Popularne posty

Przegląd ulubionych rozświetlaczy: Sleek, theBalm, Makeup Revolution, I Heart Makeup

piątek, 23 stycznia 2015

Posiadam cerę mieszaną i do pewnego czasu unikałam rozświetlaczy jak ognia. Bałam się  uzyskania tandetnego efektu kuli dyskotekowej, tym bardziej, że na mojej skórze i tak często pojawiał się niekontrolowany błysk. Zaprzyjaźniona za to byłam z wszelkiego rodzaju pudrami matującymi. Wiecie, im mocniejszy mat, tym lepiej. ;) Na szczęście moje myślenie dawno uległo zmianie zmianie i aktualnie bez odrobiny kosmetyku rozświetlającego nie wyobrażam sobie makjażu. Dzisiaj więc zaprezentuję Wam moje ulubione rozświetlacze, takie, po które sięgam najchętniej i uważam, że są godne polecenia. Większość z nich doczekała się już osobnych recenzji na blogu, ale mam nadzieję, że ten zbiorczy wpis przekona Was, że błysku nie trzeba się bać. Zapraszam do dalszego czytania. :) 




SLEEK MAKEUP HIGHLIGHTING PALETTE, PALETA 4 ROZŚWIETLACZY

To stosunkowo nowe rozświetlacze na rynku. Sleek wypuścił paletę kilka miesięcy temu. Nie wspominałam o nim nigdy wcześniej, więc dziś ma swoje pięć minut. :)) Muszę przyznać, że już samym opakowaniem wyróżnia się na tle pozostałych kosmetyków marki. Jest zamykane na magnes, nadal plastikowe, ale z eleganckim, metalicznym połyskiem, lustrzanym wręcz. Daleko mu do czarnych, matowych kasetek. Dodatkowo zawiera lusterko i pędzelek (marnej jakości). Jedyne "ale" mam do tego, że paleta nie otwiera się na płasko, maksimum to kąt prosty, przez co, obawiam się, może mi się szybko uszkodzić. Przejdźmy jednak do zawartości, bo w środku dużo się dzieje. Mamy tutaj 3 rozświetlacze kremowe i jeden w kamieniu. Dzieląc rozświetlacz na dwie strony - lewą i prawą, mamy następująco:
  • Platinum - kremowa srebrzysta biel (lewa góra);
  • Renaissance Gold -  kremowe połączenie szampana i złota (lewy dół);
  • Royal Gold - kremowe złoto ze srebrnymi drobinkami (prawa góra);
  • Antique Bronze - złoty brąz w kamieniu;

Na pierwszy rzut oka wszystkie wyglądają bardzo ładnie, ale ja zdecydowanie bardziej wolę lewą stronę. Zarówno Platinum, jak i Renaissance Gold pozwalają mi uzyskać na kościach policzkowych ładną taflę odbijającą światło. Royal Gold ma moim zdaniem za dużo wyraźnych, migoczących drobinek, które kojarzą mi się z drobnym brokatem, czego nie lubię. Nie widać ich na szczęście mocno na twarzy. Ostatni zaś, czyli Antique Bronze jest dla mnie przede wszystkim za ciemny, a poza tym posiada bardzo dziwną, suchą, konsystencję przez co nakłada się bardzo tępo. Jest też dość grubo zmielony i jakoś najmniej się polubiliśmy. Co z trwałością i aplikacją? Początkowo myślałam, że kremowe formuły nie będą zbyt trwałe. Wyglądały tak, jakby nie zastygały. Ku mojemu zdziwieniu trzymają się cały dzień i naprawdę trudno zetrzeć je z twarzy. Każdy rozświetlacz w kremie aplikuję palcem, ruchem wklepującym (by nie odkryć tego co pod spodem) bezpośrednio na podkład i dopiero wtedy całość delikatnie przypudrowuję, tak, by nie stracić błysku. Efekt możemy stopniować - odrobina zapewni nam subtelną poświatę, większa ilość pozwoli na uzyskanie mokrego policzka. Zdarza mi się też wymieszać odrobinę kosmetyku z podkładem, ale robię to stosunkowo rzadko. Żaden nie rozpuszcza różu, czy bronzera, nie migruje  i nie tworzy plam. Podsumowując - połowę palety bardzo lubię, drugą już mniej. Duet jest jednak na tyle udany, że uważam kasetkę, za wartą uwagi i godną polecenia. Szczególnie, gdy macie suchą skórę. Kremowe kosmetyki, czy to rozświetlacze, czy np róże, dużo ładniej na niej wyglądają. Na koniec kwestia dostępności i ceny - mój egzemplarz pochodzi z kosmetykomania.pl, znajdziecie go TUTAJ w cenie 42,89zł. 









