
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Cudowny wpis :-) więcej takich:-)

    OdpowiedzUsuń
  25. Super ulubiecy, a ten kalendarz jest extra:)
    Seriali nie ogladam, a z gazetami mam podobnie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  26. A mi wręcz przeciwnie 3 część Uprowadzonej najbardziej się podobała :] Nową piosenkę Ellie uwielbiam, świetna jest :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Też mam u siebie serię "Miesiąc w pigułce", ale u mnie to bardziej podsumowanie zdjęć z Instagrama :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  28. Bardzo ciekawy post - mam nadzieję, że seria będzie pojawiać się regularnie :) U mnie styczeń minął bardzo spokojnie, nie działo się nic specjalnego. Luty zaczął się za to seansem w kinie i "Ziarnem prawdy" - lubię takie kino. Planuję również w tym miesiącu zobaczyć "Whiplash". Jestem bardzo ciekawa. Książkowo trochę lepiej, bo ze swojej listy skreśliłam 4 pozycje. Oby ten miesiąc był tylko lepszy :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń

_________________________________________________

Masz do mnie jakiekolwiek pytanie? Zadaj je proszę pod najnowszym wpisem. :-)

Wszystkie komentarze zawierające autopromocję i aktywne linki reklamowe nie będą publikowane. Dotyczy to również marketingu szeptanego uskutecznianego przez firmy (w tym także niezwiązane z tematyką bloga).

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! ♡
Pozdrawiam serdecznie,
Agu
__________________________________________________