SLEEK MAKEUP, FACE FORM FAIR 372 

Bardzo udane trio Sleeka, ale dziś skupimy się wyłącznie na rozświetlaczu. Jest chyba najbardziej neutralny (ani zimny, ani ciepły), ze wszystkich jakie posiadam i najsubtelniejszy. Daje piękną, równomierną taflę na twarzy, bez żadnych widocznych drobinek. Jest drobno zmielony, mocno sprasowany i posiada aksamitną konsystencję. Pracuje się z nim przyjmnie i sądzę, że nawet nieprawiona ręka nie zrobi sobie nim krzywdy. To idealna propozycja dla początkujących dziewczyn, które obawiają się efektu "mocnej ręki". Nawet jeśli nałożycie go za dużo, bardzo łatwo go rozetrzeć. Ślicznie też wygląda na bladziochach. Nie tworzy plam, na pudrze trzyma się bez problemu cały dzień, jedynie odrobinę traci na intensywności pod wieczór. Face Form jest dostępny także w odcieniu light i medium. Warto zwrócić na nie wszystkie uwagę. Swoją drogą, doszłam dziś do wniosku, że rzadko pokazuję Wam kosmetyki Sleek, choć mam ich dość sporo i naprawdę większość bardzo lubię. Muszę koniecznie nadrobić! Może macie ochotę na jakiś przegląd? Paletkę znajdziecie np. TUTAJ w cenie 45,99zł.


THEBALM, MARY-LOU MANIZER 

Nieustannie moja faworytka. Nie wiem czy jakikolwiek inny rozświetlacz jest w stanie dać taki sam efekt. Żeby było jasne, wszystkie pozostałe uważam, za naprawdę dobre, ale to Mary za każdym razem przyspiesza bicie mojego serca. To przepiękny złoto-beżowy kolor, który wygląda idealnie na każdej kobiecie. Zapewnia gładką, jednolitą taflę, przepięknie odbijającą światło. Posiada aksamitną, lekko mokrą konsystencję, która rewelacyjnie się rozciera. Jest też szalenie napigmentowana, najmocniej ze wszystkich dziś prezentowanych. Wystarczy odrobinka na pędzlu, by uzyskać widoczny, ale nienachalny połysk. Większa ilość zapewni nam mokry policzek. Początkowo warto Mary aplikować ostrożnie. Trwałość oceniam na piątkę, cały dzień jest widoczna na swoim miejscu, nie ściera się, nie migruje i przepięknie łączy się z pozostałymi kosmetykami - różem oraz bronzerem. Śmiało mogę ją nazwać numerem jeden. Przepięknie wygląda też w roli cienia do powiek. Kosztuje około 65zł, znajdziecie ją np. TUTAJ

Pisałam o niej na blogu dwa razy:

MAKEUP REVOLUTION, VIVID BAKED HIGHLIGHTERS - GOLDEN LIGHTS & PEACH LIGHTS

Dobra jakość w niskiej cenie. Kolejna perełka marki, która w zeszłym roku podbiła blogosferę (i podbija w dalszym ciągu). Rozświetlacze zamknięto w opakowaniach z solidnego plastiku, może nie cieszą oczu tak jak theBalm, ale zaliczyły kilka upadków i nadal żyją, co dobrze o nich świadczy. Wypiekana formuła starczy na wieki, po oba odcienie sięgam często, a nadal wyglądają jak nowe. Pigmentację określam jako dobrą. Jedno pociągnięcie pędzlem pozwala podkreślić kości policzkowe w widoczny sposób, ale bez przesady. Mają jedwabistą formułę, są drobno zmielone i przyjemnie, gładko suną między palcami. Praca z nimi to czysta przyjemność i w tej cenie uważam, że nie ma lepszego rozświetlacza na rynku. Golen Lights to przepiękne złotko, natomiast Peach Lights to róż z brzoskwiniowymi tonami. Koszt jednej sztuki to 15zł, szukajcie online. Wiem, że w wielu miejscach Golden Lights jest wyprzedany. 

Na blogu znajdziecie obszerną recenzję na ich temat:

I HEART MAKEUP, GODDESS OF LOVE

Przepiękne, słodkie serduszko, które moim zdaniem jest odpowiednikiem rozświetlacza Peach Lights. Efekt na skórze daje taki sam, co zresztą zobaczyć możecie na swatchach. :) Nie widzę między tymi 2 kosmetykami żadnej różnicy poza opakowaniem. Daje różowo-brzoskwiniową taflę na skórze, nie ma nachalnych widocznych drobin i prezentuje się naprawdę ślicznie. Pigmentacja jest bez zarzutu, trwałość także. Dzięki wypiekanej formule jest raczej nie do zużycia. Sięgam po niego bardzo chętnie i nie ukrywam, że wpływ ma na to także opakowanie. ;) Jest prześliczne! Już się nie mogę doczekać nowych serduszek. :) Od Was zależy, czy chcecie zapłacić więcej za sam design, czy wolicie kupić kosmetyk, który daje ten sam efekt. :) Serducho kosztuje 24,99zł, znajdziecie je np. TUTAJ

Na blogu pojawiło się zestawienie wszystkich serduszek:

Na koniec dodam jeszcze, że nie zauważyłam, aby któryś z rozświetlaczy miał zły wpływ na stan mojej cery. Żaden nie powoduje zapychania porów, podraznienia, czy wysypki. Niezależnie od miejsca aplikacji każdy wygląda dobrze - szczyty kości policzkowych, środek czoła, brody, szczyt nosa, łuk kupidyna, czy powieka (cała bądź kącik). Śmiało można więc je nazwać kosmetykami uniwersalnymi. 

Gdybym miała polecić Wam na tę chwilę pędzel do rozświetlacza, byłyby to 4 następujące modele: 
  • Zoeva 129 Luxe Fan, czyli wachlarzyk, który nakłada idealną ilość rozświetlacza, polecam go szczególnie początkującym! (klik)
  • Zoeva 114 Luxe Face Focus (klik)
  • Real Techniques Setting Brush (klik)
  • Hakuro H22 (klik)
  • Hakuro H14 (klik)
paleta rozświetlaczy Sleek z bliska, w większej ilości 


paleta rozświetlaczy Sleek z daleka, nałożona lekką ręką 

pozostałe rozświetlacze z bliska


pozostałe z daleka :)
Koniecznie dajcie znać, czy jesteście fankami rozświetlonego makijażu! Lubicie dodać sobie błysku? :) Jakie rozświetlacze posiadacie, lubicie i polecacie? Może nasze typy się pokrywają? 

PS. Blog dzisiaj na chwilę wyleciał w kosmos, tzn. zaliczył dużą awarię, stąd małe zmiany. Najpóźniej w niedzielę wszystko będzie na swoim miejscu.

Serduszko oraz kilka moich ukochanych perełek kosmetycznych możecie zdobyć biorąc udział w konkursie na moim facebooku. Kliknięcie w zdjęcie przeniesie Was do wpisu konkursowego. :)



Photobucket Photobucket PhotobucketPhotobucket



Nie zapomnij zajrzeć na:



Zobacz także:

37 komentarze

  1. Nigdy nie miałam rozświetlacza, Mary mnie kusi od jakiegos czasu. Tyle pozytywnych opinii słyszałam i czytałam, że chyba nie bałabym się zainwestowac :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. ja odruchowo częściej sięgam po Golden Lights :D

      Usuń
  3. Od dziś masz Hejtera. Nie kuś mnie do cholery, bo ubiję. Ja właśnie posty produkuję o paletach bo przesmyrałam je zdrowo i pierwsze wrażenia wycedzę. Jutro produkuję pielęgnację

    OdpowiedzUsuń
  4. Oh ta Mary kusi i kusi . Obecnie posiadam serducho i chyba nigdy mi sie nie skończy :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedyny i najukochańszy rozświetlacz jaki mam w kolekcji to ten z palety FaceForm. Po tym jak go opisałaś mogę się tylko podpisać. Plus to naprawdę baardzo udane trio sleeka, w szczególności w podróży!

    OdpowiedzUsuń
  6. Znam wszystkie oprócz pierwszefo :) ale mam tylko Mary Lou :) a co do pędzla do rozświetlacza to ja mam hakuro h15 i spisuje sie bardzo dobrze :) tez zastanawiałam się nad h13 i h14 ale w wyborze pomogla mi YouTuberka i chwała jej za to. Lepiej wybrac mi nie mogła :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam Mary Lou i bardzo ją lubię :) niezł, ale dużo delikatniejszy rozświetlacz ma Kobo ;) ze Sleeka miałam kiedyś duo bronzer + rozswietlacz i miło wspominam ten produkt ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też od pewnego czasu uważam rozświetlacz za niezbędny. Od pewnego czasu bo miałam takie same obawy jak Ty - również jestem posiadaczką cery mieszanej,
    Ale przekonałam się i z umiarem rozświetlacze są również dla tych co "sami z siebie się świecą"

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja na razie jestem na twoim dawnym etapie myslenia ;) moze kiedys zmienie zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. ja chciałabym to serduszko.. poza tym samo opakowanie mnie przyciąga :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy Ty to wszystko zużyjesz?! :D Mimo wszystko serduszko do mnie najbardziej przemawia, oczywiście ze względu na opakowanie i super cenę. :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię błysk w makijażu. Do niedawna używałam rozświetlacza z Inglota, dawał bardzo naturalny efekt. Potem przerzuciłam się na Soft& Gentle i przy nim już pozostanę. Jak dla mnie jest idealny i nawet w kierunku innych nie patrzę :) No może tylko żeby popodziwiać :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Kurcze, ta paletka Sleek'a mnie oczarowała!

    OdpowiedzUsuń
  14. ja też uwielbiam ostatnio rozświetlacze :)
    a marylou mi się marzy♥

    OdpowiedzUsuń
  15. Ile tych rozświetlaczy *.* jejku cudowne ! Najbardziej w oko wpadło mi serduszko i wypiekańce :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękna kolekcja:) Ja mam tylko Mary Lou i jestem zachwycona;)

    OdpowiedzUsuń
  17. z tych wszystkich mam tylko mary i juz nie poszukuję nic innego :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Uwielbiam rozświetlacz :) Teraz testuję w płynie firmy W7, wygląda jak perłowy lakier do paznokci :D Bardzo fajny tani i trwały :)

    OdpowiedzUsuń
  19. oj jakie śliczne kolorki marzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetny przegląd rozświetlaczy!

    OdpowiedzUsuń
  21. W końcu wiem, co kupić :) Rozświetlacz to jednak niezbędnik w damskiej kosmetyczce :) Ja mam Lumi Magique, medium (L'OREAL) i jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Podobają mi się te rozświetlacze Make Up Revolution :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Jejku to serduszko tak mnie kusi, że chociaż rzadko używam rozświetlacza to chyba je kupię ;-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Czytając pierwsze zdania miałam wrażenie, że piszesz o mnie! :D Staram się wdrażać minimalizm, więc posiadam tylko jeden rozświetlacz - The Balm. Testowałam też pozostałe przez Ciebie wymienione rozświetlacze, bo mieszkam w Londynie i łatwy jest do nich dostęp stacjonarnie, ale już wiem, że nie zamieniłabym Mary-Lou na nic innego! No ale nigdy nie mów nigdy... ;)

    x
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
  25. Kupiłam The Balm i aż żal mi go otworzyć :D
    W tej chwili chciałam najpierw wypróbować rozświetlające perełki Glazel, które były w Shinybox-ie styczniowym. Niestety jak dla mnie perełki okazały się totalnym niewypałem i chyba dobiorę się do Mary-Lou :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Zabrakło mojego ulubionego rozświetlacza z dr Irena Ersi seria Provoke;).

    OdpowiedzUsuń
  27. Kupiłam wszystkie trzy rozświetlacze z Makeup Revolution z serii Vivid Baked Highlighters i jestem niemi oczarowana. Odkąd je mam nie wyobrażam sobie twarzy bez odrobiny blasku na kościach policzkowych i nie tylko!

    OdpowiedzUsuń
  28. Też mam cerę mieszaną i również dopiero niedawno przekonałam się do rozświetlaczy :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Najbardziej chyba spodobał mi się jednak rozświetlacz z Trio Sleeka :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja mam tylko dwa rozświetlacze - Mary-Lou i Wild coś tam z limitowanki Essence. Oba bardzo lubię, ale i tak nie korzystam z nich zbyt często. Chyba więcej nie potrzebuję ;)

    Gdybym jednak miała wybrać coś z powyższych (poza Mary-Lou), to chyba postawiłabym na trio Sleeka albo ten jaśniejszy MUR :)

    OdpowiedzUsuń
  31. A ja ma pytanie odnośnie rozświetlacza makep revolution. Czy on ma mieć takie mega malutkie kolorowe tandetne drobinki? Spodziewałam się rozświetlającej tafli a przyszło coś co wygląda jak bazarowy rozświetlacz - po nałożeniu świeci się, ale bardziej przykuwają uwagę te drobinki - nie widziałam ich na swatchach - ale może to być kwestia ustawień monitora. U was też są te drobinki kolorowe?- osypują się na rogach opakowania, i błyszczą jakbym umazała opakowanie w drobno zmielonym bokacie...
    Czy Golden Lights też ma takie drobinki?

    OdpowiedzUsuń

_________________________________________________

Masz do mnie jakiekolwiek pytanie? Zadaj je proszę pod najnowszym wpisem. :-)

Wszystkie komentarze zawierające autopromocję i aktywne linki reklamowe nie będą publikowane. Dotyczy to również marketingu szeptanego uskutecznianego przez firmy (w tym także niezwiązane z tematyką bloga).

Dziękuję za każdy pozostawiony po sobie ślad! ♡
Pozdrawiam serdecznie,
Agu
__________________________________________________